ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (481) / 2024

Dominika Rudka,

FIKCYJNE ROZMOWY Z MOJĄ PRZESZŁOŚCIĄ (EDOUARD LOUIS: 'ZMIANA')

A A A
Ernaux — Eribon — Louis. Tak z grubsza prezentuje się mapa francuskich pisarzy, którym zawdzięczamy zaistnienie w głównym nurcie (także poza ich rodzimym rynkiem literackim) tematu awansu społecznego oraz ceny, którą należy za niego zapłacić. U Ernaux: w trzy pokolenia od niepiśmiennych dziadków, poprzez mały biznes rodziców, do literackiej Nagrody Nobla. Na tym tle historia Édouarda Louisa, którą konsekwentnie opisuje w swoich powieściach, jawi się jako opcja atomowa: w ciągu kilkunastu lat od lumpenproletariackiej dzielnicy do studiów na École Normale Supérieure. 

Wszyscy troje wymienieni uprawiają prozę autobiograficzną, natomiast zarówno Louis, jak i Eribon odwołują się do pewnej szczególnej konwencji w obrębie tejże, tworzonej wcześniej przez chociażby Hervé Guiberta czy Edmunda White’a: literatury pisanej przez queerowych autorów, której centralnym punktem jest właśnie doświadczenie queerowości w prywatnym życiu. Autor „Zmiany” jeszcze przed trzydziestką zyskał raczej niezwykłe dla tak młodych pisarzy pozycję i estymę: powieść „Koniec z Eddym” była nominowana do Nagrody Goncourtów w 2014 roku. Jego powieści wydaje prestiżowe wydawnictwo Éditions du Seuil.

W „Zmianie” powraca motyw konieczności zerwania z Eddym (to imię wybrał dla syna ojciec, fan amerykańskich blockbusterów, będąc przekonanym, że stanie się swego rodzaju zaklęciem na przyszłość — Eddy to według niego imię godne twardziela). Zerwanie z dawnym imieniem jest niemal synekdochą całkowitej metamorfozy, o której fantazjowanie przyjęło formę najważniejszej siły kierującej życiem bohatera-autora: „Zmienić nazwisko, zmienić uzębienie, zmienić wygląd, zmienić swój śmiech” (s. 225). Im bardziej posuwamy się w lekturze, tym bardziej skomplikowana staje się bowiem relacja narratora z jego korzeniami: obserwujemy ewolucję od przepełnionej resentymentem, ale i desperackiej potrzeby uwolnienia się od nich (nie być jak ojciec, który zabronił żonie pracować, bo „siedemset euro na naszą siódemkę wystarczy”, s. 265) do obrzydzenia wulgarnością bogactwa („przyrzekłem sobie, że pewnego dnia go [ojca — D.R.] pomszczę”, s. 246). 

W interesujący sposób pisze Louis o doświadczeniu homoseksualności, która jest tutaj przedstawiana jako cecha burżuazyjna — to właśnie odmienna orientacja seksualna miała stanowić o jego rozpaczliwej potrzebie metamorfozy, ponieważ na niej oparty był fundament nieprzystawalności do jedynego znanego małemu Eddy’emu świata. Tego skojarzenia raczej na pewno nie mógł mieć sam autor, ale polski czytelnik może doszukiwać się w tym miejscu pewnego powidoku opozycji ciota — gej zarysowanej przez Michała Witkowskiego w „Lubiewie”. Przypominamy sobie, że gej uosabiał tam bogatego mieszkańca Europy Zachodniej, wykorzystującego zubożałych, zwykle rekrutujących się z dawnego Bloku Wschodniego mężczyzn poszukujących szybkiego zarobku. Bohater „Zmiany” także pada bowiem ofiarą zamożnych przedstawicieli socjety, gotowych zaniżać ceny świadczonych przez niego usług seksualnych. 

Historia Louisa (vel Bellegueule’a) jest historią ucieczek: z Hallencourt do Amiens, z Amiens do Paryża, przed biedą i pracą w fabryce, przed redukcją zatrudnienia i zasiłkiem dla bezrobotnych, przed nędzną egzystencji. Historia Louisa jest historią kobiet, które, jak sam pisze, go uratowały: przyjaciółki Eleny, która nauczyła go, jak należy trzymać nóż i widelec oraz pokazała mu, jak się uczyć; Babeth, która zatrudniła go na stanowisku biletera w teatrze; Colette, która dała posadę w księgarni. Momentem przełomowym w jego życiu stało się natomiast wysłuchanie wykładu wspominanego już wcześniej Didiera Eribona i nawiązanie z nim przyjaźni, przybierającej czasami postać relacji uczeń-mistrz, w której filozof przyjmuje rolę intelektualnego przewodnika. 

W tym miejscu pojawia się pewna niedogodność czytania Louisa: ze względu na szczerość zakrawającą na ekshibicjonizm, z jaką o swych przeżyciach opowiada, trudno jest zdobyć się na krytykę jego opisu. Opowieść o jego dojrzewaniu jest bowiem historią prób przyswajania sobie — posłużmy się tutaj wprost określeniem zaczerpniętym z „Dystynkcji” — symboli szlachectwa kulturowego (i frustracji powodowanej nieosiąganiem w tej materii sukcesów). Fragmenty, w których Louis porzuca swój idiolekt, by zacząć mówić językiem bliskiego mu Eribona czy Pierre’a Bourdieu, są najsłabszymi w całej książce, to samo dotyczy wtrętów w stylu „filozof Gilles Deleuze gdzieś napisał” (s. 135). Autor wypada znacznie lepiej we fragmentach, w których opowiada o własnym wstydzie i gniewie, niż gdy siłuje się z przełożeniem teorii społecznej na język beletrystyki. Ten zabieg nie służy artystycznej jakości tekstu, a i przesadnie spłaszcza myśl tych, na których Louis się powołuje. 

Zmiana” to nie jest najlepsza powieść. „Zmiana” to nawet nie jest najlepsza powieść Édouarda Louisa (wypada raczej blado w zestawieniu z prowokacją zawartą w „Kto zabił mojego ojca”). Opowiada fascynującą i pełną skrajnych emocji (za którymi, jak pamiętamy, liberalne elity nie przepadają) historię, ale jest daleka od poziomu bolesnej artystycznej doskonałości, którą prezentują autobiograficzne powieści wspominanej już Annie Ernaux. Nawet jeśli posiada ciągle subwersywny potencjał, jest znacznie mniej interesująca niż wcześniejsze powieści autora. Siłą „Zmiany” jest niewątpliwie to, że wywołuje u czytelnika sporo dyskomfortu, natomiast jej słabością — brak finezji w przemycaniu intelektualnych konceptów, na które tak chętnie się Louis powołuje. Przed rozpoczęciem lektury spodziewałam się, że przeczytam książkę znacznie lepszą, niż się ona w rzeczywistości okazała.
Édouard Louis: „Zmiana”. Przeł. Joanna Polachowska. Wydawnictwo Pauza. Warszawa 2023.