APOCALYPSE NOW (DAVE GOULSON: 'MILCZĄCA PLANETA. JAK URATOWAĆ OWADY PRZED ZAGŁADĄ')
A
A
A
Gdy piszę tę recenzję, mamy ostatni tydzień lutego, a temperatura szybuje do kilkunastu stopni powyżej zera. Już kilka dni temu w ogrodzie pojawiły się biedronki (na szczęście krajowe siedmiokropki). Na murze grzeją się bzygi. Pod lipą wyległy kowale bezskrzydłe. Niekoniecznie oznacza to jednak złote czasy dla owadów – Dave Goulson podkreśla, że długofalowo to zmiany klimatu stanowią dla nich najpoważniejsze zagrożenie (zob. s. 216-236).
W 2017 roku ukazały się wyniki badań, które postawiły na nogi entomologów i pasjonatów owadów na całym świecie (zob. Hallmann i in. 2017). Były one unikalne ze względu na czas trwania projektu. Przez 26 lat członkowie Towarzystwa Entomologicznego w Krefeld (Entomologischer Verein Krefeld) ważyli łączną masę owadów złapanych do pułapek w rezerwatach przyrody w całych Niemczech. Okazało się, że między 1989 a 2016 rokiem łączna biomasa owadów spadła o 75%! Podkreślę – owady chwytano w rezerwatach, a więc na obszarach chronionych; w Niemczech, a więc w kraju o bardzo wysokiej świadomości ekologicznej. Jak sytuacja wygląda w Polsce – nie wiadomo, nikt bowiem podobnych badań w naszym kraju nie prowadził. Od czasu publikacji niemieckich naukowców alarmujące sygnały docierają jednak z całego świata. Goulson, który był współautorem wspomnianego artykułu, od tego czasu zaczął pisać o „owadziej apokalipsie”. Ale ci „którzy czekali błyskawic i gromów, / Są zawiedzeni” (Miłosz 2011: 206). Bo to apokalipsa cicha i przechodząca mimo. Nie ma jednak racji Czesław Miłosz w „Piosence o końcu świata”, kiedy pisze, że „W dzień końca świata / Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji” (tamże), bowiem w ów dzień końca żadnych pszczół już nie będzie – choć pewnie one, dopieszczane przez ludzi, znikną jako jedne z ostatnich. Prędzej znikną trzmiele, bzygi i motyle.
O tych alarmujących badaniach wiedziałem od jakiegoś czasu. „National Geographic” (2020, nr 5) poświęcił zagładzie owadów kilka lat temu temat okładkowy pt. „Koniec świata owadów”. Wydaje mi się jednak, że zachodzi ona niezauważona przez zdecydowaną większość ludzi, nawet zainteresowanych ochroną przyrody. Na pewno tak to wygląda w Polsce.
Jeśli macie więcej niż kilkanaście lat, przypomnijcie sobie jazdę samochodem poza miastem jakieś 20 lat temu. Po dłuższej trasie przednią szybę trzeba było czyścić z rozbitych owadów. Dlaczego dzisiaj nawet po długim rajdzie autostradą szyba będzie czysta? Albo popatrzcie na latarnie w ciepłą letnią noc. Pamiętacie, jak jeszcze nie tak dawno temu kłębiły się pod nimi chmary owadów? Dzisiaj trzeba czekać na pojedyncze sztuki. W moim ogródku zeszłego lata pomidory trzeba było zapylać ręcznie pędzelkiem, bo kwiaty zamierały niezapylone. A są takie region świata, gdzie ręczne zapylanie całych sadów i plantacji stało się już normą (zob. s. 44). Owady znikają z roku na rok, ale trzeba o tym wiedzieć, by to zauważyć. Powiecie może, że jednak co rusz jakieś owady spotykacie. Pewnie duża część z nich to jednak gatunki inwazyjne. I one mają wielkie znaczenie w zagładzie lokalnej owadziej różnorodności (zob. s. 248-259). Gromadzące się w domach na jesień biedronki to nie nasze krajowe boże krówki, a obficie obsiadające wszelkie krzewy owocowe pluskwiaki to inwazyjny wtyk amerykański. O ćmie bukszpanowej nie wspominając. Spotykacie też na pewno komary i muchy – o nie akurat nie musicie się martwić. Zahartowane na bezrefleksyjnie stosowane środki owadobójcze są już po drugiej stronie owadziej apokalipsy.
Książka jest przeznaczona dla każdego. Autor otwiera nam oczy, abyśmy zobaczyli to, na co już patrzymy. Nie są to jednak widoki pokrzepiające. Otwierające rozdziały wprowadzają w świat owadów, rozpoczynając od samych podstaw, kolejne skupiają się na dowodach zmniejszającej się liczby owadów oraz na najważniejszych przyczynach owadziej apokalipsy. Opis kolejnych antropogenicznych źródeł wymierania owadów to zasadnicza część książki. Pokazuje ona, jak dalekosiężne i nieprzewidywalne skutki mają wszelkie ludzkie ingerencje w środowisko. Rozdział „Obrazek z przyszłości” to ćwiczenie z wyobraźni (zob. s. 291-309), postapokaliptyczna scenka z postowadziej przyszłości za kilka dekad. Ostatnie rozdziały zawierają rady, także bardzo praktyczne i bezpośrednie, które mogą nas uchronić przed najbardziej katastrofalnym scenariuszem. Ponieważ owady są niewielkie i niektórym nie tak wiele potrzeba, niemal każdy z nas może wspomóc ich przetrwanie.
Apokalipsa już trwa, ale może dzięki kwiatom na balkonie (krajowym i niespryskiwanym środkami ochrony roślin) uda się wyrwać zagładzie choć kilka bzygów.
LITERATURA:
Hallmann C.A. i in.: „More than 75 percent decline over 27 years in total flying insect biomass in protected areas”. „PLoS ONE” 2017, nr 12. https://doi.org/10.1371/journal.pone.0185809.
Miłosz C: „Wiersze zebrane”. Kraków 2011.
„National Geographic” (edycja polska) 2020, nr 5.
W 2017 roku ukazały się wyniki badań, które postawiły na nogi entomologów i pasjonatów owadów na całym świecie (zob. Hallmann i in. 2017). Były one unikalne ze względu na czas trwania projektu. Przez 26 lat członkowie Towarzystwa Entomologicznego w Krefeld (Entomologischer Verein Krefeld) ważyli łączną masę owadów złapanych do pułapek w rezerwatach przyrody w całych Niemczech. Okazało się, że między 1989 a 2016 rokiem łączna biomasa owadów spadła o 75%! Podkreślę – owady chwytano w rezerwatach, a więc na obszarach chronionych; w Niemczech, a więc w kraju o bardzo wysokiej świadomości ekologicznej. Jak sytuacja wygląda w Polsce – nie wiadomo, nikt bowiem podobnych badań w naszym kraju nie prowadził. Od czasu publikacji niemieckich naukowców alarmujące sygnały docierają jednak z całego świata. Goulson, który był współautorem wspomnianego artykułu, od tego czasu zaczął pisać o „owadziej apokalipsie”. Ale ci „którzy czekali błyskawic i gromów, / Są zawiedzeni” (Miłosz 2011: 206). Bo to apokalipsa cicha i przechodząca mimo. Nie ma jednak racji Czesław Miłosz w „Piosence o końcu świata”, kiedy pisze, że „W dzień końca świata / Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji” (tamże), bowiem w ów dzień końca żadnych pszczół już nie będzie – choć pewnie one, dopieszczane przez ludzi, znikną jako jedne z ostatnich. Prędzej znikną trzmiele, bzygi i motyle.
O tych alarmujących badaniach wiedziałem od jakiegoś czasu. „National Geographic” (2020, nr 5) poświęcił zagładzie owadów kilka lat temu temat okładkowy pt. „Koniec świata owadów”. Wydaje mi się jednak, że zachodzi ona niezauważona przez zdecydowaną większość ludzi, nawet zainteresowanych ochroną przyrody. Na pewno tak to wygląda w Polsce.
Jeśli macie więcej niż kilkanaście lat, przypomnijcie sobie jazdę samochodem poza miastem jakieś 20 lat temu. Po dłuższej trasie przednią szybę trzeba było czyścić z rozbitych owadów. Dlaczego dzisiaj nawet po długim rajdzie autostradą szyba będzie czysta? Albo popatrzcie na latarnie w ciepłą letnią noc. Pamiętacie, jak jeszcze nie tak dawno temu kłębiły się pod nimi chmary owadów? Dzisiaj trzeba czekać na pojedyncze sztuki. W moim ogródku zeszłego lata pomidory trzeba było zapylać ręcznie pędzelkiem, bo kwiaty zamierały niezapylone. A są takie region świata, gdzie ręczne zapylanie całych sadów i plantacji stało się już normą (zob. s. 44). Owady znikają z roku na rok, ale trzeba o tym wiedzieć, by to zauważyć. Powiecie może, że jednak co rusz jakieś owady spotykacie. Pewnie duża część z nich to jednak gatunki inwazyjne. I one mają wielkie znaczenie w zagładzie lokalnej owadziej różnorodności (zob. s. 248-259). Gromadzące się w domach na jesień biedronki to nie nasze krajowe boże krówki, a obficie obsiadające wszelkie krzewy owocowe pluskwiaki to inwazyjny wtyk amerykański. O ćmie bukszpanowej nie wspominając. Spotykacie też na pewno komary i muchy – o nie akurat nie musicie się martwić. Zahartowane na bezrefleksyjnie stosowane środki owadobójcze są już po drugiej stronie owadziej apokalipsy.
Książka jest przeznaczona dla każdego. Autor otwiera nam oczy, abyśmy zobaczyli to, na co już patrzymy. Nie są to jednak widoki pokrzepiające. Otwierające rozdziały wprowadzają w świat owadów, rozpoczynając od samych podstaw, kolejne skupiają się na dowodach zmniejszającej się liczby owadów oraz na najważniejszych przyczynach owadziej apokalipsy. Opis kolejnych antropogenicznych źródeł wymierania owadów to zasadnicza część książki. Pokazuje ona, jak dalekosiężne i nieprzewidywalne skutki mają wszelkie ludzkie ingerencje w środowisko. Rozdział „Obrazek z przyszłości” to ćwiczenie z wyobraźni (zob. s. 291-309), postapokaliptyczna scenka z postowadziej przyszłości za kilka dekad. Ostatnie rozdziały zawierają rady, także bardzo praktyczne i bezpośrednie, które mogą nas uchronić przed najbardziej katastrofalnym scenariuszem. Ponieważ owady są niewielkie i niektórym nie tak wiele potrzeba, niemal każdy z nas może wspomóc ich przetrwanie.
Apokalipsa już trwa, ale może dzięki kwiatom na balkonie (krajowym i niespryskiwanym środkami ochrony roślin) uda się wyrwać zagładzie choć kilka bzygów.
LITERATURA:
Hallmann C.A. i in.: „More than 75 percent decline over 27 years in total flying insect biomass in protected areas”. „PLoS ONE” 2017, nr 12. https://doi.org/10.1371/journal.pone.0185809.
Miłosz C: „Wiersze zebrane”. Kraków 2011.
„National Geographic” (edycja polska) 2020, nr 5.
Dave Goulson: „Milcząca planeta. Jak uratować owady przed zagładą”. Przeł. Dorota Kozińska. Marginesy. Warszawa 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

