MIESZANKA ZIOŁOWA (GAJUSZ PLINIUSZ SEKUNDUS: 'HISTORIA NATURALNA. TOM IV: ZIOŁOLECZNICTWO')
A
A
A
To już czwarty tom przekładu „Historii naturalnej” Pliniusza, który ukazał się w Wydawnictwie Naukowym UMK. Bez wątpienia jest on najtrudniejszy w lekturze i nie znajdzie wielu czytelników, nawet wśród miłośników antyku. Wydawnictwu i tłumaczowi należą się zatem pochwały za trwanie w zamiarze przełożenia całości „Historii naturalnej”.
Prawdopodobnie jestem jedną z niewielu osób, która przeczytała przekład w sposób ciągły. Trudności w lekturze wynikają nie tyle z samego przekładu, choć ten ma swoje problemy – o czym niżej – ile z natury tekstu. Pliniusz na kilkuset stronach omawia właściwości lecznicze kilkuset roślin w odniesieniu do kilkudziesięciu schorzeń. Mamy więc do czynienia z czymś w rodzaju lektury ciągu ulotek dołączanych do leków. Tekst jest pełen powtórzeń i wewnętrznych nawiązań, które dotyczą spraw nieintersujących nikogo poza historykami medycyny. Sama łacina Pliniusza, w ogóle skrótowa – w przekładanych księgach okazuje się szczególnie zwięzła, zostawiając wiele interpretacji tłumacza.
Pliniuszowe recepty nie mają żadnej wartości praktycznej. Należą do książkowej medycyny antyku opartej na uczonych domniemaniach, a nie na rzeczywistej praktyce. Znamienne, że Pliniusz nie opisuje, w jaki sposób zioła są stosowane przez lud wiejski, ale chętnie podaje, który to król odkrył właściwości tej lub innej rośliny. Jest to zatem ziołolecznictwo książkowe, erudycyjne. Etnobotanicy wbrew pozorom nie mają czego u Pliniusza szukać. Także amatorzy dawnej, jakoby lepszej, wiedzy powinni się wystrzegać inspiracji Pliniuszem. Autor korzysta oczywiście szeroko z dorobku medycyny antycznej (która z dzisiejszą nauką ma wspólną tylko nazwę), ale będąc nieodrodnym synem swej epoki, za szczególne autorytety z zakresu ziołolecznictwa (i w ogóle w każdej dziedzinie) uznaje poetów: „Autorytet bardzo wybitnej postaci pozwala mi mieć odmienne zdanie w tej kwestii, ponieważ poeta Sofokles twierdzi, że jest ona [koniczyna – P.P.] trująca” (XXI 88 [153], s. 245). Oczywiście Pliniusz nie ma na temat trujących właściwości koniczyny własnego zdania, choć mógłby je sobie łatwo wyrobić.
Zdradza co prawda, że był przynajmniej w jednym ogrodzie ziołowym (XXV 5, 4 [s. 551]), ale ma w pogardzie ilustrowane zielniki (XXV 4, 8 [s. 549]), które istniały już w jego czasach (jakże chcielibyśmy je mieć dzisiaj!).
Z racji tematyki, przełożone w tomie księgi obfitują w nazwy schorzeń i symptomów, które można jedynie z grubsza przyporządkować znanym dzisiaj jednostkom chorobowym, oraz w nazwy roślin, które jedynie w części z pewną dozą prawdopodobieństwa można rozpoznać i opisać w ramach obecnej systematyki biologicznej. Ireneusz Mikołajczyk, tłumacz niezwykle doświadczony w przekładach łacińskiej i greckiej prozy fachowej, podjął się tego zadania. Przyjął zróżnicowaną strategię tłumaczenia/interpretacji tekstu Pliniusza. Raz zostawia nazwy łacińskie i greckie w oryginalnym brzmieniu (zlatynizowane przez Pliniusza grecyzmy oddaje transliteracją poprawnych form greckich), innym razem stara się tłumaczyć etymologicznie, często jednak identyfikuje konkretne jednostki chorobowe i gatunki roślin wedle współczesnego nazewnictwa. Wedle mnie nie jest to szczęśliwa decyzja, ponieważ sprawia mylne wrażenie stosowania przez Pliniusza systematycznej nomenklatury naukowej. Dobrej recepty na przekład tak kompleksowego dzieła jak „Historia naturalna” chyba jednak nie ma.
Za szczególnie niefortunny uważam przekład słowa ‘genus’ jako ‘gatunek’. Nasuwa ono jednoznaczne skojarzenia ze współczesną systematyką i precyzyjną identyfikacją danego organizmu. Znacznie lepsze byłoby słowo ‘rodzaj’, i to wcale nie dlatego, że w systemie binominalnym właśnie ‘genus’ oznacza systematyczny rodzaj, ale dlatego, że w języku polskim słowo to ma też potoczne znaczenie, określając bliskie pokrewieństwo czy podobieństwo w ramach grupy. Dobrze to oddaje brak precyzji w Pliniuszowych identyfikacjach. W niektórych kontekstach ‘gatunek’ brzmi wyjątkowo nietrafnie np.: „Do gatunku bulw (bulborum generi) niektórzy zaliczają również korzeń cibory jadalnej” (XXI 67 [107], s. 223), a można by: „Niektórzy uznają ciborę za rodzaj bulwy”.
Wspomniałem już, że przekład ksiąg zielarskich Pliniusza to zadanie bardzo trudne i najeżone pułapkami, a przy tym wymagające sporej wiedzy pozafilologicznej. Stąd nic dziwnego, że zdarzyły się w tłumaczeniu decyzje nie najlepsze, nietrafne, a niekiedy wręcz błędne. Nie porównywałem przekładu z oryginałem w sposób ciągły (tekst łaciński wydrukowany jest obok polskiego), ale zwracałem uwagę na łacinę jedynie tam, gdzie sens polszczyzny lub merytoryczna treść zdania wydawały mi się wątpliwe. Stąd poniższe uwagi i poprawki mają charakter wybiórczy i w żaden sposób nie pretendują do kompletności. Zacznijmy od uwag do konkretnych słów:
Poza prostymi kwestiami przekładu pojedynczych słów mamy do czynienia także z daleko idącymi interpretacjami tłumacza, który nie zaznacza swych uzupełnień. W ogóle Mikołajczyk ma skłonność do daleko idących parafraz. Spójrzmy na skrajny przykład: „Peculiariter et contra meliceridas efficax” (XXI 87, 151 [s. 243]) oddano jako: „Jest wyjątkowo skuteczny na torbiele koloidalne z zawartością przypominającą miód” (s. 245). Termin „meliceridae” został nie tylko medycznie dookreślony („torbiele koloidalne”), ale także wyjaśniony etymologicznie „z zawartością przypominającą miód”. Jest to daleko idąca interpretacja tekstu, nie zaś jego przekład. André (1969: 80, 151) zachowuje termin oryginalny „mélicérides” i daje komentarz.
W innych miejscach znowu Mikołajczyk zaznacza swoje dodatki, ale nie zawsze znajdują one uzasadnienie, np. „Niezmiernie szczodre bóstwo (locupleti divinitate) <natura> stwarza środki ochronne…” (XXII 14, 30 [s. 280-281]). W samym tekście nic nie wskazuje, że tym bóstwem ma być natura.
Poza nienajlepszymi przekładami terminów technicznych oraz niepotrzebnymi uzupełnieniami mamy jednak też sporo tłumaczeń po prostu błędnych, które zmieniają sens tekstu Pliniusza. Nie jest to recenzja wydawnicza, więc ograniczę się do wybranych przykładów z pierwszej części książki:
Trzeba też zaznaczyć, że przynajmniej dwa razy podział tekstu łacińskiego nie pokrywa się z polskim przekładem (XXIII 16,26 [s. 370-371]; XXIII 25,51 [s. 380-381]).
Książka zawiera obszerne przypisy w formie drobnych uwag. Dają one pewne wyjaśnienia rzeczowe, odsyłają do innych miejsc w dziele Pliniusza lub u innych autorów. Co ważne w kontekście tłumaczonych ksiąg, podają też identyfikacje roślin zgodnie z binominalną nomenklaturą naukową. Korzysta się z nich jednak trudno, bowiem mają formę przypisów końcowych, numerowanych osobno dla każdej księgi. Czytelnik wiele by zyskał, gdyby umieszczono je na dole strony. Bibliografia jest bardzo oszczędna – i to zarówno jeśli idzie o autorów starożytnych, jak i nowożytne opracowania.
Całościowa ocena przekładu ksiąg Pliniusza o ziołolecznictwie jest niejednoznaczna. Z jednej strony bardzo dobrze, że mamy ten tekst po polsku. Praca nad nim musiała być tytanicznym wysiłkiem. Wyrazy uznania należą się Ireneuszowi Mikołajczykowi zwłaszcza za próby identyfikacji roślin znanych Pliniuszowi. Z drugiej strony przekład zawiera niekonsekwencje, nieścisłości i błędy. Aby należycie wydać ten tekst, należałoby uwzględnić w drugim wydaniu uwagi recenzentów, zwłaszcza tych mniej wybiórczych niż piszący te słowa, i wprowadzić konieczne poprawki. Dopiero wówczas będziemy mogli mówić o skończony dziele. Na razie mamy coś w rodzaju wydania testowego.
LITERATURA:
Adams J.N.: „Seksualizmy łacińskie”. Przeł. J. Janik. Kraków 2013.
Adams F. (oprac.): „Seven Books of Paulus Aegineta”. T. II. London 1846.
André J. (oprac.): Pline L’Ancien. „Histoire Naturelle. Livre XXI”. Paris 1969.
André J.(oprac.): Pline L’Ancien. „Histoire Naturelle. Livre XXII”. Paris 1970.
André J.(oprac.): Pline L’Ancien. „Histoire Naturelle. Livre XXIV”. Paris 1972.
Hunt Y. (oprac.): „Medicina Plinii: Latin Text, Translation, and Commentary”. London 2020.
Lansglow D.R.: „Medical Latin in the Roman Empire”. Oxford 2000.
OLD = „Oxford Latin Dictionary”. Oxford 1968.
Prawdopodobnie jestem jedną z niewielu osób, która przeczytała przekład w sposób ciągły. Trudności w lekturze wynikają nie tyle z samego przekładu, choć ten ma swoje problemy – o czym niżej – ile z natury tekstu. Pliniusz na kilkuset stronach omawia właściwości lecznicze kilkuset roślin w odniesieniu do kilkudziesięciu schorzeń. Mamy więc do czynienia z czymś w rodzaju lektury ciągu ulotek dołączanych do leków. Tekst jest pełen powtórzeń i wewnętrznych nawiązań, które dotyczą spraw nieintersujących nikogo poza historykami medycyny. Sama łacina Pliniusza, w ogóle skrótowa – w przekładanych księgach okazuje się szczególnie zwięzła, zostawiając wiele interpretacji tłumacza.
Pliniuszowe recepty nie mają żadnej wartości praktycznej. Należą do książkowej medycyny antyku opartej na uczonych domniemaniach, a nie na rzeczywistej praktyce. Znamienne, że Pliniusz nie opisuje, w jaki sposób zioła są stosowane przez lud wiejski, ale chętnie podaje, który to król odkrył właściwości tej lub innej rośliny. Jest to zatem ziołolecznictwo książkowe, erudycyjne. Etnobotanicy wbrew pozorom nie mają czego u Pliniusza szukać. Także amatorzy dawnej, jakoby lepszej, wiedzy powinni się wystrzegać inspiracji Pliniuszem. Autor korzysta oczywiście szeroko z dorobku medycyny antycznej (która z dzisiejszą nauką ma wspólną tylko nazwę), ale będąc nieodrodnym synem swej epoki, za szczególne autorytety z zakresu ziołolecznictwa (i w ogóle w każdej dziedzinie) uznaje poetów: „Autorytet bardzo wybitnej postaci pozwala mi mieć odmienne zdanie w tej kwestii, ponieważ poeta Sofokles twierdzi, że jest ona [koniczyna – P.P.] trująca” (XXI 88 [153], s. 245). Oczywiście Pliniusz nie ma na temat trujących właściwości koniczyny własnego zdania, choć mógłby je sobie łatwo wyrobić.
Zdradza co prawda, że był przynajmniej w jednym ogrodzie ziołowym (XXV 5, 4 [s. 551]), ale ma w pogardzie ilustrowane zielniki (XXV 4, 8 [s. 549]), które istniały już w jego czasach (jakże chcielibyśmy je mieć dzisiaj!).
Z racji tematyki, przełożone w tomie księgi obfitują w nazwy schorzeń i symptomów, które można jedynie z grubsza przyporządkować znanym dzisiaj jednostkom chorobowym, oraz w nazwy roślin, które jedynie w części z pewną dozą prawdopodobieństwa można rozpoznać i opisać w ramach obecnej systematyki biologicznej. Ireneusz Mikołajczyk, tłumacz niezwykle doświadczony w przekładach łacińskiej i greckiej prozy fachowej, podjął się tego zadania. Przyjął zróżnicowaną strategię tłumaczenia/interpretacji tekstu Pliniusza. Raz zostawia nazwy łacińskie i greckie w oryginalnym brzmieniu (zlatynizowane przez Pliniusza grecyzmy oddaje transliteracją poprawnych form greckich), innym razem stara się tłumaczyć etymologicznie, często jednak identyfikuje konkretne jednostki chorobowe i gatunki roślin wedle współczesnego nazewnictwa. Wedle mnie nie jest to szczęśliwa decyzja, ponieważ sprawia mylne wrażenie stosowania przez Pliniusza systematycznej nomenklatury naukowej. Dobrej recepty na przekład tak kompleksowego dzieła jak „Historia naturalna” chyba jednak nie ma.
Za szczególnie niefortunny uważam przekład słowa ‘genus’ jako ‘gatunek’. Nasuwa ono jednoznaczne skojarzenia ze współczesną systematyką i precyzyjną identyfikacją danego organizmu. Znacznie lepsze byłoby słowo ‘rodzaj’, i to wcale nie dlatego, że w systemie binominalnym właśnie ‘genus’ oznacza systematyczny rodzaj, ale dlatego, że w języku polskim słowo to ma też potoczne znaczenie, określając bliskie pokrewieństwo czy podobieństwo w ramach grupy. Dobrze to oddaje brak precyzji w Pliniuszowych identyfikacjach. W niektórych kontekstach ‘gatunek’ brzmi wyjątkowo nietrafnie np.: „Do gatunku bulw (bulborum generi) niektórzy zaliczają również korzeń cibory jadalnej” (XXI 67 [107], s. 223), a można by: „Niektórzy uznają ciborę za rodzaj bulwy”.
Wspomniałem już, że przekład ksiąg zielarskich Pliniusza to zadanie bardzo trudne i najeżone pułapkami, a przy tym wymagające sporej wiedzy pozafilologicznej. Stąd nic dziwnego, że zdarzyły się w tłumaczeniu decyzje nie najlepsze, nietrafne, a niekiedy wręcz błędne. Nie porównywałem przekładu z oryginałem w sposób ciągły (tekst łaciński wydrukowany jest obok polskiego), ale zwracałem uwagę na łacinę jedynie tam, gdzie sens polszczyzny lub merytoryczna treść zdania wydawały mi się wątpliwe. Stąd poniższe uwagi i poprawki mają charakter wybiórczy i w żaden sposób nie pretendują do kompletności. Zacznijmy od uwag do konkretnych słów:
- Adalligo: Czasownik o znaczeniu ‘przywiązywać’, ‘mocować’ jest tłumaczony bardzo precyzyjnie jako „przywiązać jako amulet” (np. XX 13, 24 [s. 57]). To bardzo prawdopodobna interpretacja, ale pochodzi od tłumacza, co nie zostaje zaznaczone, choćby przez użycie nawiasu: „przywiązać (jako amulet)”. Pliniusz nie tłumaczy zasady działania tego, co zostało przywiązane. Tymczasem można by np. uzupełniać „przywiązać (jako okład)” i dawałoby to również dobry sens. Zwłaszcza że Pliniusz zalecanie „przywiązywania” wylicza obok innych działań, o czysto mechanicznym charakterze. Co więcej, Pliniusz zna słowo „amuletum”, np. XXIII 14, 20 (s. 366-367) – „Utuntur ea pro amuleto / Wykorzystuje się ją [dziką winorośl – P.P.] jako amulet”.
- Adpono: W kontekstach ginekologicznych Mikołajczyk pisze o wkładaniu „krążka macicznego”, kiedy łacina mówi tylko o ‘umieszczaniu’, ‘wkładaniu’, np.: „Menses sucus eius et urinam ciet potu partusque difficiles in lana adpositus / Wypity sok z tej rośliny działa moczopędnie i wywołuje miesiączkę, a włożony jako krążek maciczny z wełną ułatwia trudne porody” (XXIV 81, 132 [s. 510-511]. Po łacinie mamy jedynie „umieszczony na wełnie” – bez doprecyzowania tego, w jaki sposób.
- Alvus: We frazie: „Cerasia alvum mollunt, stomacho inutilia / Wiśnie zmiękczają brzuch, ale szkodzą na żołądek” (XXIII 72, 141 [s. 424-425]) wydaje się zasadne rozumieć ‘alvus’ jako ‘jelita’ (zob. Lansglow 2000: 151). Być może podobnie w innych miejscach.
- Aspis: Chodzi o kobrę, a nie żmiję (jak w XX 73,195 [s. 129] lub XXI 105, 182 [s. 259]). Tę ostatnią określano terminem ‘vipera’. Rozróżnienie jest istotne także ze względu na odmienne leczenie ukąszeń, z czego zdawano sobie sprawę już w starożytności (zob. Hunt 2020: 188-189).
- Axungia: Stale tłumaczona jako „tłuszcz do smarowania osi”. Taka jest faktycznie etymologia tego słowa (axis + ungere), ale nie ma sensu oddawać jej w tekście medycznym. Przecież nie chodzi o tłuszcz pobrany z kół, ale o tłuszcz zwierzęcy używany m.in. do smarowania osi. Po polsku możemy oddać to słowo jako ‘łój’ czy ‘smalec’ (tak eLexicon Mediae et Infimae Latinitatis), ale pewnie jeszcze lepsze byłoby ‘sadło’, bo chodzi o tłuszcz trzewiowy.
- Flos aeris: Przełożone jako „tlenek miedzi”. Współczesna nomenklatura chemiczna mocno razi w tym miejscu. Przy tym nie wydaje mi się, by chodziło w tej metaforze o czarny proszek, jakim jest tlenek miedzi (II) (CuO). Stawiałbym raczej na patynę czyli węglan wodorotlenku miedzi (II).
- Mulsum: Jako wino z miodem to po prostu ‘wino miodowe’; ‘aqua mulsa’ zaś można oddać jako miód pitny, który i dzisiaj jest napojem powstałym z fermentowanego miodu rozcieńczonego w różnych proporcjach wodą.
- Multipedae: Słowo kilkukrotnie tłumaczone jako ‘salamandry’ (np. XX 20, 41 [s. 67]). Pliniusz zna słowo ‘salamandrae’ (XX 51, 133 [s. 103] – przełożone jako „salamandry”). Prawdopodobnie owe gryzące ‘multipedae’ to wije lub skolopendry. Słowo ‘scolopendrae’ jest jednak Pliniuszowi również znane (XX 52, 144 [s. 109]; XX 32, 68 [s. 299] – tłumaczone „stonogi”), ale i ono bywa przekładane jako „salamandry” (XX 90, 245 [s. 151]; XXIII 28, 55 [s. 385]).
- Mus araneus: Zwierzę tłumaczone często w pierwszej połowie książki jako „jadowita mysz” (np. XX 23, 50 [s. 69]; XX 34, 89 [s. 85]), to ryjówka (poprawnie np. XXIII 63,120 [s. 415]). Niektóre ryjówki i spokrewnione z ryjówkami rzęsorki faktycznie są jadowite, ale dla ludzi nie stanowią istotnego zagrożenia.
- Nitrum (przymiotnik: nitrosus): W XX 78, 206 (s. 135) fraza „nitroso loco” została przełożona jako „(teren) zasobny w saletrę”. Saletra to różne azotany używane przede wszystkim do produkcji nawozów, w tym miejscu chodzi o nitrum, czyli o sodę rodzimą (węglan sodu) pozyskiwaną w antyku z naturalnych złóż powierzchniowych.
- Passum: Być może dobrym rozwiązaniem byłoby użycie włoskiego terminu ‘passito’ – który oczywiście z passum się wywodzi i oznacza właśnie wino z suszonych winogron. Inne rozwiązanie to ‘wino rodzynkowe’.
- Phalangia: „Jadowite pająki”. Przekład w zasadzie odpowiada kategoryzacji stosowanej przez antycznych, źle jednak brzmi we frazie „adversus phalangia et araneos / zwalcza truciznę jadowitych pająków oraz wszelkich pająków” (XXIV 42,71 [s. 480-481]). Można zaryzykować nieprecyzyjny przekład „tarantule” (zob. Adams 1846: 170-171); a zatem zgodnie z tekstem „zwalcza tarantule i pająki”.
- Psorae: Termin powraca dość często i jest traktowany przez tłumacza różnorako. Niekiedy nie jest tłumaczony (np. XXIII 9, 13 [s. 365]), niekiedy przekładany jako ‘łuszczyca’ (np. XXIII 41,83 [s. 397]), a czasem wreszcie przekładany, ale z podaniem oryginalnego terminu w nawiasie (XXV 109, 173 [s. 631]). Bez wątpienia chodzi o poważną chorobę skórną. Starożytni stosowali termin dość szeroko, nieraz ewidentnie odnosząc do trądu, ale ponieważ tłumacz wiele innych podobnie nieprecyzyjnych antycznych terminów medycznych identyfikuje z konkretnymi chorobami, nie widzę przeszkód, by psorae oddawać stale jako ‘łuszczycę’. Choroba ta w czasach nowożytnych po łacinie była określana właśnie jako psorasis.
- Sedes: Mikołajczyk w wielu miejscach, zwłaszcza w pierwszych księgach, oddaje to słowo jako „jelito grube” (np. XXII 49, 103 [s. 319]; XXII 60, 127 [s. 331]), podczas gdy sam kontekst wyklucza takie rozumienie. U Pliniusza ‘sedes’ to eufemizm na ‘odbyt’ (Adams 2013: 157) – i tak to słowo jest przekładane mniej więcej od połowy książki.
- Spodium lub spodos: To zapożyczenie z greki. Słowo jest tłumaczone z niepotrzebną precyzją jako „tlenek cynku” (np. XXIII 35, 71 [s. 391]), choć może chodzić o związki różnych metali. Przy czym termin ten oznacza również popiół i w takim znaczeniu na pewno występuje w XXIII 38, 76 (s. 393; dokładnie to miejsce w OLD 1968: 1808), gdzie tłumacz redundantnie przekłada „Spodium e cauliculis” jako „popiół otrzymany z jej <spalonych> młodych pędów jako substytut tlenku cynku”.
- Vulva (lub volva): W łacinie termin ten jest niejednoznaczny i odnosi się do różnych partii kobiecych genitaliów. U Pliniusza jest jednak regularnie używany jako synonim terminu ‘uterus’ w znaczeniu ‘macica’ (Adams 2013: 144). Stąd ryzykowne wydaje się przekładanie tego terminu jako ‘srom’, co jest u Mikołajczyka bardzo częste. W niektórych miejscach, jak w XXIII 54, 103 (s. 405, „wypadanie sromu”), to przekład na pewno błędny.
Poza prostymi kwestiami przekładu pojedynczych słów mamy do czynienia także z daleko idącymi interpretacjami tłumacza, który nie zaznacza swych uzupełnień. W ogóle Mikołajczyk ma skłonność do daleko idących parafraz. Spójrzmy na skrajny przykład: „Peculiariter et contra meliceridas efficax” (XXI 87, 151 [s. 243]) oddano jako: „Jest wyjątkowo skuteczny na torbiele koloidalne z zawartością przypominającą miód” (s. 245). Termin „meliceridae” został nie tylko medycznie dookreślony („torbiele koloidalne”), ale także wyjaśniony etymologicznie „z zawartością przypominającą miód”. Jest to daleko idąca interpretacja tekstu, nie zaś jego przekład. André (1969: 80, 151) zachowuje termin oryginalny „mélicérides” i daje komentarz.
W innych miejscach znowu Mikołajczyk zaznacza swoje dodatki, ale nie zawsze znajdują one uzasadnienie, np. „Niezmiernie szczodre bóstwo (locupleti divinitate) <natura> stwarza środki ochronne…” (XXII 14, 30 [s. 280-281]). W samym tekście nic nie wskazuje, że tym bóstwem ma być natura.
Poza nienajlepszymi przekładami terminów technicznych oraz niepotrzebnymi uzupełnieniami mamy jednak też sporo tłumaczeń po prostu błędnych, które zmieniają sens tekstu Pliniusza. Nie jest to recenzja wydawnicza, więc ograniczę się do wybranych przykładów z pierwszej części książki:
- „Natura miodu jest zaś taka, że zapobiega gniciu ciał i dzięki przyjemnemu oraz słodkiemu smakowi, a także innej jego właściwości niż sól (alia quam salis natura), jest bardzo skuteczny na gardło (…)” (XXII 50, 108 [s. 320-321]). Niejasny ten passus można by poprawić np. „mając naturę różną od soli”.
- „Potomkowie (posteri) potępili <ten> sposób długiego przechowywania wody z winem” (XXII 52,112 [s. 323-323]). Z kontekstu nie wynika, o czyich potomkach miałaby być mowa. Trzeba tłumaczyć „współcześni”.
- „W pewnym stopniu wykorzystuje się nawet zarazy zbożowe (frugum pestes)” (XXII 77, 160 [s. 346-357]). Bez wątpienia chodzi o chwasty.
- „Moszcze mają następujące naturalne różnice: są białe albo ciemne, albo koloru pośredniego między nimi. Z jednych otrzymuje się wino, a z drugich wino z suszonych winogron (alia ex quibus vinum fiat, alia ex quibus passum)”. (XXIII 18, 29 [s. 370-371]). Drugie zdanie tekstu Pliniusza nie nawiązuje jednak przez paralelizm do trzech rodzajów barw moszczu, ale charakteryzuje moszcz względem innego kryterium – produktu końcowego. Stąd trzeba przełożyć ‘alia – alia’ jako ‘jedne – inne’. Można też zróżnicować precyzyjniej wina, np.: „Z jednych otrzymuje się wino, a z innych passito (ew. wino rodzynkowe)”.
- „Saluberrimum liberaliter genitis Campaniae quodcumque tenuissimum, vulgo vero quod quemque maxime iuverit validum / Dla ludzi wolno urodzonych najzdrowsze są wszystkie najlżejsze wina z Kampanii, dla ludu zaś mocne oraz te, które każdy najbardziej lubi” (XXIII 24,45 [s. 378-379). Przekład wydaje się nielogiczny – jaki sens ma przeciwstawienie wolnych i ludu (też wolnych)? Nie ma też sensu tłumaczyć superlativu ‘tenuissimum’ w sposób absolutny. Tłumacze widzą to miejsce różnie. Proponowałbym następująco: „Dla (ludzi) dobrze urodzonych najzdrowsze są wszystkie bardzo łagodne wina Kampanii, dla pospólstwa zaś mocne, jakie się komu najbardziej podobają. ‘Liberaliter’ jako ‘nobly’ uwzględnia OLD (1968: 1024).
- „Dari utique non nisi in cibo debet nec a somno nec praecedente alio potu, hoc est utique sitienti, nec nisi in desperatione suprema, et viro facilius quam feminae (…) / Z całą pewnością powinno się je przyjmować razem z pokarmem i nie po zakończeniu snu ani po wypiciu jakiegoś innego napoju. Koniecznie trzeba je dawać spragnionemu, ale tylko w ostateczności, i raczej mężczyźnie niż kobiecie (….)” (XXIII 25, 51 [s. 380-381] – uwaga, w przekładzie pomylono podział paragrafów). Od razu widać logiczną niespójność przekładu – a to dlatego, że tłumacz rozbił zdanie i zmienił wymowę wtrącenia na przeciwną oryginałowi. Powinno być: „[Wino – P.P.] należy podawać koniecznie z pokarmem, i nie (bezpośrednio) po przebudzeniu, i nie przed innym napojem – to znaczy zwłaszcza nie spragnionemu – chyba że w zupełnej ostateczności; mężczyźnie z większą pewnością niż kobiecie (…)”.
- XXIII 71, 137: ‘nares’ („naribus”) to ‘nozdrza’, a nie ‘uszy’.
- „pueri inpubis urina / moczem nieletniego dziecka” (XXIV 23, 39 [s. 465]). Znacznie lepiej byłoby „moczem małoletniego”, lub prościej: „moczem małego dziecka”.
- „Platani adversantur vespertilionibus / Drzewa platana zwalczają <jad> nietoperzy” (XXIV 29, 44 [s. 468-469]). Uzupełnienie jest mylące. Pliniusz nie precyzuje, jakie zagrożenie niosą nietoperze.
- „Adversantur venenis / zwalczają jad węży” (XXIV 38, 61 [s. 476-477]) – tu mamy sytuację odwrotną względem poprzedniej. Jest mowa o zwalczaniu jadów, ale nie określono, jakiego pochodzenia.
- ‘Convulsa’ to ‘drgawki’, nie ‘zwichnięcia’ (XXV 87, 137 [s. 513]). ‘Zwchnięcie’ to ‘luxatio’ – Pliniusz używa tego terminu (XXIV 111, 171 [s. 530-531]).
- „Ten, kto został nią posmarowany, spluwa trzy razy przez swoją prawą rękę. Mówi się, że lekarstwo jest jeszcze skuteczniejsze, jeżeli trzech ludzi różnych narodowości posmaruje się nim po prawej stronie [si tres trium nationum homines perungant dextrorsus]” (XXIV 112, 172 [s. 530-532]). W zdaniu warunkowym brak wyrażonego wprost dopełnienia bliższego, ale nie ma podstaw, by tłumaczyć czasownik zwrotnie – co daje skądinąd osobliwy sens. Dopełnieniem jest albo podmiot zdania poprzedzającego – wyrażony zamkiem „ten” (qui) – a więc „jeśli trzech (ludzi) z trzech różnych narodów nasmaruje (go) po prawej stronie”. Ewentualnie można tłumaczyć: „rozsmaruje (maść) po prawej stronie”; por. „si trois personnes de trois nations dfférentes font la friction de gauche à droite” (André 1972: 86).
- „Najbardziej cenione jest to <zioło> w Arkadii (laudatissima in Arcadia), Elidzie, Messenii, Foloe, Likajos, a ponadto to, które rośnie w Alpach (et in Alpibus vero plurimisque aliis locis (XXV 30, 67 [s. 576-577]). Trudno tłumaczyć superlatyw w tym kontekście jako „najbardziej cenione”, lepiej byłoby użyć wzmocnionego pozytywu: „Bardzo cenione jest w Arkadii (…) a także w Alpach, a także w wielu innych miejscach”.
- „żywica amoniaku (hammoniaco)” (XXV 39, 79 [s. 582-583]) jest bardzo niefortunna, bo nieuchronne kojarzy się z amoniakiem (NH3), mimo że przypis tłumaczy, że chodzi o drzewo (zob. s. 865). Tożsamość tej rośliny jest jednak – jak to często bywa – niepewna (zob. Hunt 2020: 164). Lepiej byłoby dać „żywica (rośliny) hammoniacum”.
Trzeba też zaznaczyć, że przynajmniej dwa razy podział tekstu łacińskiego nie pokrywa się z polskim przekładem (XXIII 16,26 [s. 370-371]; XXIII 25,51 [s. 380-381]).
Książka zawiera obszerne przypisy w formie drobnych uwag. Dają one pewne wyjaśnienia rzeczowe, odsyłają do innych miejsc w dziele Pliniusza lub u innych autorów. Co ważne w kontekście tłumaczonych ksiąg, podają też identyfikacje roślin zgodnie z binominalną nomenklaturą naukową. Korzysta się z nich jednak trudno, bowiem mają formę przypisów końcowych, numerowanych osobno dla każdej księgi. Czytelnik wiele by zyskał, gdyby umieszczono je na dole strony. Bibliografia jest bardzo oszczędna – i to zarówno jeśli idzie o autorów starożytnych, jak i nowożytne opracowania.
Całościowa ocena przekładu ksiąg Pliniusza o ziołolecznictwie jest niejednoznaczna. Z jednej strony bardzo dobrze, że mamy ten tekst po polsku. Praca nad nim musiała być tytanicznym wysiłkiem. Wyrazy uznania należą się Ireneuszowi Mikołajczykowi zwłaszcza za próby identyfikacji roślin znanych Pliniuszowi. Z drugiej strony przekład zawiera niekonsekwencje, nieścisłości i błędy. Aby należycie wydać ten tekst, należałoby uwzględnić w drugim wydaniu uwagi recenzentów, zwłaszcza tych mniej wybiórczych niż piszący te słowa, i wprowadzić konieczne poprawki. Dopiero wówczas będziemy mogli mówić o skończony dziele. Na razie mamy coś w rodzaju wydania testowego.
LITERATURA:
Adams J.N.: „Seksualizmy łacińskie”. Przeł. J. Janik. Kraków 2013.
Adams F. (oprac.): „Seven Books of Paulus Aegineta”. T. II. London 1846.
André J. (oprac.): Pline L’Ancien. „Histoire Naturelle. Livre XXI”. Paris 1969.
André J.(oprac.): Pline L’Ancien. „Histoire Naturelle. Livre XXII”. Paris 1970.
André J.(oprac.): Pline L’Ancien. „Histoire Naturelle. Livre XXIV”. Paris 1972.
Hunt Y. (oprac.): „Medicina Plinii: Latin Text, Translation, and Commentary”. London 2020.
Lansglow D.R.: „Medical Latin in the Roman Empire”. Oxford 2000.
OLD = „Oxford Latin Dictionary”. Oxford 1968.
Gajusz Pliniusz Sekundus: „Historia naturalna. Tom IV: Ziołolecznictwo. Księgi XX-XXVII”. Tekst, wstęp, przekład i komentarz Ireneusz Mikołajczyk. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Toruń 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

