CODZIENNOŚĆ (BŁAŻEJ BRZOSTEK: 'ŻYCIE CODZIENNE KOBIET W PRL')
A
A
A
Książka Błażeja Brzostka „Życie codzienne kobiet w PRL” ukazała się w zeszłym roku w prestiżowej i wydawanej przez wiele lat serii Państwowego Instytutu Wydawniczego. To wielkie przedsięwzięcie wydawnicze zostało zapoczątkowane w Polsce zostało w latach 60. XX wieku książką Jérôme’a Carcopino „Życie codzienne w Rzymie w okresie rozkwitu cesarstwa”. Polski cykl dotyczący badań nad codziennością był przeniesieniem na nasz rynek pomysłu francuskiego wydawnictwa Hachette, które od 1938 roku opublikowało już ponad sto książek (naukowych i popularnonaukowych) związanych z tym zakresem tematycznym. Polska seria jest skromniejsza, ale na każdy z tytułów w niej wydawanych czeka wierna rzesza czytelniczek i czytelników. Po niedawno wydanym „Życiu codziennym w Londynie Dickensa” (autorstwa Judith Flanders) książka Brzostka doskonale wpisuje się w problematykę tego znanego edytorskiego konceptu. Praca autora nad codziennością PRL-u została doceniona, wszak nie pierwszy raz eksploruje on ten obszar badań (zob. Brzostek 2010), zaś umieszczenie jego rozważań w omówionej serii nie jest bez znaczenia, bowiem fundamentalna rola wspomnianej PIW-owskiego cyklu została zasygnalizowana w publikacji poświęconej historii badań nad życiem codziennym w Polsce: „Początek polskich badań nad codziennością nasi rozmówcy wiążą z monografiami wydawanymi od 1960 r. przez PIW” (Mateja-Jaworska, Zawodna-Stephan 2019: 43).
Kategoria „codzienności” czy „życia codziennego” obecna jest od dawna w rodzimych badaniach socjologicznych, w antropologii kulturowej, historii społecznej czy kulturoznawstwie, a związane z nią badania nad dokumentami osobistymi – przede wszystkim pamiętnikami, dziennikami, wspomnieniami czy wywiadami – ostatnio coraz chętniej wykorzystywane są przez naukowczynie i naukowców zgłębiającymi różne aspekty życia w PRL-u. Życie codzienne polskich kobiet drugiej połowy XX wieku ujęte w perspektywie badawczej dostarcza wizję wewnętrznie pękniętą, ambiwalentną już u podstaw. Z jednej strony bowiem jest to okres dokonującego się skoku cywilizacyjnego i emancypacji, połączonych z możliwościami zdobycia wykształcenia, satysfakcjonującej i odpowiedzialnej pracy, zmiany miejsca zamieszkania i związanego z tym podwyższenia statusu materialnego czy awansu społecznego. Z drugiej – wyczerpującego życia „na dwóch etatach” i wynikającej z niego próby sprostania rozlicznym obowiązkom: rodzinnym, zawodowym, społecznym, wychowawczym i opiekuńczym, co ostatecznie prowadziło do frustracji, rezygnacji z przestrzeni własnej, a także skazywało na dojmującą samotność (w tym w obrębie rodziny). Mężczyźni w strukturach autorytarnych społeczeństw realizowali się dzięki przynależności do wspólnoty, która ich tworzyła i budowała, organizowała świat (zob. Theweleit 2016: 650), kobiety zaś – mimo prób stworzenia przez państwo organizacji przeznaczonych specjalnie dla nich (Liga Kobiet, Koła Gospodyń Wiejskich), które służyły bardziej legitymizacji władzy niż rzeczywistej walce o równouprawnienie w sferze domowej – pozostawały często na marginesie.
Fasadowość „kwestii kobiecej” ujawniły sprawy związane z aborcją (zob. Kościelniak 2024) czy opieką ginekologiczną i położniczą (te ostatnie ujawniły się wyraziście po 1989 roku – w czasie badań nad umieralnością kobiet i akcji „Rodzić po ludzku”). Dobitnie widoczna także była w sferze wychowawczo-opiekuńczej – przede wszystkim w kwestii niewystarczającej liczby żłobków i przedszkoli. Państwo przekazywało w warstwie deklaratywnej komunikaty o możliwościach związanych z równością, jednak realizacje tych postulatów przedstawiały się dla polskich kobiet żyjących w PRL-u zdecydowanie mniej optymistycznie. Z jednej strony to właśnie państwo zabiegało zaraz po wojnie o kobiety na placach budowy, zatrudniało je do obsługi traktorów na polach i ciężkiego sprzętu w fabrykach, zachęcało je do podjęcia pracy na dole w kopalniach, co wzmacniane było propagandowymi obrazami: filmami dokumentalnymi, plakatami czy artykułami gazetowymi, a z drugiej, po kilku latach – już znacznie ciszej – tych samych kobiet się z owych zawodów pozbywało, kierując je ponownie do przestrzeni uznawanych za „kobiece” i profesji przyporządkowanych w strukturze wyobrażeniowej i genderowej do tej płci (zob. Fidelis 2015: 147-188).
Obietnice władzy skierowane do kobiet często stanowiły element propagandowy, jak w przypadku np. wiejskich izb porodowych, których funkcjonowanie zakończyło się dość szybko w związku z rosnącą rolą planowania centralnego. Brzostek ową dychotomię związaną z kobietami i pojęciem kobiecości w państwie socjalistycznym dostrzega już na początku, gdy pyta o to, dlaczego zawsze zwraca się uwagę na urodę i budowę ciała Luny Brystygierowej, zaś o wyglądzie innych śledczych z SB (mężczyznach) raczej się nie wspomina (zob. s. 29). Fakt, że Brystygierową uważano za niezgrabną, jest dodatkowym elementem jej negatywnej oceny, którego nie znajdziemy w przypadku innych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa Polski Ludowej. Autor „Życia codziennego kobiet w PRL-u” zadaje także pytanie o narracje wokół protestów robotniczych koncentrujące się na zakładach, w których głównie pracowali mężczyźni (zob. s. 30), a pomijające bunty wzniecane przez kobiety. Ten rozdźwięk między postulowaną teorią a codziennością praktyki przewija się przez całą monografię Brzostka i stanowi jeden z jej najważniejszych aspektów.
Materiał zawarty w książce można było uporządkować na wiele sposobów, jest to kwestia pomysłu i wyboru autorskiego. Brzostek zaproponował dwa ujęcia powiązane ściśle ze sobą: tematyczne i chronologiczne. Pierwsze z nich, tworzące część „Cykle”, dotyczy powtarzalności doświadczeń bohaterek w perspektywie zarówno indywidualnej, jak i grupowej czy klasowej – np. religijności, świąt, awansu społecznego, zakupów, „dorabiania się”, menstruacji, życia uczuciowego i rodzinnego, wypoczynku, chęci posiadania czy pobytu w szpitalu. Dwie kolejne części są związane z czasem: z perspektywą zmian dokonujących się w społeczeństwie od 1945 do 1981 roku; to cykl mikroobserwacji, swoistych widokówek skupionych na kwestii dla danego okresu kluczowej, znaczącej. I tak np. rok 1955 nie dotyczy – jak można byłoby się spodziewać – zmieniającego się po śmierci generalissimusa Stalina świata za żelazną kurtyną, ale boomu demograficznego i zapewnień partii o zwiększeniu produkcji „artykułów konsumpcyjnych”, wśród których Bierut w swym przemówieniu wskazał m.in. naczynia żeliwne, blaszane i emaliowane, wiadra, maszyny do szycia, lodówki oraz pralki elektryczne. Brzostek zauważa, iż referat wygłoszony przez Bieruta na plenum Komitetu Centralnego był istotny, a żadnego słowa nie użyto w nim przypadkowo: „Tego typu dokumenty traktowano jak wykładnie prawdy etapu, na jakim znajdowało się budownictwo socjalizmu, więc nawet wzmianki o sznurach i froterkach były przedmiotem namysłu” (s. 173). Zwrócenie się w oficjalnym komunikacie partii do kobiet miało swój cel związany z polityką reprodukcyjną, dzieci w owym czasie rodziło się dużo, ale zaopatrzenie, a tym samym ułatwienie matkom życia, pozostawiało wiele zastrzeżeń. Tego typu obserwacje Brzostka nie są oczywiste, zestawia on ze sobą wiele typów danych, by dostrzec konkretny moment dziejowy właśnie przez pryzmat kobiet – ich potrzeb, lecz także oczekiwań, jakie partia miała wobec nich.
Ostatnia część „Życia codziennego kobiet w PRL” ujmuje życie kobiet w perspektywie przeżywanego dnia: od dźwięku budzika, po sen – z rozpisanymi szczegółowo czynnościami, doświadczeniami, wykazem obowiązków. Sama widziałabym tę część raczej na początku niż na końcu, bowiem: „Antropologiczny sposób pojmowania »codzienności« zaczyna się w momencie przejścia z poziomu bezpośredniego doświadczenia (…) na poziom konstruowania teoretycznych sądów, definicji, wyjaśnień i praw” (Kędzierzawski 2004: 166).
Czy po analizie materiału zaproponowanej przez Brzostka wyłania się panorama życia kobiecego w PRL-u? Raczej nie, ale też i nie takie jest założenie publikacji. To raczej seria portretów, co ewidentnie pokazuje, że nasza – dość częsta – wizja traktowania PRL-u jako monolitu jest bezcelowa. Wszak przyjęta w części książki perspektywa czasowa ukazuje dość wyraźnie, iż priorytety kobiet zmieniały się szybko, a ich problemy czy oczekiwania rewidowane były co kilka lat, np. z powodu zmieniających się warunków ekonomicznych (nasza mała stabilizacja, boom czasów gierkowskich i kartki na cukier, narastający kryzys lat 80.). Ważne wydaje się – zaproponowane przez autora „Życia codziennego kobiet w PRL” – spojrzenie na różne grupy społeczne, wszak oczekiwania mieszkanki Warszawy i wsi podkrakowskiej były – w dowolnym okresie – zupełnie różne.
Jedna kwestia jednak, pozostawiona przeze mnie na koniec, może nie budzi niepokoju, lecz sądzę, że warto ją zaznaczyć. Rozumiem doskonale, iż w Polsce mamy długoletnią, prawie wiekową, tradycję badań nad dokumentami osobistymi, wszak w 1921 roku Florian Znaniecki ogłosił, pod patronatem Polskiego Instytutu Socjologicznego, pierwszy w świecie konkurs pamiętnikarski, którego zakres („Życiorys własny robotnika”) de facto stanowił doskonałą podstawę do naukowej obserwacji codzienności. Warto jednak w zakresie badań wykorzystujących dokument osobisty pochodzący z lat 1945-1989 zastanowić się nad przekazem, z którym mamy do czynienia, a także z działaniami cenzury oraz – obecnej u wszystkich autorek i autorów – autocenzury. Problem, który zaznaczam, dostrzec można w książce pionierki badań rewizjonistycznych, Shieli Fitzpatrick, opisującej opowiadania więźniów budujących Kanał Bałtycko-Białomorski imienia Stalina i wierzącej w to, że jedna z ukaranych złodziejek właśnie podczas kopania kanału „po raz pierwszy poczuła, ze tutaj liczy się jako jednostka”, a następnie „mogła zacząć nowe życie” (Fitzpatrick 2012: 111). W przeciwieństwie do Fitzpatrick podchodzę z większą nieufnością do zacytowanych słów więźniarki Jankowskiej, zakładam nawet, iż mogła nie istnieć, a jej świadectwo mogli sprokurować pracownicy wydziału propagandy i wypowiedź ta nie może być jakimkolwiek dowodem na funkcjonowanie dydaktycznego programu w łagrach. Co ciekawe, to myślę, iż Brzostek zgodziłby się tu ze mną, bowiem w wywiadach, których udzielał, często prezentował podejrzliwość wobec PRL-owskich dyskursów. Jednak w jego książce aspekt niewiary w dyskurs został zawieszony, co odsyła do ciągle powtarzanego przeze mnie stwierdzenia, z którego powodu czuję się jak Katon Starszy, że historycy powinni w kwestii języka współpracować z polonistami, którzy to akurat zagadnienie mają dość dobrze opracowane.
LITERATURA:
Brzostek B.: „PRL na widelcu”. Warszawa 2010.
Fidelis M.: „Kobiety, komunizm i industrializacja w powojennej Polsce”. Przeł. M. Jaszczurowska. Warszawa 2015.
Fitzpatrick S.: „Życie codzienne pod rządami Stalina. Rosja radziecka w latach trzydziestych XX wieku”. Przeł. J. Gilewicz. Kraków 2012.
Kędzierzawski W.: „Codzienność jako przedmiot badań: Malinowski i Geertz”. „ER(R)GO. Teoria–Literatura–Kultura” 2004 nr 2.
Kościelniak M.: „Aborcja i demokracja. Przeciw-historia Polski 1956–1993”. Warszawa 2024.
Mateja-Jaworska B., Zawodna-Stephan M.: „Badania życia codziennego w Polsce. Rozmowy (nie)codzienne”. Poznań 2019.
Theweleit K.: „Męskie fantazje”. Przeł. M. Falkowski i M. Herer. Warszawa 2016.
Kategoria „codzienności” czy „życia codziennego” obecna jest od dawna w rodzimych badaniach socjologicznych, w antropologii kulturowej, historii społecznej czy kulturoznawstwie, a związane z nią badania nad dokumentami osobistymi – przede wszystkim pamiętnikami, dziennikami, wspomnieniami czy wywiadami – ostatnio coraz chętniej wykorzystywane są przez naukowczynie i naukowców zgłębiającymi różne aspekty życia w PRL-u. Życie codzienne polskich kobiet drugiej połowy XX wieku ujęte w perspektywie badawczej dostarcza wizję wewnętrznie pękniętą, ambiwalentną już u podstaw. Z jednej strony bowiem jest to okres dokonującego się skoku cywilizacyjnego i emancypacji, połączonych z możliwościami zdobycia wykształcenia, satysfakcjonującej i odpowiedzialnej pracy, zmiany miejsca zamieszkania i związanego z tym podwyższenia statusu materialnego czy awansu społecznego. Z drugiej – wyczerpującego życia „na dwóch etatach” i wynikającej z niego próby sprostania rozlicznym obowiązkom: rodzinnym, zawodowym, społecznym, wychowawczym i opiekuńczym, co ostatecznie prowadziło do frustracji, rezygnacji z przestrzeni własnej, a także skazywało na dojmującą samotność (w tym w obrębie rodziny). Mężczyźni w strukturach autorytarnych społeczeństw realizowali się dzięki przynależności do wspólnoty, która ich tworzyła i budowała, organizowała świat (zob. Theweleit 2016: 650), kobiety zaś – mimo prób stworzenia przez państwo organizacji przeznaczonych specjalnie dla nich (Liga Kobiet, Koła Gospodyń Wiejskich), które służyły bardziej legitymizacji władzy niż rzeczywistej walce o równouprawnienie w sferze domowej – pozostawały często na marginesie.
Fasadowość „kwestii kobiecej” ujawniły sprawy związane z aborcją (zob. Kościelniak 2024) czy opieką ginekologiczną i położniczą (te ostatnie ujawniły się wyraziście po 1989 roku – w czasie badań nad umieralnością kobiet i akcji „Rodzić po ludzku”). Dobitnie widoczna także była w sferze wychowawczo-opiekuńczej – przede wszystkim w kwestii niewystarczającej liczby żłobków i przedszkoli. Państwo przekazywało w warstwie deklaratywnej komunikaty o możliwościach związanych z równością, jednak realizacje tych postulatów przedstawiały się dla polskich kobiet żyjących w PRL-u zdecydowanie mniej optymistycznie. Z jednej strony to właśnie państwo zabiegało zaraz po wojnie o kobiety na placach budowy, zatrudniało je do obsługi traktorów na polach i ciężkiego sprzętu w fabrykach, zachęcało je do podjęcia pracy na dole w kopalniach, co wzmacniane było propagandowymi obrazami: filmami dokumentalnymi, plakatami czy artykułami gazetowymi, a z drugiej, po kilku latach – już znacznie ciszej – tych samych kobiet się z owych zawodów pozbywało, kierując je ponownie do przestrzeni uznawanych za „kobiece” i profesji przyporządkowanych w strukturze wyobrażeniowej i genderowej do tej płci (zob. Fidelis 2015: 147-188).
Obietnice władzy skierowane do kobiet często stanowiły element propagandowy, jak w przypadku np. wiejskich izb porodowych, których funkcjonowanie zakończyło się dość szybko w związku z rosnącą rolą planowania centralnego. Brzostek ową dychotomię związaną z kobietami i pojęciem kobiecości w państwie socjalistycznym dostrzega już na początku, gdy pyta o to, dlaczego zawsze zwraca się uwagę na urodę i budowę ciała Luny Brystygierowej, zaś o wyglądzie innych śledczych z SB (mężczyznach) raczej się nie wspomina (zob. s. 29). Fakt, że Brystygierową uważano za niezgrabną, jest dodatkowym elementem jej negatywnej oceny, którego nie znajdziemy w przypadku innych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa Polski Ludowej. Autor „Życia codziennego kobiet w PRL-u” zadaje także pytanie o narracje wokół protestów robotniczych koncentrujące się na zakładach, w których głównie pracowali mężczyźni (zob. s. 30), a pomijające bunty wzniecane przez kobiety. Ten rozdźwięk między postulowaną teorią a codziennością praktyki przewija się przez całą monografię Brzostka i stanowi jeden z jej najważniejszych aspektów.
Materiał zawarty w książce można było uporządkować na wiele sposobów, jest to kwestia pomysłu i wyboru autorskiego. Brzostek zaproponował dwa ujęcia powiązane ściśle ze sobą: tematyczne i chronologiczne. Pierwsze z nich, tworzące część „Cykle”, dotyczy powtarzalności doświadczeń bohaterek w perspektywie zarówno indywidualnej, jak i grupowej czy klasowej – np. religijności, świąt, awansu społecznego, zakupów, „dorabiania się”, menstruacji, życia uczuciowego i rodzinnego, wypoczynku, chęci posiadania czy pobytu w szpitalu. Dwie kolejne części są związane z czasem: z perspektywą zmian dokonujących się w społeczeństwie od 1945 do 1981 roku; to cykl mikroobserwacji, swoistych widokówek skupionych na kwestii dla danego okresu kluczowej, znaczącej. I tak np. rok 1955 nie dotyczy – jak można byłoby się spodziewać – zmieniającego się po śmierci generalissimusa Stalina świata za żelazną kurtyną, ale boomu demograficznego i zapewnień partii o zwiększeniu produkcji „artykułów konsumpcyjnych”, wśród których Bierut w swym przemówieniu wskazał m.in. naczynia żeliwne, blaszane i emaliowane, wiadra, maszyny do szycia, lodówki oraz pralki elektryczne. Brzostek zauważa, iż referat wygłoszony przez Bieruta na plenum Komitetu Centralnego był istotny, a żadnego słowa nie użyto w nim przypadkowo: „Tego typu dokumenty traktowano jak wykładnie prawdy etapu, na jakim znajdowało się budownictwo socjalizmu, więc nawet wzmianki o sznurach i froterkach były przedmiotem namysłu” (s. 173). Zwrócenie się w oficjalnym komunikacie partii do kobiet miało swój cel związany z polityką reprodukcyjną, dzieci w owym czasie rodziło się dużo, ale zaopatrzenie, a tym samym ułatwienie matkom życia, pozostawiało wiele zastrzeżeń. Tego typu obserwacje Brzostka nie są oczywiste, zestawia on ze sobą wiele typów danych, by dostrzec konkretny moment dziejowy właśnie przez pryzmat kobiet – ich potrzeb, lecz także oczekiwań, jakie partia miała wobec nich.
Ostatnia część „Życia codziennego kobiet w PRL” ujmuje życie kobiet w perspektywie przeżywanego dnia: od dźwięku budzika, po sen – z rozpisanymi szczegółowo czynnościami, doświadczeniami, wykazem obowiązków. Sama widziałabym tę część raczej na początku niż na końcu, bowiem: „Antropologiczny sposób pojmowania »codzienności« zaczyna się w momencie przejścia z poziomu bezpośredniego doświadczenia (…) na poziom konstruowania teoretycznych sądów, definicji, wyjaśnień i praw” (Kędzierzawski 2004: 166).
Czy po analizie materiału zaproponowanej przez Brzostka wyłania się panorama życia kobiecego w PRL-u? Raczej nie, ale też i nie takie jest założenie publikacji. To raczej seria portretów, co ewidentnie pokazuje, że nasza – dość częsta – wizja traktowania PRL-u jako monolitu jest bezcelowa. Wszak przyjęta w części książki perspektywa czasowa ukazuje dość wyraźnie, iż priorytety kobiet zmieniały się szybko, a ich problemy czy oczekiwania rewidowane były co kilka lat, np. z powodu zmieniających się warunków ekonomicznych (nasza mała stabilizacja, boom czasów gierkowskich i kartki na cukier, narastający kryzys lat 80.). Ważne wydaje się – zaproponowane przez autora „Życia codziennego kobiet w PRL” – spojrzenie na różne grupy społeczne, wszak oczekiwania mieszkanki Warszawy i wsi podkrakowskiej były – w dowolnym okresie – zupełnie różne.
Jedna kwestia jednak, pozostawiona przeze mnie na koniec, może nie budzi niepokoju, lecz sądzę, że warto ją zaznaczyć. Rozumiem doskonale, iż w Polsce mamy długoletnią, prawie wiekową, tradycję badań nad dokumentami osobistymi, wszak w 1921 roku Florian Znaniecki ogłosił, pod patronatem Polskiego Instytutu Socjologicznego, pierwszy w świecie konkurs pamiętnikarski, którego zakres („Życiorys własny robotnika”) de facto stanowił doskonałą podstawę do naukowej obserwacji codzienności. Warto jednak w zakresie badań wykorzystujących dokument osobisty pochodzący z lat 1945-1989 zastanowić się nad przekazem, z którym mamy do czynienia, a także z działaniami cenzury oraz – obecnej u wszystkich autorek i autorów – autocenzury. Problem, który zaznaczam, dostrzec można w książce pionierki badań rewizjonistycznych, Shieli Fitzpatrick, opisującej opowiadania więźniów budujących Kanał Bałtycko-Białomorski imienia Stalina i wierzącej w to, że jedna z ukaranych złodziejek właśnie podczas kopania kanału „po raz pierwszy poczuła, ze tutaj liczy się jako jednostka”, a następnie „mogła zacząć nowe życie” (Fitzpatrick 2012: 111). W przeciwieństwie do Fitzpatrick podchodzę z większą nieufnością do zacytowanych słów więźniarki Jankowskiej, zakładam nawet, iż mogła nie istnieć, a jej świadectwo mogli sprokurować pracownicy wydziału propagandy i wypowiedź ta nie może być jakimkolwiek dowodem na funkcjonowanie dydaktycznego programu w łagrach. Co ciekawe, to myślę, iż Brzostek zgodziłby się tu ze mną, bowiem w wywiadach, których udzielał, często prezentował podejrzliwość wobec PRL-owskich dyskursów. Jednak w jego książce aspekt niewiary w dyskurs został zawieszony, co odsyła do ciągle powtarzanego przeze mnie stwierdzenia, z którego powodu czuję się jak Katon Starszy, że historycy powinni w kwestii języka współpracować z polonistami, którzy to akurat zagadnienie mają dość dobrze opracowane.
LITERATURA:
Brzostek B.: „PRL na widelcu”. Warszawa 2010.
Fidelis M.: „Kobiety, komunizm i industrializacja w powojennej Polsce”. Przeł. M. Jaszczurowska. Warszawa 2015.
Fitzpatrick S.: „Życie codzienne pod rządami Stalina. Rosja radziecka w latach trzydziestych XX wieku”. Przeł. J. Gilewicz. Kraków 2012.
Kędzierzawski W.: „Codzienność jako przedmiot badań: Malinowski i Geertz”. „ER(R)GO. Teoria–Literatura–Kultura” 2004 nr 2.
Kościelniak M.: „Aborcja i demokracja. Przeciw-historia Polski 1956–1993”. Warszawa 2024.
Mateja-Jaworska B., Zawodna-Stephan M.: „Badania życia codziennego w Polsce. Rozmowy (nie)codzienne”. Poznań 2019.
Theweleit K.: „Męskie fantazje”. Przeł. M. Falkowski i M. Herer. Warszawa 2016.
Błażej Brzostek: „Życie codzienne kobiet w PRL-u”. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2025 [seria: Życie codzienne].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

