ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I PO... WUJU (RUPERT LATIMER: 'POŚWIĄTECZNE MORDERSTWO')
A
A
A
Mam ograniczone zaufanie do corocznego wysypu świątecznych kryminałów, zwłaszcza że często powstają one na fali mody na cosy crime (w Polsce używa się czasem określenia „kryminały kocykowe”). I jak to z modami bywa, nieraz można się natknąć na koniunkturalne przypadki wpisywania się w trendy. Sama parę razy się „nacięłam”, dostając, zamiast porządnej fabuły i satysfakcjonującej dawki zbrodniczej prowincji, powieści kuszące ładną okładką i rzekomymi nawiązaniami do najlepszych klasycznych wzorców, a w praktyce nieznośnie banalne. Rozumiem więc, jeśli ktoś też się już sparzył i do „Poświątecznego morderstwa” Ruperta Latimera podejdzie sceptycznie. Zalecałabym jednak potraktowanie tej książki jako jednego z naprawdę udanych wyjątków okołobożonarodzeniowego sezonu. Zwłaszcza jeśli świąteczne kryminały Agathy Christie czy zbiór jej wybranych opowiadań, „Zbrodnie zimową porą”, ma się za sobą. „Poświąteczne morderstwo” nie jest bowiem współczesnym skokiem na kasę w stylu retro, a powieścią oryginalnie wydaną w 1944 roku, w roku 2021 przypomnianą w serii British Library Crime Classics. W Polsce pod koniec minionego roku książkę opublikowało poznańskie wydawnictwo Zysk i S-ka – tylko trochę szkoda, że bez przedmowy Martina Edwardsa (zob. Edwards 2022) albo innego wprowadzenia, które objaśniłoby rodzimym czytelnikom i czytelniczkom konteksty lektury oraz życiorys, piszącego pod pseudonimem Rupert Latimer, Algernona Vernona Millsa (1905-1953). Sądząc po tym kryminale – autora niesłusznie zapomnianego.
Fabuła wydaje się typowa dla takich powieści, chociaż wyróżnia ją wyraziste wojenne tło (zaciemnienia, racje żywnościowe, a nawet brzmiące dziś dość ryzykownie żarty z poczynań nazistów). Frank i Rhoda zapraszają na święta dobiegającego dziewięćdziesiątki bogatego wuja, którego lista osiągnięć ogranicza się do tego, że „ożenił się z prawie wszystkimi ważnymi kobietami w tym kraju” (s. 50), natomiast lista sprawianych przez niego bliskim trudności okazuje się znacznie dłuższa. Zbrodnia wydaje się nieunikniona, a zgodnie z konwencją podejrzanych będzie sporo, wiejskie domostwo staje się bowiem nagle bardzo popularne. Z Rhodą i Frankiem mieszka ewakuowana z miasta ciotka Paulina, Four Corners odwiedza na święta syn z żoną, wuj zatrudnia asystentkę, na horyzoncie pojawia się rodzina jego najnowszej żony, a wcześniej trzymający dystans sąsiedzi koniecznie chcą poznać tak znanego arystokratę. Sprawa kryminalna w efekcie stanie się niezwykle skomplikowana, nawet jak na standardy gatunku. Do akcji wkroczy nadinspektor Culley – „za bardzo zmęczony na prywatne uczucia, których zresztą nie miał w zwyczaju okazywać, nawet gdy się napatoczyły” (s. 108). Jednak i on w zderzeniu z tą ferajną nieraz straci rezon, próbując zrozumieć tajniki dziedziczenia oraz trudną do uchwycenia rolę odegraną przez natrętnie powracające babeczki bakaliowe.
O wyjątkowości „Poświątecznego morderstwa”, poza nawet jak na takie kryminały zagmatwaną intrygą, decyduje humor. Choćby fragment relacji z rozprawy u koronera daje wgląd w żartobliwość prowadzonej tu narracji: „Trochę zawstydzony Frank usiadł. Obecni na sali mieli poczucie, że tylko bardzo odważny i uczciwy człowiek potrafiłby tak stać i robić z siebie kompletnego idiotę” (s. 180). Ja zakochałam się w tym bardzo brytyjskim poczuciu humoru Latimera dużo wcześniej, od pierwszych akapitów powieści. Zaraz na początku Rhoda czyta list od wujka Williego, a Frank pyta: „Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nareszcie umarł?”. I nie dość, że żona odpowiada: „Nie, ani słowem nie wspomina o tym, żeby umarł”, to mamy jeszcze informację: „Mechanicznie przebiegła wzrokiem list od ojczyma, aby się upewnić” (s. 5). Po czymś takim wiedziałam, że muszę „Poświąteczne morderstwo” czytać dalej. I chociaż humor nie zawsze jest aż tak zachwycający, to trzyma wysoki poziom, w tym w licznych charakterystykach wuja, na przykład: „W czasach wujka Williego nie mieli żadnej psychologii (…) i on na pewno też nie ma teraz żadnej psychologii” (s. 35).
Ta książka miłośników i miłośniczki typowych „kryminałów kocykowych” może nieco zirytować powolnym rozgrywaniem wydarzeń, za którymi paradoksalnie, przez specyfikę stylu Latimera oraz oryginalność ludzkich typów, z jakimi mamy tu do czynienia, czasem trudno nadążyć. To powieść, w której nieraz pojawiają się pomysły z gatunku: „Poprzedniego wieczoru Culley sądził, że wpadł na dosyć idiotyczne rozwiązanie zagadki, ale załóżmy, że się pomylił i prawdziwe rozwiązanie jest jeszcze bardziej idiotyczne” (s. 273). Ja jednak w pełni kupuję to humorystyczne, nieco pokręcone podejście do kryminalnych konwencji, doceniając dodatkowo fakt, że „Poświąteczne morderstwo” dobrze się trzyma jak na swój wiek, więc rzadko trzeba sobie przypominać, że to odległe realia i mentalności – nawet system klasowy, choć mocno dyktuje zachowania postaci, zostaje miejscami wykpiony, choćby w sytuacji, gdy jeden z bohaterów mówi: „Tak, przyznaję, że w pewnym okresie życia było ze mną kiepsko – o mało nie poszedłem do pracy!” (s. 165). Na poziomie kompozycji warto natomiast docenić zabawę tytułami rozdziałów, która ujawnia się dopiero po połowie lektury (lub po zajrzeniu do spisu treści), oraz sprytne rozsiewanie podpowiedzi po całej książce. Polecam osobom, które poza wyłapywaniem tropów pozwalających odkryć prawdę o zbrodni lubią wyłapywać rewelacyjne żarty wygłaszane/zapisywane „z kamienną twarzą”.
Literatura:
M. Edwards [2022]: „Murder after Christmas: An Unusual and Amusing Mystery”. https://crimereads.com/murder-after-christmas-an-unusual-and-amusing-mystery/.
Fabuła wydaje się typowa dla takich powieści, chociaż wyróżnia ją wyraziste wojenne tło (zaciemnienia, racje żywnościowe, a nawet brzmiące dziś dość ryzykownie żarty z poczynań nazistów). Frank i Rhoda zapraszają na święta dobiegającego dziewięćdziesiątki bogatego wuja, którego lista osiągnięć ogranicza się do tego, że „ożenił się z prawie wszystkimi ważnymi kobietami w tym kraju” (s. 50), natomiast lista sprawianych przez niego bliskim trudności okazuje się znacznie dłuższa. Zbrodnia wydaje się nieunikniona, a zgodnie z konwencją podejrzanych będzie sporo, wiejskie domostwo staje się bowiem nagle bardzo popularne. Z Rhodą i Frankiem mieszka ewakuowana z miasta ciotka Paulina, Four Corners odwiedza na święta syn z żoną, wuj zatrudnia asystentkę, na horyzoncie pojawia się rodzina jego najnowszej żony, a wcześniej trzymający dystans sąsiedzi koniecznie chcą poznać tak znanego arystokratę. Sprawa kryminalna w efekcie stanie się niezwykle skomplikowana, nawet jak na standardy gatunku. Do akcji wkroczy nadinspektor Culley – „za bardzo zmęczony na prywatne uczucia, których zresztą nie miał w zwyczaju okazywać, nawet gdy się napatoczyły” (s. 108). Jednak i on w zderzeniu z tą ferajną nieraz straci rezon, próbując zrozumieć tajniki dziedziczenia oraz trudną do uchwycenia rolę odegraną przez natrętnie powracające babeczki bakaliowe.
O wyjątkowości „Poświątecznego morderstwa”, poza nawet jak na takie kryminały zagmatwaną intrygą, decyduje humor. Choćby fragment relacji z rozprawy u koronera daje wgląd w żartobliwość prowadzonej tu narracji: „Trochę zawstydzony Frank usiadł. Obecni na sali mieli poczucie, że tylko bardzo odważny i uczciwy człowiek potrafiłby tak stać i robić z siebie kompletnego idiotę” (s. 180). Ja zakochałam się w tym bardzo brytyjskim poczuciu humoru Latimera dużo wcześniej, od pierwszych akapitów powieści. Zaraz na początku Rhoda czyta list od wujka Williego, a Frank pyta: „Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nareszcie umarł?”. I nie dość, że żona odpowiada: „Nie, ani słowem nie wspomina o tym, żeby umarł”, to mamy jeszcze informację: „Mechanicznie przebiegła wzrokiem list od ojczyma, aby się upewnić” (s. 5). Po czymś takim wiedziałam, że muszę „Poświąteczne morderstwo” czytać dalej. I chociaż humor nie zawsze jest aż tak zachwycający, to trzyma wysoki poziom, w tym w licznych charakterystykach wuja, na przykład: „W czasach wujka Williego nie mieli żadnej psychologii (…) i on na pewno też nie ma teraz żadnej psychologii” (s. 35).
Ta książka miłośników i miłośniczki typowych „kryminałów kocykowych” może nieco zirytować powolnym rozgrywaniem wydarzeń, za którymi paradoksalnie, przez specyfikę stylu Latimera oraz oryginalność ludzkich typów, z jakimi mamy tu do czynienia, czasem trudno nadążyć. To powieść, w której nieraz pojawiają się pomysły z gatunku: „Poprzedniego wieczoru Culley sądził, że wpadł na dosyć idiotyczne rozwiązanie zagadki, ale załóżmy, że się pomylił i prawdziwe rozwiązanie jest jeszcze bardziej idiotyczne” (s. 273). Ja jednak w pełni kupuję to humorystyczne, nieco pokręcone podejście do kryminalnych konwencji, doceniając dodatkowo fakt, że „Poświąteczne morderstwo” dobrze się trzyma jak na swój wiek, więc rzadko trzeba sobie przypominać, że to odległe realia i mentalności – nawet system klasowy, choć mocno dyktuje zachowania postaci, zostaje miejscami wykpiony, choćby w sytuacji, gdy jeden z bohaterów mówi: „Tak, przyznaję, że w pewnym okresie życia było ze mną kiepsko – o mało nie poszedłem do pracy!” (s. 165). Na poziomie kompozycji warto natomiast docenić zabawę tytułami rozdziałów, która ujawnia się dopiero po połowie lektury (lub po zajrzeniu do spisu treści), oraz sprytne rozsiewanie podpowiedzi po całej książce. Polecam osobom, które poza wyłapywaniem tropów pozwalających odkryć prawdę o zbrodni lubią wyłapywać rewelacyjne żarty wygłaszane/zapisywane „z kamienną twarzą”.
Literatura:
M. Edwards [2022]: „Murder after Christmas: An Unusual and Amusing Mystery”. https://crimereads.com/murder-after-christmas-an-unusual-and-amusing-mystery/.
Rupert Latimer: „Poświąteczne morderstwo”. Przeł. Tomasz Bieroń. Zysk i S-ka. Poznań 2023.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

