ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lutego 3 (99) / 2008

Adam Andrzej Fuss,

TAUTOLOGICZNE PUŁAPKI DLA OKA

A A A
Rozróżnienie rzeczywistości zawłaszczanej wydaje się być pierwotne w poszukiwaniu jakichkolwiek płaszczyzn porozumienia widza i twórcy. Dyskurs pomiędzy językiem werbalnym a wizualnym przedstawia się w podobnej dychotomii – logosu opisującego, reinterpretującego świat i powielającego go obrazu. Już Ludwik Feuerbach, w kilka lat po wynalezieniu aparatu fotograficznego, powiedział, że jego epoka „woli obraz od rzeczy samej, kopię od oryginału, symbol od rzeczywistości, złudzenie od bytu…”. Czy dziś, w epoce totalnego zawłaszczenia rzeczywistości przez reprodukcję, symbole i złudzenia, istnieje jeszcze cokolwiek poza nimi samymi? Czy ogólnodostępność obrazu fotograficznego nie przekształciła naszej mentalności do tego stopnia, że prawda przestała być sprawdzalna, przestała cokolwiek znaczyć poza polem semantycznym obrazów, symbolów i projekcji?

Prace młodych twórców z Czech i Polski, pokazywane w ramach ekspozycji „Gry wizualne” w galerii Szarej biorą na siebie pełnię odpowiedzialności za twórcze przekraczanie obrazu fotograficznego. Kulturowy nawyk reagowania i uczestniczenia w empirii przerodził się stopniowo w cywilizacyjny nawyk konsumowania obrazów, zwalniający z uczestnictwa, i dokonywania wyborów. O artystach młodej generacji, kuratorzy ekspozycji – Lukasz Dziedzic i Joanna Rzepka piszą: „Manipulacje w obrębie obrazu fotograficznego, tak cyfrowe jak i wykorzystujące zwykłą, „analogową” inscenizację, stylizację, poruszają się w przestrzeni pomiędzy złudzeniem a rzeczywistością”. Zdaje się, że na styku tych dwóch pojęć dzieją się najbardziej interesujące rzeczy. Istotnego znaczenia w przypadku większości prac nabiera problematyka dokumentalności, przepracowana, poddana w wątpliwość, wręcz zdewaluowana. Zawłaszczenie przez obraz i jego reprodukcję rodzi również problem autorstwa. Postacie i motywy ukazane w kompozycjach fotograficznych przywołanych artystów rozpływają się w ponowoczesnej symulakrze, tracąc znaczenie jako reprezentacja ukrywają się w ogóle, w nadziei na uważnego widza spoglądającego na szczegół. Tworzą oni uderzające swą doskonałością i wyczuciem kompozycje, które mimo urzekającego smaku budzą w widzu lęk i poczucie zagrożenia. Przyzwyczailiśmy się, że nasz horyzont widzenia ograniczony jest rozplenionymi wszędzie obrazami, gęstą mapą przedstawień pokrywającą terytorium naszego świata. Pozostaje tylko, jak zauważył Jean Baudrillard, ogłupienie w obliczu zmieniających się sekwencji obrazów, które nie mają żadnego znaczenia, ponieważ niema już czasu na znaczenie.

Przyglądając się pracom Dity Pepe, odnosimy wrażenie, że obraz utrwalony na papierze fotograficznym traci charakter dokumentu. Jej fotogramy ukazują artystkę w różnych przebraniach, na tle różnych scenerii. Na początku artystka portretowała się z kobietami w różnym wieku, o różnej pozycji społecznej, w sceneriach typowych dla życia czeskiej kobiety, do znudzenia przedstawianych przez komercyjne kino. Dita Pepe tworzy przewidywalny zestaw wizerunków podkreślając, że każdy posiada kameloniczną wręcz zdolność prezentowania różnych stron swojej osobowości.


Aneta Grzeszykowska, w postaci odbitek fotograficznych prezentuje projekt noszący tytuł „Portrety”, który stworzony był w programie graficznym zdolnym do obróbek fotografii. Cykl portretów to iluzja doskonała, dzięki czemu artystce udaje się wygrać nie tylko temat wiarygodności fotografii jako środka przekazu, ale również zaczarować widza, aby uwierzył w moc sprawczą, kreującą sztuki. Złudzenie jest tak uderzające, iż oglądając wydruki prac udające zdjęcia, nie można nie odczuć niepokojącej demoniczności każdego z nich. „Chociaż w tych zdjęciach nie ma żadnych podobieństw do osób istniejących – tłumaczy Grzeszykowska w jednym z wywiadów – to na podstawie tej informacji ludzie bardzo różnie odbierają te prace. Nie wierzą mi. Uważają, że sami wiedzą lepiej, jak to jest zrobione. Kiedy dowiadujesz się na czym polegają te zdjęcia, wszystko nagle się odwraca i zaczynasz mieć do nich zupełnie inny stosunek. Często wywołuje to w ludziach strach”.

Fotograficzne obiekty duetu Jana Smagi i Anety Grzeszykowskiej kryją liczne pułapki. Zwracając uwagę na to, co zwykle pozostaje w tle, wskazują jak ważnym punktem odniesienia dla indywidualnej pamięci i emocji stają się budynki z naszego otoczenia, ich ciche obumieranie i niszczenie. Projekt YMCA to fotograficzna trójwymiarowa rekonstrukcja budynku, który przez artystów został poddany trwającym ponad dwa lata i wciąż nieukończonym zabiegom dokumentacyjnym.

Podobnie fotografie budynków w pracach Kateriny Drukowej przetworzone cyfrowo w Photoshopie ulegają perspektywicznym zniekształceniom. Krytyka fotograficznej wizji rekonstruowanej na podstawie wizerunków rozmaitych przykładów architektury, daje do zrozumienia, iż reprezentacja perspektywy pojmowanej jako obiektywna nigdy jednak nie jest ostatecznie zdefiniowana.

Zdegradowane hale fabryczne prezentowane na fotografiach Terezy Severovej są bardzo sugestywnym cyfrowym montażem. Transformacje wnętrza bezużytecznej architektury w programie graficznym po raz kolejny stwarza wrażenie dziwności czy nostalgii. Symbole ery przemysłowej artystka odtwarza przy użyciu elektronicznego medium. Prace podobne do inwentaryzacyjnych protokołów stanu zachowania obiektów architektonicznych wskazują na cechy powtarzające się i specyficznie lokalne. Punkt widzenia Severovej jest niezmienny, przyjęty z myślą o oddaniu wyobrażenia obiektywnego i szczegółowego. Dramaturgię i poczucie wyobcowania wprowadza do prac artystki prosty gest montażu, który w pierwszym momencie percepcji fotografii jest nie do rozróżnienia.

Maciej Osika pracuje wyłącznie nad swoimi fotograficznymi autoportretami. Zmieniając pozy, makijaż, strój i tło stara się ukazywać różne typy kobiecości, tkwiące immanentnie w nim samym, podkreślając ich zależność od sposobu prezentacji. Nie wiemy jednak czy w zamyśle autora jest parodiowanie stereotypów kulturowych czy ukazanie swej prawdziwej natury, która to może być realizowana wyłącznie na płaszczyźnie sztuki.

W pracach Ewy Axelrad znajdujemy dowody poszukiwania związku między obrazem a prawdą obiektywną. Krytyczne spojrzenie na sposób oddziaływania i ładunek ideowy stereotypowych obrazów, reprezentatywnych dla stylu życia i systemów wartości propagowanych przez środki masowego przekazu to główny wyróżnik młodej studentki poznańskiej ASP. Axelrad dokonując analizy przedstawienia i determinujących je kanonów społecznych pyta o tożsamość osób przedstawianych na swoich fotogramach. Wykorzystując medium fotografii, stwarza przestrzeń do refleksji, gdzie widz miałby możliwość zapoznania się z mechanizmami, wywołującymi wszechobecna unifikację i ujednolicenie zarówno gustów poszczególnych jednostek jak i tożsamości.

Fotografia, będąca początkowo sojusznikiem malarza, przeradza się z czasem w jego głównego przeciwnika, odbierając obrazowi malarskiemu wyłączność w oddzwanianiu i reprezentowania rzeczywistości, wpływając na radykalną zmianę sposobu percepcji rzeczywistości. Brak bezpośredniego dostępu do otaczającego świata, konwencjonalne kody fotografii i filmu jako medium dostępnego dla każdego – oddzielają od niego, sugerując i oswajając z myślą, iż bardziej prawdziwy i realny świat doświadczany jest wyłącznie poprzez media digitalne.
Dita Pepe, Aneta Grzeszykowska & Jan Smaga, Katerina Drzkova, Maciej Osika, Tereza Severova i Ewa Axelrad podejmując w swych fotogramach analizę języka obrazu fotograficznego i jego społecznego zastosowania, de facto podejmują próbę krytyki języka władzy. Obrazy ich nie transmitują niczego co dla nich zewnętrzne. Generując informacje immanentnie w nich zawarte, oddziałują na widza przede wszystkim swą ascetyczną formą – jako dzieła osobne i niezależne. To prace na pograniczu jawy i snu o postrzeganiu, którego to autorzy bronią przed ewentualnym podejrzeniem o bezsensowność, nijakość czy banalność.

„Gry wizualne”. Galeria Szara, Cieszyn, 25 października – 28 listopada 2007. „artPAPIER” objął wystawę patronatem medialnym.