ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lutego 4 (532) / 2026

Kamila Czaja,

KRONIKARZ I PROROK (MARCIN WICHA: 'PROSTE RZECZY')

A A A
Niemal dokładnie w pierwszą rocznicę śmierci Marcina Wichy Wydawnictwo Agora dało nam okazję, żeby tęsknotę trochę uśmierzyć lekturą, ale równocześnie jeszcze mocniej poczuć, że uśmierzać można ją już wyłącznie tym, co znane… „Proste rzeczy” to bowiem zbiór felietonów publikowanych w „Magazynie Świątecznym” „Gazety Wyborczej” w latach 2015-2018 (plus dwa teksty „akcyjne” – o ojcu i babci), uzupełniony rysunkami Wichy dla „Wyborczej”, powstającymi od samych początków istnienia dziennika – tu mój faworyt to muzealny szkielet dinozaura konstatujący: „Nie wiem, co poszło nie tak” (s. 41).

Jeżeli ktoś tych felietonów na bieżąco nie czytał, to kilka zaledwie (doliczyłam się trzech) rozpoznać może z „Nic drobniej nie będzie” i „Gościnnych występów”. Jeżeli ktoś felietony wtedy czytał – powtórka w zbiorczym wydaniu nie zaszkodzi, zwłaszcza że ich lektura dziś to ciekawe doświadczenie. Jak tu z twórczością Wichy – literackie; ale też interesująco rozpięte między zapisem tamtej rzeczywistości, którą momentami trudno, mimo stosunkowej czasowej bliskości, rozpoznać, a futurologią.

W dużej mierze teksty dotyczą designu, jednak pisze felietonista i o innych palących problemach. O gentryfikacji, reformie szkolnictwa, wycince drzew, smartfonach, misiu Paddingtonie jako figurze imigranta… Wiele refleksji Wichy obudziło wspomnienia, chociaż część nawiązań do pierwszej kadencji Prawa i Sprawiedliwości, mimo że tak tym wszystkim wtedy żyłam, musiałam sobie przypominać z pomocą wyszukiwarki (jak zdjęcie prezesa Kaczyńskiego w teatrze, dokładniejsze szczegóły „lex Szyszko”). Ale też zaskakująco wiele w tej kronice z poprzedniej dekady znajdziemy „proroctw” lub co najmniej zwracania już wtedy uwagi na tendencje, które dziś są znacznie silniejsze. I nie chodzi tylko o, oczywiście trafne, przewidywanie z felietonu „Projektowanie rzezi”: „Kiedyś będziemy to wspominać ze zdumieniem” (s. 186).

Garść przykładów. Już we wrześniu 2015, gdy trwał ówczesny kryzys migracyjny, Wicha zauważał: „Jednak uwagę komentatorów zwróciło co innego: uchodźca ze smartfonem. Ten widok utwierdza w niechęci. Budzi podejrzenia” (s. 20). Jakież nasilenie ignoranckich komentarzy na temat rzekomego dobrobytu uciekających przed wojną obserwujemy od lutego 2022. Pisarz przepowiadał też: „Proces gadżetyzacji autorów jest nieunikniony. Przy okazji obserwujemy gadżetyzację książek” (s. 247) i wielokrotnie martwił się znikaniem księgarń – a przecież to przyspieszyło porażająco w kolejnych latach. „Prawdziwym rozwiązaniem naszych dylematów byłyby dobre szkoły publiczne” (s. 178) – wzywał na kilka lat przed pandemią i boomem edukacji prywatnej/domowej. Wykpiwał też artykuły spod znaku „Polacy pokochali” (s. 224) – czyli zjawisko dziś niemal niezauważalne w swojej powszechności, stanowiące jeden tylko z symptomów „contentyzacji” dziennikarstwa – i prymat dyskursu marki nad konkretem: „Opowieści o filozofii, misji oraz idei marki często skrywają fakt, że właściwie nie wiadomo, co my tutaj, do cholery, robimy” (s. 35).

Daleko mi do przypisywania Wisze ezoterycznych talentów – miał po prostu imponującą umiejętność wychwytywania konkretnych, związanych z danym czasem przejawów niezmiennej, mało nieraz chlubnej ludzkiej natury. Trzeba jednak docenić stopień trafności, jak choćby diagnozę na temat Donalda Trumpa postawioną dekadę temu: „To triumf ostentacji. Koniec udawania, że liczy się cokolwiek poza siłą i bogactwem” (s. 168). Na rysunku z 2016 roku Hun Attyla jest wściekły, bo „znów nie został człowiekiem roku” (s. 194); tymczasem ja czytam „Proste rzeczy”, gdy prezydent USA obraża się na Norwegię za brak pokojowego Nobla, a piszę tę recenzję, gdy Ameryka zerwała kontakty z marszałkiem polskiego sejmu, bo się do „należnego” Trumpowi Nobla nie przychylił. A na obrazku z roku 2016, na długo przed zmasowanym atakiem na „uśmiechniętą koalicję”, Święty Oburz, bohater licznych rysunków Wichy, na uśmiechniętą buźkę reaguje: „Zdrajca!” (s. 96).

Wyłaniający się z kart „Prostych rzeczy” obraz Polski i polskości też wymyka się doraźnemu felietonowemu ujęciu stanu na lata 2015-2018. Tak, pewne wizje są bardzo konkretne, jak wychowanie pokolenia rodzimej transformacji podsumowane: „Przypadło nam inne zadanie – ktoś musiał to wszystko kupować. Wywiązaliśmy się rzetelnie. Do dziś bronimy kapitalizmu w sklepie Tiger” (s. 94). Inne mają bardziej ogólny charakter: „Cóż, jako naród mamy ręce po lewej stronie (za to serce po prawej)” (s. 44). Polska to kraj śmiecenia i zdobienia: „Te dwie postawy – »o nic nie dbać« lub »wszystko przyozdobić« – towarzyszą nam przez całe życie” (s. 162). A także kraj – to jedna z moich ulubionych diagnoz, wysnuta przez Wichę na skutek wizyty w pewnej lubelskiej instytucji – gdzie tabliczka „This Way Out” nic nie znaczy, bo tu wychodzi się… wejściem (zob. s. 112).

Jednak wszelkie kronikarsko-prorocze atuty „Prostych rzeczy” nie byłyby atutami wystarczającymi, gdyby językowo nie opracował ich właśnie Wicha. Zmysł codziennej obserwacji to jedno – ale trzeba to wszystko jeszcze ująć w słowa. Mamy tu więc tytuł felietonu „Znaki czasu zastrzeżone”, brzmiący niczym z tomu Stanisława Barańczaka (wszak aż się rymuje z „wszelkie prawa / zastrzelone” z wiersza „Nie”). Mamy wywód, który mógłby być „myślą nieuczesaną” Stanisława Jerzego Leca: „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Ani żałować lasów, gdy płoną wsie. Ani wsi – i tak dalej. Ciekawe, że najczęściej pouczają nas o tym piromani” (s. 130). A do tego choćby „chleb (…) magnat krojony (Jakub Szela poleca)” (s. 232) czy mikroskopijne klony – „pomidorki cherry wśród drzew” (s. 57).

Zbyt łatwo byłoby nie docenić tego, jak sprawnie Wicha pisze. Bo przecież nie wszystkie felietony zawierają przykłady tak spektakularne jak te z powyższego akapitu. Ale paradoksalnie w kwestii tego za małego docenienia „Prostych rzeczy” do pionu podczas lektury postawił mnie… banał. Gdy przeczytałam zdanie: „Żyjemy w cyfrowym świecie, zupełnie różnym od analogowego świata naszych rodziców” (s. 86), pomyślałam, że jest nijakie i mało odkrywcze – a potem uświadomiłam sobie, że wiele publikowanych tekstów składa się głównie z takich zdań, tymczasem u Wichy to jedno uderzyło mnie szczególnie właśnie dlatego, że w jego książce, mimo że złożonej z felietonów, gatunku z założenia przecież mocno doraźnego i powstającego pod presją czasu, banalnych zdań właściwie nie ma.

W „Prostych rzeczach” mocno widać też, że autor nie byłby w nich tak interesujący, gdyby nie był… tak zainteresowany. Niezainteresowanie światem budzi w nim grozę, stąd przestrogi: „Niezainteresowanie czyha na wszystkich, niezależnie od światopoglądu, wykształcenia, miejsca zamieszkania” (s. 205). A od wzbudzonego zainteresowania blisko już do troski i do niezgody. „Troska o szczegół zawsze robi na mnie wrażenie” (s. 17) – wyznaje felietonista w jednym z pierwszych tekstów w zbiorze. Wspominając lata z mężem, Marta Tymowska-Wicha zauważa: „Pisze, bo zawsze się czymś przejmuje” (Tymowska-Wicha 2026: 8), a w posłowiu – jednym z dwóch, bo drugie napisał Tomek Frycz, równocześnie odpowiedzialny w tej pięknie wydanej książce za projekt okładki, opracowanie graficzne i skład – redaktorka tych tekstów z ich gazetowych czasów, Katarzyna Pawłowska-Salińska, tak charakteryzuje podejście Wichy do tematów podejmowanych w felietonach: „Opisane niby z łagodną ironią i dystansem, ale trudno było nie odczuć, jak silna jest niezgoda autora na to, co się działo wokół” (Pawłowska-Salińska 2026: 275).

Cieszmy się, że mamy „Proste rzeczy”. Nie zamierzam się upierać, że to najlepsza książka Wichy, ale zamierzam się upierać, że to bardzo dobry zbiór felietonów, w tej formie ocalonych od rozproszenia, które zawsze przecież zwiększa ryzyko przepadnięcia w ogromie tekstów. Tymczasem szkoda by było, bo to świetnie napisane, celne, płynące z zainteresowania, troski, niezgody fragmenty rzeczywistości. Trochę kronikarskie, trochę prorocze. I gdy ich autor na przykładzie przejścia od telefonów tradycyjnych do komórkowych dowodzi, jak trudno dziś przychodzi rysownikom przekazywanie niektórych treści, i kończy swoje rozważania optymistycznym: „Ale wiecie co? Mimo niedogodności i dystrakcji ktoś to wszystko opisze. I narysuje też” (s. 122), to mam głęboką wątpliwość. Jasne, ktoś opisze i narysuje. Ale co z tego, skoro już nie tak, jak opisywał i rysował Wicha.

LITERATURA:

Pawłowska-Salińska K.: „Skąd się wzięły »Proste rzeczy«”. W: M. Wicha: „Proste rzeczy”. Warszawa 2026.

Tymowska-Wicha M.: „Słyszymy się w tych samych miejscach”. W: M. Wicha: „Proste rzeczy”. Warszawa 2026.
Marcin Wicha: „Proste rzeczy”. Wydawnictwo Agora. Warszawa 2026.