ISSN 2658-1086

1 maja 9 (537) / 2026

Zuzanna Lebuda,

ROMANTYK, TANCERZ, FLIRCIARZ (BRUNO MARS: 'THE ROMANTIC')

A A A
Nieco ponad dwa miesiące temu swoją premierę miał album „The Romantic” Bruno Marsa, a więc piąta płyta w dorobku tego artysty. Viralowym dźwiękiem stał się fragment utworu „I Just Might” wykorzystany w ponad 150 tysiącach filmów na platformie TikTok, głównie jako podkład muzyczny do powielanego przez wielu słuchaczy układu tanecznego. Utwór ten, pełen odczuwalnej energii, pojawił się na miesiąc przed premierą albumu, bo dziewiątego stycznia, stanowiąc bardzo obiecującą jego zapowiedź. Obecnie na Spotify ma ponad 270 milionów odtworzeń. Charakterystyczny styl Bruno, inspirowany retro brzmieniami, jest w nim słyszalny, a i idealnie odtworzony w teledysku, który choć prosty, bo przedstawiający tylko studio nagraniowe, nakręcono wyjątkowo kolorowo i tanecznie, czym szalenie mi przypadł do gustu.

Bruno Mars znany jest szerokiej publiczności jako autor takich hitów jak „Locked Out Of Heaven” czy „When I Was Your Man”. Oprócz charyzmatycznego głosu słynie także ze swoich wspaniałych płynnych ruchów tanecznych i często porównywany jest z Michaelem Jacksonem. Ostatnie single współtworzone z Lady Gagą – „Die With A Smile”, i z Rosé – „APT.” przyniosły mu jeszcze większy rozgłos.

Najnowszy album wyczekiwany był przez wiernych słuchaczy od pięciu lat, czyli od ostatniego „An Evening With Silk Sonic”, stworzonego w duecie z Andersonem .Paakiem, a jako solowy album jest to jego pierwszy krążek od dekady. Wydany został 27 lutego 2026 roku przez wytwórnię Atlantic Records. Zawiera dziewięć pozycji trwających razem nieco ponad pół godziny. Wspomniany już świetny utwór „I Just Might” jest trzeci na liście. Jednak już żaden inny na albumie mu nie dorównuje.

Wszystkie piosenki zawierają przewodni motyw miłości, pasujący do tytułowego romantyka. Sama nazwa całości nie budzi wątpliwości, nie jest też w żaden sposób zagadkowa. Zakochana wersja Marsa szczególnie wybrzmiewa w rozpoczynającym płytę „Risk It All” – deklaracji miłości, dość ckliwej, lekko oklepanej. Wybrzmiewają w tym utworze latynoskie rytmy i są w nim też różne dźwięki, mające według autora sugerować miłość. Jego nastrój został zwizualizowany w teledysku z piosenkarzem w roli pana młodego. Utwór idealnie pasuje jako podkład muzyczny filmu ze ślubu. Następne w kolejce „Cha cha cha”, zdecydowanie w lżejszym stylu, przenosi nas na parkiet z uwodzicielskim Bruno. W moim odczuciu jest to jeden z lepszych utworów, wręcz zmuszający do lekkiego ruchu przy każdym „cha cha cha”. Podobny efekt wywołuje „Something Serious”. Choć tytuł brzmi dosłownie „coś poważnego” i wyrażona jest w nim konkretna chęć wejścia w związek, założenia rodziny, to jednak już pierwsze dźwięki, jakby piszczącej dziecięcej zabawki, nadają całości pewnej zabawy i lekkości. Ciekawy wydaje się ten kontrast, który wzbogaca piosenkę o charakter i energię.

Środkowa część albumu utrzymana jest w podobnym stylu. Znajdziemy w niej zbliżony nastrój i romantyczne uniesienia. Wśród tych numerów trafił się też mało przekonujący „God Was Showing Off”, w którym choć melodia jest porywająca, to tekst stanowi zbiór tragicznie kiczowatych komplementów. Z powtarzanym w końcówce „Hallelujah” – jest tego zdecydowanie zbyt dużo. Brzmi jak bardzo nieudany, bo przesadzony, tekst na podryw. Jednak jeśli jego tandetność jest zamierzona, to świetnie wyszło i można się tym utworem swobodnie cieszyć. Końcowy utwór „Dance With Me” tworzy klamrę z początkowym, będąc również melancholijnym kawałkiem, wyciszającym i mocno stonowanym po całkiem dobrym „Nothing Left” z gitarową solówką.

Jest to więc zbiór łączący w sobie energię i melancholię, zabawę i trochę powagi. Przewija się stale temat miłości, w różnych stadiach. Znajdziemy tu wielkie słowa, deklaracje, obietnice, wyznania, ale i dużo flirtu, słodkich słówek. Dość oryginalne brzmienie i melodie przyciągają uwagę, są rytmiczne, chwytliwe. Warto zaznaczyć, że same teksty pozostają eleganckie, wolne od wulgaryzmów.

Okładka ma własny wyraz, jak każda należąca do dorobku tego twórcy. Tym razem utrzymana została w minimalistycznym stylu, z czarno-białym portretem Bruno w jego klasycznej stylizacji i bandanie zawiązanej na głowie. Wygląda dość ponadczasowo i oddaje romantyczny charakter tej składanki. Merch, jak na znanego artystę przystało, jest spory. Obejmuje ubrania, brelok, płyty CD, winylowe, a i kasetę, na której do tytułu użyto odręcznej czcionki, przez co wygląda jak składanka nagrana dla ukochanej i własnoręcznie podpisana.

Album Bruno Marsa jako totalnego romantyka zdecydowanie jest przyjemny do przesłuchania. Dopracowany, łączący w sobie często porywające melodie. Cudowny, imponujący, charyzmatyczny głos artysty, dzięki któremu każda piosenka zyskuje, na pewno jeszcze nie raz usłyszymy w radiu w tym wydaniu.

Na płycie nazwanej wprost „The Romantic”, znajdziemy więc dokładnie to, czego można się spodziewać, bez rozczarowań, ale może i bez większych zachwytów. Polecane przeze mnie tytuły są zdecydowanie kawałkami z wyrazem, tak melodyjne, że u słuchacza wywołują mimowolne bujanie się. Nadadzą się z całą pewnością jako podkład do improwizowanych tańców w kuchni. Znalazły już też sobie miejsce na mojej playliście. Jednak w tych bardziej stonowanych utworach może prędzej narzeczeni – szukający jakiegoś romantycznego, lekko przesłodzonego kawałka do pierwszego tańca – znajdą coś dla siebie.
Bruno Mars: „The Romantic” [Atlantic Records, 2026].