ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 marca 5 (437) / 2022

Antoni M. Kosobucki,

CIERPIENIE I UPOKORZENIE ('OSKARŻONY')

A A A
Jednym z najpoważniejszych tematów, jakie można poruszyć w jakimkolwiek rodzaju twórczości, jest temat gwałtu. To bezdyskusyjnie jedna z najgorszych rzeczy, które mogą spotkać człowieka. Do tematyki gwałtu należy podchodzić ostrożnie, co nie oznacza, że nie należy tego robić wcale. Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że nawet trzeba o takich trudnych sytuacjach dyskutować, żeby zwrócić uwagę opinii publicznej na dane zjawisko. W dyskurs dotyczący wykorzystania seksualnego wpisuje się właśnie „Oskarżony” Yvana Attala, znanego z takich filmów, jak „Świat bez litości” czy „Porwanie”.

Historia rozpoczyna się w momencie przybycia do Francji studenta amerykańskiego uniwersytetu Stanforda, Alexandra Farela. Jest on synem Jeana, wybitnego konsultanta, oraz eseistki feministycznej, Claire. Do kraju wraca, by uczestniczyć w ceremonii nadania ojcu państwowego odznaczenia. Spotykając się z matką, ma okazję poznać jej nowego partnera życiowego, Adama Wizmana, oraz jego córkę, Milę. Za namową matki zabiera dziewczynę ze sobą na imprezę, organizowaną przez jego znajomych. Następnego dnia do jego drzwi puka policja; okazuje się, że Alexander jest oskarżony o gwałt na Mili.

Film nie skupia się wyłącznie na odczuciach dwojga bohaterów, których sprawa dotyczy. W trakcie seansu możemy doświadczyć tego, jak takie zdarzenie jak gwałt może wpłynąć na życie innych osób, w szczególności rodziców tych młodych ludzi. Rodzice Alexandra nie chcą wierzyć w jego winę, natomiast rodzice Mili starają się ją wspierać w walce o sprawiedliwość i odzyskanie równowagi emocjonalnej. Związek Claire i Adama nie może w tej sytuacji być kontynuowany, a między dwoma małżeństwami dochodzi do spięć. W filmie nie brakuje scen konfliktów, a z każdej z nich wydziera się wiele emocji. Jest to zasługa znakomitej gry aktorskiej: możemy doświadczyć poczucia bezradności i przerażenia, kiedy widzimy na ekranie Bena Attala, bólu i upokorzenia, obserwując Suzanne Jouannet, czy frustracji i desperacji, przyglądając się Pierre’owi Arditiemu. Każdy aktor oraz każda aktorka dali z siebie wszystko, kreując postacie, których emocje rozumiemy i współodczuwamy je z nimi.

W „Oskarżonym” pojawia się motyw ruchu #MeToo, który został zapoczątkowany w 2017 roku (sam hashtag ma jednak dłuższą historię). Ruch ten zwraca uwagę na problem molestowania seksualnego i gwałtów na kobietach, co w kontekście filmu może być sygnałem, że należy uwierzyć Mili, a tym samym założyć winę Alexandra i nastawić się do niego negatywnie. Sam zresztą przyłapałem się na tym, że w pewnych momentach stawałem za Milą i liczyłem na surową karę dla Alexandra. Tutaj jednak chciałbym wspomnieć o antyruchu wobec #MeToo – #HimToo. Odnosi się on do fałszywych oskarżeń o gwałt kierowanych wobec mężczyzn. Wspominam o tym nie bez powodu, bo chociaż tego hashtagu nie uświadczymy w samej opowieści, narracja zostaje poprowadzona w taki sposób, że… nie będziemy przez cały czas wierzyć w winę młodego studenta. Powiem więcej, na samym początku historii można odnieść wrażenie, że jest on wręcz fałszywie oskarżony! Po czym następuje zmiana perspektywy i nagle jednak myślimy: „A może jednak dziewczyna ma rację? Może Alexander stara się wybielić, wyprzeć to, co zrobił?”. W tej niejednoznaczności tkwi siła filmu. Możemy się zapoznać z dwoma sposobami postrzegania sytuacji, zarówno ofiary, jak i domniemanego gwałciciela. Dzięki takiemu zabiegowi możemy się utożsamić z każdym z nich, zrozumieć punkty widzenia i wyrobić sobie własną ocenę. „Oskarżony” nie jest prostym filmem moralizatorskim, oferuje widzom nie tylko rozrywkę, ale też pozostawia ich z dogłębnymi przemyśleniami na temat postrzegania sprawców oraz ofiar.

Film pozwolił mi zrozumieć jedną rzecz. Potęgę ciszy. W trakcie seansu – nie stanowi to chyba większego zdradzenia fabuły – trafimy wreszcie na salę sądową, gdzie będzie odbywać się rozprawa i będziemy mogli zapoznać się zarówno z wersją zdarzeń Mili, jak i Alexandra. Nie słychać wtedy żadnej muzyki. Pozwala to wybrzmieć słowom bohaterów, i nie chodzi tylko o sam ich dźwięk, to oczywiste. Odnosiłem wtedy wrażenie, że te postacie mówią bezpośrednio do mnie, zwierzają mi się. Cisza kreowała pewną aurę intymności, której nie sposób dokładnie wyrazić słowami. Tego trzeba samemu doświadczyć. Jeżeli zaś chodzi o samą muzykę – udźwiękowienie jest poprawnie dobrane do każdej sceny. Ścieżka dźwiękowa dobrze oddaje klimat wydarzeń, które mają miejsce na ekranie, ale na mnie jednak nie wywarła takiego wielkiego wrażenia. Jest po prostu poprawna.

„Oskarżony” Yvana Attala to film, który skłania do refleksji. Dotykając takiego wrażliwego tematu, potrafi to zrobić z szacunkiem i delikatnością, jednocześnie jednak, paradoksalnie, być przy tym dosadnym. Za największy plus filmu uważam niejednoznaczność w ocenie tego, co się wydarzyło. Nietrudno byłoby napisać opowieść potępiającą gwałt, to w moim odczuciu nie stanowi większego wyzwania. O wiele trudniej stworzyć dzieło, które nie daje nam, widzom, jednoznacznej odpowiedzi na temat tego, jak powinniśmy tego typu sytuacje oceniać. Yvanowi Attalowi ta sztuka się jednak udała.
„Oskarżony” („Les choses humaines”). Reżyseria: Yvan Attal. Scenariusz: Yvan Attal, Yaël Langmann. Obsada: Ben Attal, Suzanne Jouannet, Charlotte Gainsbourg, Pierre Arditi, Audrey Dana, Mathieu Kassovitz, Marie-Bénédicte Roy. Francja 2021, 138 min.