NOWA WYSTAWA FOTOGRAFICZNA W CZYTELNI SZTUKI
A
A
A
W gliwickiej willi Caro, zbudowanej w latach 1882-1885 rezydencji przemysłowca Oscara Caro, położonej w ogrodzie ze wspaniałymi, rozłożystymi platanami, niedawno odnowionej, można oglądać stałą wystawę wnętrz mieszkalnych górnośląskich przemysłowców z XIX wieku (pięknie utrzymane parkiety, zachowane stropy, boazerie, stolarka drzwiowa i okienna, meble, bibeloty) oraz wiele znakomitych wystaw malarstwa i rzeźby, biżuterii, porcelany i bursztynu.
Przed willą stoi rzeźba „Lwa czuwającego” (ok. 1825), autorstwa dziewiętnastowiecznego artysty i współpracownika Królewskiej Odlewni Żelaza., Theodora Erdmanna Kalidego. Drogę do wejścia wskazuje „Żywy obraz” (2004) Krzysztofa Nitscha, przedstawiający ozdobną ramę obrazu, wypełnianą czasami płynącą wodą lub promieniami światła, ustawioną na niewysokim postumencie, przypominającym splecione liny lub pnie drzew.
Muzeum przechowuje w swoich zbiorach bogatą kolekcję fotografii, zwłaszcza artystów związanych z Gliwickim Towarzystwem Fotograficznym, a dzięki szefowi Czytelni Sztuki, Grzegorzowi Krawczykowi, zespołowi kuratorek, kuratorów oraz pracowników technicznych można było wielokrotnie oglądać starannie wybrane, często połączone tytułowym problemem, fotografie znanych artystów.
Od końca września bieżącego roku zorganizowano w Czytelni Sztuki kapitalną wystawę zdjęć czworga fotografów związanych z Gliwicami: Zofii Rydet (1911 – 1997), Jerzego Lewczyńskiego (1924 – 2014), Piotra Janika (1923 – 1981) i Stanisława Jakubowskiego (ur. 1934). Do wszystkich wymienionych, sławnych artystów można by odnieść metaforyczne określenie, którego użył w stosunku do siebie Marian Schmidt (1945 – 2018), mówiąc, że jest „wędrowcem szukającym skarbów życia codziennego“. Czworo fotografów także poszukiwało w Gliwicach i okolicy skarbów codzienności, ludzi, sytuacji, miejsc, przedmiotów. Kuratorki wystawy przypomniały również kilka zdjęć, które powstały w ramach akcji fotograficznej „Jeden dzień z życia Gliwic” (1962).
Kiedy wchodzimy do Czytelni Sztuki, wzrok zatrzymujemy przede wszystkim na zdjęciach, które są na wprost drzwi; dostrzegamy tryptyk Zofii Rydet („Mój dom jest mną”), a na ścianie drugiego, mniejszego pomieszczenia portret Ślązaczki, który także wykonała Rydet. Z kolei po prawej stronie od tryptyku zauważamy portret starszej pary z Pyskowic, a obok nieco zbrązowiałe zdjęcie Jakubowskiego – dzieci bawiących się przy fontannie Neptuna.
Zdjęcia na wystawie są w różnym formacie, małe i duże, wszystkie umieszczone w białym pass-partout i czarnej, wąskiej ramie. Wyjątek bez ramy stanowi największe zdjęcie: „Nasze powiększenie – Nysa 1945”, które skomponował w 1971 roku Jerzy Lewczyński, dodając do zdjęcia z przepełnionymi ludźmi wagonami, stojącymi na stacji, które wykonał Władysław Rękosławski, kilkanaście niewielkich powiększeń wybranych osób z dachu pociągu czy znajdujących się na peronie. Dla Lewczyńskiego ważne były więc poszczególne osoby.
Wystawa od pierwszego spojrzenia budzi pozytywne wrażenia. Widz czuje się zainteresowany, dostrzega różnorodność, piękno i urok czarno-białych kadrów, co wydaje się oczywiste, kiedy myślimy o humanizmie, zaangażowaniu i wspólnocie mieszkańców konkretnego miejsca, fotografów i widzów.
Wpatrujemy się w zdjęcia, na chwilę wchodząc w rolę fotografującego, odtwarzając ten moment, kiedy on znalazł się w określonym miejscu i patrzył na ludzi, których spotkał, a jednocześnie zanurzając się w mikroświecie konkretnego obrazu. Potem porównujemy naszą współczesność ze światem sprzed kilkudziesięciu lat, który został utrwalony na zdjęciach z końca lat 50. i lat 60. Szukamy odpowiedzi na pytania, gdzie są sfotografowane miejsca, czy tak teraz też wyglądają, kim są osoby z fotografii, jak są ubrane, jakie przedmioty trzymają w dłoniach. Zastanawiamy się, kto i z jakiego powodu wydaje się samotny, a kto jest z innymi osobami. Możemy zobaczyć i przypomnieć sobie, jak ludzie byli ubrani, w jakich wózkach wożono małe dzieci, czym bawiły się starsze dzieci, jak wyglądały podwórka, gdzie suszono pościel i wietrzono bieliznę, kto poruszał się główną ulicą Gliwic (na fotografii Jakubowskiego – szyny tramwajowe, auta i wózek, który ciągnie jakiś człowiek).
Muzeum przygotowało stustronicowy, dwujęzyczny katalog w wersji papierowej i online, co bardzo ułatwia i odbiór wystawy, i daje możliwość powrotu do zdjęć już po zamknięciu wystawy. Kuratorki - Kamila Dworniczak i Maria Franecka (dziękuję Pani Marii za wszystkie wyjaśnienia na wystawie) - w obu swoich tekstach kompetentnie poszerzają konteksty wystawy. Przypominają wystawę „Rodzina człowiecza” (The Family of Man) Edwarda Steichena, pokazaną w Warszawie w 1959 roku, i jej odbiór przez członków Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego, zwięźle charakteryzują dominanty twórczości czworga fotografów, rozważają pojęcie fotografii humanistycznej, w połączeniu z reportażem i surrealizmem, skupiają uwagę na kilku wybranych zdjęciach. Teksty poszerzają i pogłębiają przygotowanie merytoryczne widzów, w pewnym stopniu nadają kierunek oglądaniu zdjęć zgromadzonych w dwu pomieszczeniach. Dodajmy, że można pobierać audiodeskrypcje.
Fotografie na wystawie i w katalogu połączone są w cztery grupy, a do każdej z nich napisano krótki, trafny komentarz. Są to: afirmacja, indywiduum/wspólnota, krzątanina/zakorzenianie oraz przemijanie, czyli wielostronny ogląd człowieczego losu, z elementami chronologii – beztroskie dzieciństwo, nawet w brzydkim otoczeniu (śmietniki, kałuże), uroda młodości (portrety młodych kobiet; mężczyzna, który grabi trawnik w parku, na chwilę przerywa zajęcie, patrząc ukradkiem na przechodzącą dziewczynę), praca fizyczna (górnicy, piekarze), okrucieństwa historii, starość widoczna na twarzach i dłoniach czy w pochyleniu sylwetki, w kontraście do młodości (dziecko i stary mężczyzna; dziewczyna i stara kobieta).
Zabawy dziecięce ujawniają, jak niewiele dzieciom potrzeba, wystarczą na przykład zwykłe deski do zjeżdżania z górki, ulepienie bałwanka czy piłeczka do gry. Zabawy i zajęcia mogą być indywidualne lub zorganizowane. Na zdjęciu Jakubowskiego dzieci w przedszkolu schodzą ze schodów, a na pięknej, jak kadr filmowy, fotografii Lewczyńskiego gromadka dzieci, trzymając się za ręce, bawi się pod opieką nauczycielek na łące pełnej kwiatów, a w tle widać pola i chmury na niebie. jest także zdjęcie karuzeli, które wykonał Piotr Janik.
Zofia Rydet kapitalnie sfotografowała przez szybę bytomskiego sklepu, w którym pracowała, dwu niedużych chłopców. Chłopcy przypatrywali się z ulicy sklepowej wystawie; jeden z nich wpatrywał się z wyjątkową uwagą, drugi nie wydawał się aż tak zainteresowany, ziewał. Podpis stanowi zabawny komentarz do sytuacji („Mały człowiek – między nami mężczyznami”). Z kolei Lewczyński sfotografował Rydet właśnie w Bytomiu.
Portretowani na ogół nie patrzą prosto w obiektyw, nie mamy więc wrażenia, że sfotografowani wpatrują się w nas, oni patrzą gdzieś w bok, patrzą w innym kierunku. Na zdjęciu z 1969 roku Jerzy Lewczyński sfotografował artystkę graficzkę Janinę Joannę Eberhard-Szymańską, pochyloną w swojej pracowni. Przykuwają uwagę piękne, wyraziste twarze starych kobiet, pokryte zmarszczkami, jak poetycko opisał Stanisław Grochowiak - usiane ptasimi tropami („twarz kobiety jak pole // Usiane chrustem gonitwy, ptasich tropów – zakosów” – z liryku „Ikar”). Na niektórych zbliżeniach Piotra Janika widoczne są dłonie kobiet, zniszczone, pomarszczone, ale z delikatnością dotykające na przykład pisanek. Poruszające wrażenie robi zdjęcie kobiety, która ukryła twarz w dłoniach, a na jej przedramieniu widać wytatuowany numer obozowy (Janik).
Fotografie zostały wykonane w wielu przestrzeniach: na ulicach, we wnętrzach mieszkań, w parku, na podwórkach, na moście. Są na nich pojedynczy ludzie, są także większe grupy. Osoby przedstawione na zdjęciach, często w znanych sobie miejscach, są w różnym wieku, na różnych etapach życia, w różnym nastroju. Pozują do zdjęcia lub zostały sfotografowane znienacka.
Dostrzegamy cechy warsztatu artysty, zastanawiamy się, jaki wpływ na nasz odbiór sfotografowanego ma na przykład frontalne ujcie postaci, spojrzenie z góry, uchwycenie w ruchu, zwłaszcza dzieci, przechylenie głowy, zestawienie osób z elementami pejzażu. Prezentowane są oddzielne zdjęcia, ale niektóre zdjęcia tworzą większe zestawy, np. tryptyki: Zofii Rydet („Mój dom jest mną”) i Jerzego Lewczyńskiego (macewa, ściana z górniczymi numerami i markami oraz kartka z rachunkami).
Podczas pobytu w mieście nad Kłodnicą warto także zajrzeć do czterech innych oddziałów Muzeum w Gliwicach: Zamku Piastowskiego, Oddziału Odlewnictwa Artystycznego, Radiostacji Gliwice i Domu Pamięci Żydów Górnośląskich.
Przed willą stoi rzeźba „Lwa czuwającego” (ok. 1825), autorstwa dziewiętnastowiecznego artysty i współpracownika Królewskiej Odlewni Żelaza., Theodora Erdmanna Kalidego. Drogę do wejścia wskazuje „Żywy obraz” (2004) Krzysztofa Nitscha, przedstawiający ozdobną ramę obrazu, wypełnianą czasami płynącą wodą lub promieniami światła, ustawioną na niewysokim postumencie, przypominającym splecione liny lub pnie drzew.
Muzeum przechowuje w swoich zbiorach bogatą kolekcję fotografii, zwłaszcza artystów związanych z Gliwickim Towarzystwem Fotograficznym, a dzięki szefowi Czytelni Sztuki, Grzegorzowi Krawczykowi, zespołowi kuratorek, kuratorów oraz pracowników technicznych można było wielokrotnie oglądać starannie wybrane, często połączone tytułowym problemem, fotografie znanych artystów.
Od końca września bieżącego roku zorganizowano w Czytelni Sztuki kapitalną wystawę zdjęć czworga fotografów związanych z Gliwicami: Zofii Rydet (1911 – 1997), Jerzego Lewczyńskiego (1924 – 2014), Piotra Janika (1923 – 1981) i Stanisława Jakubowskiego (ur. 1934). Do wszystkich wymienionych, sławnych artystów można by odnieść metaforyczne określenie, którego użył w stosunku do siebie Marian Schmidt (1945 – 2018), mówiąc, że jest „wędrowcem szukającym skarbów życia codziennego“. Czworo fotografów także poszukiwało w Gliwicach i okolicy skarbów codzienności, ludzi, sytuacji, miejsc, przedmiotów. Kuratorki wystawy przypomniały również kilka zdjęć, które powstały w ramach akcji fotograficznej „Jeden dzień z życia Gliwic” (1962).
Kiedy wchodzimy do Czytelni Sztuki, wzrok zatrzymujemy przede wszystkim na zdjęciach, które są na wprost drzwi; dostrzegamy tryptyk Zofii Rydet („Mój dom jest mną”), a na ścianie drugiego, mniejszego pomieszczenia portret Ślązaczki, który także wykonała Rydet. Z kolei po prawej stronie od tryptyku zauważamy portret starszej pary z Pyskowic, a obok nieco zbrązowiałe zdjęcie Jakubowskiego – dzieci bawiących się przy fontannie Neptuna.
Zdjęcia na wystawie są w różnym formacie, małe i duże, wszystkie umieszczone w białym pass-partout i czarnej, wąskiej ramie. Wyjątek bez ramy stanowi największe zdjęcie: „Nasze powiększenie – Nysa 1945”, które skomponował w 1971 roku Jerzy Lewczyński, dodając do zdjęcia z przepełnionymi ludźmi wagonami, stojącymi na stacji, które wykonał Władysław Rękosławski, kilkanaście niewielkich powiększeń wybranych osób z dachu pociągu czy znajdujących się na peronie. Dla Lewczyńskiego ważne były więc poszczególne osoby.
Wystawa od pierwszego spojrzenia budzi pozytywne wrażenia. Widz czuje się zainteresowany, dostrzega różnorodność, piękno i urok czarno-białych kadrów, co wydaje się oczywiste, kiedy myślimy o humanizmie, zaangażowaniu i wspólnocie mieszkańców konkretnego miejsca, fotografów i widzów.
Wpatrujemy się w zdjęcia, na chwilę wchodząc w rolę fotografującego, odtwarzając ten moment, kiedy on znalazł się w określonym miejscu i patrzył na ludzi, których spotkał, a jednocześnie zanurzając się w mikroświecie konkretnego obrazu. Potem porównujemy naszą współczesność ze światem sprzed kilkudziesięciu lat, który został utrwalony na zdjęciach z końca lat 50. i lat 60. Szukamy odpowiedzi na pytania, gdzie są sfotografowane miejsca, czy tak teraz też wyglądają, kim są osoby z fotografii, jak są ubrane, jakie przedmioty trzymają w dłoniach. Zastanawiamy się, kto i z jakiego powodu wydaje się samotny, a kto jest z innymi osobami. Możemy zobaczyć i przypomnieć sobie, jak ludzie byli ubrani, w jakich wózkach wożono małe dzieci, czym bawiły się starsze dzieci, jak wyglądały podwórka, gdzie suszono pościel i wietrzono bieliznę, kto poruszał się główną ulicą Gliwic (na fotografii Jakubowskiego – szyny tramwajowe, auta i wózek, który ciągnie jakiś człowiek).
Muzeum przygotowało stustronicowy, dwujęzyczny katalog w wersji papierowej i online, co bardzo ułatwia i odbiór wystawy, i daje możliwość powrotu do zdjęć już po zamknięciu wystawy. Kuratorki - Kamila Dworniczak i Maria Franecka (dziękuję Pani Marii za wszystkie wyjaśnienia na wystawie) - w obu swoich tekstach kompetentnie poszerzają konteksty wystawy. Przypominają wystawę „Rodzina człowiecza” (The Family of Man) Edwarda Steichena, pokazaną w Warszawie w 1959 roku, i jej odbiór przez członków Gliwickiego Towarzystwa Fotograficznego, zwięźle charakteryzują dominanty twórczości czworga fotografów, rozważają pojęcie fotografii humanistycznej, w połączeniu z reportażem i surrealizmem, skupiają uwagę na kilku wybranych zdjęciach. Teksty poszerzają i pogłębiają przygotowanie merytoryczne widzów, w pewnym stopniu nadają kierunek oglądaniu zdjęć zgromadzonych w dwu pomieszczeniach. Dodajmy, że można pobierać audiodeskrypcje.
Fotografie na wystawie i w katalogu połączone są w cztery grupy, a do każdej z nich napisano krótki, trafny komentarz. Są to: afirmacja, indywiduum/wspólnota, krzątanina/zakorzenianie oraz przemijanie, czyli wielostronny ogląd człowieczego losu, z elementami chronologii – beztroskie dzieciństwo, nawet w brzydkim otoczeniu (śmietniki, kałuże), uroda młodości (portrety młodych kobiet; mężczyzna, który grabi trawnik w parku, na chwilę przerywa zajęcie, patrząc ukradkiem na przechodzącą dziewczynę), praca fizyczna (górnicy, piekarze), okrucieństwa historii, starość widoczna na twarzach i dłoniach czy w pochyleniu sylwetki, w kontraście do młodości (dziecko i stary mężczyzna; dziewczyna i stara kobieta).
Zabawy dziecięce ujawniają, jak niewiele dzieciom potrzeba, wystarczą na przykład zwykłe deski do zjeżdżania z górki, ulepienie bałwanka czy piłeczka do gry. Zabawy i zajęcia mogą być indywidualne lub zorganizowane. Na zdjęciu Jakubowskiego dzieci w przedszkolu schodzą ze schodów, a na pięknej, jak kadr filmowy, fotografii Lewczyńskiego gromadka dzieci, trzymając się za ręce, bawi się pod opieką nauczycielek na łące pełnej kwiatów, a w tle widać pola i chmury na niebie. jest także zdjęcie karuzeli, które wykonał Piotr Janik.
Zofia Rydet kapitalnie sfotografowała przez szybę bytomskiego sklepu, w którym pracowała, dwu niedużych chłopców. Chłopcy przypatrywali się z ulicy sklepowej wystawie; jeden z nich wpatrywał się z wyjątkową uwagą, drugi nie wydawał się aż tak zainteresowany, ziewał. Podpis stanowi zabawny komentarz do sytuacji („Mały człowiek – między nami mężczyznami”). Z kolei Lewczyński sfotografował Rydet właśnie w Bytomiu.
Portretowani na ogół nie patrzą prosto w obiektyw, nie mamy więc wrażenia, że sfotografowani wpatrują się w nas, oni patrzą gdzieś w bok, patrzą w innym kierunku. Na zdjęciu z 1969 roku Jerzy Lewczyński sfotografował artystkę graficzkę Janinę Joannę Eberhard-Szymańską, pochyloną w swojej pracowni. Przykuwają uwagę piękne, wyraziste twarze starych kobiet, pokryte zmarszczkami, jak poetycko opisał Stanisław Grochowiak - usiane ptasimi tropami („twarz kobiety jak pole // Usiane chrustem gonitwy, ptasich tropów – zakosów” – z liryku „Ikar”). Na niektórych zbliżeniach Piotra Janika widoczne są dłonie kobiet, zniszczone, pomarszczone, ale z delikatnością dotykające na przykład pisanek. Poruszające wrażenie robi zdjęcie kobiety, która ukryła twarz w dłoniach, a na jej przedramieniu widać wytatuowany numer obozowy (Janik).
Fotografie zostały wykonane w wielu przestrzeniach: na ulicach, we wnętrzach mieszkań, w parku, na podwórkach, na moście. Są na nich pojedynczy ludzie, są także większe grupy. Osoby przedstawione na zdjęciach, często w znanych sobie miejscach, są w różnym wieku, na różnych etapach życia, w różnym nastroju. Pozują do zdjęcia lub zostały sfotografowane znienacka.
Dostrzegamy cechy warsztatu artysty, zastanawiamy się, jaki wpływ na nasz odbiór sfotografowanego ma na przykład frontalne ujcie postaci, spojrzenie z góry, uchwycenie w ruchu, zwłaszcza dzieci, przechylenie głowy, zestawienie osób z elementami pejzażu. Prezentowane są oddzielne zdjęcia, ale niektóre zdjęcia tworzą większe zestawy, np. tryptyki: Zofii Rydet („Mój dom jest mną”) i Jerzego Lewczyńskiego (macewa, ściana z górniczymi numerami i markami oraz kartka z rachunkami).
Podczas pobytu w mieście nad Kłodnicą warto także zajrzeć do czterech innych oddziałów Muzeum w Gliwicach: Zamku Piastowskiego, Oddziału Odlewnictwa Artystycznego, Radiostacji Gliwice i Domu Pamięci Żydów Górnośląskich.
Poszerzanie wspólnoty. Fotografia humanistyczna ze zbiorów Muzeum w Gliwicach (od 29 IX 2023). Kuratorki: dr Kamila Dworniczak, Maria Franecka. Szef Czytelni Sztuki: Grzegorz Krawczyk.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

