ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (89) / 2007

PIĘKNI DWUDZIESTOLETNI

A A A
Bartek Materka „Nie pamiętam jak miała na imię”. Galeria Raster. Warszawa, ul. Hoża 42 m. 8, 3 piętro. 1 – 29 września 2007.

Prezentowane na wystawie nowe obrazy Bartka Materki inspirowane są kilkoma szczególnymi przypadkami neurologicznych zaburzeń widzenia opisanymi przez Olivera Sacksa w książce „Antropolog na Marsie”. Historie malarza, który oślepł na barwy i mężczyzny, który nie może pogodzić się z odzyskaniem wzroku Materka interpretuje poprzez sceny i przeżycia z autopsji. Wypracowuje zarazem trzy różne maniery malowania odpowiadające poszczególnym gatunkom zaburzeń wzroku. Całość układa się w gęstą i raczej mroczną opowieść o zachwianej równowadze widzenia, ale również o nieustabilizwoanej sytuacji emocjonalnej i obsesyjnie powracających obrazach kobiecych twarzy.




Anna Maria Karczmarska „Zbiory – przetwory”. lokal_30. Warszawa, ul.Foksal 17B / 30. 7 września – 5 października 2007.




Aleksander Ryszka „Lepsze strony życia”. Galeria Le Guern. Warszawa, ul. Widok 8. 6 – 28 września 2007.




”Dyplomy 2007. Malarstwo”. Galeria Szyb Wilson. Katowice, ul. Oswobodzenia 1. 23 sierpnia – 20 października 2007.

To bardzo dobry, zróżnicowany formalnie i w sposobie podejścia do twórczości rocznik. Każdy jest inny lecz można podzielić ich na następujące grupy: romantyczną i postindustrialną. Pierwszą grupę otwiera Anna Wieczerniak malując tradycyjne i realistyczne wraki okrętów i kutrów wyłaniających się z mgły; przygląda się przemijaniu rzeczy i ludzi, równocześnie szukając zdrowych proporcji i harmonii we współczesnej sztuce i świecie. Podobnym tropem podąża Katarzyna Honij przedstawiając swoje miasta – wspomnienia, bardzo klasyczny cykl kompozycji z fragmentami budynków . Joanna Marquardt przygląda się sobie samej za pomocą symbolicznej instalacji labiryntu ze stalowych ,pordzewiałych blach prowadzącego do monumentalnego obrazu przedstawiającego oświetlone z góry i wiodące ku górze schody . Michał Kotula ze skrupulatnością mnicha studiuje jedną modelkę w zestawie szarych, skupionych obrazów opartych na zdjęciach poddanych solaryzacji.

Krzyczące kolorami oraz kontrastami, plakatowe, przypominające gazetową grafikę obrazy Magdy Kuwak otwierają tę drugą grupę, której twórczość jest pochodną bycia zanurzonym w zgiełku naszego świata. Popkulturową tandetę przetwarza Magda Gębka w instalacji z powieloną ludzką postacią, posklejaną z różnych fragmentów rzeczywistości, powielonych jak ona sama. Wojciech Skrzypiec wciąga widza w ciemność wnętrza wybudowanego przez siebie obiektu, inspirowanego tomografią komputerową mózgu, równocześnie puszcza do nas oko ze swych autoportretów wmalowanych w bilboardy. Maria Cichoń w tradycyjny, malarski sposób opowiada o strukturze mięsa układając z niego człekopodobne istoty poruszające przez swą niekompletność, opowiadając o okrucieństwie człowieka wobec zwierząt. Barbara Tytko układa w zupełnie inny sposób części człowieka tworząc zwierzęta – pająki mówiąc o okrucieństwie człowieka m.in. wobec samego
siebie. Szymon Kobylarz z wielką kilkunastometrową makietą instytucji
pomagającej popełnić samobójstwo zamyka listę tych młodych artystów.



„Idolatrie”. Galeria Klimy Bocheńskiej. Warszawa, ul. Ząbkowska 27/3. 8 sierpnia – 8 września 2007.

W wystawie biorą udział: Basia Bańda, Jarek Jeschke, Katarzyna Kmita, Szymon Kobylarz, Michał Kopaniszyn, Wojtek Kubiak & Lidka Krawczyk, Magda Kuwak, Matylda Sałajewska, Seweryn Swacha, Rafał Wilk.

Projekt „Idolatrie” składa się z prac malarskich i wideo, rysunku oraz grafiki artystów młodego pokolenia. Stanowi on próbę przyjrzenia się i zdiagnozowania wpływu kultury masowej na kształtowanie się naszej wyobraźni oraz powstawanie standardów wizualnych. Prace artystów jednocześnie ukazują uwikłanie obrazu w funkcjonujące klisze i kalki, pokazują sieć ich wzajemnych relacji, która ma charakter presji i represji. Z jednej strony każdy obraz niesie własną symboliczną przemoc, z drugiej zaś – w efekcie prymatu ikonicznej „orgii” jest wypłukiwany ze znaczenia. Artyści usiłują tę wizualną opresję przekształcić w narzędzie walki z banałem i tandetą. Stąd każdy pojawiający się w mediach ‘idol’ podlega fetyszyzacji i ubóstwieniu, po czym w krótkim czasie jest detronizowany i banalizowany. Stosowanie przez artystów zabiegu ironii, subwersji i zdystansowania może stać się narzędziem i strategią ocalającą sens sztuki jak i obrazu...




Agnieszka Sandomierz „Malarstwo”. Salon Sztuki 49. Warszawa, Al. Jana Pawła II 49. 20 września – 5 października 2007.

Nowa wystawa prac Agnieszki Sandomierz odsłania inne niż dotychczas oblicze artystki. Obok charakterystycznych dla jej malarstwa kontrowersyjnych, balansujących na granicy psychicznego ekshibicjonizmu portretów autorki w roznegliżowanych pozach, odkrywamy prace niedopowiedziane, pełne niepokoju i napięcia, klimatu oczekiwania na coś, co ma się dopiero wydarzyć. Wciąż dominującym motywem jest figura kobiety, pokazana w codziennych, intymnych sytuacjach, umieszczona w barwnych, dekoracyjnych, umownie potraktowanych wnętrzach, wymalowanych we ornamentalne wzory „a la tapeta”. Artystka od kilku lat przygląda się sobie, studiuje własne ciało. W dynamicznych zbliżeniach, asymetrycznych kadrach zdradza pełen erotyzm, zmysłowość, piękno i ułomność swojej cielesności. Odsłania emocje i psychologiczne napięcia, ból, radość, skryte marzenia, sytuacje bardzo osobiste, skomplikowane relacje międzyludzkie, samotność, stany psychiczne, których każdy człowiek doświadcza. Umiejętnie wciela się w postaci z półświatka, świadomie stylizuje się na – kokoty, kobiety w przebraniu króliczka (bunny), supergirlsy, cyklistki, czy postaci komiksowych bohaterów. W mocnych skrótach perspektywicznych (z loty ptaka, żabiej perspektywy), pokazuje kobietę – gwiazdę, bohaterkę, powabną, wyrachowaną i wyuzdaną. Innym razem przeobraża się w małą, bezradną dziewczynkę na bujanym łosiu, bądź dziecko grające w bierki o twarzy zdradzającej emocje – radość, zadumę, smutek, tęsknotę. Czasem zamalowuje część ciała jednym na wpół przezroczystym kolorem prowokując wrażenie niematerialnych, barwnych refleksów cielesnych. Kompozycje domyka syntetycznie zaznaczonym lub wyrysowanym w graficzne kwiatowe wzory tłem, wywołując efekt bliski psychodelicznym obrazom opartowski. W inteligentny sposób wykorzystuje i przekształca kulturowe stereotypy towarzyszące pojęciu kobiety, kobiecości. Deklaruje solidarność jako „girls Power manifesto” z artystkami (autoportret z Fridą Khalo) malującymi autoportrety i w ten sposób opowiadającymi o życiu kobiet czy egzystencjalnym dramacie współczesnego człowieka w ogóle.
Przywołując klimaty niczym z popartowskiego malarstwa lat 60., 70. tworzy własny niepowtarzalny styl odnosząc się przede wszystkim do najbliższego otoczenia, rzeczywistości, w jakiej się sama porusza. Dotyka również problematyki konsumpcji identyfikowanej tu nie tyle z przedmiotami codziennego użytku, co z kobietą w wyzywającym przebraniu. Ona staje się „fetyszem zbiorowej wyobraźni”.
Agnieszka Sandomierz po raz kolejny udowadnia, że codzienność, obserwacja własnej osoby za pomocą lustra i aparatu fotograficznego przysparza artystce wciąż wielu nowych malarskich inspiracji. Pomimo młodego wieku zaliczana jest do malarek charakterystycznych, które zdążyły wpisać się w pejzaż wybijających się twórców warszawskich młodego pokolenia. Współtworzy także wyjątkowy klimat praskich pracowni przy 11 Listopada 22 w Warszawie.




Paweł Żugaj „Twarz i obraz”. Galeria Leto. Warszawa, ul. Hoża 9c. 8 września – 5 października 2007.

Paweł Żugaj to twórca młody, głos nowego pokolenia, a co za tym idzie- reprezentant całkowicie wolnej generacji. Urodzony w 1979, nie miał okazji nasączyć swej wyobraźni peerelowskimi gusłami. Jak również, mimo wszechobecnej popowej estetyki, pozostaje na nią obojętny. Jego wypowiedź jest dojrzała, pełna ekspresji i emocji. Malarstwo Żugaja, to rzadko dziś eksponowana sztuka agresywnego pędzla, mięsistej faktury o mocnym, skondensowanym przekazie. Tematem jego twórczości jest „twarz”. Prezentowane portrety kryją intrygujące tajemnice, fobie i zagadkowe relacje z artystą. Magnetycznie skupiają na sobie uwagę, igrając z odbiorcą. To malarstwo prawdziwe, szczere, bez zbędnej kokieterii. Bohaterowie obrazów, „wgryzają się” mocno w umysł i nie pozwalają o sobie zapomnieć. To również gra kolorów. Czasem ich przytłaczająca moc obezwładnia, by zaraz potem poddać się, rześkiej fali słonecznych refleksów. Te intuicyjne gesty jeszcze bardziej krępują, plączą się na płótnie, tworząc całość. Czasem czytelną i oczywistą, innym razem prawie abstrakcyjną. Przy czym jest to abstrakcja „kontrolowana”. Zawsze punktem wyjścia jest twarz, a mozolne zmaganie się z jej psychiką daje zaskakujące efekty. Na wystawie zaprezentujemy prace z lat 2001-2007.