ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (428) / 2021

Katarzyna Szkaradnik,

MAZEŁ TOW! ('SKRZYPEK NA DACHU', REŻ. PETR KRACIK)

A A A
Premiera „Skrzypka na dachu” w wykonaniu aktorów Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie miała się odbyć jesienią 2020 roku, lecz z powodu obostrzeń związanych z pandemią została przesunięta niemal o rok. W rezultacie jednak ranga tego wydarzenia zdecydowanie wzrosła, gdyż wystawieniem słynnego musicalu zainaugurowano 4 września sezon 2021/2022 – szczególny ze względu na 70-lecie owego zespołu. Wypada więc przytoczyć garść informacji z plakatu towarzyszącego okolicznościowej ekspozycji (którą można zwiedzić na miejscu do 24 października): „Scena Polska jest jedynym w pełni zawodowym teatrem polskim działającym poza granicami Macierzy, a finansowanym przez urząd państwa, na którego terenie ma siedzibę. (…) Pierwsza premiera odbyła się 14 października 1951 r. Była to sztuka Aleksandra Maliszewskiego »Wczoraj i przedwczoraj« w reżyserii Władysława Delonga (…). Pierwszym kierownikiem artystycznym był Władysław Niedoba. W ciągu 70 sezonów Scena Polska wystawiła 475 premier, około 12 500 przedstawień, które obejrzało blisko 4 000 000 widzów”. Notabene, obchody jubileuszu, pod patronatem honorowym prezydentów obu krajów, połączono z premierą „Balladyny”, która odbyła się 9 października, w trakcie 30. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Bez Granic”.

„Skrzypka na dachu”, co istotne, można zobaczyć także na Scenie Czeskiej, świętującej z kolei 75-lecie. Właśnie owa podwójna okazja dała pretekst do wspólnej ambitnej inicjatywy (identyczne są m.in. choreografia czy scenografia, inna jest tylko obsada). Obydwa zespoły rozpoczęły prace nad inscenizacją już wiosną ubiegłego roku i kontynuowały je mimo lockdownu, oczekując na ponowne otwarcie instytucji kultury. Trzeba przyznać, że – przynajmniej w wypadku Sceny Polskiej, o tej wersji bowiem mogę coś powiedzieć – widać efekty nadliczbowych prób: bodaj wszystkie elementy spektaklu zdają się perfekcyjnie dopracowane. Jego kulisy odsłonił reżyser (a zarazem dyrektor teatru) Petr Kracik reporterce „Wiadomości w języku polskim” na antenie Czeskiej Telewizji 1: „Oczywiście najtrudniejsza była początkowa faza przygotowań, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, czy otrzymamy prawa do tej sztuki. W końcu (…) nawet dali nam do dyspozycji wielkie nagranie orkiestrowe. (…) To pierwszy taki czesko-polski albo polsko-czeski projekt. Umówiliśmy się, że co roku (…) będziemy robić takie spektakle, równolegle na obu scenach. Będą to z reguły większe produkcje (…). Przygotowanie ich w tym samym czasie (…) pozwoli nam zaoszczędzić środki, a ponadto będzie można porównać oba wykonania” („Wiadomości w języku polskim” 2021: Česká Televize 1).

Powszechnie znanej opowieści o ubogim mleczarzu Tewjem, pragnącym zapewnić kilku córkom lepszy byt dzięki znalezieniu im stosownych partii, przybliżać tutaj nie trzeba. Warto pamiętać, że obrazuje ona los nie tylko jednostek, lecz także żydowskich miasteczek, niegdyś gęsto rozsianych po Europie Środkowo-Wschodniej. W tym świetle zakwestionowanie „odwiecznych” obyczajów przez dziewczęta, które postanawiają wyjść za mąż z miłości (zamiast za tego, kogo wskaże swatka), stanowi wątek lżejszy, acz również dramatyczny, zwłaszcza kiedy jeden z wybranków jest „obcym”, gojem. Tymczasem do prowincjonalnej Anatewki docierają echa rewolucji 1905 roku oraz innych wydarzeń zwiastujących nową epokę i dziejową zawieruchę, która wkrótce potem zmiecie takie sztetle z powierzchni ziemi. I chociaż w obliczu niepewnej przyszłości bohaterowie nie tracą nadziei, widzowie ex post mają świadomość, że była ona płonna.

Wprawdzie karczmarz Mordka (na Scenie Polskiej: Dagmara Foniok) obrusza się („A co mnie obchodzi świat? Tyle, co ja go obchodzę”), ale recepcja „Skrzypka na dachu” zaprzecza owemu twierdzeniu. Wystawiony po raz pierwszy na Broadwayu w 1964 roku musical został obsypany nagrodami, doczekał się miana kultowego oraz mnóstwa inscenizacji. W Polsce od 1983 roku było ich niemal trzydzieści, a perypetie mieszkańców Anatewki przyciągają nas do dziś. Na czym polega siła tego tytułu? Jak wyjaśnia Daniel Wyszogrodzki (2018: 162, 163), mimo że spektakl przedstawia złagodzoną wizję przeszłości (np. nie oddaje brutalności pogromów), okazał się prekursorski; na jego sukces zaś wpłynęły „nie same sentymenty [wielu twórców amerykańskiego teatru muzycznego do rodzinnych okolic – wszystkie dopiski K.Sz.] i nie sama egzotyka. »Fiddler on the Roof« to jeden z najlepiej napisanych musicali w historii. Libretto powstało na kanwie cyklu stworzonych w języku jidysz opowieści »Dzieje Tewji Mleczarza«. (…) Jest [w nim] żydowski folklor, jest starcie tradycji z nowoczesnością, jest miłość (…). Jest humor i jest groza, którą uosabiają rosyjscy żołnierze. Jest wdzierająca się w życie zwykłych ludzi historia (…). Jest uniwersalna prawda i w niczym nie przeszkadza, że musical dzieje się w środowisku ortodoksyjnych Żydów. To właśnie »Skrzypek na dachu« przełamał raz na zawsze tematyczny schematyzm obowiązujący na Broadwayu. Bo skoro można zrobić udany musical na tak »niszowy« temat, to znaczy, że można na każdy inny”.

Naturalnie, dziś szczególnie uderzają nas wątki, na które spoglądamy z perspektywy odmiennych realiów społeczno-kulturowych (kwestie: „Ja się pytam, na co panience czytanie – czy przez to ona dostanie lepszego męża?”; „Najgorszy mąż jest lepszy niż żaden mąż”) lub które są boleśnie aktualne, tak jak stereotypowy stosunek do Innych (policjant: „Jesteś porządnym i uczciwym człowiekiem, chociaż żydowska morda z Ciebie”). Zresztą niechęć nie jest jednokierunkowa – również Żydzi traktują ukraińskich sąsiadów nieufnie i z dystansem (epizod swatów, w którym obie grupy siedzą we własnym gronie po przeciwnych stronach sceny). W tym kontekście najbardziej wstrząsające wydają się mechanizmy ideologii i podporządkowania, które mogą prowadzić do terroru i które przywodzą na myśl choćby „Rozmowy z katem” Moczarskiego (np. tłumaczenia policjanta: „Mała krzywda, żeby w razie przybycia inspektora było wiadomo, że wywiązaliśmy się z obowiązku”; „Ja nie mam z tym nic wspólnego” – odpowiedź na pytanie Tewjego: „Ty będziesz wykonywał ten rozkaz?”).

Ale przecież w „Skrzypku…”, jak w większości musicali, przeplatają się sceny utrzymane w różnorodnych konwencjach i tonacjach emocjonalnych; i także w realizacji Teatru Cieszyńskiego te kontrastowe elementy są udanie zharmonizowane. Przejmujące wrażenie robi zapalanie świec przy akompaniamencie pięknego kanonu „Modlitwa szabasowa”; wzrusza melancholijny marsz weselny „To świt, to zmrok”. Z kolei nie sposób się nie uśmiechnąć, słysząc przekomarzania sióstr w „Oj, swatko, swateńko” czy opartą na qui pro quo wymianę zdań między głównym bohaterem a masarzem Lejzorem (Dariusz Waraksa). Gęstniejącą atmosferę rozbraja zaś groteskowa scena niby-snu, w której zjawom żony rzeźnika Fruma-Sary (Małgorzata Pikus) i teściowej Tewjego (Barbara Szotek-Stonawski) sekundują równie popisowo ucharakteryzowane zombie.

Wszyscy oczywiście mamy w pamięci kadry z oscarowego filmu z 1971 roku, do którego w miesięczniku „Zwrot” nawiązuje Katarzyna Stonawska (2021), puentując swą recenzję: „[W]arto pójść na to przedstawienie, szczególnie jeżeli nie zna się oryginału. Nie można powiedzieć, że kto zna oryginał, będzie zawiedziony, niemniej interpretacja Sceny Polskiej Teatru Cieszyńskiego nie wnosi wiele nowego”. Szkopuł w tym, że licencja na broadwayowski hit nie pozostawia miejsca na improwizację czy eksperymenty formalne. Ów brak swobody, zawężający pole do popisu dla reżysera, choreografa itp., przynosi jednak aktorom wyjątkową szansę pokazania swoich umiejętności. Chodzi wszak o to, czy potrafią wykreować takie role, by nawet na znane epizody i kwestie (tu: w ugruntowanym już przekładzie Antoniego Marianowicza) publiczność reagowała niczym za pierwszym razem. Sztukę doprowadzania do tego niewątpliwie posiadł odtwórca postaci Tewjego, Tomasz Kłaptocz, którego gra sprawia, że choćby osłuchana replika („Pieniądz to plaga świata” – „O, niech Pan na mnie ześle taką plagę!”) brzmi w jego ustach zabawnie. O tej kreacji aktorskiej nie waham się pisać w superlatywach: mistrzowsko oddana została w niej charyzma i złożoność osobowości bohatera. Jego wewnętrzna energia przejawia się bowiem z jednej strony w zachowywaniu humoru wbrew okolicznościom czy w płomiennych dyskusjach, jakie toczy ze Stwórcą ów domorosły wioskowy filozof, z drugiej natomiast w surowym usposobieniu (gdy krzyknie, trudno się dziwić przestrachowi córek). Z założenia Tewjego nie da się nie lubić – za poczucie godności pomimo biedy, za bystre, aforystyczne komentarze, wreszcie za wzruszającą pieśń skierowaną do córki Chawy (Iza Wacławek) po jej ucieczce. „Z założenia”, ale do charakterystyki postaci wyłaniającej się z libretta Kłaptocz dodaje jakąś promienność, manifestującą się w uśmiechu, niuansach mimiki i gestów, które miałam szczęście obserwować z drugiego rzędu widowni (notabene, w porównaniu z realizacją „Skrzypka…” na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni ta wywarła na mnie większe wrażenie, zapewne właśnie dzięki możliwości przyjrzenia się detalom gry aktorskiej oraz dzięki bardziej kameralnej scenie, potęgującej doznanie współuczestnictwa).

Komplementując aktorów, nie można pominąć Anny Paprzycy jako żony Tewjego Gołdy – na co dzień oschłej, steranej harówką gospodyni, w której jednak drzemią pokłady czułości (duet „Czy mnie kochasz?”, scena z kieliszkami otrzymanymi przed laty we wianie). Jeśli chodzi o córki protagonisty, przykuwa uwagę uroczy, zadziwiająco dojrzały sopran Hudel, niestety grająca ową rolę Aleksandra Hladík wydaje się w partiach mówionych mocno stremowana. Swoją drogą, w zasadzie cały zespół Sceny Polskiej objawił duże zdolności wokalne; także więc pod tym względem omawiana interpretacja stoi na wysokim poziomie, a przecież siłę napędową „Skrzypka…” stanowią znakomite songi – solowe (np. „Gdybym był bogaty”) i zbiorowe („Tradycja”, „By żyć!”) – na których rozpięta jest fabuła. Warto tu zatem wspomnieć o opiekunie i korepetytorze muzycznym Andrzeju Molinie, czuwającym nad tym aspektem wraz ze Zbigniewem Siwkiem.

Spośród aktorów trzeba wymienić jeszcze Joannę Litwin jako najstarszą córkę Cajtel, Lidię Chrzanównę, czyli odtwórczynię charakterystycznej, przerysowanej postaci swatki Jente, oraz Grzegorza Widerę, który przekonująco wcielił się w zahukanego i niezaradnego, ale poczciwego krawca Motla. Dobrym duchem przedstawienia można zaś nazwać Karola Suszkę (nestora Sceny Polskiej i byłego dyrektora teatru), który w 2019 roku świętował 60-lecie (!) pracy scenicznej, a któremu w musicalu przypadła rola – jakżeby inaczej – mentora i najwyższego autorytetu społeczności, czyli rabina. Należy też nadmienić, że jako skrzypek występuje Iwona Bajger (pełniąca ponadto funkcje asystenta reżysera i suflera); oczywiście ze sztuczną brodą i udająca grę na instrumencie, czego akurat nie uznaję za fortunne rozwiązanie, bo ujmuje to angażującą emocjonalnie fabułę w cudzysłów umowności.

Umowność stanowi natomiast atut scenografii stworzonej przez Jaroslava Milfajta. Oryginalna była wzorowana na onirycznym malarstwie Marca Chagalla i tutaj również wyraźne są te inspiracje – choćby w symbolicznych makietach domów o krzywych oknach, które lekko odrealniają miasteczko (co nie znaczy, że czynią je mniej rzeczywistym, raczej: uniwersalizują ową przestrzeń, a zarazem nadają jej cechy miejsca z wyobraźni, bo już nieistniejącego). Skądinąd makiety te ożywia operowanie światłami dostosowanymi do poszczególnych scen. Inne elementy scenografii i rekwizyty także ograniczono do minimum, zgodnie z ideą tego musicalu, w którym nacisk położony jest na libretto, a nie na feeryczność. Niemniej na uwagę zasługują kostiumy powstałe pod okiem Marty Roszkopfovej – mimo skromności ubiory mieszkańców Anatewki są pieczołowicie wykonane i urozmaicone. Każdy kobiecy strój wygląda nieco odmiennie, a zarazem odzwierciedla dążenie właścicielki do ładnej prezencji (np. chustki dziewcząt tworzą komplety z fartuszkami).

Gdy patrzy się całościowo na inscenizację, nie sposób przemilczeć kwestii choreografii, za którą odpowiada Gabriela Klusáková. Sceny zbiorowe wydają się przemyślane i zróżnicowane, znów zatem muszę polemizować z recenzentką „Zwrotu”, twierdzącą: „[U]kład do każdej piosenki był praktycznie taki sam (pomijając taniec z butelkami i taniec w parach na weselu), a aktorzy z rękami wiecznie sztywno uniesionymi w górę sprawiali wrażenie, jakby taniec nie przynosił im żadnej radości” (Stonawska 2021). Owszem, jest on raczej mało spontaniczny, ale kluczowy okazuje się właśnie kontrast między tymi tradycyjnymi, skonwencjonalizowanymi ruchami a przewrotem (lub wręcz skandalem) w postaci nowoczesnego, żywiołowego tańca, w którym wyznawca postępowych idei, student Perczyk (Kamil Mularz), obejmuje niepoślubioną sobie dziewczynę. Wypada też napomknąć o hołubcach wywijanych przez młodych Ukraińców.

Podobnie energiczny był aplauz publiczności, która zgotowała wykonawcom owacje na stojąco (entuzjastyczne, pełne zachwytu komentarze pojawiły się też na facebookowym profilu Teatru Cieszyńskiego pod zdjęciami z premiery). Gdy ucichły oklaski, głos zabrał kierownik artystyczny Sceny Polskiej Bogdan Kokotek, który podkreślił, że po długiej przerwie wywołanej pandemią wszyscy mają ogromną nadzieję na ponowne regularne spotkania aktorów i widzów, będące wszak istotą teatru. W bieżącym sezonie polski zespół oprócz „Balladyny” planuje jeszcze premiery farsy „Prywatna klinika”, „Betlejem polskiego” Lucjana Rydla, „Domu otwartego” Michała Bałuckiego, „Naszego miasta” Thorntona Wildera i „Czarownic z Salem” Arthura Millera. Na zakończenie Kokotek oświadczył: „Przyrzekamy, że będziemy się starać, by było warto do nas przychodzić”. Niewątpliwie w przypadku „Skrzypka na dachu” starania te uwieńczył sukces. Choć w spektaklu syn rabina (Marcin Kaleta) zauważa z żalem: „Ludzie przejeżdżający przez Anatewkę nie wiedzą nawet, że tu byli”, pobyt w Anatewce wykreowanej przez Scenę Polską Teatru Cieszyńskiego zapewne zapadnie widzom w pamięć na długo.

LITERATURA:

(KS) [Stonawska K.], „Skrzypek na dachu – recenzja”. 10.09.2021, „Zwrot. Miesięcznik PZKO w Republice Czeskiej”, https://zwrot.cz/2021/09/skrzypek-na-dachu-recenzja/?fbclid=IwAR2Je0XBGOf13sK0WUomkBDfB6EWnbKE33wzRpzZZ5IsMadQg6N_Wm8WFCA [dostęp: 15.09.2021].

„Wiadomości w języku polskim”. 5.09.2021, Česká Televize 1, https://www.ceskatelevize.cz/porady/10000000043-wiadomosci-w-jezyku-pol-skim/221251000380052/?fbclid=IwAR3xQFhE611s2BDF4366uMJR9Yuc_v5_fH7PqsRogwfKQYB07EBExrHw4GE [dostęp: 21.09.2021].

Wyszogrodzki D.: „Ale musicale! Złote stulecie 1918–2018”. Warszawa 2018.
Skrzypek na dachu”. Reżyseria: Petr Kracik. Muzyka: Jerry Bock. Teksty piosenek: Sheldon Harnick. Tekst polski: Antoni Marianowicz. Scenografia: Jaroslav Milfajt. Kostiumy: Marta Roszkopfová. Choreografia: Gabriela Klusáková. Premiera: 4.09.2021 r., Scena Polska Těšínského Divadla w Czeskim Cieszynie.