ISSN 2658-1086

1 marca 5 (533) / 2026

Natalia Kaniak,

NOWY POCZĄTEK (BERLINALE 2026)

A A A
Tegoroczne Berlinale upłynęło – szczególnie dla osób, które przyjechały w trakcie jego trwania, obserwując uprzednio festiwal w mediach – pod znakiem kuriozalnej gry pozorów i nieustającego zarządzania kryzysowego. Nasilająca się od kilku lat w Niemczech cenzura, odczuwalna zarówno w programie, komunikatach medialnych festiwalu, jak i pozornej neutralności politycznej organizatorów, poskutkowała wydarzeniem co najmniej niedopracowanym, regresywnym w stosunku do poprzednich edycji i, czego można było się spodziewać, maksymalnie politycznym. Dziennikarze na konferencjach prasowych, przy niezadowoleniu organizatorów, częściej niż o kino pytali twórców o poglądy polityczne i światopogląd, próbując wydobyć z nich konkretne stanowisko – czy to w sprawie Palestyny, Iranu, czy narastającego za oceanem autorytaryzmu. Odpowiedzi aktorów, jury i twórców doskonale odzwierciedlały ich poziom uprzywilejowania, wiedzę o świecie i, co symptomatyczne, pragnienie powrotu do takiego miejsca w historii, w którym na festiwalu filmowym nie wymaga się od gości niczego poza kwiecistym opowiadaniem o technice i inspiracjach w sztuce filmowej. Trudno jednak pytać o to wszystko w mieście, którego główny festiwal przez lata odzwierciedlał jego nastroje i potrzeby społeczne.

Berlinale od wielu lat było żniwami dla selekcjonerów wydarzeń kulturalnych mniejszych niż festiwale klasy A. Impreza miała renomę miejsca nieuciekającego od trudnych tematów, wielowymiarowego i wyznaczającego trendy. Wydarzenie dotowane przez miasto, w którym uliczne protesty tłumione są przez policję i w którym zderza się wiele kultur i mniejszości, zasługuje na adekwatnie zróżnicowany program i organizację pozwalającą na konfrontację ze wszystkimi perspektywami. Wieloletnia praca, jaką jest budowanie tożsamości wydarzenia kulturalnego, skutkuje między innymi tym, że przestaje być ono bytem przynależnym jedynie swoim organizatorom. Staje się elementem miasta, jego mieszkańców i przybywającej z różnych stron widowni. Piszę to chyba w poczuciu bycia oszukaną, zawiedzioną i w gruncie rzeczy złą na siebie, bo impreza ta od wielu lat wydawała mi się przestrzenią zaspokajającą moje potrzeby uczestniczenia w dużej imprezie filmowej, która nie tyle nadąża za tym, co dzieje się na świecie, ile sama wyraźnie zajmuje konkretne stanowisko w najgłośniejszych kwestiach społecznych. W tym roku organizatorzy naiwnie postanowili z tego zrezygnować.

Jako uczestniczka (i organizatorka) wydarzeń kulturalnych wiem, jak ważna jest dramaturgia festiwalu – to, jak publika czuje się w przestrzeniach kinowych, co robi między seansami, jak na nie dociera, gdzie, o czym, w jakich warunkach i atmosferze dzieli się swoimi przeżyciami filmowymi i okołofilmowymi. Nie chodzi o szafowanie słowami kluczami, takimi jak bezpieczna przestrzeń, inkluzywność czy trigger warningi (choć wiem, że mogą być dla wielu istotne). Rozsiane po mieście kina, memiczna już, szaro-szara i wietrzna zima w Berlinie oraz bezustanny tłok to dla wielu kwestie drugorzędne, dopóki odbiorcy czują, że biorą udział w czymś słusznym i wyczekanym. Dosyć eskapistycznie – jedynym momentem, w którym poczułam coś na kształt wzniosłości, był seans „A New Dawn” (reż. Yoshitoshi Shinomiya, 2026), francusko-japońskiej animacji o trójce przyjaciół donkiszotowsko próbującej wykorzystać ostatnie chwile w fabryce fajerwerków tuż przed jej likwidacją.

Grająca główną rolę Pracownia Sztucznych Ogni Obinata to malowniczy, misternie skonstruowany z drewna, metalu i bambusa wielopoziomowy dom, zrośnięty z okolicznym lasem i przypominający dziecięcą fantazję o domku na drzewie. Bujna puszcza zostaje z czasem wycięta pod farmę paneli fotowoltaicznych, a dom i pracownia rodziny Obinata mają zostać rozebrane i wyburzone. W myśl idei gentryfikacji bezużyteczny las ustąpi miejsca nowoczesnej drodze prowadzącej do stolicy. Po tajemniczym odejściu głowy rodziny jeden z synów Obinata, Keitarô, postanawia zaszyć się w domu i zgłębić tajniki warsztatu fajerwerków. Mając w pamięci rozczarowanie ojca, poświęca się całkowicie zanikającej sztuce, chcąc odwzorować formułę, która umożliwi mu wystrzelenie mitycznej Shuhari – kompozycji sztucznych ogni wizualizującej wszechświat. W tym samym czasie starszy z braci Obinata, Senataro, rozwija swoją karierę jako urzędnik w tokijskim Wydziale Infrastruktury, gdzie robotnicy powoli szykują się do rozbiórki jego rodzinnego domu. Jest jeszcze Kaoru, przyjaciółka z dziecięcych lat, która zamiast przekonać Keitarô do odejścia z domu, postanawia pomóc mu w stworzeniu idealnej mieszanki pod Shuhari. Na kilka godzin przed zaplanowaną demolką nad Tokio i okoliczne miejscowości nadciąga tajfun.

Yoshitoshi Shinomiya zdobywał warsztat animatora od wczesnych lat dwutysięcznych. Tworzył wizualizacje do „Pokémon the Movie: I Choose You!” (reż. Kunihiko Yuyama, 2017) oraz animacje do filmów Makoto Shinkaia, takich jak „Ogród słów” (2013) czy „Twoje imię” (2016) „A New Dawn” to jego pełnometrażowy debiut reżyserski i scenariuszowy, który na festiwalu walczył o Złotego Niedźwiedzia w Konkursie Głównym.

Każda klatka jego animacji to przepięknie skomponowany obraz. Wstawki animacji stop-motion i pomysłowość, z jaką są one wykorzystane, dają poczucie spełnionego dzieła. I choć jest to dalej opowieść z gatunku teenage angst, to kryje się w niej sporo dojrzałej krytyki i widoczny, proekologiczny przekaz. Pomimo wielu klisz i specyficznej dla kina japońskiego wrażliwości, która dla zachodniego widza może się wydawać infantylna, trudno nie ulec tej chmurnej atmosferze. Ostatecznie – jak często widzimy w kinie dramatyczne wysadzenie tony fajerwerków w oku cyklonu? Gdzie jeszcze trójka młodych ludzi stawia czoła zarówno naturze, jak i władzy?

Debiut Shinomiyi to pożegnanie dzieciństwa, starego świata i rzeczywistości, jaką Keitarô, Senataro i Kaoru do tej pory znali. Możliwe, że Berlinale w takim kształcie, jaki znamy, nie zaspokaja potrzeb swojego miasta i – podobnie jak Sundance – potrzebuje alternatywy. W tym roku po raz drugi, równolegle z festiwalem, odbyło się Palinale. Oddolne i charytatywne wydarzenie skupione na kinie i kulturze Palestyny (w tym roku również Sudanu). Trzymam kciuki za obie imprezy, życząc im jednak zupełnie różnych rzeczy.
Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie (Berlinale). 12–22 lutego 2026.