ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (449) / 2022

Kamila Czaja,

GATUNEK ZASZACHOWANY (BARBARA SADURSKA: 'CZARNY HETMAN')

A A A
już chcę zrobić ruch
aż tu nagle
mój profesor mówi:
– trzeba umieć wygrać w szachy
bez użycia
rąk.

Ewa Lipska: „Nauka” (Lipska 1986: 28)
„Mapa” Barbary Sadurskiej była w 2019 roku wyjątkowym debiutem. Jak rzadko dziś, trudnym porównawczo, sprytnie wymykającym się łatwemu chwytowi, że autorka pisze trochę jak X czy Y z domieszką stylu Z. Niedającym się przyszpilić gatunkowo (powieść, opowiadania, coś pomiędzy?), zwięzłym i równocześnie mieszczącym tyle miejsc i czasów, eliptycznym, ale i zwyczajnie czytelniczo wciągającym. „Mapa” rodziła pytanie – już nie tak wyjątkowe, bo dotyczące każdego mocnego debiutu – co dalej. Dalej właśnie nastąpiło. Okazuje się, że wydany w tym roku „Czarny hetman” to publikacja także wyraźnie „opowiadaniowa”, ale jednak bardziej powieściowa, nawet krótsza od poprzedniczki. Jest też na tle „Mapy” poznawczo łatwiej uchwytna, bardziej oswajalna. Ale tylko na tle „Mapy” – w szerszym planie to nadal skomplikowana, wielowymiarowa książka.

Nie ma głębszego sensu zwykłe streszczanie fabuł poszczególnych rozdziałów. Sadurska ponownie prozę życia, tu na początek krakowską codzienność sfrustrowanego mężczyzny po rozwodzie (czekanie na przyjazd syna, wspomnienia z utraconego związku, odnawianie znajomości z dawnym kolegą, rajdy po knajpach, wypad w góry), „zaprzęga” do służenia niecodziennym dylematom i pytaniom. Tytułowy „Laufer” z pierwszego rozdziału już samą złożoną serbsko-ukraińską tożsamością, skomplikowaną dodatkowo zmienianymi miejscami pobytu, każe myśleć z jednej strony o umowności pewnych kategorii, ale z drugiej o ich przemożnym wpływie na indywidualne losy. Naznaczony pamięcią o ojcu, wojskowym w czasach bałkańskiego konfliktu, prześladowany świadomością także własnej przemocowości, zdystansowany wobec otoczenia pierwszoosobowy bohater snuje narrację, w której szybko zarysowują się powracające potem wątki. I konsekwentnie krąży nad nim widmo śmierci wpisane w język: „Biegłem starą trasą, bulwarem koło Wawelu, po chwili moje ciało przypomniało sobie wszystko, jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżał, jakbym niczego nie przeżył. Jakbym nie przeżył” (s. 7), „Księżyc był już po pełni i malał. Zupełnie jak moje życie” (s. 17). Powracają też, wielojęzycznie, frazy „martwi nie krzyczą”, „martwi się nie liczą”. Krajobraz staje się powidokiem – jako że mowa o wydarzeniach wcześniejszych – ale i zapowiedzią – jako że w „Czarnym hetmanie” ten wątek zostanie dopiero rozwinięty – wojennych zbrodni: „Na zewnątrz sypał śnieg, pokrywając miasto bielą, którą rano zgwałcą koła samochodów” (s. 39).

Pamięć o „Laufrze” przydaje się w rozdziale „Czarny hetman”, gdzie zamiast pierwszoosobowego bohatera-narratora mamy ukrycie się za zdystansowanym „ty” w opowieści o wspomnianym ojcu, wypierającym nawiedzającą go pamięć o popełnionych wojennych okrucieństwach, zmuszonym w odciętym od świata pensjonacie do zmierzenia się z katolickim księdzem: w szachowym pojedynku i w konfrontacji z pamięcią tak inną, bo należącą do ofiary – tyle że drugiej wojny światowej. Z „Czarnego hetmana” bije, tak aktualnie dziś brzmiące w naszej części świata, pytanie, co dla kogo znaczy „przed wojną”. Same uniwersalne moralistyczne przypowieści byłyby jednak zbyt banalnym rozwiązaniem dla bardzo dobrej autorki. Sadurska podsuwa je więc z odpowiednim zachowaniem proporcji między detalem codzienności a „wielkimi tematami”. Przykład, który mnie ujął, znaleźć można w jednym z późniejszych rozdziałów, w „Skoczku”, gdy położenie syna i wnuka, czternastoletniego Stefana, wrzuconego w dramatyczne okoliczności w już obcym dla siebie kraju, wyrażone zostaje bardzo konkretnie wobec pytania o wiek chłopca: „Musiał w myślach po polsku policzyć od dziesięciu do czternastu, żeby odpowiedzieć” (s. 102). Są jednak w książce rozdziały, którym do przypowieści bliżej.

Wspomniane w „Laufrze” odkrycie szczątków prehistorycznych ludzi znajduje rozwinięcie w przeplatającej współczesne rozdziały, a następnie kończącej całość historii „Pionek”. Tak dalekie – jeszcze dalsze niż w „Mapie” – czasowe wychylenie w przeszłość to najbardziej ryzykowny gest książki. Narracje z punktu widzenia postaci tak wykreowanej zawsze brzmią nieco pretensjonalnie, ale na szczęście autorka nie próbuje na siłę udawać, że można tu oddać codzienność życia tak jak codzienność ludzi w Krakowie XXI wieku, czyni więc z „Pionka” postać bardziej symboliczną, trochę prehistorycznego proroka, innego od otoczenia, nadświadomego nadchodzącego upadku: „Opowiadałem im życie, jakiego by chcieli. Udawałem, że będzie przyszłość” (s. 46), „Wiedziałem, jak to jest przyjść na świat, który nie istnieje. Który już nie istnieje w chwili, kiedy przychodzisz na świat” (s. 93). Wolę bardziej zanurzone we współczesności fragmenty książki, ale nie mogę losom dawnego człowieka odmówić istotnej roli w rozważanych na kartach „Czarnego hetmana” kwestiach przyszłości/jej braku, powtarzalności historii, ponadczasowości zalet i wad (a tych jest tu więcej) naszego gatunku mimo zmieniających się uwarunkowań.

O wyjątkowości „Mapy” i nowej książki Sadurskiej decyduje jednak mniej dobór pytań, a bardziej sposób, w jaki się je zadaje. „Czarny hetman” działa nie tyle przez wprost nazwane problemy i wydarzenia, ile przez niedopowiedzenie i sprzężenie wszystkiego ze wszystkim. Przez powtarzające się frazy, nawracające elementy różnych biografii (jak wojna), zagadkowość towarzyszów (czarny pies i wilk), znaczące miejsca (na przykład mieszkanie ze strychem), artefakty i rytuały – choćby komplet szachów oraz sama gra. Autorka wprawdzie twierdzi, że szachownica ma być po prostu nośnikiem pamięci i źródłem wojennych terminów, a znajomość reguł nie jest tu istotna (zob. player.fm), ale wobec tytułu książki i tytułów rozdziałów, wobec rozpisanych w tekście szachowych partii aż chciałoby się znać temat lepiej i jednak móc chociaż spróbować ten motyw mocniej zinterpretować po lekturze. Zwłaszcza że przenośny potencjał akurat tej gry w mówieniu o życiu i śmierci – by wspomnieć tylko Bergmanowską „Siódmą pieczęć” czy „Naukę” Ewy Lipskiej” – wydaje się nie do pominięcia, zwłaszcza w książce operującej diagnozami podsuwającymi metaforyczny sens: „Jeden przeoczony pionek może cię zmusić do odwrotu i zdecydować o losach gry” (s. 73), „Z pionka może wyrosnąć hetman. Trzeba zachować czujność” (s. 73), „Następuje wymiana. Każdy zna swoją rolę. On, bo jest księdzem, ty – bo jesteś żołnierzem. Bezbłędnie powtarzacie gesty ofiarowania, gotowi zabijać swego boga i swego wroga w nieskończoność” (s. 71). Trzeba jednak zauważyć, że Sadurska dość przewrotnie odchodzi od „konserwatywnych” kulturowych rozgrywek, czy też raczej traktuje je równolegle z nośnikami rodem z nowego, cyfrowego świata. Wojnę opowiada się bowiem w „Czarnym hetmanie” także przez grę komputerową Stefana, w której odbijają się – jak to w prozie tej autorki, na niewyjaśnionej do końca zasadzie – zbrodnie dziadka.

„A tym masz kogoś wymyślonego, tato?” (s. 9). To jeden z wariantów padającego w książce pytania, które otwiera kolejny już temat: rangi wyobrażonego, zatartej różnicy między „realnym” a „wymyślonym” – które tu, jak wspomniana gra komputerowa, nabiera bardzo realnych kształtów, podczas gdy rzekoma „realność” często okazuje się krucha i spreparowana z przekonań i przekłamań. Żonglowanie osobami („ja”, „ty”, „on”) wskazuje dodatkowo na możliwość opowiadania zdarzeń z różnej perspektywy – możliwość ciekawszą niż częstsze w prozie przechodzenie między kilkoma narratorami pierwszoosobowymi.

Tak krótka pozycja, a już widać, jak gęsta. Nie sprawia jednak przy tym „Czarny hetman” wrażenia lekturowej ciężkości, mimo niewątpliwego ciężaru tematów. Dla Sadurskiej to książka o pamięci, dla rozmawiającej z pisarką Anny Karczewskiej – o determinizmie losów (zob. player.fm), dla mnie – chyba głównie o przyszłej/dziejącej się/przeszłej śmierci. Indywidualnej i masowej. Oczywiście w „Czarnym hetmanie” czyjaś przyszła śmierć dla kogoś innego będzie już przeszła; a co ciekawe, i widoczne w przytoczonych już cytatach z „Laufra” i „Pionka”, często okazuje się po marquezowsku zapowiedziana. Z kolei w „Skoczku” pojawia się mocna teza: „To nie jest miasto dla żywych ludzi – powiedział chłopak i szarpnął psa” (s. 119). Wciąż też powraca na kartach książki określanie sytuacji poprzez śmierć, przez diagnozę, że „wtedy jeszcze żyli”/”wtedy już nie żyli”.

W ten sposób skonstruowana sieć połączeń, gra postaciami, wątkami, rekwizytami nie wszystkich w pełni zadowala. „Sadurska w niewielkiej opowieści tak rozkręca karuzelę tajemnic i emocji, że na końcu możemy się poczuć porzuceni i nie do końca przekonani” – uważa Justyna Sobolewska (polityka.pl), a Marek Olszewski ocenia, że „proza Sadurskiej zdaje się więcej obiecywać niż dawać” (czytelniaweb.wordpress.com). Mnie jednak te rozgrywki bez reszty wciągają, blisko jest mi też do przytaknięcia okładkowej zachęcie Karoliny Felberg: „W dobrej literaturze, a taką jest proza Sadurskiej, wszystko, co prawdopodobne, pozostaje w piękny sposób nierozstrzygalne”. Chociaż wciąż wyżej cenię „Mapę”, podążam też za „Czarnym hetmanem”, znów dając się Barbarze Sadurskiej zaszachować.

LITERATURA:

„Barbara Sadurska – »Czarny hetman«”. https://czytelniaweb.wordpress.com/2022/07/16/barbara-sadurska-czarny-hetman/.

„Barbara Sadurska – »Czarny hetman«” [„Normalnie o tej porze” – podcast]. https://player.fm/series/normalnie-o-tej-porze/barbara-sadurska-czarny-hetman.

Lipska E.: „Utwory wybrane (1967–1984)”. Kraków 1986.

Sobolewska J.: „Karuzela emocji”. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/2172041,1,recenzja-ksiazki-barbara-sadurska-czarny-hetman.read.
Barbara Sadurska: „Czarny hetman”. Nisza. Warszawa 2022.