ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (74) / 2007

Dominik Sołowiej,

MISTRZOWSKIE HAIKU

A A A
Prowadzenie dziennika wbrew pozorom nie należy do prostych czynności. Swobodna narracja o tym, co spotkało nas w ciągu dnia, wymaga skupienia i dyscypliny, właściwej tylko najlepszym. Maciej Malicki niewątpliwie zalicza się do tego grona. W wydawnictwie „Czarne” ukazała się kolejna jego książka – „Takie tam”. Wcześniej Malicki opublikował „Kawałek wody” (krótkie opowiadania i dialogi), „60% słów”, „Sagę ludu” i „Wszystko jest” (2005). „Takie tam” to ponownie zbiór krótkich, poetyckich refleksji o codzienności, ujętych w formę dialogów, opowieści i przypowiastek. Można je, za radą autora, opatrzyć właśnie krótkim „takie tam”. Ale nie powinien zmylić nas ich lekki charakter. Malicki chce nam bowiem przekazać kilka interesujących obserwacji o naszym języku, o dwuznacznościach i bogactwie słów, którymi się na co dzień posługujemy. Książka Malickiego to coś na kształt haiku – krótkich, kilkuwersowych wierszy, w których japońscy mnisi próbowali zawrzeć bogactwo swojej filozofii. Niektóre fragmenty przypominają także buddyjskie koany, czyli paradoksalne pytania lub opowieści, nad którymi „rozmyślają” adepci zen poszukujący drogi do oświecenia. Oczywiście chodzi o podobieństwo czysto formalne. Autor „Kawałka wody” skupia się na wieloznaczności naszego języka, zaskakujących sformułowaniach, które znamy z „praktyki językowej”, a które rzadko są przedmiotem głębszej refleksji. Dziennik Malickiego to zapis z dyktafonu zostawionego w autobusie i przedziale pociągu. Na nim zarejestrowane zostały anegdoty, dowcipy i fragmenty wypowiedzi, często bezsensownych, chaotycznych, oddających nastrój chwili (z klimatem książki doskonale współgra okładka: widnieją na niej ulepione z gliny twarze ludzi, którzy mówią coś do siebie, przekrzykują się i sprzeczają): „Call and Respond / – My jemy coś dzisiaj? / – Ja się myłem” (s. 55). Lub „[dobiega do nas zza kadru] / – Mam warunek z organów. / [zastanawiamy się] / – Medycyna? / – Konserwatorium? (s. 162).

Malicki „chce pochwycić i zapisać głosy świata w najmniej przetworzonym i zniekształconym brzmieniu – pisze w swojej recenzji Dariusz Nowacki. – Nie to, że pragnie ‘zacytować rzeczywistość’, bo wtedy lepiej posłużyć się magnetofonem (rozmowy, zasłyszenia, anegdoty) lub aparatem fotograficznym (napisy, vlepki, komunikaty). Forma, którą dzielnie szuka Malicki, jest formą autobiograficzną”. Autor „Takich tam” opisuje często sytuacje, których znaczenie jest całkowicie niezrozumiałe. Ale pamiętajmy o tym, że Malicki pisze dziennik, a więc niezwykle intymny gatunek twórczości literackiej, który wymyka się klasyfikacjom. Dlatego pojawiają się w nim strzępki rozmów prowadzonych w jakiejś redakcji, dialogi z przyjaciółmi, znajomymi lub całkowicie obcymi ludźmi. Ale nie tylko treść dyskusji jest ważna, lecz także jej forma: precyzyjnie skonstruowana i jednocześnie swobodna, wykorzystująca przysłowie, frazeologizm, popularną zbitkę wyrazową: „– Tato, chodźmy na kebab przez ‘p’, zapraszam – proponuje Zosia. / – Co to znaczy? / – Na Nowym Świecie jest kebabownia z napisem kebap. / Poszliśmy. Rzeczywiście. Pytam Turka: / – Dlaczego przez ‘p’? / – Tak jest dobzie, po tulećku – odpowiada” (s. 52).

W swoich miniaturach Malicki opisuje językową „rzeczywistość”, nie podejmując prób jej oceny. Nie zastanawia się nad kondycją współczesnego języka, nie polemizuje z komentarzami i ocenami. Jego poetyka przypomina w pewnym stopniu imagizm spod znaku Ezry Pounda. Imagizm to rodzaj poetyki, w której chodzi przede wszystkim o tworzenie obrazów poetyckich bez dopowiadania ich znaczenia. Według imagistów najważniejszym elementem poezji jest właśnie obraz, zbudowany za pomocą oszczędnego języka; obraz skupiający się na jednej metaforze. To on ma być źródłem metafizycznego przebłysku świadomości, odkrywającego istotę życia. Malicki, podobnie jak imagiści, dąży do uchwycenia czegoś, co umyka nam w codziennej krzątaninie: „Dzisiaj znowu nikogo nie spotkałem / nad Rzeką, natomiast na ulubionej potrójnej / sośnie Dziewczynek ktoś przykleił żółtą kartkę / formatu a4 z dość dużym, czarnym napisem / PROSTA DROGA NA KONIEC ŚWIATA” (s. 61).

Maciej Malicki w swoim dzienniku nie stroni od cytowania dosadnych sformułowań, które niestety coraz częściej słyszymy w autobusie, tramwaju, kinie lub teatrze. Jednak z godnym podziwu dystansem ogranicza się tylko do tego. Postępuje trochę jak mędrzec lub mnich, który z dobrotliwym uśmiechem spogląda na otaczający go świat i spokojnie czeka, aż wszystko wróci do normy. Ten dystans osiąga autor także w stosunku do własnych, osobistych spraw. Może to nie przypadek, że na okładce książki widzimy go, jak siedzi w pozycji lotosu, ubrany w luźny strój, przypominający kimono, a w rękach trzyma zapalonego papierosa.

Justyna Sobolewska z tygodnika „Przekrój” pisze o dzienniku Malickiego, że „tutaj także, jak w poprzednich książkach, opowiada o swoim odchodzeniu, zamykaniu domów, etapów, książek, pracy i o przechodzeniu gdzieś dalej. O swej nieustannej podróży życiowej. Malicki próbował wielu gatunków, ale te miniatury wydają się dla niego naturalne jak oddech”. Ta podróż przez życie wydaje się być pozbawiona nadpobudliwości towarzyszącej życiu w XXI wieku. Malicki swoje „Takie tam” napisał jakby na siedząco, w spokoju, bez pośpiechu, śmiejąc się trochę z samego siebie i z innych. Jest to jednak śmiech mistrza zen, który budzi do życia skostniały umysł i angażuje w spontaniczną zabawę słowem.
Maciej Malicki: „takie tam (dziennik)”. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006 [seria: Linie krajowe]. Książkę udostępniła księgarnia „Akcent” w Białymstoku.