ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (422) / 2021

Mateusz Chról,

GŁUPOTO, OJCZYZNO MOJA (BARTOSZ BROŻEK, MICHAŁ HELLER, JERZY STELMACH: 'SZKICE Z FILOZOFII GŁUPOTY')

A A A
Głupota nie bywa często głównym bohaterem tekstów filozoficznych, bodaj jej najbardziej znana rola to ta z renesansowej satyry Erazma. Tym razem trzech krakowskich filozofów – Jerzy Stelmach, Michał Heller i Bartosz Brożek – postanowiło poświęcić jej nieco uwagi. Głupota może wydawać się zbyt głupia, żeby traktować ją poważnie, stąd też prezentowana publikacja nie przybiera formy ścisłego dyskursu filozoficznego. Jest to w zasadzie zbiór esejów, felietonów czy też szkiców (jak sugeruje sam tytuł) podzielonych na części, spośród których każda zawiera punkt widzenia określonego autora odnośnie rzeczonego tematu.

Idąc kolejnością przeciwną do tej przedstawionej w książce, rozpocznę od omówienia tekstów Bartosza Brożka. Nie decyduje o tym jedynie przekora, ale także fakt, że uznałem je za najbardziej pouczające. Filozof i prawnik, w przeciwieństwie do pozostałych autorów, patrzy na głupotę życzliwym spojrzeniem. W jego myśl głupota jest niejako nieodłącznym rewersem mądrości i racjonalności oraz czymś, co wynika z naturalnych skłonności ludzkiego umysłu. Brożek zauważa, że ludzkie zdolności do myślenia abstrakcyjnego, snucia refleksji nad doniosłymi zagadnieniami czy działania w sposób strategiczny są efektem aktywności prostych, automatycznych i nieświadomych, a więc głupich, mechanizmów poznawczych. Jak wynika z klasycznych już badań Amosa Tverskiego i Daniela Kahnemana (2012), ludzie w codziennym myśleniu i podejmowaniu decyzji posługują się zawodnymi, uproszczonymi metodami rozumowań – tak zwanymi heurystykami. Inne teorie wskazują na to, że ludzkim umysłem rządzi potrzeba domknięcia poznawczego, czyli skłonność do szybkiego formułowania sądów i niechęć do ich rewidowania w obliczu przeczących im świadectw. Ludzie wolą myśleć na skróty, często w sposób formalnie niepoprawny, o ile zaoszczędzają przy tym czas i energię. Lubią także czuć się maksymalnie pewni co do wyznawanych poglądów oraz cieszyć się komfortem posiadania racji, bez względu na to, czy ją faktycznie mają. Rzecz w tym, że gdybyśmy chcieli każdy osąd danej sytuacji wyprowadzać na bazie skrupulatnych wnioskowań, to odbywałoby się kosztem naszej sprawności i skuteczności w podejmowaniu decyzji. Biorąc pod uwagę to, że zawsze działamy w warunkach niepewności i nigdy nie jesteśmy w stanie uwzględnić wszystkich informacji na dany temat, trzeba przyznać, że próby poprzedzania naszych przekonań rzetelnym zbieraniem świadectw skutkowałyby nieustannymi wątpliwościami i paraliżem decyzyjnym. Ludzki umysł nie wyewoluował więc do zdobywania prawdy o świecie, ale do skutecznego działania, które zapewnia w tym świecie przetrwanie. Nie należy się jednak załamywać – nie oznacza to, że prawda jest w ogóle niemożliwa do osiągnięcia. W moim mniemaniu eseje Brożka mają na celu pokazać, że chociaż głupota jest w pewnych sytuacjach szkodliwa i niepożądana, to istnieją okoliczności, w których powinniśmy ją zaakceptować. Ostatecznie nie mamy tu do czynienia z afirmacją głupoty, ale z próbą jej zrozumienia.

Michał Heller, którego przemyślenia są zawarte w środkowej części książki, obiera nieco inną strategię. Przyjmuje on względem głupoty postawę sardoniczną, kpiącą. Dla Hellera głupiec to ktoś, kto ignoruje logikę w swoim myśleniu i postępowaniu, ktoś, kto jest odporny na wszelkie argumenty. Jeżeli człowiek dotknięty przywarą głupoty nie przejmuje się ani sensem, ani też bezsensem, to niemalże niemożliwe staje się zrozumienie go (jak zrozumieć coś, co jest pozbawione sensu?). Stąd też Heller pyta, jak właściwie możliwa jest głupota – to coś, co pojąć trudniej aniżeli prawa przyrody czy matematykę, które są potencjalnie zrozumiałe, dające się wyjaśniać. Głupota nie jest wbrew pozorom prosta i trywialna – będąc swoistym wybrykiem natury, wynoszącym się ponad jej ścisły porządek, staje się w tym ujęciu „dowodem na istnienie duchowości” (s. 64). W umyśle głupca mogą rozgrywać się rzeczy niemożliwe i niezrozumiałe, w przeciwieństwie do świata materii, który jako taki wyznacza granice możliwości i rozumienia.

Heller stwierdza, nie bez dozy wątpliwości, iż „istnieje w nas naturalny (?) odruch bronienia głupoty” (s. 63), w związku z tym pozwolę sobie na moment mu ulec. Warto zastanowić się, czy w tym szaleństwie nie ma metody. Jeżeli głupotę zdefiniujemy jako skłonność do myślenia kontrfaktycznego i kontrmożliwego, to ta definicja będzie pokrywała się z definicją kreatywności. W wielu przypadkach nie sposób odróżnić nieszablonowego myślenia, wykraczania poza intelektualne przyzwyczajenia i utarte schematy, od nieracjonalnych bajań głupca. Trudno w istocie powiedzieć, czy to, co dziś wydaje się niedorzeczne i niemożliwe, nie jest w istocie innowacją, która kiedyś zostanie urzeczywistniona. Pomysł, że z gęsto upakowanej w jednym punkcie materii wyewoluował ogromny wszechświat (wraz z ogromem galaktyk i niezwykle złożonym życiem biologicznym w przynajmniej jednej z nich) wydaje się z perspektywy zdrowego rozsądku, jeśli nie całkowicie niepoważny, to przynajmniej trudny do wyobrażenia. Według Thomasa Kuhna (2001: 274) podczas rewolucji naukowych badacze rzadko opowiadają się za nowymi paradygmatami z czysto racjonalnych pobudek, ponieważ kiedy to robią, paradygmaty te nie są jeszcze dostateczne potwierdzone. Nie twierdzę przez to, że głupota to zawoalowany geniusz, którego nikt nie jest w stanie pojąć, ale że głupiec i geniusz mają często podobny punkt wyjścia, z tym że ten pierwszy dociera koniec końców do ślepej uliczki. Niemniej taki osąd możemy wydać często dopiero po fakcie wprowadzenia jakiegoś pomysłu czy planu w życie.

Wedle mojego przeświadczenia spośród wszystkich szkiców te spod pióra Jerzego Stelmacha wyszły dość blado. Część autora zostaje opatrzona ambitnym tytułem „Systematyka głupoty” i zawiera opis aż dziesięciu typów głupoty. Podczas lektury wywodu niełatwo oprzeć się wrażeniu, że filozof obwinia głupotę za całe zło tego świata – głupota to w rzeczy samej grzech główny. Manifestuje się ona w przesadnym upraszczaniu komunikacji i stosowaniu neologizmów, ignorowaniu wiedzy opartej na faktach, myśleniu biurokratycznym i korporacyjnym, chciwości i próżności, uleganiu negatywnym emocjom czy nawet braku poczucia humoru. Nie sposób w pewnych tezach nie zgodzić się ze Stelmachem – zwłaszcza kiedy krytykuje on bezrefleksyjność i niechęć do myślenia, brak zaufania do nauki lub skłonność do nieuzasadnionego i przesadnego ryzyka, ale także nietolerancję i niechęć do wszystkiego, co odbiega od status quo. Tym, do czego należałoby się „przyczepić”, okazuje się nie sama treść, ale raczej forma jej wyłożenia. Autor jest zbyt wyniosły w swoim stylu, a wygłaszane przez niego stwierdzenia nierzadko brzmią apodyktycznie. Feruje on w kierunku głupoty śmiałe wyroki, które wydają się przedwczesne, a przez to także i nieuzasadnione. Stelmach miejscami brzmi jak XIX-wieczny psycholog lub filozof, który stara się uzasadnić podział ludzi na panów i niewolników (padają liczne odniesienia do Nietzschego – zob. s. 33), uosabiających się w tym przypadku w mędrcach i głupcach. Przyjęcie elitarnej postawy przez autora, który przemawia niejako ex cathedra, działa ostatecznie na jego niekorzyść. Niejawna próba zarysowania dychotomicznego podziału na „my” (mędrcy) i „obcy” (głupcy) sprawia, że zignorowane zostają subtelności i ambiwalencje, refleksja staje się nazbyt uproszczona, a przez to miałka. Nie zostają tutaj także zidentyfikowane, wbrew deklaracjom zawartym we wstępie, różnice pomiędzy głupotą zawinioną i niezawinioną.

Omawiany tu zbiór jest z pewnością czymś, do czego warto zajrzeć w wolnej chwili – czyta się go lekko, ze względu na jego niewielką objętość i popularnonaukowy charakter. Style myślenia i prowadzenia wywodu autorów różnią się od siebie i wyraźnie ze sobą kontrastują. Stelmach wpasowuje się poniekąd w konwencję eseistyki filozoficznej o moralistycznej tendencji; Heller pisze żywym i publicystycznym językiem, nie szczędząc ironii; zaś Brożek w sposób erudycyjny interpretuje badania i teorie psychologiczne w perspektywie filozoficznej, starając się wpisać je w szerszy kontekst. Z jednej strony ta różnorodność konwencji, jakie stosują autorzy, jest zaletą, z drugiej strony właśnie przez to poszczególne części książki nie korespondują ze sobą. Być może to jedynie moje indywidualne zapatrywania, ale sądzę, iż bardziej interesujące byłoby, gdyby autorzy odnieśli się wzajemnie do swoich poglądów – dodałoby to publikacji niewątpliwie polemicznego charakteru. Niemniej z książki da się wyciągnąć jakąś główną myśl, a nawet morał, który można by przypisać wszystkim autorom. Jest nim zachęta do krytycznego myślenia, a w szczególności do zdawania sobie sprawy z własnej głupoty i niewiedzy. To właśnie sokratejskie wiem, że nic nie wiem staje się punktem wyjścia do zdobywania mądrości. Tylko zdając sobie sprawę z własnych braków w wiedzy, możemy ją uzupełniać. Im częściej się mylimy, tym jesteśmy bliżej prawdy, o ile zdajemy sobie sprawę z własnej niewiedzy. Oczywiście głupota nie zawsze jest tożsama z niewiedzą, ale tę samą maksymę możemy stosować do niej. Uświadomienie sobie własnej głupoty jest zawsze pierwszym krokiem w kierunku jej przezwyciężenia.

LITERATURA:

Kahneman D.: „Pułapki myślenia: o myśleniu szybkim i wolnym”. Przeł. P. Szymczak. Poznań 2012.

Kuhn T.: „Struktura rewolucji naukowych”. Przeł. H. Ostromęcka. Warszawa 2001.
Bartosz Brożek, Michał Heller, Jerzy Stelmach: „Szkice z filozofii głupoty”. Copernicus Center Press. Kraków 2021.