ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (480) / 2023

Monika Błaszków,

OMNIBAJTEL

A A A
Nie byłoby Śląska, gdyby nie pierwszy bajtel. Od bajtla zaczyna się wszystko. Uznałam, że Śląsk to w zasadzie zbiór przeróżnych bajtli, które go formują. Czemu więc nie zrobić z nich literackiej mieszanki? Opowieści o dorastaniu, które słyszałam od rodziców, wujków, dziadków, zawsze mnie fascynowały. Teraz sięgam dalej w tę śląskość, odkrywam ją na nowo. Zanurzam się w historii, a może schodzę nawet jeszcze głębiej? W „Omnibajtlu” nawiązuję do doświadczeń dzieci Śląska, przemycając w tle historię tego najważniejszego.





I w koło na kole, i zwis na klopsztandze, i jabłka Leischnera gdzie białe robaki

I gwoździe z kamienic wystają ze stopy, i walka na patyk, i rzut Pokemonem

I Krzysiek ma procę, i tato ma halbę, i znów kula bal, a mama trze pranie

A Janek ma wuja, a wuj jest bohater, pistolet na kulki

A kulka niemiecka

I płuca z ołowiu, wczasy w sanatorium, kolory, zapachy, siarkowe obrazy

I nogi je bolą od Bożego Ciała, a ojciec jest święty jak dioboł, jeronie!

I buty prefekta na glanc trzeba zrobić

Bo kijem go zbije

Ruszyła maszyna po szynach na hałdę, prababka mu daje nowiutki kaftanik

Krew mamy, krew taty, gra ślonsko biesiada, u omy znów szałot i Gustaw Morcinek

Sosnowiec jest na Ślą… uczyło się godki, od głodu i moru zachowaj nas Panie

A Rączka gotuje wodzionka i mama przynosi mu autko, rozjedzie robala

A wiynkszy pożytek jest mieć w chałpie cera, co łobiad uwarzy, bo synek rojbruje

Poloki Ślunsk przeszły i wkulały Turkom – tak w szkole mu goda pani Majerowa

A opa mu goda o muzykach z Bremy, gdy wraca z roboty do chałpy na mitag

I na cud Jonasza, nasturcjo nasza, pół chleba zażarte po drodze maluchem

Na gyburstag ciotki, co roznosi plotki

Przed domem usypał mu Pan czorno góra, jaskrawe plastiki, foremki węglowe

Twardawe bombony, kartoflane jodła, z kartonów mebelki kleiło za bajtla

Strzelało ze szlojdra na lufcie i w doma, i zamiast w galoty celuje w nachtopa

I Niemiec ratował mu babcię przed Auschwitz, i sąsiad wbił w gowe mu widły za raki

Więc gna w familoki pić cztery jabcoki

Chcesz loda? To kup se! Póć sam synek do dom! A miało ten domek czerwony, ceglany

Policzki z kropkami czarnymi od huty, a błoto ze placu na łydkach i rany

Komputer od Apple za szóstki ze matmy, z cebulą krupnioka, kurzyło po krzokach

Zbierało pył ze ścian szorstkiej kamienicy, grillowe soboty, dziurawe galoty

Wstążeczki we włosach, koronki na stole, ciepłe brzegi placka, Pegasus i taczka

I w koło, tak w koło, usmolone koksem, wielu imion, wersji, pokorne i mocne

Nie czeskie, nie mieckie, nieproste, a polskie

Łypie na świat z chmury

To Dzieciątko śląskie



 
Zdjęcie: Monika Błaszków - „Klopsztanga”