'AMERYKAŃSKA GROUPIE O PLATYNOWYCH WŁOSACH' ZA ŻELAZNĄ KURTYNĄ (JOANNA STINGRAY, MADISON STINGRAY: 'CZERWONA FALA')
A
A
A
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że „Czerwona fala” to po prostu historia radzieckiego rocka pisana z perspektywy Amerykanki. W rzeczywistości jest to pamiętnik – autobiografia napisana przez autorkę wspólnie z córką Madison. Książka wprowadza w świat artystycznego podziemia Leningradu, lecz perspektywa okazuje się bardzo osobista. Publikacja może się wydawać miejscami dosyć hermetyczna, bo bez wcześniejszej znajomości radzieckiej muzyki i charakterystyki lat 80. w ZSRR można zgubić się w gąszczu grup artystycznych i/lub muzycznych oraz postaci. Wszystko szczegółowo wyjaśnione zostało w przypisach, jednak liczba nazwisk pojawiających się w książce wydaje się większa niż w niektórych reportażach historycznych, co może niektórych czytelników/czytelniczki przytłoczyć. Sądzę, że najlepiej czyta się tę pozycję, znając przynajmniej kluczowe wydarzenia i zespoły. Z mojego punktu widzenia łatwiej również wiedzieć przed lekturą, jak kształtowały się relacje między rządem a grupami artystycznymi w poszczególnych okresach, jednak wszystko to nie jest konieczne. Poznawanie wszystkiego wraz z autorką, gdy przyjmuje się bezwarunkowo jej perspektywę, także może mieć swój urok.
Podróż do Związku Radzieckiego ukształtowała Stingray na resztę życia. Opowieść podporządkowana jest podróżom do ZSRR i relacjom z tamtejszymi muzykami; pozostałe elementy biografii autorki opisano skrótowo i tylko w odniesieniu do kwestii środowiska muzycznego. Z tego względu „Czerwoną falę” najłatwiej określić jako specyficzną autobiografię z wyraźnymi wątkami reportażowymi. Poczynając od końca lat 70. i wyprodukowania przez jej ojca filmu „The Truth About Communism”, aż do ostatniej podróży z prawie dorosłą córką do Rosji, historia obraca się wokół powiązań Joanny z radzieckim rockiem i tworzącymi go artystami. Wydanie podzielone jest na „Wstęp”, „Księgę pierwszą” obejmującą lata od 1984 do 1987, „Księgę drugą” kończącą się w 1996 i „Epilog”. W książce umieszczono mnóstwo zdjęć, zarówno oficjalnych (okładek płyt, sesji zdjęciowych), jak i z prywatnego archiwum autorki. Fotografie dopełniają tekst i podkreślają jego charakter – łączą dokumentalizm z osobistymi przeżyciami.
„Some didn’t understand closed their eyes and they didn’t want to hear”: życie „nawiedzonej misjonarki”
To właśnie w 1984 roku Joanna, po pierwszej, nieudanej próbie kariery jako gwiazda rocka w USA, kontaktuje się z siostrą Judy, studiującą wówczas w Anglii, chcąc ją odwiedzić. Judy wyjeżdża na studencką wycieczkę do Leningradu, a Joanna, nie mając lepszego zajęcia (oraz pamiętając, iż w szkole nie udało jej się na podobną pojechać), dołącza do niej; a w międzyczasie kontaktuje się z przyjaciółką ze szkoły średniej, której siostra, jak się okazuje, wyszła za mąż za rosyjskiego emigranta. Ów mąż, Andriej Fałalejew, namawia ją do odnalezienia kolegi – muzyka znanego w radzieckim rockowym podziemiu, Borisa Griebienszczikowa, lidera grupy Akwarium. Od tego spotkania rozpoczyna się zanurzenie oczarowanej Stingray w świat radzieckich podziemnych grup artystycznych.
Już w samolocie powrotnym postanawia, że jeszcze wróci do ZSRR; obiecała przywieźć Borisowi gitarę, o jakiej marzył, i obietnica ta staje się dla niej głównym zobowiązaniem. Wkrótce Stingray zatrudnia się w biurze podróży, aby umożliwić sobie (stosunkowo) swobodny dostęp do wycieczek. Zafascynowana krajem, podczas kilku pierwszych wypraw nawet nieszczególnie przejmuje się kwestiami bezpieczeństwa – wprawdzie wykonuje polecenia znajomych, tj. nie mówi w miejscach publicznych po angielsku i stara się nie zwracać na siebie uwagi, a w razie zainteresowania KGB nie przyznaje się do głębszej znajomości z kimkolwiek, jednak, jak sama pisze, nie zdawała sobie wówczas w pełni sprawy z możliwych konsekwencji.
Przebywając w Leningradzie, poznaje po kolei większość najbardziej znanych (obecnie) radzieckich muzyków: Wiktora Coja i Jurija Kaspariana (który zostanie jej pierwszym mężem) z kultowego Kina, Konstantina Kinczewa z Alisy, Griszę i Witię Sołogubow ze Strannych Igr. Nie tylko zaprzyjaźnia się z nimi, ale także pozostaje pod głębokim wrażeniem tworzonej przez nich muzyki. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało, kolejne lata mijają Stingray na walce z systemem; zarówno próby wydania Red Wave, jak i wyjścia za mąż za Jurija kończą się niepowodzeniami. Odmawiana jest jej wiza do Rosji, a FBI zaczyna patrzeć z podejrzliwością na częste wyjazdy za żelazną kurtynę. Nie bez powodu autorka otrzymuje jednak od rosyjskich kompanów przydomek „traktor” (s. 109) – ostatecznie osiąga swoje cele: płyta zostaje wydana, o muzykach słyszy nawet David Bowie, a Joanna dwukrotnie bierze ślub z obywatelami ZSRR. Nawet po upadku imperium, w latach 90., kiedy muzycy nie potrzebują już jej nagłaśniania, owładnięta nową ideą stara się przemycić ekologiczny tryb życia do rosyjskiej codzienności.
Pomiędzy dokumentem a pamiętnikiem
Wspominane przeze mnie we wstępie licznie pojawiające się daty i nazwiska, opisy politycznego tła i przedziałów czasowych łagodzone są przez równie częste fragmenty pisane w bardzo osobistym tonie. Stingray nie próbuje być patetyczna, nie snuje monologów o doniosłej wizji i szlachetnych ideach; oczywiście, pisze o niezachwianej wierze w to, że muzyka może zbliżać ludzi pomimo pochodzenia z wrogich sobie krajów, posługiwania się różnymi językami czy wyznawania różnych wartości – nie wpada jednak w poważny ton, nie podkreśla swoich poświęceń. Odnosi się wrażenie, że każda jej decyzja i działanie są w pełni naturalne i niemal powszednie – co jednocześnie nie oznacza, że jakkolwiek umniejsza temu, jaki wkład włożyła w promocję radzieckich artystów oraz ile ją to kosztowało. Ta bezpretensjonalność sprawia, że „Czerwona fala” pozostaje wiarygodna i pozbawiona autokreacyjnych tonów. Wielka historia to nie główny motyw, a raczej tło, dzięki któremu autorka buduje własną. Kontekst polityczny pojawia się nieustannie: Joanna przesłuchiwana jest zarówno przez FBI, jak i KGB; spotyka się także z niezrozumieniem ze strony rodziny i mediów. Tymczasem zimnowojenne napięcia tylko jeszcze silniej motywują autorkę do unikania narracji o konfrontacji systemów. Krytykuje, oczywiście, represyjną politykę ZSRR oraz ogarnia ją entuzjazm pieriestrojki – ale absolutnie nie akceptuje powszechnej wśród obywateli USA podejrzliwości wobec wszystkiego, co związane z Rosjanami. Deklaruje wiarę w wolność i ponadnarodowe porozumienie międzyludzkie, nie utożsamiając się z żadnym systemem ideologicznym czy stroną polityczną.
„Мы поверили звездам/И каждый кричит: »Я готов!«”. Prywatne przemyślenia autorki recenzji wobec prywatnych wspomnień autorki książki
Kiedy odebrałam swój egzemplarz i zaczynałam czytać, nie spodziewałam się, że ze zwykłej lektury stworzy się w mojej głowie seans psychoanalityczny. Od początku jedyną wadą, jaką czułam, że mogę wytknąć, było nieco naiwne opisywanie zastanej w Rosji rzeczywistości i określanie muzyków niemal jako półbogów. Kojarzyło mi się to z własnym, niedojrzałym spojrzeniem na idoli z czasów gimnazjum. Także dla mnie wtedy znani wokaliści i wokalistki byli wcieleniem metafizyki, a wykonywane przez nich zwykłe, codzienne czynności, jeśli słyszałam o nich gdzieś w mediach, wydawały się dziwne i nieprzystające do ich rangi. Szczególnie mnie to uderzyło podczas opisu Coja pracującego w Kamczatce (petersburskiej kotłowni); dopiero wtedy sobie uświadomiłam, że to nie naiwność związana z idealizacją tych osób tak mnie irytuje, a pozorne niezrozumienie wschodnioeuropejskiej rzeczywistości zza żelaznej kurtyny.
Musiałam jednak zadać sobie pytanie: czym właściwie objawia się to niezrozumienie? Przecież Stingray doświadczyła w przeciągu niespełna dwudziestu lat więcej, niż ja kiedykolwiek będę mogła posklejać z rodzinnych opowieści, reportaży i robienia zdjęć popeerelowskim dworcom. Naiwnymi, nieco zbyt ubarwionymi sentymentem opisami? Romantyzowaniem tajnych koncertów w mieszkaniach, upiększaniem i nadawaniem wartości trudnym warunkom życiowym w ZSRR? Zapewne właśnie to miałam na myśli – lecz przecież nie jestem od niej w żaden sposób szlachetniejsza, robiąc sobie zdjęcia na ruinach słynnego Maxima w Gdyni czy przewijając namiętnie rolki ze starymi zdjęciami blokowisk i piosenkami Paktofoniki w tle. Czy pochodzenie z Polski, mieszkanie na blokowisku i codzienne oglądanie śląskich, przygnębiających krajobrazów legitymizuje moje naiwne romantyzowanie Katowic w latach 90.? „Ja stąd jestem, więc ja mogę”? Czy może problem tkwi głębiej i to pozorna apolityczność Stingray, połączona z ubarwianiem egzystencji w systemie, w którego cieniu sama nie była zmuszona żyć, tak mnie zirytowała? Czy to możliwe, że w moim umyśle zaszło podświadome spojenie autorki ze współczesnymi obywatelami i obywatelkami USA, którzy krytykują polityczną arenę Europy, nie widząc nic złego w prezydenturze Trumpa? Być może przyczynę mojego niezadowolenia stanowiło wszystko powyższe; abstrahując od tego, że może nie podobać mi się pisanie o przeszłości z podkreślaniem głównie pozytywnych aspektów. Nie chciałabym być osobą, która czuje, że ma większe prawo do upraszczania historii z racji samego tylko pochodzenia.
Dlaczego więc miałabym zachowywać się jak „gatekeeperka środkowo-wschodnioeuropejskości”? Stingray, niezależnie od tego, czy odbiorcy lub odbiorczyni spodoba się jej styl i sposób pisania książki, nie można odmówić ani odwagi, ani ogromnego wkładu w upowszechnianie radzieckiej kultury. Zafascynowała się muzyką ludzi z odległego kulturowo i politycznie kraju, nie rozumiejąc języka, znosząc ogromne trudności związane z przemytem płyt i logistyką – i osiągnęła swoje cele. Tyle obiektywizmu. Subiektywnie – nie mogę pozbyć się ciepłych uczuć do autorki, kiedy stoję w tłumie obcych mi ludzi na koncercie ukraińskiego lub rosyjskiego – ale potępiającego Kreml – artysty: nie mam prawa utożsamiać się ani z migrantami z Ukrainy, ani z Rosji, nie musiałam ani uciekać przed wojną, ani sprzeciwiać się własnemu imperialistycznemu państwu. Czy ton mojej wypowiedzi w skrótowych relacjach po koncercie do znajomych jest inny, niż Stingray, kiedy pisze o występach w Leningradzie? Czy sama nie piszę, brzmiąc prawdopodobnie jak opętana jakąś ezoteryczną ideą, o ponadnarodowym poczuciu wspólnoty? Polce może i bliżej kulturowo do Ukrainy i do proeuropejskich Rosjan niż Amerykance do ZSRR; ja jednak, chcąc zwrócić uwagę ludzi na antywojennego artystę lub artystkę, publikuję posty w mediach społecznościowych, wklejając linki do platform streamingowych. Daleko mi do przemytniczki śledzonej przez KGB i przesłuchiwanej przez FBI. Nie mogę nie zakończyć niniejszego tekstu w inny sposób, niż przyznając autorce rację: sztuka potrafi sprawić, że człowiek jest zdolny do przekroczenia wszelkich barier.
W tytule recenzji wykorzystano określenie Stingray (s. 129), w śródtytułach: fragment jej utworu „City o Lenin” i kolejne określenie samej siebie (s. 49), a także fragment utworu „Попробуй спеть вместе со мной” zespołu Кино.
Podróż do Związku Radzieckiego ukształtowała Stingray na resztę życia. Opowieść podporządkowana jest podróżom do ZSRR i relacjom z tamtejszymi muzykami; pozostałe elementy biografii autorki opisano skrótowo i tylko w odniesieniu do kwestii środowiska muzycznego. Z tego względu „Czerwoną falę” najłatwiej określić jako specyficzną autobiografię z wyraźnymi wątkami reportażowymi. Poczynając od końca lat 70. i wyprodukowania przez jej ojca filmu „The Truth About Communism”, aż do ostatniej podróży z prawie dorosłą córką do Rosji, historia obraca się wokół powiązań Joanny z radzieckim rockiem i tworzącymi go artystami. Wydanie podzielone jest na „Wstęp”, „Księgę pierwszą” obejmującą lata od 1984 do 1987, „Księgę drugą” kończącą się w 1996 i „Epilog”. W książce umieszczono mnóstwo zdjęć, zarówno oficjalnych (okładek płyt, sesji zdjęciowych), jak i z prywatnego archiwum autorki. Fotografie dopełniają tekst i podkreślają jego charakter – łączą dokumentalizm z osobistymi przeżyciami.
„Some didn’t understand closed their eyes and they didn’t want to hear”: życie „nawiedzonej misjonarki”
To właśnie w 1984 roku Joanna, po pierwszej, nieudanej próbie kariery jako gwiazda rocka w USA, kontaktuje się z siostrą Judy, studiującą wówczas w Anglii, chcąc ją odwiedzić. Judy wyjeżdża na studencką wycieczkę do Leningradu, a Joanna, nie mając lepszego zajęcia (oraz pamiętając, iż w szkole nie udało jej się na podobną pojechać), dołącza do niej; a w międzyczasie kontaktuje się z przyjaciółką ze szkoły średniej, której siostra, jak się okazuje, wyszła za mąż za rosyjskiego emigranta. Ów mąż, Andriej Fałalejew, namawia ją do odnalezienia kolegi – muzyka znanego w radzieckim rockowym podziemiu, Borisa Griebienszczikowa, lidera grupy Akwarium. Od tego spotkania rozpoczyna się zanurzenie oczarowanej Stingray w świat radzieckich podziemnych grup artystycznych.
Już w samolocie powrotnym postanawia, że jeszcze wróci do ZSRR; obiecała przywieźć Borisowi gitarę, o jakiej marzył, i obietnica ta staje się dla niej głównym zobowiązaniem. Wkrótce Stingray zatrudnia się w biurze podróży, aby umożliwić sobie (stosunkowo) swobodny dostęp do wycieczek. Zafascynowana krajem, podczas kilku pierwszych wypraw nawet nieszczególnie przejmuje się kwestiami bezpieczeństwa – wprawdzie wykonuje polecenia znajomych, tj. nie mówi w miejscach publicznych po angielsku i stara się nie zwracać na siebie uwagi, a w razie zainteresowania KGB nie przyznaje się do głębszej znajomości z kimkolwiek, jednak, jak sama pisze, nie zdawała sobie wówczas w pełni sprawy z możliwych konsekwencji.
Przebywając w Leningradzie, poznaje po kolei większość najbardziej znanych (obecnie) radzieckich muzyków: Wiktora Coja i Jurija Kaspariana (który zostanie jej pierwszym mężem) z kultowego Kina, Konstantina Kinczewa z Alisy, Griszę i Witię Sołogubow ze Strannych Igr. Nie tylko zaprzyjaźnia się z nimi, ale także pozostaje pod głębokim wrażeniem tworzonej przez nich muzyki. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało, kolejne lata mijają Stingray na walce z systemem; zarówno próby wydania Red Wave, jak i wyjścia za mąż za Jurija kończą się niepowodzeniami. Odmawiana jest jej wiza do Rosji, a FBI zaczyna patrzeć z podejrzliwością na częste wyjazdy za żelazną kurtynę. Nie bez powodu autorka otrzymuje jednak od rosyjskich kompanów przydomek „traktor” (s. 109) – ostatecznie osiąga swoje cele: płyta zostaje wydana, o muzykach słyszy nawet David Bowie, a Joanna dwukrotnie bierze ślub z obywatelami ZSRR. Nawet po upadku imperium, w latach 90., kiedy muzycy nie potrzebują już jej nagłaśniania, owładnięta nową ideą stara się przemycić ekologiczny tryb życia do rosyjskiej codzienności.
Pomiędzy dokumentem a pamiętnikiem
Wspominane przeze mnie we wstępie licznie pojawiające się daty i nazwiska, opisy politycznego tła i przedziałów czasowych łagodzone są przez równie częste fragmenty pisane w bardzo osobistym tonie. Stingray nie próbuje być patetyczna, nie snuje monologów o doniosłej wizji i szlachetnych ideach; oczywiście, pisze o niezachwianej wierze w to, że muzyka może zbliżać ludzi pomimo pochodzenia z wrogich sobie krajów, posługiwania się różnymi językami czy wyznawania różnych wartości – nie wpada jednak w poważny ton, nie podkreśla swoich poświęceń. Odnosi się wrażenie, że każda jej decyzja i działanie są w pełni naturalne i niemal powszednie – co jednocześnie nie oznacza, że jakkolwiek umniejsza temu, jaki wkład włożyła w promocję radzieckich artystów oraz ile ją to kosztowało. Ta bezpretensjonalność sprawia, że „Czerwona fala” pozostaje wiarygodna i pozbawiona autokreacyjnych tonów. Wielka historia to nie główny motyw, a raczej tło, dzięki któremu autorka buduje własną. Kontekst polityczny pojawia się nieustannie: Joanna przesłuchiwana jest zarówno przez FBI, jak i KGB; spotyka się także z niezrozumieniem ze strony rodziny i mediów. Tymczasem zimnowojenne napięcia tylko jeszcze silniej motywują autorkę do unikania narracji o konfrontacji systemów. Krytykuje, oczywiście, represyjną politykę ZSRR oraz ogarnia ją entuzjazm pieriestrojki – ale absolutnie nie akceptuje powszechnej wśród obywateli USA podejrzliwości wobec wszystkiego, co związane z Rosjanami. Deklaruje wiarę w wolność i ponadnarodowe porozumienie międzyludzkie, nie utożsamiając się z żadnym systemem ideologicznym czy stroną polityczną.
„Мы поверили звездам/И каждый кричит: »Я готов!«”. Prywatne przemyślenia autorki recenzji wobec prywatnych wspomnień autorki książki
Kiedy odebrałam swój egzemplarz i zaczynałam czytać, nie spodziewałam się, że ze zwykłej lektury stworzy się w mojej głowie seans psychoanalityczny. Od początku jedyną wadą, jaką czułam, że mogę wytknąć, było nieco naiwne opisywanie zastanej w Rosji rzeczywistości i określanie muzyków niemal jako półbogów. Kojarzyło mi się to z własnym, niedojrzałym spojrzeniem na idoli z czasów gimnazjum. Także dla mnie wtedy znani wokaliści i wokalistki byli wcieleniem metafizyki, a wykonywane przez nich zwykłe, codzienne czynności, jeśli słyszałam o nich gdzieś w mediach, wydawały się dziwne i nieprzystające do ich rangi. Szczególnie mnie to uderzyło podczas opisu Coja pracującego w Kamczatce (petersburskiej kotłowni); dopiero wtedy sobie uświadomiłam, że to nie naiwność związana z idealizacją tych osób tak mnie irytuje, a pozorne niezrozumienie wschodnioeuropejskiej rzeczywistości zza żelaznej kurtyny.
Musiałam jednak zadać sobie pytanie: czym właściwie objawia się to niezrozumienie? Przecież Stingray doświadczyła w przeciągu niespełna dwudziestu lat więcej, niż ja kiedykolwiek będę mogła posklejać z rodzinnych opowieści, reportaży i robienia zdjęć popeerelowskim dworcom. Naiwnymi, nieco zbyt ubarwionymi sentymentem opisami? Romantyzowaniem tajnych koncertów w mieszkaniach, upiększaniem i nadawaniem wartości trudnym warunkom życiowym w ZSRR? Zapewne właśnie to miałam na myśli – lecz przecież nie jestem od niej w żaden sposób szlachetniejsza, robiąc sobie zdjęcia na ruinach słynnego Maxima w Gdyni czy przewijając namiętnie rolki ze starymi zdjęciami blokowisk i piosenkami Paktofoniki w tle. Czy pochodzenie z Polski, mieszkanie na blokowisku i codzienne oglądanie śląskich, przygnębiających krajobrazów legitymizuje moje naiwne romantyzowanie Katowic w latach 90.? „Ja stąd jestem, więc ja mogę”? Czy może problem tkwi głębiej i to pozorna apolityczność Stingray, połączona z ubarwianiem egzystencji w systemie, w którego cieniu sama nie była zmuszona żyć, tak mnie zirytowała? Czy to możliwe, że w moim umyśle zaszło podświadome spojenie autorki ze współczesnymi obywatelami i obywatelkami USA, którzy krytykują polityczną arenę Europy, nie widząc nic złego w prezydenturze Trumpa? Być może przyczynę mojego niezadowolenia stanowiło wszystko powyższe; abstrahując od tego, że może nie podobać mi się pisanie o przeszłości z podkreślaniem głównie pozytywnych aspektów. Nie chciałabym być osobą, która czuje, że ma większe prawo do upraszczania historii z racji samego tylko pochodzenia.
Dlaczego więc miałabym zachowywać się jak „gatekeeperka środkowo-wschodnioeuropejskości”? Stingray, niezależnie od tego, czy odbiorcy lub odbiorczyni spodoba się jej styl i sposób pisania książki, nie można odmówić ani odwagi, ani ogromnego wkładu w upowszechnianie radzieckiej kultury. Zafascynowała się muzyką ludzi z odległego kulturowo i politycznie kraju, nie rozumiejąc języka, znosząc ogromne trudności związane z przemytem płyt i logistyką – i osiągnęła swoje cele. Tyle obiektywizmu. Subiektywnie – nie mogę pozbyć się ciepłych uczuć do autorki, kiedy stoję w tłumie obcych mi ludzi na koncercie ukraińskiego lub rosyjskiego – ale potępiającego Kreml – artysty: nie mam prawa utożsamiać się ani z migrantami z Ukrainy, ani z Rosji, nie musiałam ani uciekać przed wojną, ani sprzeciwiać się własnemu imperialistycznemu państwu. Czy ton mojej wypowiedzi w skrótowych relacjach po koncercie do znajomych jest inny, niż Stingray, kiedy pisze o występach w Leningradzie? Czy sama nie piszę, brzmiąc prawdopodobnie jak opętana jakąś ezoteryczną ideą, o ponadnarodowym poczuciu wspólnoty? Polce może i bliżej kulturowo do Ukrainy i do proeuropejskich Rosjan niż Amerykance do ZSRR; ja jednak, chcąc zwrócić uwagę ludzi na antywojennego artystę lub artystkę, publikuję posty w mediach społecznościowych, wklejając linki do platform streamingowych. Daleko mi do przemytniczki śledzonej przez KGB i przesłuchiwanej przez FBI. Nie mogę nie zakończyć niniejszego tekstu w inny sposób, niż przyznając autorce rację: sztuka potrafi sprawić, że człowiek jest zdolny do przekroczenia wszelkich barier.
W tytule recenzji wykorzystano określenie Stingray (s. 129), w śródtytułach: fragment jej utworu „City o Lenin” i kolejne określenie samej siebie (s. 49), a także fragment utworu „Попробуй спеть вместе со мной” zespołu Кино.
Joanna Stingray, Madison Stingray: „Czerwona Fala. Amerykanka w rockowym radzieckim undergroundzie”. Przeł. Ewa Horodyska. Fundacja Ośrodka KARTA, Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

