OMNIBAJTEL
A
A
A
Nie byłoby Śląska, gdyby nie pierwszy bajtel. Od bajtla zaczyna się wszystko. Uznałam, że Śląsk to w zasadzie zbiór przeróżnych bajtli, które go formują. Czemu więc nie zrobić z nich literackiej mieszanki? Opowieści o dorastaniu, które słyszałam od rodziców, wujków, dziadków, zawsze mnie fascynowały. Teraz sięgam dalej w tę śląskość, odkrywam ją na nowo. Zanurzam się w historii, a może schodzę nawet jeszcze głębiej? W „Omnibajtlu” nawiązuję do doświadczeń dzieci Śląska, przemycając w tle historię tego najważniejszego.
I w koło na kole, i zwis na klopsztandze, i jabłka Leischnera gdzie białe robaki
I gwoździe z kamienic wystają ze stopy, i walka na patyk, i rzut Pokemonem
I Krzysiek ma procę, i tato ma halbę, i znów kula bal, a mama trze pranie
A Janek ma wuja, a wuj jest bohater, pistolet na kulki
A kulka niemiecka
I płuca z ołowiu, wczasy w sanatorium, kolory, zapachy, siarkowe obrazy
I nogi je bolą od Bożego Ciała, a ojciec jest święty jak dioboł, jeronie!
I buty prefekta na glanc trzeba zrobić
Bo kijem go zbije
Ruszyła maszyna po szynach na hałdę, prababka mu daje nowiutki kaftanik
Krew mamy, krew taty, gra ślonsko biesiada, u omy znów szałot i Gustaw Morcinek
Sosnowiec jest na Ślą… uczyło się godki, od głodu i moru zachowaj nas Panie
A Rączka gotuje wodzionka i mama przynosi mu autko, rozjedzie robala
A wiynkszy pożytek jest mieć w chałpie cera, co łobiad uwarzy, bo synek rojbruje
Poloki Ślunsk przeszły i wkulały Turkom – tak w szkole mu goda pani Majerowa
A opa mu goda o muzykach z Bremy, gdy wraca z roboty do chałpy na mitag
I na cud Jonasza, nasturcjo nasza, pół chleba zażarte po drodze maluchem
Na gyburstag ciotki, co roznosi plotki
Przed domem usypał mu Pan czorno góra, jaskrawe plastiki, foremki węglowe
Twardawe bombony, kartoflane jodła, z kartonów mebelki kleiło za bajtla
Strzelało ze szlojdra na lufcie i w doma, i zamiast w galoty celuje w nachtopa
I Niemiec ratował mu babcię przed Auschwitz, i sąsiad wbił w gowe mu widły za raki
Więc gna w familoki pić cztery jabcoki
Chcesz loda? To kup se! Póć sam synek do dom! A miało ten domek czerwony, ceglany
Policzki z kropkami czarnymi od huty, a błoto ze placu na łydkach i rany
Komputer od Apple za szóstki ze matmy, z cebulą krupnioka, kurzyło po krzokach
Zbierało pył ze ścian szorstkiej kamienicy, grillowe soboty, dziurawe galoty
Wstążeczki we włosach, koronki na stole, ciepłe brzegi placka, Pegasus i taczka
I w koło, tak w koło, usmolone koksem, wielu imion, wersji, pokorne i mocne
Nie czeskie, nie mieckie, nieproste, a polskie
Łypie na świat z chmury
To Dzieciątko śląskie
I w koło na kole, i zwis na klopsztandze, i jabłka Leischnera gdzie białe robaki
I gwoździe z kamienic wystają ze stopy, i walka na patyk, i rzut Pokemonem
I Krzysiek ma procę, i tato ma halbę, i znów kula bal, a mama trze pranie
A Janek ma wuja, a wuj jest bohater, pistolet na kulki
A kulka niemiecka
I płuca z ołowiu, wczasy w sanatorium, kolory, zapachy, siarkowe obrazy
I nogi je bolą od Bożego Ciała, a ojciec jest święty jak dioboł, jeronie!
I buty prefekta na glanc trzeba zrobić
Bo kijem go zbije
Ruszyła maszyna po szynach na hałdę, prababka mu daje nowiutki kaftanik
Krew mamy, krew taty, gra ślonsko biesiada, u omy znów szałot i Gustaw Morcinek
Sosnowiec jest na Ślą… uczyło się godki, od głodu i moru zachowaj nas Panie
A Rączka gotuje wodzionka i mama przynosi mu autko, rozjedzie robala
A wiynkszy pożytek jest mieć w chałpie cera, co łobiad uwarzy, bo synek rojbruje
Poloki Ślunsk przeszły i wkulały Turkom – tak w szkole mu goda pani Majerowa
A opa mu goda o muzykach z Bremy, gdy wraca z roboty do chałpy na mitag
I na cud Jonasza, nasturcjo nasza, pół chleba zażarte po drodze maluchem
Na gyburstag ciotki, co roznosi plotki
Przed domem usypał mu Pan czorno góra, jaskrawe plastiki, foremki węglowe
Twardawe bombony, kartoflane jodła, z kartonów mebelki kleiło za bajtla
Strzelało ze szlojdra na lufcie i w doma, i zamiast w galoty celuje w nachtopa
I Niemiec ratował mu babcię przed Auschwitz, i sąsiad wbił w gowe mu widły za raki
Więc gna w familoki pić cztery jabcoki
Chcesz loda? To kup se! Póć sam synek do dom! A miało ten domek czerwony, ceglany
Policzki z kropkami czarnymi od huty, a błoto ze placu na łydkach i rany
Komputer od Apple za szóstki ze matmy, z cebulą krupnioka, kurzyło po krzokach
Zbierało pył ze ścian szorstkiej kamienicy, grillowe soboty, dziurawe galoty
Wstążeczki we włosach, koronki na stole, ciepłe brzegi placka, Pegasus i taczka
I w koło, tak w koło, usmolone koksem, wielu imion, wersji, pokorne i mocne
Nie czeskie, nie mieckie, nieproste, a polskie
Łypie na świat z chmury
To Dzieciątko śląskie
Zdjęcie: Monika Błaszków - „Klopsztanga”
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

