ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (284) / 2015

Katarzyna Kuchowicz,

LITERATURA JEST! (BEATA GARLEJ: 'WARSTWOWOŚĆ DZIEŁA LITERACKIEGO W UJĘCIU ROMANA INGARDENA')

A A A
Monumentalny wysiłek twórczy Romana Ingardena, którego recepcji dokonała Beata Garlej, skupia się wokół chyba najdonioślejszego problemu literaturoznawstwa – próby znalezienia odpowiedzi na pytanie, „czym w ogóle jest dzieło literackie, w jaki sposób ono istnieje?” (s. 20). U podstaw myśli filozofa tkwi przekonanie, że literatura po prostu jest. I chociaż jest to istnienie czysto intencjonalne, powinno ucieszyć wszystkich przerażonych śmiercią humanistyki. Co więcej, koncepcja Ingardena wymaga aplikacji i praktycznych weryfikacji, dzięki czemu badania literackie mają prawo nie tylko aspirować do miana nauki, ale także nabierają szczególnego sensu i znaczenia, gdyż poznanie sztuki prowadzi wprost do poznania rzeczywistości. Fenomenologiczny projekt Ingardena w ogólności ma za zadanie sprawdzenie słuszności ustaleń Husserla o intencjonalnym charakterze świata realnego (s. 17), a zrozumienie istoty literatury jako przedmiotu intencjonalnego wyznacza ścieżkę badawczą, prowadzącą do zrozumienia realnego świata, pomaga też ustalić rolę bytu i świadomości oraz ująć twórczy charakter podmiotu poznającego. I jeśli rozumowanie Ingardena jest słuszne, to jego fenomenologiczne ujęcie dzieła literackiego może być punktem wyjścia nie tylko do dalszych badań nad literaturą, ale przede wszystkim świata w ogóle. Ten totalny charakter myśli fenomenologa odbija się w pracy Garlej, która może nie podjęła się zadania aż tak doniosłego jak polski filozof, lecz z pewnością także ważnego, mianowicie szczegółowego omówienia Ingardenowskiej koncepcji warstwowości dzieła literackiego.

Ekskursja o doniosłości istnienia literatury i jej wartości jako bytu intencjonalnego nie powinna jednak nikogo zmylić. Ontologiczne założenie Ingardena, iż byt istnieje w sposób niezaprzeczalny (s. 45) jest przyczynkiem do rozważań, ale nie głównym punktem myśli filozofa. W centrum bowiem znajduje się temat pracy Garlej – teoria warstwowości dzieła literackiego, która wywarła wpływ na takich badaczy jak Franz Stanzel, René Wellek czy Nicolai Hartmann, choć w Polsce nie została należycie doceniona. Może dziwić, że pierwsze tak obszerne i wyczerpujące odczytanie koncepcji tego znakomitego, znanego zachodnim humanistom fenomenologa nastąpiło dopiero w dziewięćdziesiąt lat od powstania koncepcji. Czy aby na pewno czekanie było opłacalne?

Książka Garlej podzielona jest na cztery rozdziały, które uzupełniają się wzajemne, tworząc spójną całość. Poszczególne części pracy składają się z prezentacji teorii, jej recepcji oraz wyczerpującego rozwinięcia. W pierwszym rozdziale zostaje ustalony słownik, a także zakres tematyczny książki wraz ze wszystkimi jego aspektami, które interesują badaczkę w teorii warstwowości Ingardena. Dzięki wprowadzeniu lektura staje się bardziej przejrzysta, a czytelnik wstępnie zaznajomiony z podstawowymi założeniami koncepcji fenomenologa z łatwością przejdzie do jej szczegółów. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Ingarden wyróżnił cztery podstawowe warstwy dzieła literackiego, które warunkują jego istnienie: 1) warstwa brzmień (i tworów brzmieniowych wyższego rzędu); 2) warstwa jednostek i/lub całości znaczeniowych; 3) warstw wyglądów uschematyzowanych; 4) warstwa przedmiotów przedstawionych. Specyfika budowy dzieła ujawnia się jednak dopiero w połączeniu z fazami (s. 22), które należy rozpatrywać w kontekście struktury czasowej poszczególnych części. Literatura jest dla Ingardena dwuwymiarowa – składa się następujących po sobie faz i współwystępowania składników (warstw) ujętych w schemat. Tak mniej więcej wygląda rdzeń myśli fenomenologa, który Garlej szczegółowo omawia i cieniuje. Badaczka, referując stanowisko filozofa, wychwytuje niuanse, w odpowiednich miejscach pozwalając sobie na krytykę. Głównym założeniem pracy jest jednak rekonstrukcja teorii, a nie polemika z Ingardenem. Autorka prowadzi wywód, nie gubiąc myśli i zachowując dyscyplinę intelektualną, a rozbudowany aparat naukowy pozwala na lekturę dwutorową – w pierwszej kolejności nieuwzględniającą przypisów, a zatem oczyszczoną z wahań i krytyki; ten rodzaj czytania szczęśliwie odbywa się bez uszczerbku dla niuansów koncepcji. Drugi sposób odczytania nazwałabym pełnym, czyli respektującym aparat naukowy; ten rodzaj lektury odsłania niejednoznaczność koncepcji Ingardena i wielość możliwości interpretacyjnych. Oba tryby czytania są jednak wygodne, a niewielka objętościowo, bo licząca łącznie 258 stron, książka okazuje się jednocześnie prawdziwą kopalnią wiedzy na temat Ingardena oraz praktycznym przewodnikiem po jego myśli.

Do walorów książki Garlej należy dobre uwypuklenie przenikania się warstw. Autorka zwraca uwagę na elastyczność schematu budowy dzieła literackiego – omawia kwestię multiplikacji, która rzadko pojawią się w recepcji polskiego filozofa. Literatura według Ingardena może mieć bowiem konstrukcję przypominającą powieść szkatułkową, w każdej opowieści i wszystkich jej warstwach może czaić się kolejna mikropowieść snuta przez bohaterów, w której będzie można wyróżnić kolejne warstwy brzmień znaczeń, wyglądów, przedmiotów… I tak dalej, aż do końca utworu. Na pewno nie jest to dobrze dopracowany element teorii fenomenologa, ale autorka „Warstwowości…” nie boi się wskazać słabych punktów koncepcji filozofa (s. 175). Na marginesie warto dodać, choć nie jest to problem zwielokrotnienia, że Ingarden zakładał minimalną liczbę warstw dzieła, zdaniem fenomenologa wyróżnione przez niego cztery części w poszczególnych przypadkach mogą okazać się niewystarczające. Słusznie więc Garlej pokazuje próby redukcji warstw dokonywanych przez takich badaczy jak Henryk Markiewicz, wskazując na brak prawomocności podobnych działań względem teorii Ingardena. Pytanie, kto w sporze ma rację, jest pytaniem zupełnie innego kalibru.

Do zalet książki Garlej należy też wyjście poza analizę dzieł literackich i omówienie koncepcji warstw w kontekście innych dziedzin sztuki, chociaż, jak zauważa badaczka, analiza dzieła muzycznego, architektonicznego czy malarskiego w ujęciu warstwowym nastręcza pewnych trudności. Autorka nie stara się jednak ani poprawiać, ani uzupełniać koncepcji Ingardena, co nadaje pracy rys rzetelności. Nie da się jednak ukryć, że w rozważaniach badaczki uciekła niezwykle ważna kwestia – problem tłumaczeń. Garlej zwraca uwagę, że pierwsza warstwa, językowo-brzmieniowa, „spełnia określoną funkcję: jest mianowicie nośnikiem znaczenia” (s. 25). W części poświęconej recepcji autorka wraca jeszcze w kontekście sporu o znaczeniu grafii do uwypuklenia istotności warstwy brzmieniowej, która nie tyle jest dźwiękiem fizycznym, ale ma charakter znaczenia. Rodzi się zatem pytanie o przekład w świetle koncepcji Ingardena, jednak Garlej w żaden sposób nie odnosi się do problemu translacji. A szkoda, bo skoro sens utworu skorelowany jest z brzmieniem słowa i jego polem semantycznym, to zjawisko przekładalności i ewentualne możliwości z nim związane wydają się nie tylko ciekawe, ale mogłyby się okazać także inspirujące. Pytanie, czy przekład w ogóle byłby możliwy? Chociaż zagadnienie nieco wykracza poza rozważania fenomenologa, na pewno warto zwrócić na nie uwagę, gdyż od grafii i brzmienia do tłumaczenia całkiem niedaleko.

Do najciekawszych momentów pracy (mam tu na myśli jej ostatnie rozdziały) należy zaliczyć te, w których Garlej zajmuje własne stanowisko, nawet gdy robi to dyskretnie i niezbyt wyraziście. W „Warstwowości dzieła literackiego” nie uświadczymy bowiem burzliwych dyskusji czy krzykliwego tonu, Garlej zawsze posiłkuje się cytatami z Ingardena, a swoją pozycję zaznacza z intelektualną kulturą. Wchodzenie w spór z naukowcami pokroju Henryka Markiewicza, Manfreda Kridla czy Stefani Skwarczyńskiej musi przecież odbyć się na poziomie prawdziwej debaty akademickiej. Zresztą, książka Garlej z założenia jest pozbawiona ostrych tez i autorskich koncepcji, ale nie taki był cel pracy. Nie jest to także książka, z którą można wejść w zajadłą polemikę, autorka stara się dochować wierności myśli Ingardena, a tytaniczna praca, czyli pozbieranie wszystkich okruchów koncepcji, służy przedstawieniu teorii fenomenologa. Garlej nie wdaje się w spory na temat tego, czy byt istnieje i jak istnieje, a założenia Ingardena zbliżające się do twierdzenia Parmenidesa, że byt jest, a niebytu nie ma, są poza sferą krytyki. Nie chodzi wszak o weryfikację fundamentalnych przeświadczeń Ingardena i wdawanie się w dyskusje o istnieniu literatury i jej związkach ze światem. Garlej podchodzi do myśli polskiego filozofia z dużym szacunkiem, wybierając precyzyjnie problem badawczy i omawiając go w sposób niebudzący zastrzeżeń – czego nie można powiedzieć o samej koncepcji warstwowości i związanych z nią problemach. W niedopracowanych miejscach teorii Ingardena Garlej umieszcza odpowiedni komentarz, jak w przypadku rozważań o krytyce koncepcji quasi-sądów. Używając słownika Ingardena, można powiedzieć, że jego koncepcja pełna jest miejsc niedookreślonych, ale autorka „Warstwowości dzieła literackiego” nie stara się dokonać konkretyzacji.

Książka Garlej nie jest jednak wolna od wad, do niedociągnięć można zaliczyć pozostawienie kilku dłuższych cytatów niemieckich w oryginale. Chociaż fragmenty nieprzetłumaczone można zliczyć na palcach jednej ręki, to dla polskiego czytelnika będzie to pewnego rodzaju utrudnienie. Można także dostrzec w kilku miejscach wycofanie się autorki z zabrania głosu w dyskusji, jak dzieje się w przypadku arcyciekawych ustępów o grafii, której Ingarden nie uważał za element konstytutywny dzieła, kładąc nacisk na aspekt brzmienia, a nie samego zapisu. Badaczka dyskretnie obala argumenty opozycyjnych stanowisk Hartmanna czy Jerzego Pelca, jednak nie wykracza poza przywołanie myśli polskiego fenomenologa. Z jednej strony jest to strategia pożądana przy tego typu referencyjnych założeniach, z drugiej jednak momentami brakuje pewnej odwagi do stawiania wyraźnych tez i zajmowania stanowiska badawczego. Z pewnością strategia wycofania znajdzie swoich zwolenników, gdyż pozostawia wrażenie obiektywności oraz potwierdza przekonanie, że ustalenia Ingardena zostały zebrane, wyłożone, a książka stanowi rodzaj egzegezy pozbawionej interpretacji. Ale czy realizacja takiego ideału jest możliwa? To już czytelnik musi rozstrzygnąć samodzielnie. Nie ulega jednak wątpliwości, że Garlej występuje w roli przedstawicielki i krzewicielki Ingardena i jeśli tylko rozgorzeje dyskusja wokół fenomenologa, badaczka osiągnie pełny sukces i przywróci dorobek filozofa polskiemu literaturoznawstwu. W dobie kryzysu dyscypliny byłaby to szansa na legitymizację nie tylko badań literaturoznawczych, ale także ich przedmiotu – nawet jeśli w ujęciu Ingardena literatura jest tworem czysto intencjonalnym, a więc heteronomicznym i nieposiadającym autonomii bytowej, to z pewnością jest – i to stanowi grunt do prowadzenia badań. Przede wszystkim jednak praca Garlej pokazuje, że fenomenolog, który uważał dzieło literackie za cud (s. 228), nie został zapomniany.

Beata Garlej: „Warstwowość dzieła literackiego w ujęciu Romana Ingardena. Koncepcja, rozwinięcie, recepcja”. Wydawnictwo Universitas. Kraków 2015.