ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (60) / 2006

Izabela Franckiewicz,

FILMOWE ŚWIĘTO

A A A
Jak co roku, na przełomie maja i czerwca, polską stolicą filmową staje się Kraków. Już po raz czterdziesty szósty miłośnicy filmu dokumentalnego, krótkich form filmowych i animacji spotkali się w tym mieście. Tak, jak Kraków poszczycić może się bogatą historią, tak i Krakowski Festiwal Filmowy posiada niezwykle długą tradycję. To tu Lajkoniki a wcześniej Smoki Wawelskie (tak nazywa się nagroda przyznawana w konkursie polskim Krakowskiego Festiwalu) odbierali kultowi już dziś dokumentaliści jak Kieślowski, Królikiewicz, Bławut, Łoziński, Karabasz i inni. Tu oglądać można było najlepsze polskie animacje Ryszarda Czekały, Jerzego Kucia, Juliana Antoniszczaka, Piotra Dumały czy Zbigniewa Rybczyńskiego. Formuła festiwalu zmieniała się. Początkowo nazywał się on Ogólnopolskim Festiwalem Filmów Krótkometrażowych. Do konkursu polskiego z czasem dołączyły produkcje międzynarodowe. W konkursie polskim Smoki Wawelskie zastąpiły Lajkoniki. Potem, na jakiś czas filmy polskie zniknęły zupełnie z programu festiwalu.

Krakowski Festiwal Filmowy był i jest barometrem sytuacji w polskim kinie dokumentalnym i animacji. Konstatacja na dziś jest oczywista. Na tle raczej miernej kinematografii fabularnej ostatnich lat w Polsce, film dokumentalny rzeczywiście błyszczy. Nieco gorzej wiedzie się animacji, ale nie brakuje i w tej dziedzinie ciekawych propozycji, choć ten rok tego nie pokazał. Podczas tegorocznego festiwalu można było obejrzeć około 400 filmów. Podczas siedmiu dni odbyło się dziesięć polskich pokazów konkursowych i dziewięć pokazów międzynarodowych. Ponadto, program wzbogacono o szereg projekcji towarzyszących. Organizatorzy festiwalu nie zapomnieli o najmłodszych, kierując poranne seanse właśnie do nich. Dla miłośników muzyki, interesujące mogły być pokazy filmów serii „Dźwięki muzyki”, w ramach której można było zobaczyć na przykład film Martina Scorsese „Bob Dylan: no direction home” oraz noc teledysków. Ta ostatnia jednak skończyła się dość wcześnie i w tym roku, mnie przynajmniej, nie powaliła na kolana.

Interesujące filmy francuskie pokazywane były w ramach Dnia regionu Nord-Pas-de-Calais a także chińskie w ramach Dnia Chińskiego. Można było się również bliżej przyjrzeć produkcjom powstałym na przestrzeni lat 1958 –1990 w niemieckim studiu wytwórni DEFA.
Nie po raz pierwszy organizatorzy urządzili pokazy Krótkich Form Mistrzów Kina, gdzie obok filmów Davida Griffitha, Bustera Keatona, Johna Hustona, czy Michelangelo Antonioniego i Godarda, można było zobaczyć krótkie formy rodzimych twórców: Lecha Majewskiego czy Władysława Ślesickiego. Widzowie mieli również okazję lepiej przyjrzeć się twórczości Kazimierza Karabasza, dzięki retrospektywie jego twórczości, która miała miejsce w czasie festiwalu. W ramach serii „In memoriam” pokazywane były filmy nieżyjących już twórców, takich jak Walerian Borowczyk, Krzysztof Kieślowski, Stanisław Niedbalski, Andrzej Brzozowski, Maciej Szumowski czy francuski twórca Julian Pappe.

„Krakowskie premiery dokumentalne” to cykl, w którym pokazywane były perły wśród nowości światowego dokumentu. Na mnie największe wrażenie zrobił holenderski film „Dreaming by numbers” Anny Bucchetti, który w Polsce doceniony został już otrzymując nagrodę główną – „Millennium Award” w ramach trzeciej edycji Festiwalu Planete Doc Review oraz tytuł Najlepszego Filmu Festiwalu Międzynarodowego. To niezwykle poetycka opowieść o miłośnikach loterii neapolitańskiej. Ich życie składa się z liczb. Każda z nich coś oznacza, każda może przynieść szczęście. To jednak nie tyle film o hazardzie, ile o pasji, sensie życia. Pięknie opowiedziana, z ogromną wrażliwością historia. Godny uwagi był również pokaz „Europa in Shorts. Hybrridization of Images”. Był to nie lada kąsek dla miłośników kina eksperymetnalnego. Mnie zachwycił „Outerspace” Petera Tscherkassky’iego wpisujący się w nurt kina strukturalistycznego. To niezwykle mocne studium lęku oddane za pomocą samego materiału filmowego, deformacji taśmy, dźwięku. Równie ciekawy był found footage „Fast Film” Virgila Widricha. To niezwykle precyzyjnie wykonany, dopracowany w szczegółach, świetny konceptualnie film. Praca nad nim trwała dwa lata.

Noce należały do etiud studenckich. Co można uznać za szczęście, gdyż imprezie zdecydowanie brak klubu festiwalowego z prawdziwego zdarzenia. Do piwnicy „U Louisa”, w której odbywało się również kilka projekcji dodatkowych, dotarłam co prawda tylko raz i to „po godzinach”, ale miłośników filmu tam nie zastałam, chyba że przeszli jakąś magiczną, acz niekorzystną metamorfozę. Krakowski Festiwal Filmowy to jednak przede wszystkim projekcje konkursowe. W tym roku naprawdę poziom festiwalu, jeśli chodzi o film dokumentalny był wysoki. Jury Konkursu Międzynarodowego Grand Prix – Złotego Smoka przyznało filmowi „Blokada” Sergieja Loznisty. To film składający się z materiałów archiwalnych opowiadający o konsekwencjach wojny dla ludności Rosji. To piękna, ale niezwykle smutna opowieść.

Najlepszą animacją okazał się film Josefa Feltusa „Solowe duety”. Srebrnego Smoka dla najlepszego krótkometrażowego filmu fabularnego otrzymał Kattel Quillever za film „Z całej siły”. Srebrnego Smoka zaś w kategorii najlepszy film dokumentalny otrzymał Maciej Drygas za „Jeden dzień w PRLu”. Film w sposób nie pozbawiony humory, bazując również na archiwalnym materiale, tworzy wizję niedorzeczności systemu komunistycznego w naszym kraju. W konkursie polskim jury zrezygnowało z przydzielania nagrody za animację i krótki film fabularny, w zamian równorzędnie nagradzając Srebrnym Lajkonikiem trzy filmy dokumentalne. Wśród nich znalazły się „Boże Ciało” Adama Sikory, „Kino objazdowe” Marcina Sautera i „Portrecista” Ireneusza Dobrowolskiego.

Nagroda główna, Złoty Lajkonik powędrował w ręce Wojciecha Kasperskiego za film „Nasiona”, który opowiada historię mieszkającej na Syberii rodziny odrzuconej przez otoczenie, zmagającej się nie tylko z problemami kolejnych dni, ale i z przeszłością. Kasperskiemu udało się mistrzowsko wydobyć dramaturgię opowiadanej historii, z każdą sceną budząc w widzu coraz większą ciekawość i empatię. Choć główną nagrodę otrzymał student łódzkiej filmówki, nie sposób nie dostrzec rodzącego się pokolenia nowych twórców, podopiecznych Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. W zeszłym roku szturmem nagrody zbierał „Antykwariat” Macieja Cuske.. W tym roku Cuske otrzymał nagrodę Federacji Polskich Klubów dyskusyjnych za nowy film „Elektryczka”.. Za to Srebrnego Lajkonika otrzymało „Kino Objazdowe” –- film jego przyjaciela, Marcina Sautera. To niezwykła historia dwóch mężczyzn, którzy fiatem 125p wyruszają w Polskę z objazdowym kinem. Staje się to okazją do nawiązywania przedziwnych znajomości. Najbardziej energetyczni są jednak sami głowni bohaterowie, z ich niezwykłym poczuciem humoru, ogromna wrażliwością, umiejętnością nawiązywania kontaktów i prostotą jednocześnie. To ciekawie opowiedziana, niezwykła historia.

Mam wrażenie że twórców szkoły Wajdy cechuje ogromna wrażliwość, umiejętność dostrzegania tego, co na pierwszy rzut oka mało interesujące, łatwość opowiadania prostych historii w sposób niezwykle ujmujący. Myślę, że ich czas dopiero się zaczyna, gdyż w polskim dokumencie konieczny jest impas, który przerwie żałobny ton. Nie oznacza to wcale, że czas na zmianę tematyki. Bohaterowie „Kina obwoźnego” wcale nie są specjalnie z ich życia ukontentowani, też mają dość, ale Sauter nie robi z tego od razu psychodramy. Na koniec chcę wspomnieć jeszcze o „Klinice” Tomasza Wolskiego. Film otrzymał na festiwalu jedynie dyplom honorowy, ale z pewnością wart jest obejrzenia. To niezwykłe studium starości, oraz relacji pacjenci – personel w jednym z krakowskich szpitali. Dokument opowiada o starszych ludziach, pacjentach szpitala, którym mimo choroby nie brakuje poczucia humoru i wiary w sens życia. Przepiękny film, niezwykle ciepła historia.

Czterdziesty szósty Krakowski Festiwal utwierdził mnie w przekonaniu, że w polskim dokumencie nie dzieje się źle, powiem więcej jest dobrze. To wspaniała okazja poznać twórczość rodzimą i międzynarodową w tej materii. Atrakcji filmowych nie brakuje. Ci którzy w tym roku nie dotarli, niech żałują.
46. Krakowski Festiwal Filmowy. 30 maja – 4 czerwca 2006, Kraków.