ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 października 19 (427) / 2021

Magdalena Malinowska,

JAK TO? MUZUŁMAŃSKI FEMINIZM?! (MARTA WIDY-BEHIESSE: 'FEMINISTKI MUZUŁMAŃSKIE NA ZACHODZIE')

A A A
Być może czytelnikowi niezaznajomionemu z feminizmem lub zaznajomionemu jedynie z jego wersją zachodnią nazwa „feminizm muzułmański” wyda się oksymoronem. Islam odbierany jest przecież jako mizoginiczny i to z jego jawnie antykobiecego charakteru ma wynikać brak równych praw między kobietami a mężczyznami w krajach arabsko-muzułmańskich, a nawet nierówne traktowanie kobiet we wspólnotach muzułmańskich w Europie. Czytelnikowi, który ma takie wyobrażenie o islamie, gorąco polecam książkę Marty Widy-Behiesse „Feministki muzułmańskie na Zachodzie”. Badaczka z Uniwersytetu Warszawskiego stworzyła prawdziwe kompendium wiedzy na temat dążeń równościowych w świecie islamu, a w szczególności w diasporach muzułmańskich w Europie i Stanach Zjednoczonych. To niewątpliwie książka naukowa, o czym świadczy dbałość autorki o przedstawienie zastosowanej metodologii oraz precyzja w użyciu terminów, napisana jest natomiast bardzo przystępnym językiem, który może odpowiadać każdemu czytelnikowi. Po wstępie teoretycznym, z którego odbiorca dowiaduje się, jaka perspektywa badawcza przyświecała autorce w trakcie badań, Widy-Behiesse przytacza i omawia publikacje naukowczyń i aktywistek ze świata arabsko-muzułmańskiego, od pierwszych kobiecych głosów postulujących równość po najmłodsze pokolenie muzułmańskich feministek.

Zacznijmy od zdefiniowania samego terminu „feminizm muzułmański”. Jak autorka podaje za Margot Badran, „[f]eminizm muzułmański zakłada przede wszystkim wypracowanie takiego modelu interpretacji islamu, która za wartość najważniejszą uznaje sprawiedliwość społeczną, z uprzywilejowanym miejscem dla równości płci wywiedzionej z objawienia koranicznego” (s. 45). Choć sam termin pojawił się dopiero w latach 90. XX wieku, to postulat równościowej interpretacji świętej księgi muzułmanów jest dużo starszy i rozwijał się mniej więcej w tym samym czasie, co feminizm w świecie zachodnim. Element, który odróżnia namysł nad równouprawnieniem kobiet na Zachodzie i w krajach muzułmańskich, stanowi rzecz jasna religia: feminizm zachodni kształtował się w oderwaniu od kwestii religijnych i mocno wiąże się z pojęciem laickości, co też powoduje przekonanie, że jedyną drogą do pełnej emancypacji jest odrzucenie religii, w szczególności tak „opresyjnej” dla kobiet jak islam. Co więcej, przekonanie o złej sytuacji kobiet w społecznościach muzułmańskich wynikającej bezpośrednio z religii było i nadal jest wykorzystywane jako usprawiedliwienie do działań o charakterze kolonialnym. W przeszłości niejednokrotnie miało miejsce przymuszanie muzułmanek do porzucenia symbolu ich wiary, czyli chusty, jak np. publiczne zrywanie przez francuskie feministki hidżabów muzułmankom w Algierii czy francuski zakaz noszenia ostentacyjnych symboli religijnych, w tym chusty, w miejscach publicznych. Nie powinno więc dziwić, że muzułmanki poszukują innej drogi, która pozwoliłaby im na funkcjonowanie w społeczeństwach przyjmujących bez odrzucania religii, kultury i relacji rodzinnych. Tą właśnie drogą wydaje się być feminizm muzułmański.

Marta Widy-Behiesse omawia w swojej książce następujące zagadnienia: krótką historię feminizmu w świecie arabsko-muzułmańskim, działalność organizacji na rzecz równouprawnienia w krajach muzułmańskich, sytuację muzułmanek żyjących na Zachodzie oraz kobiecą i prorównościową lekturę Koranu.

Dla kobiet walczących o równość w ramach islamu bardzo ważne są postaci kobiet żyjących w czasach proroka Mahometa, przede wszystkim jego dwóch żon, Hadidży i Aiszy. Nie ma pewności co do tego, jaki charakter miały społeczeństwa obecnego Półwyspu Arabskiego przed narodzinami islamu ani jaki wpływ na sytuację kobiet miało pojawienie się nowej religii. Większość głosów stwierdza, że panował tam silny patriarchat, kobiety traktowane były bardzo źle, a nauki Mahometa ich sytuację poprawiły. W ten sposób często tłumaczy się pojawiające się w Koranie przyzwolenie na poligamię czy bicie kobiet – jako ograniczenia w stosunku do zwyczajów panujących na tych ziemiach. Jednak pojawiają się też przeciwne głosy, jak ten Leili Ahmed, która bada społeczeństwa przedmuzułmańskie na Bliskim Wschodzie i stwierdza ich matriarchalny charakter oraz pogorszenie pozycji kobiet z nastaniem islamu. Ten przykład pokazuje, jak trudne i delikatne zadanie stoi przed muzułmańskimi działaczkami na rzecz równości.

Większość z nich opiera swój wywód na szczegółowej analizie językowej fragmentów Koranu oraz całościowej interpretacji przesłania płynącego ze świętej księgi. Takie badaczki jak Amina Wadud, Aziza al-Hibri, Riffat Hassan czy Asma Barlas zwracają uwagę zwłaszcza na te fragmenty Koranu, które stwierdzają równość kobiety i mężczyzny. Postulują one historyczne i kulturowe czytanie świętej księgi i zawartych w niej rozwiązań w celu dostosowania ich do współczesnych realiów. Badając prawodawstwo muzułmańskie, dowodzą one, że islam i prawa człowieka nie wykluczają się; wręcz przeciwnie, przekonują, że równouprawnienie jest wpisane w Koran. Jeśli obecnie sytuacja muzułmanek pozostawia wiele do życzenia, to wynika to z patriarchalnego porządku społecznego, a nie z religii. Z kolei Ziba Mir-Hosseini zwraca uwagę na fakt, że idea równości płci pojawiła się dopiero w XX wieku i dopiero wtedy religie musiały się z nią zmierzyć. Ponieważ zaś był to czas zdobywania przez wiele państw muzułmańskich niepodległości i tworzenia przez nie własnego prawodawstwa, to często prawo rodzinne opierano na prawach tradycyjnych i religijnych, przez co pojawiały się w nim zapisy jawnie dyskryminujące kobiety. Poglądy głoszone przez przywołane badaczki, nowatorskie, a nawet kontrowersyjne w czasie ich powstania, są obecnie powszechnie podzielane wśród muzułmańskich feministek.

W dalszej części swojej książki Widy-Behiesse przechodzi do omówienia najmłodszego pokolenia muzułmańskich feministek reprezentowanego przez Zahrę Ali, Nacirę Guénif-Souilamas, Monę Eltahawi, Neclę Kelek i Fadelę Amarę. Od swoich poprzedniczek różnią się one przede wszystkim tym, że czerpią inspiracje z feminizmu trzeciej fali, szczególnie nurtu postkolonialnego, łącząc go ze współczesną myśl reformatorską w islamie. Drugą różnicą jest stanowczość w wyrażaniu sprzeciwu zarówno wobec zachodniej islamofobii, jak i wobec dyskryminacji kobiet przez współwyznawców. Wszystkie one również zajmują stanowisko wobec tego, co stało się w Europie symbolem muzułmanek, czyli chusty – jedne broniąc jej jako narzędzia emancypacji, gdyż daje ona kobiecie możliwość poruszania się w przestrzeni publicznej, inne wręcz przeciwnie, traktując ją jak znak zacofania, z którym należy walczyć. Niektóre z najmłodszych badaczek krytykują nie tylko muzułmańską zasłonę, ale też inne zachowania obserwowane w społecznościach muzułmańskich, jak małżeństwa aranżowane, przemoc wobec kobiet, obsesję na punkcie honoru, dając tym samym argumenty islamofobom. Wydaje się jednak, że feministyczna rewolucja wewnątrz religii muzułmańskiej nie może się obyć bez stanowczej krytyki różnego rodzaju praktyk dyskryminacyjnych, niezależnie od tego, czy wynikają one bezpośrednio z Koranu, czy też z patriarchalnego charakteru społeczeństw muzułmańskich.

Z przytoczonych opinii możemy zobaczyć, jak różnorodne są argumenty przywoływane przez feministki muzułmańskie na rzecz równouprawnienia. Choć wiele elementów w ich wywodach powtarza się, to razem składają się one na dość spójną wizję równości kobiet i mężczyzn wynikającą wprost z Koranu i konieczną do wprowadzenia w życie w społecznościach muzułmańskich. Pozostaje mieć nadzieję, że omawiane prace czytane będą nie tylko przez naukowców interesujących się tą kwestią, ale staną się powszechnie znane w środowiskach muzułmańskich na Zachodzie i nie tylko. Tym bardziej, że feminizm muzułmański wydaje się stanowić doskonałe rozwiązanie rzekomej nieprzystawalności islamu i wartości „europejskich”, takich jak równość i szacunek dla wszystkich. Szczególnie w klimacie podsycanego przez polityków strachu przed „uchodźcami”, zwłaszcza tymi z krajów muzułmańskich, i szerzącej się islamofobii, rozwiązania proponowane przez przytaczane autorki są odpowiedzią na zarzuty obu stron, zarówno muzułmańskich tradycjonalistów uznających feminizm za wymysł Zachodu, jak i Europejczyków widzących w islamie narzędzie opresji kobiet. Z tego też powodu książka Marty Widy-Behiesse jest moim zdaniem bardzo ważną pozycją, przede wszystkim dla osób sympatyzujących z feminizmem, bo pozwala wyzbyć się stereotypów i spojrzeć na mieszkające na Zachodzie muzułmanki nie jak na bierne ofiary, a jak na pełnoprawne członkinie społeczeństwa, wpływające na kształt swojej wspólnoty, zarówno tej mniejszej, muzułmańskiej, jak i szerzej, europejskiej.

Nie mogę jednak przemilczeć jednego fragmentu książki, z którym trudno jest mi się zgodzić. Widy-Behiesse pisze tak: „Charakterystyczne wydaje się (…), że muzułmanki nie negują swojej kobiecości. (…) Ten właśnie aspekt, w pewnym uproszczeniu, wydaje się odróżniać muzułmanki od zachodnich feministek” (s. 28-29). To stwierdzenie wydaje mi się być nadmiernym uproszczeniem. Feminizm postulujący równość kobiet i mężczyzn nie zrównuje obu płci ze sobą, postuluje jedynie równe prawa i brak dyskryminacji ze względu na płeć. Co więcej, w obrębie feminizmu zachodniego odnajdujemy również nurt feminizmu różnicy, który opiera się właśnie na przekonaniu o wyższej wartości płci żeńskiej. Postrzeganie zachodnich feministek jako tych, które negują swoją kobiecość, jest w moim odczuciu bardzo stereotypowe, co razi, szczególnie, że autorka używa swojego głosu, by walczyć ze stereotypowym postrzeganiem islamu. Być może to skrót myślowy, jednak wydaje mi się on dość niefortunny. Na szczęście jest to jedyny zarzut, jaki mogę sformułować pod adresem autorki, polecam zatem lekturę „Feministek muzułmańskich na Zachodzie” wszystkim osobom ciekawym życia muzułmanek w Europie i ich walki o równość.
Marta Widy-Behiesse: „Feministki muzułmańskie na Zachodzie”. Wydawnictwo Akademickie Dialog. Warszawa 2021.