KOBIETA JAKO IKONA PIĘKNA, INTELIGENCJI I NIEUGIĘTOŚCI (EMMA SOUTHON: 'KOBIETY IMPERIUM RZYMSKIEGO. 21 ZAPOMNIANYCH HISTORII')
A
A
A
Sytuacja kobiet w starożytności nie należała do najłatwiejszych. Zepchnięte na margines społeczeństwa, z ograniczonymi prawami, w większości przypadków pozostawały w domach, gdzie zajmowały się codziennymi sprawami i wychowywaniem dzieci. Przeświadczenie o ich niższej, niewartej analizowania pozycji wpisuje się w dzieje tradycji i literatury nawet współczesnej. Badania prowadzone nad życiem i aktywnościami kobiet w antyku wciąż nie cieszą się popularnością, dlatego właśnie książka Emmy Southon, której lekturę polecam z pełnym przekonaniem, wypełnia wspomnianą lukę, udowadniając, że fakt, iż historia imperium rzymskiego przybierała taki, a nie inny bieg, uzależniony był nie tylko od decyzji i działań podejmowanych przez słynnych władców, sprytnych dowódców, odważnych żołnierzy, filozofów czy literatów. Wśród znaczących postaci były również kobiety, które nie tylko spędzały czas w domowych pieleszach, lecz także wpływały na rozwój historii i tradycji antycznej.
„Historię imperium rzymskiego zwykle opowiada się wedle takiego wzoru” – pisze Southon – „Zaczyna się od Romulusa, potem przechodzi się do Brutusa obalającego Tarkwiniusza, następnie przedziera się przez niezwykle nudną listę wojen ekspansjonistycznych, wymienia się wszystkich generałów i konsulów, aby dotrzeć do festiwalu nożownictwa w późnej republice. Dalej idzie się przez wszystkich cesarzy, od czasu do czasu wspomina jakąś żonę czy matkę, by pokazać, do jakich katastrof może doprowadzić kobieta u władzy, później zaś Konstantyn wymyśla chrześcijaństwo, ale niebawem zjawia się Hun Attyla i rujnuje imperium. W istocie jednak dzieje Rzymu to o wiele więcej niż historia jego cesarzy, polityków i wodzów. Historia to o wiele więcej niż same Ważne Czyny” (s. 14). Już w pierwszych zdaniach autorka informuje, że opowiedziane przez nią historie rzymskich kobiet, w dodatku – jak sugeruje w podtytule książki – zapomnianych, rzucą nowe światło na sposób rozumienia i przedstawiania potęgi słynnego Rzymu.
Do swoich analiz Southon wybrała kobiety z różnych środowisk. Są wśród nich kapłanki westalki, pracownice seksualne, poetki, męczennice, święte, a także władczynie i kobiety szeroko pojętego sukcesu. Co ciekawe, jak podkreśla autorka, wiele z nich nigdy nie postawiło stopy w Italii, nigdy nie odwiedziło Rzymu, niemniej jednak na stale wpisało się w jego historię i tradycję, którą zdecydowała się opowiedzieć z zupełnie innej, pozbawionej męskich ocen, perspektywy: „Włączenie kobiet poszerza nasze rozumienie rzymskiej historii i rzymskiego życia. Kiedy Romulus zakładał Rzym, wiedział, że miasto nie będzie kompletne, dopóki nie znajdą się w nim kobiety. Historia Rzymu jest bez ich udziału równie niekompletna” (s. 15).
Southon zdecydowała się uporządkować swoje rozważania w czterech głównych rozdziałach, osadzonych silnie na osi czasu w okresach: królestwa (datowanym od założenia Rzymu w 753 r p.n.e. do r. 509 p.n.e.), republiki (od 509 p.n.e. do 30 p.n.e.), cesarstwa i późnej starości. Pierwszą bohaterką jej opowieści jest Tarpeja – córka rzymskiego wodza, który kierował obroną twierdzy na Kapitolu podczas głośnego najazdu Sabinów pragnących odzyskać swoje kobiety uprowadzone przez żołnierzy Romulusa. Choć źródła interpretują jej intencje w różny sposób, wśród najczęściej przedstawianych wersji historii jest ta, w której Tarpeja zakochuje się w jednym z Sabinów i w zamian za to, co Sabinowie noszą na lewej ręce, zobowiązuje się otworzyć im nocą bramy miasta. W tym przypadku niedoprecyzowane życzenie stało się dla dziewczyny zgubne, na lewej ręce bowiem Sabinowie nosili zarówno złotą biżuterię (która z pewnością zafascynowała kobietę), jak i drewniane tarcze. Dziewczyna, uznawana przez wielu za zdrajczynię rzymskiego rodu, zmarła przygnieciona tymi ostatnimi (zob. s. 33).
Przywołując historię porwania Sabinek, Southen zwraca uwagę na jeszcze jedną kobietę, Hersilię – żonę Romulusa. Kiedy naprzeciwko siebie stanęły dwie armie – rzymska i sabińska, kobieta ta stanęła między nimi i uświadomiła sytuację sabińskich kobiet. Najpierw zostały one porwane przez Rzymian, po czym przez rok pozostawały ich żonami i kochankami. Wiele z nich zaszło w ciążę, część zdążyła nawet urodzić dzieci. Teraz doszło zatem do sytuacji, w której ich ojcowie, bracia i wujowie po raz kolejny chcą doprowadzić do starcia, odbić kobiety, a ojców ich dzieci pozbawić życia. Mając na uwadze to, że Rzymianie stali się małżonkami Sabinek i ojcami ich dzieci, należałoby podkreślić, że jakikolwiek konflikt z Sabinami miałby podłoże rodzinne (zob. s. 35). Tym samym doszło do rozejmu, na mocy którego oba ludy zostały połączone, a na cześć Sabinek ich imiona nadano trzydziestu kuriom. Obie kobiety wpisały się na stałe do tradycji antycznej. Hersilia to model boskiej żony idealnej wykreowany przez Owidiusza w jego „Metamorfozach”, podczas gdy Tarpeja została upamiętniona poprzez nazwę Skały Tarpejskiej (zob. s. 36-37).
Tak właśnie rozpoczyna się interesujące, pełne niebagatelnych porównań, wyliczenie kobiet, których zapomniane dzieje należało – zdaniem Sauthon – światu przypomnieć. W kolejnych rozdziałach przybliżono czytelnikom i czytelniczkom postaci: Tanakwil – kobiety etruskiej, żony Lucuma, znanego później jako Lucjusz Tarkwiniusz Pryskus, pomijanej w rzymskich źródłach (znanej tylko z epickiego cyklu o Rzymie Mike’a Duncana [zob. s. 53]), i Lukrecji (której zgwałcenie stało się symbolem żądz Tarkwiniusza Pysznego i ucisku rzymskiego ludu, a dalej – kluczowym elementem motywu narracyjnego „Kobiety w lodówce” zidentyfikowanego w komiksie stworzonym przez Gail Simone [zob. s. 65]). Lukrecja zostaje przez Southon skontrastowana z Tulią, arogancką i lekkomyślną żoną Tarkwiniusza Pysznego, która: „Nie dba ani trochę o swój honor, a własna czystość jest dla niej czymś całkiem bez znaczenia. To ambitna jędza, która dba jedynie o swoje miejsce w życiu politycznym i o władzę. A poza tym jest cudzołożnicą” (s. 69).
W kolejnym rozdziale, skoncentrowanym na dziejach z czasów republiki, Southon przedstawia historię westalki Oppii, oskarżonej o incestum (utratę dziewictwa) i skazanej na pogrzebanie żywcem wewnątrz murów miejskich, a także Hispali Fecenii. To ona miała doprowadzić do likwidacji kultu Bachusa, który charakteryzował się brutalnością i zepsuciem, również wśród wyższych sfer: „Wedle Liwiusza w czasie Bachanaliów – pośród wycia, tłuczenia, parzenia się, wrzasków i przelewania rozmaitych płynów ustrojowych – ludzie z wyższych sfer mieli organizować bardzo poważne spotkania i spiskować. Mieli składać w sądach fałszywe zeznania, podrabiać pieczęcie, testamenty i inne dokumenty, by rozchwiać rzymski system prawny i generalnie zburzyć podwaliny rzymskiej res publica. Niekiedy planowali też skomplikowane otrucia i inne morderstwa, już nie w ramach rytuałów, wprowadzając podstępnie całkowite zepsucie do dobrego rzymskiego świata” (s. 107). Po rozważaniach na temat Klodii (znanej z listów Cycerona oraz jego mowy obrończej na rzecz Marka Celiusza i wierszy Katullusa do Lesbii [zob. s. 120]), autorka przechodzi do historii Turii, która – podobnie jak w przypadku Lukrecji i Tilii – staje się postacią kontrastującą ze swoją poprzedniczką: „[Turia – E.G.-P.] Była całkowitym przeciwieństwem Klodii. Podczas gdy Klodia korzystała z życia jako kluczowa przedstawicielka stronnictwa popularów, podmywając fundamenty konwencjonalnej i tradycyjnej rzymskiej moralności, Turia reprezentuje świat konserwatystów i stronnictwo optymatów. Świat pereł i wstrzemięźliwości” (s. 142).
Kolejną część poświęcona kobietom, których życie datuje się na okres cesarstwa. Są to kolejno: Julia Cezar, Kartimandua i Boudika, Julia Feliks, Sulpicja Lepidyna, Julia Balbilla, Perpetua, Julia Meza i Julia Mammea. Ostatni rozdział zostaje poświęcony czasom późnej starożytności, w których Southon zwróciła uwagę na Zenobię, Melanię Starszą i Gallę Placydię, urodzoną około 390 n.e. w Konstantynopolu (zob. s. 376). Tę ostatnią Southon honoruje mianem „Ostatniej Rzymianki”, słusznie zauważając, że: „Przydomek ostatniego Rzymianina przypisano wielu mężczyznom, od Kasjusza, który zabił Juliusza Cezara, po Aecjusza, Samuela Johnsona, a także sygnatariuszy amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Bardzo rzadko, jeśli w ogóle kiedykolwiek, określa się tym mianem jakąkolwiek kobietę. Myślę jednak, że należy się on auguście Galii Placydii. Po niej żaden cesarz ani żadna cesarzowa nie byli już tak widoczni ani tak oddani samemu Rzymowi. Nikt inny dobrowolnie do Rzymu nie powrócił, nikt nie wspierał jego dominacji, nikt nie został tam koronowany i nie zmarł tam w spokoju. Łącząca nostalgię za wyimaginowaną rzymską przeszłością, respekt dla senatorskiej arystokracji, która nadal Rzymem zarządzała, oddanie dla samego miasta jako szczególnie ważnego dla chrześcijańskiej teologii i imperialnej polityki, Galla Placydia jest przykładem najnowocześniejszej Rzymianki” (s. 399-400).
Książka Southon to doskonałe kompendium wiedzy o kobietach antyku, których historie na co dzień opisywane są wyłącznie na marginesie wielkich dokonań żyjących ówcześnie mężczyzn. Tym razem to ich dokonania i aktywności okazują się fundamentem, to ich głos wybrzmiewa na kartach dziejów. Książka napisana jest w interesujący sposób, intrygującym językiem, z niebagatelnymi wstawkami w postaci anegdot i porównań, zachęcający do odwrócenia strony i zagłębienia się w treści kolejnej. Autorka jest pisarką bardzo błyskotliwą, oczytaną, charakteryzującą się bogatą wiedzą nie tylko z zakresu starożytności, lecz także szeroko pojętej literatury, kultury i sztuki współczesnej. Lekturę książki „Kobiety imperium rzymskiego. 21 zapomnianych historii” z pełnym przekonaniem polecam każdemu, kogo interesuje nowa perspektywa badań nad antykiem i jego historia ukazana oczami kobiet właśnie.
„Historię imperium rzymskiego zwykle opowiada się wedle takiego wzoru” – pisze Southon – „Zaczyna się od Romulusa, potem przechodzi się do Brutusa obalającego Tarkwiniusza, następnie przedziera się przez niezwykle nudną listę wojen ekspansjonistycznych, wymienia się wszystkich generałów i konsulów, aby dotrzeć do festiwalu nożownictwa w późnej republice. Dalej idzie się przez wszystkich cesarzy, od czasu do czasu wspomina jakąś żonę czy matkę, by pokazać, do jakich katastrof może doprowadzić kobieta u władzy, później zaś Konstantyn wymyśla chrześcijaństwo, ale niebawem zjawia się Hun Attyla i rujnuje imperium. W istocie jednak dzieje Rzymu to o wiele więcej niż historia jego cesarzy, polityków i wodzów. Historia to o wiele więcej niż same Ważne Czyny” (s. 14). Już w pierwszych zdaniach autorka informuje, że opowiedziane przez nią historie rzymskich kobiet, w dodatku – jak sugeruje w podtytule książki – zapomnianych, rzucą nowe światło na sposób rozumienia i przedstawiania potęgi słynnego Rzymu.
Do swoich analiz Southon wybrała kobiety z różnych środowisk. Są wśród nich kapłanki westalki, pracownice seksualne, poetki, męczennice, święte, a także władczynie i kobiety szeroko pojętego sukcesu. Co ciekawe, jak podkreśla autorka, wiele z nich nigdy nie postawiło stopy w Italii, nigdy nie odwiedziło Rzymu, niemniej jednak na stale wpisało się w jego historię i tradycję, którą zdecydowała się opowiedzieć z zupełnie innej, pozbawionej męskich ocen, perspektywy: „Włączenie kobiet poszerza nasze rozumienie rzymskiej historii i rzymskiego życia. Kiedy Romulus zakładał Rzym, wiedział, że miasto nie będzie kompletne, dopóki nie znajdą się w nim kobiety. Historia Rzymu jest bez ich udziału równie niekompletna” (s. 15).
Southon zdecydowała się uporządkować swoje rozważania w czterech głównych rozdziałach, osadzonych silnie na osi czasu w okresach: królestwa (datowanym od założenia Rzymu w 753 r p.n.e. do r. 509 p.n.e.), republiki (od 509 p.n.e. do 30 p.n.e.), cesarstwa i późnej starości. Pierwszą bohaterką jej opowieści jest Tarpeja – córka rzymskiego wodza, który kierował obroną twierdzy na Kapitolu podczas głośnego najazdu Sabinów pragnących odzyskać swoje kobiety uprowadzone przez żołnierzy Romulusa. Choć źródła interpretują jej intencje w różny sposób, wśród najczęściej przedstawianych wersji historii jest ta, w której Tarpeja zakochuje się w jednym z Sabinów i w zamian za to, co Sabinowie noszą na lewej ręce, zobowiązuje się otworzyć im nocą bramy miasta. W tym przypadku niedoprecyzowane życzenie stało się dla dziewczyny zgubne, na lewej ręce bowiem Sabinowie nosili zarówno złotą biżuterię (która z pewnością zafascynowała kobietę), jak i drewniane tarcze. Dziewczyna, uznawana przez wielu za zdrajczynię rzymskiego rodu, zmarła przygnieciona tymi ostatnimi (zob. s. 33).
Przywołując historię porwania Sabinek, Southen zwraca uwagę na jeszcze jedną kobietę, Hersilię – żonę Romulusa. Kiedy naprzeciwko siebie stanęły dwie armie – rzymska i sabińska, kobieta ta stanęła między nimi i uświadomiła sytuację sabińskich kobiet. Najpierw zostały one porwane przez Rzymian, po czym przez rok pozostawały ich żonami i kochankami. Wiele z nich zaszło w ciążę, część zdążyła nawet urodzić dzieci. Teraz doszło zatem do sytuacji, w której ich ojcowie, bracia i wujowie po raz kolejny chcą doprowadzić do starcia, odbić kobiety, a ojców ich dzieci pozbawić życia. Mając na uwadze to, że Rzymianie stali się małżonkami Sabinek i ojcami ich dzieci, należałoby podkreślić, że jakikolwiek konflikt z Sabinami miałby podłoże rodzinne (zob. s. 35). Tym samym doszło do rozejmu, na mocy którego oba ludy zostały połączone, a na cześć Sabinek ich imiona nadano trzydziestu kuriom. Obie kobiety wpisały się na stałe do tradycji antycznej. Hersilia to model boskiej żony idealnej wykreowany przez Owidiusza w jego „Metamorfozach”, podczas gdy Tarpeja została upamiętniona poprzez nazwę Skały Tarpejskiej (zob. s. 36-37).
Tak właśnie rozpoczyna się interesujące, pełne niebagatelnych porównań, wyliczenie kobiet, których zapomniane dzieje należało – zdaniem Sauthon – światu przypomnieć. W kolejnych rozdziałach przybliżono czytelnikom i czytelniczkom postaci: Tanakwil – kobiety etruskiej, żony Lucuma, znanego później jako Lucjusz Tarkwiniusz Pryskus, pomijanej w rzymskich źródłach (znanej tylko z epickiego cyklu o Rzymie Mike’a Duncana [zob. s. 53]), i Lukrecji (której zgwałcenie stało się symbolem żądz Tarkwiniusza Pysznego i ucisku rzymskiego ludu, a dalej – kluczowym elementem motywu narracyjnego „Kobiety w lodówce” zidentyfikowanego w komiksie stworzonym przez Gail Simone [zob. s. 65]). Lukrecja zostaje przez Southon skontrastowana z Tulią, arogancką i lekkomyślną żoną Tarkwiniusza Pysznego, która: „Nie dba ani trochę o swój honor, a własna czystość jest dla niej czymś całkiem bez znaczenia. To ambitna jędza, która dba jedynie o swoje miejsce w życiu politycznym i o władzę. A poza tym jest cudzołożnicą” (s. 69).
W kolejnym rozdziale, skoncentrowanym na dziejach z czasów republiki, Southon przedstawia historię westalki Oppii, oskarżonej o incestum (utratę dziewictwa) i skazanej na pogrzebanie żywcem wewnątrz murów miejskich, a także Hispali Fecenii. To ona miała doprowadzić do likwidacji kultu Bachusa, który charakteryzował się brutalnością i zepsuciem, również wśród wyższych sfer: „Wedle Liwiusza w czasie Bachanaliów – pośród wycia, tłuczenia, parzenia się, wrzasków i przelewania rozmaitych płynów ustrojowych – ludzie z wyższych sfer mieli organizować bardzo poważne spotkania i spiskować. Mieli składać w sądach fałszywe zeznania, podrabiać pieczęcie, testamenty i inne dokumenty, by rozchwiać rzymski system prawny i generalnie zburzyć podwaliny rzymskiej res publica. Niekiedy planowali też skomplikowane otrucia i inne morderstwa, już nie w ramach rytuałów, wprowadzając podstępnie całkowite zepsucie do dobrego rzymskiego świata” (s. 107). Po rozważaniach na temat Klodii (znanej z listów Cycerona oraz jego mowy obrończej na rzecz Marka Celiusza i wierszy Katullusa do Lesbii [zob. s. 120]), autorka przechodzi do historii Turii, która – podobnie jak w przypadku Lukrecji i Tilii – staje się postacią kontrastującą ze swoją poprzedniczką: „[Turia – E.G.-P.] Była całkowitym przeciwieństwem Klodii. Podczas gdy Klodia korzystała z życia jako kluczowa przedstawicielka stronnictwa popularów, podmywając fundamenty konwencjonalnej i tradycyjnej rzymskiej moralności, Turia reprezentuje świat konserwatystów i stronnictwo optymatów. Świat pereł i wstrzemięźliwości” (s. 142).
Kolejną część poświęcona kobietom, których życie datuje się na okres cesarstwa. Są to kolejno: Julia Cezar, Kartimandua i Boudika, Julia Feliks, Sulpicja Lepidyna, Julia Balbilla, Perpetua, Julia Meza i Julia Mammea. Ostatni rozdział zostaje poświęcony czasom późnej starożytności, w których Southon zwróciła uwagę na Zenobię, Melanię Starszą i Gallę Placydię, urodzoną około 390 n.e. w Konstantynopolu (zob. s. 376). Tę ostatnią Southon honoruje mianem „Ostatniej Rzymianki”, słusznie zauważając, że: „Przydomek ostatniego Rzymianina przypisano wielu mężczyznom, od Kasjusza, który zabił Juliusza Cezara, po Aecjusza, Samuela Johnsona, a także sygnatariuszy amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Bardzo rzadko, jeśli w ogóle kiedykolwiek, określa się tym mianem jakąkolwiek kobietę. Myślę jednak, że należy się on auguście Galii Placydii. Po niej żaden cesarz ani żadna cesarzowa nie byli już tak widoczni ani tak oddani samemu Rzymowi. Nikt inny dobrowolnie do Rzymu nie powrócił, nikt nie wspierał jego dominacji, nikt nie został tam koronowany i nie zmarł tam w spokoju. Łącząca nostalgię za wyimaginowaną rzymską przeszłością, respekt dla senatorskiej arystokracji, która nadal Rzymem zarządzała, oddanie dla samego miasta jako szczególnie ważnego dla chrześcijańskiej teologii i imperialnej polityki, Galla Placydia jest przykładem najnowocześniejszej Rzymianki” (s. 399-400).
Książka Southon to doskonałe kompendium wiedzy o kobietach antyku, których historie na co dzień opisywane są wyłącznie na marginesie wielkich dokonań żyjących ówcześnie mężczyzn. Tym razem to ich dokonania i aktywności okazują się fundamentem, to ich głos wybrzmiewa na kartach dziejów. Książka napisana jest w interesujący sposób, intrygującym językiem, z niebagatelnymi wstawkami w postaci anegdot i porównań, zachęcający do odwrócenia strony i zagłębienia się w treści kolejnej. Autorka jest pisarką bardzo błyskotliwą, oczytaną, charakteryzującą się bogatą wiedzą nie tylko z zakresu starożytności, lecz także szeroko pojętej literatury, kultury i sztuki współczesnej. Lekturę książki „Kobiety imperium rzymskiego. 21 zapomnianych historii” z pełnym przekonaniem polecam każdemu, kogo interesuje nowa perspektywa badań nad antykiem i jego historia ukazana oczami kobiet właśnie.
Emma Southon: „Kobiety imperium rzymskiego. 21 zapomnianych historii”. Przeł. Maciej Miłkowski. HI:STORY [imprint Wydawnictwa Otwartego]. Kraków 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

