ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 marca 6 (438) / 2022

Magdalena Malinowska,

CZARNY FEMINIZM I POCZĄTKI MYŚLI INTERSEKCJONALNEJ (ANGELA Y. DAVIS: 'KOBIETY, RASA, KLASA')

A A A
Angela Y. Davis to amerykańska czarna feministka, aktywistka i działaczka społeczna. Urodzona w latach 40. w Stanach Zjednoczonych, wychowała się w społeczeństwie podzielonym rasowo i wyraźnie odczuła swoją inność w stosunku do białych współobywateli. Rasizm, którego doświadczała od najmłodszych lat, głęboko wpłynął na jej myśl intelektualną i walkę polityczną, kształtując jednocześnie jej wrażliwość nie tylko wobec Czarnych, ale wszystkich grup wykluczonych i marginalizowanych. Zaangażowana najpierw w ruch socjalistyczny, a później komunistyczny, Davis walczyła i nadal walczy na rzecz praw Afroamerykanów, w szczególności zaś czarnych kobiet.

Miesiąc temu ukazała się w języku polskim książka jej autorstwa zatytułowana „Kobiety, rasa, klasa”. Nareszcie, chciałoby się powiedzieć, bo jej amerykańska premiera miała miejsce czterdzieści lat temu, w 1981 roku. Gdy weźmie się pod uwagę odstęp czasowy między oryginałem a przekładem, myśl Davis zaskakuje swoja aktualnością, i to zarówno w stosunku do rzeczywistości polskiej, jak i amerykańskiej. Autorka przedstawia historię społeczeństwa amerykańskiego od czasów niewolnictwa po współczesność z punktu widzenia grup społecznych zwykle pomijanych, to jest osób czarnych, ubogich, robotników i kobiet. Tym samym wypełnia lukę w badaniach historycznych i społecznych, oddając głos tym, którzy od dawna są go pozbawiani.

Davis wychodzi od sytuacji kobiet w czasach niewolnictwa. Zauważa, że najważniejszym aspektem ich życia była niewolna praca, głównie na polach, a nie, jak się zwykło przyjmować, w roli sprzątaczek i gospodyń w domach właścicieli plantacji. Co ważne, nie dość, że podlegały one takiemu samemu uciskowi co niewolni mężczyźni, to dodatkowo były wykorzystywane seksualnie przez białych plantatorów – miało to na celu zarówno darmowe uzupełnianie populacji niewolników, jak i ułatwianie ich wyzysku ekonomicznego. Zatem sytuacja niewolnic odbiegała znacznie od obowiązującego wtedy wzorca żony i matki rozpropagowanego przez ideologię kobiecości, co przeczy powielanej przez wielu autorów tezie o rzekomym matriarchacie obowiązującym w społecznościach niewolników. Owszem, prace domowe miały w nich duże znaczenie, ale dotyczyło to w takim samym stopniu kobiet, jak i mężczyzn. Podział zadań według płci nie miał wśród niewolników charakteru hierarchicznego, można więc śmiało stwierdzić, że panujące wśród nich stosunki społeczne przyjmowały egalitarny charakter. Kobiety angażowały się także w różne formy oporu wobec niewolniczej rzeczywistości, takie jak organizowanie buntów, ucieczki czy potajemną naukę czytania i pisania. Dzięki temu wykształciły pewne cechy osobowości, które odróżniały je od współczesnych im białych kobiet.

Dalej Davis skupia się na XIX-wiecznym ruchu abolicjonistycznym, w który dość licznie zaangażowały się białe kobiety. Jako wytłumaczenie tego zjawiska autorka podaje obniżenie pozycji kobiet w społeczeństwie spowodowane industrializacją gospodarki i zanikiem gospodarki domowej, w której obowiązki kobiety były równie istotne dla przetrwania rodziny, co praca mężczyzny. Ta zmiana uderzyła głównie w białe dobrze sytuowane kobiety, jednak zyskały one tym samym czas wolny, dzięki któremu mogły zawalczyć o prawo do edukacji i pracy zawodowej. Jednocześnie uznawały małżeństwo za formę zniewolenia, co spowodowało pojawienie się solidarności z niewolnikami i zawiązanie się sojuszu między ruchem na rzecz wyzwolenia Czarnych a ruchem o prawa kobiet. Niestety pierwszy z ruchów nie był wolny od seksizmu, przez co kobiety popierające go zaczęły się samodzielnie organizować, zakładając kobiece towarzystwa abolicjonistyczne. Wśród działaczek warto wymienić takie nazwiska jak Lucretia Mott czy Sarah i Angelina Grimké. Udział w kampanii był dla białych kobiet ważnym doświadczeniem, bo dał im możliwość sprawdzenia się w walce politycznej i nabrania świadomości własnego ucisku, co wykorzystały następnie do walki o swoje prawa.

To właśnie na tej walce Davis skupia się w dalszej części. Zaczyna od postaci znanej osobom, którym nieobca jest historia feminizmu, czyli Elizabeth Cady Stanton i zorganizowanego przez nią w 1848 roku zjazdu w Seneca Falls, na którym podniesiona została po raz pierwszy kontrowersyjna na te czasy kwestia nadania kobietom praw wyborczych. Choć działalność Stanton uzmysłowiła społeczeństwu wagę tego zagadnienia, to zapoczątkowany przez nią ruch reprezentował wyłącznie białe kobiety z klasy średniej, pomijając całkowicie doświadczenia Czarnych i robotnic. Te ostatnie prowadziły walkę o poprawę własnego losu jeszcze przed narodzinami ruchu sufrażystek, jednak ich działania zostały zupełnie zignorowane przez ruch kobiecy. Klasizm i rasizm tego ruchu obnażyła na pierwszym Krajowym Konwencie Praw Kobiet z 1850 roku czarna robotnica Sojourner Truth, która pytając kilkakrotnie: „Czy nie jestem kobietą?”, domagała się włączenia w ruch marginalizowanych grup kobiet. Niestety sufrażystki pozostały głuche na jej głos, co w pierwszej chwili zaskakuje, jeśli wziąć pod uwagę ich wcześniejsze zaangażowanie w ruch abolicjonistyczny. Jednak Davis pokazuje, jak cały ruch stopniowo odcinał się od walki o prawa Czarnych, widząc w niej zagrożenie dla własnych celów politycznych. Z czasem solidarność zastąpił argument o „innych korzyściach” ważniejszych od walki z rasizmem – argument ten umożliwił stopniowe upowszechnienie się rasizmu wśród białych sufrażystek, a z czasem retoryka białej supremacji posłużyła za uzasadnienie konieczności nadania kobietom praw.

Liderkom ruchu kobiecego wydawało się, że zwycięstwo Unii w wojnie secesyjnej uwolniło Czarnych od niewolniczego systemu i zrównało ich z białymi kobietami. W rzeczywistości niewolnictwo zmieniło tylko oblicze. System przymusowego wynajmu więźniów spowodował, że Czarni byli masowo aresztowani i wykorzystywani w charakterze przymusowych robotników, co stanowiło zakamuflowaną formę niewolnictwa. Niegdysiejsi niewolnicy nie tylko byli nadal uciskani przez system kapitalistyczny, ale jeszcze padali ofiarami motywowanej rasistowsko przemocy. Konflikt został w rzeczywistości z premedytacją zaaranżowany przez klasę kapitalistów, którzy celowo doprowadzili do powstania sztucznych podziałów rasowych, by skanalizować wrogość białych pracowników wobec pracodawców. Jednym z najbardziej bulwersujących zjawisk był „mit czarnego gwałciciela” wykreowany około 1870 roku przez siły polityczne jako usprawiedliwienie dla coraz liczniejszych linczów. Spowodował on nie tylko masowe mordy dokonywane na Czarnych (i to zarówno mężczyznach, jak i kobietach!), ale też spadek poparcia dla ich sprawy. Wiele czarnych kobiet zaangażowało się w kampanię na rzecz zakazania linczów, ale udało im się odnieść sukces dopiero wtedy, kiedy w ich działania zaangażowały się także białe kobiety. Mit ten odrodził się w latach 70. XX wieku i jest żywy również współcześnie. Częściowo bierze się on z utożsamiania „typowego gwałciciela” z „gwałcicielem z akt policyjnych”, przy czym pomija się fakt, że zaledwie niewielki odsetek gwałtów zostaje zgłoszony na policję. Tym samym rasistowska wizja czarnego mężczyzny jako predatora czyhającego na białe kobiety jest stale podtrzymywana w świadomości społecznej.

Po zniesieniu niewolnictwa nie zmieniła się też sytuacja czarnych kobiet. Były one zatrudniane głównie w służbie domowej i jak wcześniej często padały ofiarą napastowania ze strony pracodawcy. Co więcej, pracę służebną najtrudniej było objąć działalnością związkową, przez co niemalże niemożliwa okazywała się poprawa sytuacji pracownic. Jeszcze do lat 40. XX wieku organizowano „targi niewolników”, na których bogate gospodynie domowe werbowały pracowników na służbę. To wyjaśnia, dlaczego białe feministki nie widziały ucisku czarnych kobiet czy służących (co właściwie było synonimem): same je wyzyskiwały, korzystając z ich pracy. Szczęśliwie zdarzały się też przypadki prawdziwej solidarności międzyrasowej, przede wszystkim wśród białych nauczycielek, które po wojnie secesyjnej wyjeżdżały na Południe, by ramię w ramię ze swoimi czarnymi siostrami walczyć na rzecz wykorzenienia analfabetyzmu wśród Czarnych. Było to trudne zadanie ze względu na opór białych i prawa utrudniające Czarnym dostęp do edukacji, a nie z powodu braku predyspozycji Czarnych do rozwoju intelektualnego, jak próbowali przekonywać rasiści. Wręcz przeciwnie, dla ogółu byłych niewolników wolność stanowiła synonim nie tylko posiadania ziemi i prawa głosu, ale przede wszystkim dostępu do edukacji.

Wobec braku zainteresowania białych kobiet sytuacją ich czarnych sióstr i robotnic, kobiety z klas marginalizowanych rozpoczęły samotną walkę o swoje prawa. Już w XIX wieku ruch robotnic domagał się „równej płacy za jednakową pracę” (postulat podnoszony również przez współczesne feministki!), i choć początkowo był on sceptyczny wobec walki o prawa wyborcze, z czasem się to zmieniło. Również czarne kobiety zaczęły organizować się w odpowiedzi na przemoc (falę linczów i molestowania seksualnego), domagając się poprawy swojej sytuacji i prawa głosu. Umożliwiło to zaangażowanie kobiet w ruch socjalistyczny, a następnie komunistyczny od początku XX wieku. 8 marca 1908 roku socjalistki zorganizowały w Nowym Jorku masową demonstrację poparcia dla sufrażyzmu – rocznica tego wydarzenia jest obchodzona jako Międzynarodowy Dzień Kobiet, choć współcześnie często zapomina się o genezie tego święta. Spośród działaczek najbardziej zaangażowanych w walkę o prawa wszystkich grup dyskryminowanych w amerykańskim społeczeństwie warto zapamiętać takie nazwiska jak Lucy Parsons, Ella Reeve Bloor, Anita Whitney, Elizabeth Gurley Flynn czy Claudia Jones. Co ciekawe, białe sufrażystki, choć same były solidarne nie z innymi kobietami, a z mężczyznami ze swojej klasy społecznej, nie cieszyły się ich poparciem, w przeciwieństwie do robotnic i czarnych kobiet, które od początku miały wsparcie ze strony swoich mężczyzn. Najwybitniejszym orędownikiem równouprawnienia kobiet był zresztą czarny intelektualista W.E.B. Du Bois.

W dalszej, bardziej współczesnej części książki, Davis słusznie zauważa, że fundamentalnym warunkiem emancypacji kobiet są prawa reprodukcyjne. Kampania na ich rzecz narodziła się już w XIX wieku z pojawieniem się postulatu „dobrowolnego macierzyństwa”. Jednak przez długi czas kobiety czarne, ubogie i imigrantki były bardzo sceptyczne wobec tej walki. Davis tłumaczy, że stało się tak, ponieważ białe feministki zignorowały historyczne doświadczenie tych grup kobiet. Postulat utrzymania czystości rasowej społeczeństwa amerykańskiego doprowadził do masowych przymusowych sterylizacji ubogich kobiet (robotnic, imigrantek, Czarnych i Rdzennych Amerykanek). Davis podaje, że tylko w 1972 roku rząd federalny sfinansował od 100 do 200 tys. sterylizacji – dla porównania, przez cały okres trwania Trzeciej Rzeszy przeprowadzono ich 250 tys.! (zob. s. 321). Tym samym prawo uprzywilejowanych stało się w Stanach Zjednoczonych obowiązkiem biednych. Po raz kolejny ruch feministyczny całkowicie zignorował doświadczenie i rzeczywistość współobywatelek niemieszczących się w grupie białych kobiet z klasy średniej. Podobnie było w kampanii na rzecz wynagrodzenia za pracę domową, który narodził się we Włoszech w latach 70. XX wieku. Davis polemizuje z tezami liderki tego ruchu, Mariarosy Dalla Costy, argumentując, że wypłacanie gospodyniom domowym pensji z budżetu państwa umocniłoby tylko domowe niewolnictwo. Zauważa również, że to rozwiązanie nie spowoduje zniesienia opresji kobiet ani nie poprawi ich sytuacji. Jedyną drogą emancypacji są według niej uspołecznienie obowiązków domowych i praca zarobkowa w godziwych warunkach. Przy tej okazji pojawia się być może jedyny w całym tekście anachronizm, kiedy Davis pisze: „Praca domowa rozumiana jako kobiecy obowiązek wykonywany za pomocą prymitywnych środków technicznych zbliża się być może do swojego historycznego kresu” (s. 329). W XXI wieku, pomimo rozwoju technologii i pojawienia się licznych gadżetów użytecznych w wykonywaniu obowiązków domowych, statystyki pokazują, że nadal jest to obowiązek w przeważającej mierze kobiecy (zob. cbos.pl) i nic nie zwiastuje, by sytuacja ta miała się zmienić.

Na końcu książki znajduje się posłowie autorstwa profesorki Małgorzaty Fidelis, która zarysowuje biografię Davis, przybliża jej walkę na rzecz poprawy sytuacji grup dyskryminowanych oraz okoliczności powstania „Kobiet, rasy, klasy”. Posłowie to stanowi świetne dopełnienie tekstu Davis i pozwala lepiej zrozumieć jej spojrzenie na poruszane w książce zagadnienia. Choć pewne treści są redundantne, a inne wydają się trochę oderwane od reszty wywodu, to całość czyta się szybko i z dużym zaangażowaniem.

„Kobiety, rasa, klasa” jest jedną z prekursorskich pozycji czarnego feminizmu czy szerzej feminizmu trzeciej fali, zwłaszcza zaś podejścia intersekcjonalnego. Pojęcie intersekcjonalności ukuła wprawdzie kilka lat później inna czarna feministka, Kimberlé Williams Crenshaw, na oznaczenie zjawiska nakładania się różnych form dyskryminacji (np. ze względu na płeć, kolor skóry, pochodzenie etniczne, orientację seksualną, wiek, itp.), jednak jego duch stale przenika myśl Davis, która, choć nie nazywa tego w ten sposób, zwraca uwagę na wzajemne wzmacnianie się kwestii płciowych, rasowych i klasowych.

Na początku pisałam, że książka Davis jest zadziwiająco aktualna – i podtrzymuję tę tezę. Ruch „Black Lives Matter” w Stanach Zjednoczonych obnażył skalę amerykańskiego rasizmu i brutalności policji, których źródeł doszukać się można w nakreślonej przez Davis historii. Również w polskiej rzeczywistości możemy odnaleźć problemy, które autorka zauważa już u zarania ruchu feministycznego. Mam tu na myśli przede wszystkim naszą rodzimą wersję feminizmu liberalnego, który często zapomina o kobietach ubogich i wykluczonych, traktując je protekcjonalnie czy wręcz wyzyskując, o czym mogą chociażby świadczyć kontrowersje związane ze złym traktowaniem ochroniarek na Kongresie Kobiet z 2018 roku (zob. Świetlik 2018). Dlatego tak ważna i aktualna jest refleksja Davis, że „ilekroć grupy angażujące się w walkę działały solidarnie i wspólnie sprzeciwiały się systemowi globalnego kapitalizmu, osiągały zamierzone cele” (czwarta strona okładki). Pozostaje mieć nadzieję, że z opowieści Davis wyciągniemy lekcję i w końcu solidarnie postawimy się wszelkim formom opresji.

LITERATURA:

„Kobiety i mężczyźni w domu”. https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2018/K_127_18.PDF.

Świetlik M. [2018]: „Świetlik: Na zapleczu Kongresu Kobiet. »Ochroniarka nie mogła usiąść, chociaż obok stało krzesło«”. https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,161770,23564498,swietlik-na-zapleczu-kongresu-kobiet-ochroniarka-nie-mogla.html#BoxOpinionImg.
Angela Y. Davis: „Kobiety, rasa, klasa”. Przeł. Dariusz Żukowski. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2022.