ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (489) / 2024

Kamila Czaja,

TRZY DEKADY KACZYCH OPOWIEŚCI (KACZOR DONALD - JUBILEUSZOWE WYDANIE 3/2024)

A A A
Od lat nie mam już mojej kolekcji „Kaczora Donalda” ani nawet „Gigantów”, tak pieczołowicie zbieranych (wszak każde pominięcie groziło luką w obrazku na grzbietach!). Jednak informacja o trzydziestoleciu obecności na polskim rynku pierwszego z tych tytułów – przy czym warto pamiętać, że powstałego nie w próżni, a na bazie czasopisma „Mickey Mouse” (1990-1994), połączonego wcześniej z miesięcznikiem „Donald Duck” (1991-1992) – obudziła we mnie tyle wspomnień, że po pierwsze postanowiłam z tej okazji omówić jubileuszowy numer, a po drugie – wiedziałam, że tekst będzie pisany z pozycji zdecydowanie emocjonalnych. I szczęśliwie po lekturze są to emocje pozytywne. Chociaż zestaw plastikowych klasycznych „pranków” (gwóźdź w palcu, biegający karaluch, keczupowa plama, wyskakująca z tuby niespodzianka) szybko oddałam komuś w odpowiedniejszym wieku, zaledwie przez chwilę wyobrażając sobie, jak uskuteczniam te dowcipy w miejscu pracy, to sam komiks zostanie na moim regale.

Przypominać może mi stamtąd wiele. Jedną rzecz mniej przyjemną – bo skoro „Kaczor Donald” ma lat trzydzieści i tysiąc trzydzieści cztery numery, to ile lat muszę mieć ja, pamiętająca numer pierwszy?! Ale przywołuje także mnóstwo pozytywnych wrażeń, poczynając od tego, że chociaż od 1994 zmieniło się niemal wszystko, to ekipa z Kaczogrodu okazała się czymś stałym, bawiąc kolejne już pokolenie. Jasne, wtedy numer kosztował 16 tysięcy złotych (tymczasem w 2024 jubileuszowy: 19,99, wcześniejsze tegoroczne: 16,99), było bowiem przed denominacją, a pierwszą wielką akcją KD stanowiła kaczogrodzka giełda (ach, ten kapitalistyczny entuzjazm…). Znak czasu widzę też w tym, że nowy numer wraz z przedrukiem numeru z kwietnia 1994 czytamy na papierze ekologicznym, dla wyższych celów odzwyczajając się od pamiętnego sprzed lat śnieżnobiałego błysku. Ale i tak gdy skupiam się na samej zawartości, mam wrażenie, że cofam się do czasów, kiedy to pod wpływem KD odkrywałam w sobie pasję detektywistyczną, sumienne naklejałam kolejne elementy kaczego drzewa genealogicznego na zajmującą połowę drzwi płachtę, grałam w kieszonkowe planszówki – i bardzo wiele się z tych komiksów uczyłam. Wprawdzie „Gigant” zawsze był mi bliższy, bo wolałam dłuższe historie, ale KD to też naprawdę spory kawałek dzieciństwa i wiele kształtujących mnie opowieści.

Żeby wszystkiego nie przesłonił mi nostalgiczny element tej jubileuszowej przygody, przed przypomnieniem sobie najstarszego numeru zaczęłam od najnowszego (wydane zostały razem, ale czyta się je osobno po obróceniu zeszytu). I chociaż od razu przypomniano mi o aspekcie metrykalnym, a niekoniecznie od razu chciałam dostać w, nomen omen, dziób wezwaniem: „Świętuj razem z nami!!! A może też rodzicami, czy nawet z dziadkami” (s. 2), to otwierające zeszyt „Złoto Nibelkuprów”, ze scenariuszem Stefana Petruchy i rysunkami Rodriquesa, szybko mi wynagrodziło ten „atak”, przypominając, że KD zawsze był doskonały w nawiązaniach kulturowych. Historia przywołująca wątki z opery, jakżeby inaczej, Kwagnera, gdzie Faslot to… Grocholt, okazuje się tego świetnym przykładem, równocześnie nadążającym za rzeczywistością – wszak Sknerus przekonuje, że on i złoto będą razem bardzo szczęśliwi i że będą wspólnie słuchali podcastów (s. 13). Potem mamy m.in. zwięzłą kryminalną zagadkę, celne pokazanie psiej/ludzkiej natury na trzech stronach komiksu „Pies wystawowy” z Maluchem na pierwszym planie, „Niezapomniany dzień” – wbrew tytułowi dość łatwą do zapomnienia, typową opowieść o Donaldzie, Daisy i Gogusiu. I jeszcze przypomnienie, że Donald jako postać ma już lat dziewięćdziesiąt, z czego wynika konkurs graficzny z imponującymi nagrodami. A na koniec odwieczne „Figle figlarzy”. Przy czym tradycja tradycją, ale Disney, zapowiadając na ostatniej stronie nowego wydania jubileuszowy przedruk, realizuje w KD swoją szerszą politykę ostrzegania, że pewne starsze historyjki niekoniecznie dobrze się zestarzały (zob. s. 52).



Sądziłam, że się będę nudzić przy nowym numerze, przed lekturą traktowałam go jako zbędny dla mnie dodatek do upragnionego przedruku, tymczasem odkryłam, że już samo „Złoto Nibelkuprów” to wystarczający powód, żeby sobie tej części dwupaku nie odpuszczać. Nadszedł jednak w końcu moment celebrowania wspomnień nad numerem z 1994 roku. Muszę przyznać, że wzruszyło mnie nawet stare logo Egmontu, pamiętane z tylu książek i komiksów. Zdziwiłam się też, jak dobrze kojarzę wciąż niektóre kadry „Fryzjera doskonałego” (autorstwa wielkiego Carla Barksa) – i dzisiaj bawiącej mnie historyjki (te fryzury! ta reklama „Wypadają ci włosy? Polecamy nasze zmiotki” [przedruk, s. 5]), która jednak raz faktycznie przypomniała mi, z czego wynikają ostrzeżenia Disneya. Wcześniej zakładałam, że odnoszą się do następnego komiksu, „Pióropusz Wielkiego Niedźwiedzia”, pochodzącego oryginalnie z roku 1976 i adekwatnie do wieku niegrzeszącego mniejszościową wrażliwością, a poza tym będącego dość standardową przygodówką. Jednak to „Fryzjer doskonały” zawiera zdecydowanie rażącą mnie dziś reakcję na wejście goryla, którego Donald myli z kolejnym klientem: „To chyba jakiś fizyczny” (przedruk, s. 10). Trudno mi też wyobrazić sobie współcześnie proponowane w „Figlach figlarzy” robienie kawałów kelnerowi w restauracji… Komiks z Braćmi Be nieszczególnie obudził mój sentyment, ale psychotest „Czy jesteś złośnikiem?” już tak. I świetnie bawiłam się przy finałowym „Doskonałym dostawcy pizzy” (scen. John Lustig, rys. William Van Horn), bo tytułowa praca Donalda jest tu pretekstem do spektakularnych scen akcji oraz niewymuszenie mądrego morału.

Jeżeli ktoś szukałby szczegółowych informacji o zawartości zarówno nowego numeru, jak i przedruku, znajdzie je na niezawodnych stronach komiksydisneya.pl i inducks.org. Natomiast ja po tym szybkim przeglądzie zawartości ograniczę się do podkreślenia, jako milenialski głos („w Twoim domu”), że dawniej wiele przeżyłam z „Kaczorem Donaldem”, a powrót okazał się wyjątkowo udaną przygodą emocjonalnie – i całkiem niezłą komiksowo.
„Kaczor Donald” 3/2024 z przedrukiem numeru 1/1994. Przeł. Jacek Drewnowski i in. Egmont Polska. Warszawa 2024.