BOOKHOOD (EMMA SMITH: 'PRZENOŚNA MAGIA. HISTORIA KSIĄŻEK I ICH CZYTELNIKÓW')
A
A
A
Kiedy przyglądam się swojej biblioteczce, otwiera się przede mną nadmiar wspomnień i opowieści. Widzę książki, które dostałam, egzemplarze podpisane przez autorów, powieści czytane tyle razy, że wypadają z nich kartki, oraz pozycje jeszcze nieotwarte, choć stoją na półce od kilku lat. Obecność każdej z książek wiąże się z decyzją – najpierw związaną z nabyciem, a potem z pozostawieniem. Ograniczona przestrzeń mieszkania wymaga stałej inwentaryzacji zbiorów, a każdy zakup wiąże się z oddaniem lub sprzedaniem tytułu, na jaki nie ma już miejsca. W romantyzacji czytelnictwa często zapominamy o tym, że książki są produktem, tak samo podległym polityce, ideologii oraz prawom rynku jak inne dzieła. Jednocześnie kulturę czytelniczą osnuwa mgła tajemnicy, tworzona przez szereg zachowań i przekonań, rozpoznawalnych przez każdą osobę posiadającą księgozbiór, którą z zebranymi woluminami łączy bardziej intymny stosunek niż z innymi przedmiotami w domu. Na publicznych i prywatnych zjawiskach skupia się w „Przenośnej magii. Historii książek i ich czytelników” Emma Smith, profesorka studiów szekspirowskich w Hertford Collage na Uniwersytecie w Oxfordzie. To historia książki jako rzeczy, obiektu, opowiedziana od wynalezienia druku po współczesnego Kindle’a.
Słowem porządkującym zbiór autorstwa Smith jest XIX-wieczne wyrażenie „bookhood” oznaczające „książkowość”, czyli materialne połączenie formy i treści, myślenie o książce z perspektywy przedmiotu oraz tego, w jaki sposób angażuje zmysły. W kontekście opisywania wymyślnych opraw, różnych rodzajów szycia, wybranych czcionek czy innych estetycznych elementach książek, może dziwić skromny wygląd „Przenośnej magii”. Pozbawiona ilustracji, klejona książka w miękkiej okładce wydrukowana na czerpanym papierze nie oferuje sensualnych doświadczeń, które opisuje. Autorka już we wstępie tłumaczy się z tego wyboru – według niej nawet najlepsze reprodukcje nie oddają wyglądu trójwymiarowej książki, za to opisy słowne lepiej działają na wyobraźnię i są jednym z elementów tytułowej magii literatury. Na tym przykładzie widać najważniejszą cechę „Przenośnej magii”. Smith opowiada o kamieniach milowych w historii czytelnictwa, jednak jest to wybór całkowicie subiektywny, mówiący więcej o współczesności (i autorce) niż o omawianych dziejach.
Autorka wybiera tematy szczególnie ciekawe ze współczesnej perspektywy i odważnie rozbraja mity, które nadal są chętnie powielane. Nieprzypadkowo już we wstępie przywołano słowa Waltera Benjamina: „Nie ma takiego dokumentu kultury, który nie byłby zarazem dokumentem barbarzyństwa” (s. 22) – opowiedziana w tomie historia książki równie mocno, co na samym przedmiocie, skupia się na ideologiach, które za nim stoją. Już rozdział o druku Gutenberga jest przekazem o dominacji religijnej i kolonializmie. Jak wskazuje badaczka, niemiecki drukarz zyskał popularność i pieniądze dzięki napięciom między islamem a chrześcijaństwem. Jego prasa została wykorzystana w większej skali w celu drukowania broszur przeciwko Turkom, a nie Biblii, jak zwykło się uznawać, choć jej wielki format również miał podkreślać wyższość jednego wyznania nad drugim. Gutenberg nie był pierwszy – w Chinach i Korei druk powstał wiele wieków wcześniej, a niskie koszty wytwarzania papieru z włókna bambusowego pozwoliły na popularyzację wynalazku w Azji Wschodniej, gdzie dzięki temu, w przeciwieństwie do Europy, pierwsze wydruki nie były przeznaczone tylko dla elit. Za mitem Gutenberga stoi XIX-wieczny kolonializm, potrzebujący argumentów świadczących o wyższości zachodniej cywilizacji i sprawnie wymazujący osiągnięcia dokonane na innych kontynentach. Jednak najciekawszym elementem wywodu Smith okazuje się odwołanie do współczesności, gdzie np. w takich filmach jak „Pojutrze” Rolanda Emmericha kontynuowana jest narracja traktująca Biblię Gutenberga jako fetysz, materializujący postęp i doskonałość Zachodu.
Kolejne rozdziały „Przenośnej magii” przynoszą równie świeże i często kontrowersyjne spojrzenie na okrzepłe w naszej kulturze fenomeny. Słynne zdjęcie Marilyn Monroe z „Ulissesem” jest tu przedstawione jako przykład świadomego kreowania (a właściwie burzenia) wizerunku, protekcjonalnie traktowane kluby książki stają się demokratycznym źródłem wiedzy, a temat palenia książek zostaje użyty jako przykład hipokryzji, gdy zestawia się współczesne przykłady wrzucania do ognia pojedynczych sztuk „Harry’ego Pottera” z masowym niszczeniem książek przez wydawnictwa, nazywanym eufemistycznie „przetwarzaniem zwrotów” (s. 135). Zarówno tu, jak i przy okazji pisania o książkach jako pierwszych prezentach na Boże Narodzenie czy egzemplarzach „Mein Kampf” z miejscem na dedykację dla nowożeńców, Smith nie pozostawia złudzeń – książki, bez względu na uczucia, jakimi je darzymy, mogą być niebezpieczne i nieraz bywały narzędziem manipulacji. Nie chodzi tutaj o ich treść – odpowiedni wygląd przeznaczonych na upominek powieści dał początek konsumpcyjnej bożonarodzeniowej machinie, jaką znamy dzisiaj, a odpowiednie skrócenie i wydanie dzieła Hitlera przesądziło o jego obecności w wielu domach. Badaczka nie tylko przedstawia historię we współczesnych kontekstach, ale również jest czujna na dzisiejsze trendy. Dzięki temu w „Przenośnej magii” nie brakuje miejsca dla fanfików, czyli kontynuacji prozy tworzonej przez jej fanów, czy spopularyzowanego w czasie pandemii „shelfie” – ujęcia pokazującego osobę na tle regału odpowiednio dobranych książek.
Naukowe zaplecze i gruntowny materiał bibliograficzny nie zmieniają faktu, że „Przenośna magia” jest książką popularnonaukową. Smith doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego obok bardziej erudycyjnych wywodów sporo tu soczystych historii i ciekawostek, którymi ma się ochotę od razu podzielić ze znajomymi. Pod względem gatunkowym zbiór okazuje się nie tyle romansem o relacji z literaturą, ile sensacją, fantastyką, a nawet horrorem. Są tu fragmenty o książkach zatrzymujących kule, bibliomancji, czyli wróżeniu z książek, oraz antropodermicznych (wykonanych z ludzkiej skóry) oprawach. Choć publikacja zawiera materiał tak bogaty, to niemożliwe było ujęcie wszystkich intrygujących funkcji papierowych wydawnictw. Mnie zabrakło książek-skrytek (na broń lub pieniądze) oraz biblioteczek prowadzących do tajemniczych pomieszczeń. Jednak traktuję to tylko jako sygnał, że forma „Przenośnej magii” jest niewyczerpana i otwarta zarówno na kolejne części, jak i osobiste czytelnicze poszukiwania.
„Książka staje się książką w rękach czytelnika. Jest obiektem interaktywnym. Książka, z której nie korzystamy i której nie czytamy, nie jest w rzeczywistości książką” (s. 264) – wskazuje pod koniec Smith. „Przenośna magia” to historia relacji. Ważnych historycznie, kulturowo czy technicznie – kiedy mowa o introligatorach lub wydawcach – jednak zawsze intymnych i w pewien sposób niewysłowionych. To właśnie z tą myślą zostawia mnie jej lektura – w przypadku książek nie raz zmysłowe doświadczenie ważniejsze jest niż sama treść.
Słowem porządkującym zbiór autorstwa Smith jest XIX-wieczne wyrażenie „bookhood” oznaczające „książkowość”, czyli materialne połączenie formy i treści, myślenie o książce z perspektywy przedmiotu oraz tego, w jaki sposób angażuje zmysły. W kontekście opisywania wymyślnych opraw, różnych rodzajów szycia, wybranych czcionek czy innych estetycznych elementach książek, może dziwić skromny wygląd „Przenośnej magii”. Pozbawiona ilustracji, klejona książka w miękkiej okładce wydrukowana na czerpanym papierze nie oferuje sensualnych doświadczeń, które opisuje. Autorka już we wstępie tłumaczy się z tego wyboru – według niej nawet najlepsze reprodukcje nie oddają wyglądu trójwymiarowej książki, za to opisy słowne lepiej działają na wyobraźnię i są jednym z elementów tytułowej magii literatury. Na tym przykładzie widać najważniejszą cechę „Przenośnej magii”. Smith opowiada o kamieniach milowych w historii czytelnictwa, jednak jest to wybór całkowicie subiektywny, mówiący więcej o współczesności (i autorce) niż o omawianych dziejach.
Autorka wybiera tematy szczególnie ciekawe ze współczesnej perspektywy i odważnie rozbraja mity, które nadal są chętnie powielane. Nieprzypadkowo już we wstępie przywołano słowa Waltera Benjamina: „Nie ma takiego dokumentu kultury, który nie byłby zarazem dokumentem barbarzyństwa” (s. 22) – opowiedziana w tomie historia książki równie mocno, co na samym przedmiocie, skupia się na ideologiach, które za nim stoją. Już rozdział o druku Gutenberga jest przekazem o dominacji religijnej i kolonializmie. Jak wskazuje badaczka, niemiecki drukarz zyskał popularność i pieniądze dzięki napięciom między islamem a chrześcijaństwem. Jego prasa została wykorzystana w większej skali w celu drukowania broszur przeciwko Turkom, a nie Biblii, jak zwykło się uznawać, choć jej wielki format również miał podkreślać wyższość jednego wyznania nad drugim. Gutenberg nie był pierwszy – w Chinach i Korei druk powstał wiele wieków wcześniej, a niskie koszty wytwarzania papieru z włókna bambusowego pozwoliły na popularyzację wynalazku w Azji Wschodniej, gdzie dzięki temu, w przeciwieństwie do Europy, pierwsze wydruki nie były przeznaczone tylko dla elit. Za mitem Gutenberga stoi XIX-wieczny kolonializm, potrzebujący argumentów świadczących o wyższości zachodniej cywilizacji i sprawnie wymazujący osiągnięcia dokonane na innych kontynentach. Jednak najciekawszym elementem wywodu Smith okazuje się odwołanie do współczesności, gdzie np. w takich filmach jak „Pojutrze” Rolanda Emmericha kontynuowana jest narracja traktująca Biblię Gutenberga jako fetysz, materializujący postęp i doskonałość Zachodu.
Kolejne rozdziały „Przenośnej magii” przynoszą równie świeże i często kontrowersyjne spojrzenie na okrzepłe w naszej kulturze fenomeny. Słynne zdjęcie Marilyn Monroe z „Ulissesem” jest tu przedstawione jako przykład świadomego kreowania (a właściwie burzenia) wizerunku, protekcjonalnie traktowane kluby książki stają się demokratycznym źródłem wiedzy, a temat palenia książek zostaje użyty jako przykład hipokryzji, gdy zestawia się współczesne przykłady wrzucania do ognia pojedynczych sztuk „Harry’ego Pottera” z masowym niszczeniem książek przez wydawnictwa, nazywanym eufemistycznie „przetwarzaniem zwrotów” (s. 135). Zarówno tu, jak i przy okazji pisania o książkach jako pierwszych prezentach na Boże Narodzenie czy egzemplarzach „Mein Kampf” z miejscem na dedykację dla nowożeńców, Smith nie pozostawia złudzeń – książki, bez względu na uczucia, jakimi je darzymy, mogą być niebezpieczne i nieraz bywały narzędziem manipulacji. Nie chodzi tutaj o ich treść – odpowiedni wygląd przeznaczonych na upominek powieści dał początek konsumpcyjnej bożonarodzeniowej machinie, jaką znamy dzisiaj, a odpowiednie skrócenie i wydanie dzieła Hitlera przesądziło o jego obecności w wielu domach. Badaczka nie tylko przedstawia historię we współczesnych kontekstach, ale również jest czujna na dzisiejsze trendy. Dzięki temu w „Przenośnej magii” nie brakuje miejsca dla fanfików, czyli kontynuacji prozy tworzonej przez jej fanów, czy spopularyzowanego w czasie pandemii „shelfie” – ujęcia pokazującego osobę na tle regału odpowiednio dobranych książek.
Naukowe zaplecze i gruntowny materiał bibliograficzny nie zmieniają faktu, że „Przenośna magia” jest książką popularnonaukową. Smith doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego obok bardziej erudycyjnych wywodów sporo tu soczystych historii i ciekawostek, którymi ma się ochotę od razu podzielić ze znajomymi. Pod względem gatunkowym zbiór okazuje się nie tyle romansem o relacji z literaturą, ile sensacją, fantastyką, a nawet horrorem. Są tu fragmenty o książkach zatrzymujących kule, bibliomancji, czyli wróżeniu z książek, oraz antropodermicznych (wykonanych z ludzkiej skóry) oprawach. Choć publikacja zawiera materiał tak bogaty, to niemożliwe było ujęcie wszystkich intrygujących funkcji papierowych wydawnictw. Mnie zabrakło książek-skrytek (na broń lub pieniądze) oraz biblioteczek prowadzących do tajemniczych pomieszczeń. Jednak traktuję to tylko jako sygnał, że forma „Przenośnej magii” jest niewyczerpana i otwarta zarówno na kolejne części, jak i osobiste czytelnicze poszukiwania.
„Książka staje się książką w rękach czytelnika. Jest obiektem interaktywnym. Książka, z której nie korzystamy i której nie czytamy, nie jest w rzeczywistości książką” (s. 264) – wskazuje pod koniec Smith. „Przenośna magia” to historia relacji. Ważnych historycznie, kulturowo czy technicznie – kiedy mowa o introligatorach lub wydawcach – jednak zawsze intymnych i w pewien sposób niewysłowionych. To właśnie z tą myślą zostawia mnie jej lektura – w przypadku książek nie raz zmysłowe doświadczenie ważniejsze jest niż sama treść.
Emma Smith: „Przenośna magia. Historia książek i ich czytelników”. Przeł. Aleksander Gomola. Bo.wiem [marka Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego]. Kraków 2024 [seria: Historiai].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

