ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 marca 5 (173) / 2011

WIERSZE

A A A
Melatonina

strefy czasowe dalej od wschodu bliżej do zachodu
w stronę odwrotną południa i północy

na środek do wnętrza pokoju na piętrze
na mokrym dywanie po mopie dotyk stopy

już jestem w Arabii przez mokry dywan

za chwilę znowu tu nie na Capri sennie idziemy do łazienki
w miasteczku musi być jakiś równoleżnik

wychodzę z wody ja nie Wenus
piana morska płynie na posadzkę przez twoje i moje nogi

śpię krótko w twoim ręczniku kąpielowym
minęłam fazę REM

znikam senna pora obiadu senna po obiedzie
nie mam czym oddychać

we śnie który się nie śni dławi mnie łonowy włos

czuwanie przy tobie to sen żyrafy
schodzę do wodopoju i nie mogę wstać

od tyłu atakują mnie gepardy

paznokcie wyrywa mi w tym bezśnie gdy już widzę ogień
oficer KGB



Stacje

chłodniej niż zapowiadała TV i Onet

podnoszę kołnierz kurtki biegnę przez Jana Pawła II
od rynku w dół

spotykam ich przy szóstej
ona ma spękane usta on wyciera chusteczką futerał gitary

Szymon szedł właśnie w górę do rynku stacja piąta
minął to wszystko (nie będzie dźwigał gitary)

pręgi na jej twarzy od poduszki kaloryfera żebra poety
niech niesie do jedenastej w pobliżu Kredyt Banku

trzynasta zdjęcie z krzyża łamanie słów żeby zdążyć przed Szabatem

wróciłam biczuję się za firanką
to miało być przed pierwszą ale już święta nie wiem kiedy

w lodówce biała kiełbasa surowa szynka baleron
w kuchennej szafce chrzan bez konserwantów

w oknie idiotka prymulka
z białej surowej wypływa w lodówce krew




Katoholiczka

cały biały dzień żal za grzechy ciągle nieczysta
a taka śnieżna w majtkach na śniegu jestem

psalmy godzinki od porannej grzanki z miodem spadziowym
pszczoły jak w ulu w moim pokoju

we mnie robotnica królowa matka i król się rodzi i trzej przyjdą

nareszcie dobry Jezu jest dobrze ksiądz po kolędzie
na kolanach szuka szerszenia niech zabije te pszczoły we mnie

fetysze krzyże i tę szamankę ciągle nawija mantrę o śmierci i seksie