ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 marca 5 (173) / 2011

Anna Wiech,

WIELKI POETA I JEGO (IRONICZNY) CIEŃ

A A A
Są giganci poezji. Są. Bywają. Zdarzają się. Zupełnie tak samo jak giganci jazzu, fotografii czy sportu. Z poezją problem polega na tym, że można zbyt wcześnie (lub przeciwnie, zbyt późno) okrzyknąć kogoś gigantem. Z poezją w ogóle problem jest wielki. Z gigantami poezji też. Bo łatwo jest powiedzieć o Rilkem, że był wielki. Że Słowacki wielkim poetą był. Właśnie. I ta wielkość jest niebezpieczna, bo można już wypowiadając te słowa być śmiesznym (i co gorsza na śmieszność poetę narazić) niczym profesor Pimko. Idzie raczej o to, by bez patosu i patyny śmieszności, z powagą, ale nie grobową, bez ironii i sarkazmu, powiedzieć jasno - to wielki poeta.

Marek Krystian Emanuel Baczewski. Poeta odrębny. Poza klasyfikacjami pokoleniowymi. Ponad podziałami na barbarzyńców i klasycystów. Outsider. Erudyta. Ironista. Wielki poeta. Ukazał się właśnie wybór wierszy tegoż giganta poezji. „Fortepian i jego cień” to wybór obszerny, pięknie wydany i świetnie zredagowany przez Macieja Meleckiego. Nie ma przesady w tym, co w posłowiu do książki napisał Krzysztof Siwczyk, że „Baczewski niczym Borges jest ślepy na potrzeby czytelnika. Wpędza go od razu na seminarium Blanchota i Derridy. Po lekturze jakiegokolwiek z jego tekstów marzymy o wiedzy w dawce homeopatycznej, takiej, do jakiej przyzwyczaiła nas tradycja wierszy mainstreamowych, sygnowanych przez tzw. ‘wielkie nazwiska’”. Trudno się nie zgodzić. Czytając wiersze Baczewskiego czytelnik może poczuć się ignorantem. Wpędza w kompleksy ta lektura, ponieważ jej wielowarstwowość i fakt, że autor „Wierszy żebranych” wciąż gra z tradycją, żongluje nawiązaniami, bawi się filozofią, literaturą, sprawia, że odbiorca może jedynie wejść w tę zabawę ze świadomością, że będzie musiał się uporać z całymi pokładami wiedzy, zagłębić w ten gąszcz nawiązań i zmierzyć się z erudycyjnością tych wierszy.

Baczewski jest niczym sprytny magik. Wyciąga z jednego rękawa absurd, który za moment zmienia się w gorzką prawdę o rzeczywistości, z drugiego - prawdę o kondycji człowieka. A wszystko to pięknie owinięte jest celofanem ironii. Bawi się słowami, tworząc zaskakujące połączenia, zestawienia, nawiązania. Zabawa słowem jest jedną z najbardziej niebezpiecznych, ale Baczewski - Szyderca, zdaje się o tym wiedzieć i nie przestaje igrać z ogniem słów. Czyż zabawa igraszka, prosta jak wyliczanka, a prowadząca do zaskakujących znaczeń, jaką jest zastąpienie słowa „pociąg” słowem „Bóg” w wierszu „First we fuck Katowice albo kuszenie św. Baczewskiego” nie jest majstersztykiem? Ileż znaczeń generuje wyliczenie:
„Bóg osobowy.
Bóg z Kopenhagi do Bazylei.
Bóg ekspresowy.
Bóg objęty całkowitą rezerwacją miejsc.
Bóg pospieszny.
Bóg towarowy (do którego należy modlić się o wzrost gospodarczy).
Bóg wykolejony.
Bóg podziemny (Bóg zdrajców, konfidentów i termitów).
Bóg pancerny.
Bóg z wagonem restauracyjnym.
Bóg ze stacji „Gott mit uns” do stacji „Boże carja chrani
Bóg wycofany z rozkładu.
Opóźnienie Boga może ulec zmianie.
Nie używać w czasie postoju Boga (...)”

Zresztą podobnych zabaw, które w swoim wydźwięku stają się grobowo poważne jest w poezji autora „Fortepianu Baczewskiego” dużo więcej. Choćby w wierszu „Chodź” pochodzącym z „Antologii wierszy nieśmiałych”. Baczewski - lingwista, zestawia ze sobą związki frazeologiczne ze słowem „chodź”, wylicza je, a wszystko po to, by w puencie rozbić ewokowane przez nie znaczenia, zadając proste pytanie: „Kto chodzi o nas?”

W wyborze „Fortepian i jego cień” zredagowanym przez Macieja Meleckiego znalazł się również wiersz „Bądź. Wiersz dla mojego Syna”. Baczewski zupełnie poważny, nie prześmiewczy, choć Szydercy trudno uwierzyć. Wiersz z cudownymi frazami:
”Nie pytaj mnie o świat. Jest w nim tyle dobra,
ile zdoła unieść.

Nie pytaj mnie o siebie. Kiedy moc truchleje,
masa staje się ciałem, a energia życiem.

Nie pytaj mnie o mnie. Żyć to znaczy wybaczać.
Któż by mi wybaczył, gdyby Ciebie nie było,
mój Synu?”

Baczewski, to autor, który dokonał wyboru wierszy. I sam został przez nie wybrany. We wstępie do książki poetyckiej „Wybór wierszy” pisze: „Zostałem wybrany do wyboru wierszy. Bo wybór wierszy to wybór podwójny, który przytwierdza nas do wolności. Pęta i opętuje. Wolność wyboru wierszy staje się koniecznością wybrania przez wiersze. (...) Prawda jest bowiem taka: to wiesze wybierają człowieka, a nie człowiek wiersze.” A czym jest dla poety pisanie? W wierszu pochodzącym właśnie z tegoż tomu, zadedykowanym Maćkowi Meleckiemu i będącym trawestacją Herbertowskiej „Potęgi smaku”, pod tytułem „Ars poetica XXX: Kwestia niesmaku” Baczewski powie:
„Bo przecież pisać: czyż nie jest to tak,
jakby człowiek pokazywał czyrak na tyłku
komuś, kto ustępuje nam miejsca w tramwaju
i jest tak uprzejmy, że nie wierzy na słowo?
To tylko kwestia niesmaku.
Kwestia niesmaku”.
Z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru, mocnym porównaniem, Baczewski porusza kwestie bardzo ważne. Nawet, jeżeli są to kwestie niesmaku.

Baczewski jest predestynowany do tworzenia poezji. Powtórzę, jest poetą niezwykłym. Niełatwym, niemainstreamowym, outsiderem, „cierpiącym za trzy miliony”, którego wiersz „spala”, prześmiewcą, szydercą, ale niejednokrotnie pełnym powagi ironistą. Dla niego „Życie jako takie, jest /jakie takie. Czasem nie ma na nie nawet słów. Jako/ ‘tylko poeta’ , wolę pisać o czymś, na co nie ma słów nigdy”. („Ars Poetica XL: Tylko poeta”).
Marek Krystian Emanuel Baczewski : „Fortepian i jego cień”. Autor wyboru wierszy: Maciej Melecki. Wydawnictwo WBPiCAK w Poznaniu, Poznań 2010.