WOJCIECH MŁYNARSKI - HERSTORY (JOANNA NOJSZEWSKA: 'KOBIETY, KTÓRE ŚPIEWAŁY MŁYNARSKIEGO')
A
A
A
Sięgając po kolejną książkę o Wojciechu Młynarskim, zastanawiałam się, jaką przybierze ona formę – w końcu o tym niezwykle płodnym artystycznie twórcy (autorze niemal dwóch tysięcy piosenek!) powiedziano i napisano już tak wiele. Joanna Nojszewska, lingwistka i dziennikarka, przygotowała jednak bardzo ciekawą propozycję. „Kobiety, które śpiewały Młynarskiego” to publikacja wpisująca się w nurt herstory, którą tworzy narracja dwunastu artystek pracujących z Młynarskim na przestrzeni kilku dekad: Ewy Wiśniewskiej, Magdaleny Zawadzkiej, Haliny Kunickiej, Joanny Szczepkowskiej, Ewy Bem, Alicji Majewskiej, Danuty Błażejczyk, Joanny Kurowskiej, Katarzyny Żak, Joanny Trzepiecińskiej, Małgorzaty Kożuchowskiej oraz Stanisławy Celińskiej.
Z biografii poety wiemy, że życie w gronie silnych osobowości kobiecych wywarło ogromny wpływ na jego postawę. Młynarski jako dziecko mocno związany był z matką, babką czy siostrą, a jako dorosły mężczyzna, świadomy artysta, wyczuwał kobiecy aspekt literackiej wrażliwości, ofiarując aktorkom i wokalistkom wyjątkowy repertuar (Agata Młynarska, córka artysty, wielokrotnie podkreślała tę szczególną cechę, mówiąc na przykład, że ojciec „jako podmiot liryczny stawał się kobietą” oraz że „starał się pisać tak, jak myśli kobieta” [„Agata Młynarska o…”, 2024]).
Bardzo doceniam ideę „Kobiet, które śpiewały Młynarskiego” – bo książka ta nie jest o relacjach damsko-męskich w ujęciu romantycznym czy romansowym, nie jest to także publikacja „sensacyjno-tabloidowa” (s. 22). Jak wyjaśnia autorka: „Z szacunku dla Wojciecha Młynarskiego i jego rodziny, ale też z racji mojej konstrukcji mentalnej nawet przez myśl mi nie przeszło, aby interesować się tym kto, co, z kim i czy w ogóle. (…) W tej książce będzie o namiętności – ale do słowa. O uniesieniach – ale intelektualnych. O zatracaniu się – tyle że w sztuce. O porozumieniu dusz, fuzji talentów i radości ze wspólnych zachwytów. Będzie pikantnie, bo Młynarski nie stronił od takich żartów. I będzie lirycznie, bo umiał grać na czułych strunach” (s. 22). Dziennikarka wyjaśnia w jednym z wywiadów: „Wymyśliłam, że skoro mistrz napisał »12 godzin z życia kobiety«, to pań też będzie tuzin. Wydawało mi się to dobrą liczbą, dzięki której mogłam pokazać – tak jak mieniące się fasety w diamencie – postać pana Wojciecha z różnych stron. Jedne bohaterki się z nim bardziej przyjaźniły, a mniej jego piosenek śpiewały (…). A inne – więcej śpiewały, a mniej znały go na stopie prywatnej” (Zatońska 2024).
Choć w publikacji pojawiają się głosy rodziny Młynarskiego (m.in. jego byłej żony Adrianny Godlewskiej-Młynarskiej oraz dzieci), to właśnie opowieści dwunastu artystek stają na pierwszym planie. Warto docenić wybór rozmówczyń – każda z nich reprezentuje nieco inne artystyczne grono, dzieli je wiek oraz doświadczenie sceniczne. Ta świetna, w moim uznaniu, decyzja Nojszewskiej pozwala czytelnikom i czytelniczkom na wieloperspektywiczne spojrzenie na postać Młynarskiego: inaczej wszak o poecie mówić będzie osoba współpracująca z nim przez wiele lat, odwiedzająca go w domowym zaciszu, inaczej ktoś, kto poznał go jako człowieka dojrzałego, podczas jednego projektu.
Artystki opowiadające o Młynarskim łączy miłość do słowa pisanego, czy może lepiej – śpiewanego. Z nostalgią przypominają odbiorcom i odbiorczyniom książki fragmenty wykonywanych przez siebie utworów stworzonych przez Młynarskiego, wymieniają ulubione teksty jego autorstwa, zachwycają się językową świadomością, umiejętnościami translatorskimi i erudycją poety. Zastanawiają się, jak popularne wersy funkcjonują w dzisiejszym uzusie, podejmują także kwestie społeczne (na przykład stereotypizację kobiet w „Jeszcze się tam żagiel bieli” z repertuaru Alicji Majewskiej). Czytelnicy i czytelniczki mogą więc lepiej poznać nie tylko „mistrza Młynarskiego”, ale i same bohaterki książki: ich upodobania, zmagania z wyzwaniami zawodowymi, sukcesy sceniczne. Tę swoistą bliskość dopełniają zdjęcia – w książce, oprócz fotografii tekściarza, znajdują się portrety każdej z artystek. Warto dodać, że także i sama autorka opisuje swoje doświadczenia z twórczością Młynarskiego, okazuje zachwyt i wzruszenie, żywo komentuje przytaczane fakty, drobiazgowo dokumentuje relacje ze spotkań z bohaterkami „Kobiet…”.
Nojszewska i jej rozmówczynie poruszają również trudne tematy, między innymi kwestię choroby afektywnej dwubiegunowej, zdiagnozowanej u Młynarskiego na początku lat 70. Wypowiedzi te nadmiernie nie obciążają jednak przyjętej narracji, nie wymuszają na czytelnikach i czytelniczkach podążania za przygnębiającymi refleksjami o swoistej samotności bycia poetów-geniuszy ani nie koncentrują się na ukazaniu Młynarskiego jako tak zwanego człowieka trudnego w obejściu. To raczej wyimki z codziennego życia artystek podziwiających kunszt słowa i erudycję tekściarza, przywołujących anegdoty związane ze wspólną pracą czy doceniających relacje, jakie ich łączyły. „Kobiety, które śpiewały Młynarskiego” to książka o spotkaniach międzyludzkich, zapis doświadczeń, a nie szczegółowych informacji biograficznych, dlatego też znajomość – choćby ogólna – życiorysu i twórczości poety ułatwi odbiorcom i odbiorczyniom poruszanie się w narracji Nojszewskiej. Pomiędzy poszczególne rozdziały wplecione zostały fragmenty zwane przez autorkę interludiami, a zatem „gawędki o dziewczynach, które z jego piosenek weszły do popkultury. Panna Krysia z turnusu trzeciego i inne. Swego rodzaju herstoria uniwersum stworzonego przez tekściarza” (s. 23), dobrze zatem przywołać z pamięci słynne wersy z takich utworów jak „Jesteśmy na wczasach” czy „Prześliczna wiolonczelistka” (lub sięgnąć do nich, jeśli jeszcze nie jesteśmy „specami od Młynarskiego”).
A twórczość Młynarskiego znać warto. Niezapomniane szlagworty towarzyszą kolejnym pokoleniom odbiorców i odbiorczyń wielu znakomitych piosenek poety, inspirują artystów i artystki wokalu, aktorstwa czy kabaretu. W jego tekstach nadal szukamy dystansu czy gier lingwistycznych, ale i pocieszenia i wsparcia (dość wspomnieć wersy z „Jeszcze w zielone gramy”, które na przykład w okresie niedawnej pandemii rezonowały szczególnie mocno). Literackie spotkanie z herstory Młynarskiego to z pewnością niezwykle interesujący (i nośny!) kontrapunkt jego biografii.
LITERATURA:
„Agata Młynarska o Wojciechu Młynarskim: jako podmiot liryczny stawał się kobietą”. Audycja „W antrakcie” Programu Trzeciego Polskiego Radia [prowadzące: Malwina Kiepiel, Magda Kuydowicz]. https://trojka.polskieradio.pl/artykul/3346900,agata-mlynarska-o-wojciechu-mlynarskim-jako-podmiot-liryczny-stawal-sie-kobieta.
Zatońska B.: „Wojciech Młynarski »miał taki przydział, że kobiety go chroniły«” [rozmowa z Joanną Nojszewską]. https://zyciegwiazd.dziennik.pl/news/artykuly/9479729,wojciech-mlynarski-mial-taki-przydzial-ze-kobiety-go-chronily-roz.html.
Z biografii poety wiemy, że życie w gronie silnych osobowości kobiecych wywarło ogromny wpływ na jego postawę. Młynarski jako dziecko mocno związany był z matką, babką czy siostrą, a jako dorosły mężczyzna, świadomy artysta, wyczuwał kobiecy aspekt literackiej wrażliwości, ofiarując aktorkom i wokalistkom wyjątkowy repertuar (Agata Młynarska, córka artysty, wielokrotnie podkreślała tę szczególną cechę, mówiąc na przykład, że ojciec „jako podmiot liryczny stawał się kobietą” oraz że „starał się pisać tak, jak myśli kobieta” [„Agata Młynarska o…”, 2024]).
Bardzo doceniam ideę „Kobiet, które śpiewały Młynarskiego” – bo książka ta nie jest o relacjach damsko-męskich w ujęciu romantycznym czy romansowym, nie jest to także publikacja „sensacyjno-tabloidowa” (s. 22). Jak wyjaśnia autorka: „Z szacunku dla Wojciecha Młynarskiego i jego rodziny, ale też z racji mojej konstrukcji mentalnej nawet przez myśl mi nie przeszło, aby interesować się tym kto, co, z kim i czy w ogóle. (…) W tej książce będzie o namiętności – ale do słowa. O uniesieniach – ale intelektualnych. O zatracaniu się – tyle że w sztuce. O porozumieniu dusz, fuzji talentów i radości ze wspólnych zachwytów. Będzie pikantnie, bo Młynarski nie stronił od takich żartów. I będzie lirycznie, bo umiał grać na czułych strunach” (s. 22). Dziennikarka wyjaśnia w jednym z wywiadów: „Wymyśliłam, że skoro mistrz napisał »12 godzin z życia kobiety«, to pań też będzie tuzin. Wydawało mi się to dobrą liczbą, dzięki której mogłam pokazać – tak jak mieniące się fasety w diamencie – postać pana Wojciecha z różnych stron. Jedne bohaterki się z nim bardziej przyjaźniły, a mniej jego piosenek śpiewały (…). A inne – więcej śpiewały, a mniej znały go na stopie prywatnej” (Zatońska 2024).
Choć w publikacji pojawiają się głosy rodziny Młynarskiego (m.in. jego byłej żony Adrianny Godlewskiej-Młynarskiej oraz dzieci), to właśnie opowieści dwunastu artystek stają na pierwszym planie. Warto docenić wybór rozmówczyń – każda z nich reprezentuje nieco inne artystyczne grono, dzieli je wiek oraz doświadczenie sceniczne. Ta świetna, w moim uznaniu, decyzja Nojszewskiej pozwala czytelnikom i czytelniczkom na wieloperspektywiczne spojrzenie na postać Młynarskiego: inaczej wszak o poecie mówić będzie osoba współpracująca z nim przez wiele lat, odwiedzająca go w domowym zaciszu, inaczej ktoś, kto poznał go jako człowieka dojrzałego, podczas jednego projektu.
Artystki opowiadające o Młynarskim łączy miłość do słowa pisanego, czy może lepiej – śpiewanego. Z nostalgią przypominają odbiorcom i odbiorczyniom książki fragmenty wykonywanych przez siebie utworów stworzonych przez Młynarskiego, wymieniają ulubione teksty jego autorstwa, zachwycają się językową świadomością, umiejętnościami translatorskimi i erudycją poety. Zastanawiają się, jak popularne wersy funkcjonują w dzisiejszym uzusie, podejmują także kwestie społeczne (na przykład stereotypizację kobiet w „Jeszcze się tam żagiel bieli” z repertuaru Alicji Majewskiej). Czytelnicy i czytelniczki mogą więc lepiej poznać nie tylko „mistrza Młynarskiego”, ale i same bohaterki książki: ich upodobania, zmagania z wyzwaniami zawodowymi, sukcesy sceniczne. Tę swoistą bliskość dopełniają zdjęcia – w książce, oprócz fotografii tekściarza, znajdują się portrety każdej z artystek. Warto dodać, że także i sama autorka opisuje swoje doświadczenia z twórczością Młynarskiego, okazuje zachwyt i wzruszenie, żywo komentuje przytaczane fakty, drobiazgowo dokumentuje relacje ze spotkań z bohaterkami „Kobiet…”.
Nojszewska i jej rozmówczynie poruszają również trudne tematy, między innymi kwestię choroby afektywnej dwubiegunowej, zdiagnozowanej u Młynarskiego na początku lat 70. Wypowiedzi te nadmiernie nie obciążają jednak przyjętej narracji, nie wymuszają na czytelnikach i czytelniczkach podążania za przygnębiającymi refleksjami o swoistej samotności bycia poetów-geniuszy ani nie koncentrują się na ukazaniu Młynarskiego jako tak zwanego człowieka trudnego w obejściu. To raczej wyimki z codziennego życia artystek podziwiających kunszt słowa i erudycję tekściarza, przywołujących anegdoty związane ze wspólną pracą czy doceniających relacje, jakie ich łączyły. „Kobiety, które śpiewały Młynarskiego” to książka o spotkaniach międzyludzkich, zapis doświadczeń, a nie szczegółowych informacji biograficznych, dlatego też znajomość – choćby ogólna – życiorysu i twórczości poety ułatwi odbiorcom i odbiorczyniom poruszanie się w narracji Nojszewskiej. Pomiędzy poszczególne rozdziały wplecione zostały fragmenty zwane przez autorkę interludiami, a zatem „gawędki o dziewczynach, które z jego piosenek weszły do popkultury. Panna Krysia z turnusu trzeciego i inne. Swego rodzaju herstoria uniwersum stworzonego przez tekściarza” (s. 23), dobrze zatem przywołać z pamięci słynne wersy z takich utworów jak „Jesteśmy na wczasach” czy „Prześliczna wiolonczelistka” (lub sięgnąć do nich, jeśli jeszcze nie jesteśmy „specami od Młynarskiego”).
A twórczość Młynarskiego znać warto. Niezapomniane szlagworty towarzyszą kolejnym pokoleniom odbiorców i odbiorczyń wielu znakomitych piosenek poety, inspirują artystów i artystki wokalu, aktorstwa czy kabaretu. W jego tekstach nadal szukamy dystansu czy gier lingwistycznych, ale i pocieszenia i wsparcia (dość wspomnieć wersy z „Jeszcze w zielone gramy”, które na przykład w okresie niedawnej pandemii rezonowały szczególnie mocno). Literackie spotkanie z herstory Młynarskiego to z pewnością niezwykle interesujący (i nośny!) kontrapunkt jego biografii.
LITERATURA:
„Agata Młynarska o Wojciechu Młynarskim: jako podmiot liryczny stawał się kobietą”. Audycja „W antrakcie” Programu Trzeciego Polskiego Radia [prowadzące: Malwina Kiepiel, Magda Kuydowicz]. https://trojka.polskieradio.pl/artykul/3346900,agata-mlynarska-o-wojciechu-mlynarskim-jako-podmiot-liryczny-stawal-sie-kobieta.
Zatońska B.: „Wojciech Młynarski »miał taki przydział, że kobiety go chroniły«” [rozmowa z Joanną Nojszewską]. https://zyciegwiazd.dziennik.pl/news/artykuly/9479729,wojciech-mlynarski-mial-taki-przydzial-ze-kobiety-go-chronily-roz.html.
Joanna Nojszewska: „Kobiety, które śpiewały Młynarskiego”. Wydawnictwo Marginesy. Warszawa 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

