Aleksandra Szymańska-Dańczyszyn,
CO TO JEST, K..., ZA BAGNO! (PATRYK CHILEWICZ: 'BAGNO')
A
A
A
„Bagno” to literacki debiut Patryka Chilewicza – założyciela plotkarsko-lifestyle'owego serwisu Vogule Poland oraz autora książek „FEJM. Poradnik początkującego celebryty” oraz, wraz z mężem Madamem, „Kuriozum. Z pamiętniczka królowych dram”. Jego najnowsza proza jest afektywnie intensywna i głęboko zanurzona w doświadczeniu uzależnienia, które organizuje zarówno rzeczywistość bohatera, jak i samą strukturę narracji. Tytułowa metafora bagna okazuje się trafna nie tylko jako obraz imprezowego i narkotycznego środowiska, w którym funkcjonuje narrator, lecz przede wszystkim jako figura egzystencjalnego uwikłania – stanu, z którego niezwykle trudno się wydostać.
W jednym z początkowych fragmentów czytamy: „Gdyby ktoś trzeźwy wszedł teraz do mieszkania, zobaczyłby kilkanaście osób leżących w ciszy i odorze, niezręcznie trwających w nicości, jaką sobie sami zaserwowaliśmy. To piekło, które jest rajem, które jest piekłem, które kupowaliśmy za trzydzieści złotych gram” (s. 14). Kontrastowe zestawienie piekła i raju dobrze ilustruje mechanizm uzależnienia jako jednoczesnego doświadczania przyjemności oraz cierpienia. Narrator konstruuje swoją opowieść jako zapis stopniowego osuwania się w dół, zmierzania „w głąb” imprezowej piekielnej czeluści, któremu towarzyszy osobliwa świadomość własnej degradacji: „Miałem poczucie, że moja łajba zwana życiem zmierza nieuchronnie ku przepaści, a ja byłem już zmęczony wiosłowaniem z nurtem rzeki. Brakowało mi już sił, poddałem się” (s. 14). Kluczowe dla Patryka pojęcie „pogodnej rezygnacji” (s. 14) opisuje paradoksalny stan bohatera – jednoczesne rozpoznanie katastrofy i brak realnej zdolności – a może nawet chęci – by jej przeciwdziałać. Wszak środowisko imprezowe wciąga, chwilowo unieważniając poczucie pustki i zagłuszając nieprzyjazną rzeczywistość.
Relacje międzyludzkie opisane w powieści Chilewicza mają charakter instrumentalny i transakcyjny. Szczególnie wyraźnie widać to w opisie kontaktów bohatera ze starszymi mężczyznami: „To była transakcja wiązana: ja im dawałem młodą energię i dostarczałem rozrywki jako rozrywkowy młodzieniec, a oni dawali mi darmowy alkohol oraz historyjki, które pozwalały mi zagłuszyć powracający co chwilę koszmar, jakim był dla mnie świat rzeczywisty” (s. 58). Bliskość zostaje tu sprowadzona do wymiany – emocjonalnej, seksualnej, ekonomicznej. W czasie swojej pijacko-narkotycznej odysei Patryk realizuje wspomniane „transakcje” z projektantem mody, będącym sprawcą przemocy seksualnej; dziennikarzem, który w ostatniej chwili wycofuje się z kontaktu intymnego, uświadamiając sobie konsekwencje i zobowiązania wobec rodziny; Bezimiennym Wylizywaczem Dup, roztaczającym przed bohaterem wizję kariery w modelingu; oraz mężczyzną o nicku tatamalolata333, z którym umawia się na usługę seksualną.
Jednocześnie „Bagno” nie jest wyłącznie opowieścią o upadku. W strukturze narracji pojawiają się momenty graniczne, otwierające możliwość zmiany. Po konfrontacji z homofobicznym strażnikiem miejskim i wynikającej z niej groźbie więzienia bohater z lękiem stwierdza: „[…] doszedłem do wydarzenia granicznego, po którym nie mogę już dalej prowadzić takiego straceńczego trybu życia. Czas więc wytrzeźwieć. I to tak na poważnie” (s. 112). Deklaracja ta nie prowadzi jednak do przełomu, nie jest też przyczynkiem przemiany narratora, sygnalizuje raczej pierwsze pęknięcie w dotychczasowym sposobie życia, które dopiero może (ale nie musi) prowadzić do transformacji.
Na poziomie stylistycznym proza Chilewicza jest bezpośrednia, momentami brutalna, pozbawiona upiększeń. Język obrazuje chaos doświadczeń, pracę otumanionej narkotykami i alkoholem pamięci oraz intensywność przeżyć, co szczególnie wyraźnie ujawniają się w sposobie przedstawiania stanów lękowych, załamania, czy poczucia pustki. W „Bagnie”
obecne są także charakterystyczne dla narracji delirycznych fluktuacje czasu: „Minęły jeszcze dwa dni lub dwa tygodnie – nie wiem, nie interesowało mnie to. Czas wyznaczał nie zegarek, a kolejne kreski amfetaminy czy mefedronu […]” (s. 16). Bohater nie orientuje się w dniach, ani godzinach, wyznaje czytelnikom i czytelniczkom: „wróciłem wtedy do swojego pokoju koło czwartej nad ranem” (s. 166), aby umówić się na randkę tej samej nocy, czyli „grubo po dwudziestej drugiej” (s. 167). Zaburzona percepcja temporalna nie tylko oddaje stan świadomości bohatera, lecz także pełni funkcję strukturalną, rozbijając linearny porządek narracji i podporządkowując go logice uzależnienia. Czas przestaje być kategorią obiektywną, a staje się doświadczeniem afektywnym, zależnym od rytmu zażywania substancji i kolejnych impulsów cielesnych.
Dla osób zaznajomionych z ofertą wydawnictwa NEWHOMERS „Bagno” okaże się tekstem pozostającym w wyraźnym dialogu z wcześniejszymi publikacjami oficyny. Narrator prozy Chilewicza konstatuje bowiem: „Przecież bez alko i dragów wszyscy byliśmy nudni” (s. 176), bezpośrednio nawiązując do tytułu prozy Marty Markiewicz. Co więcej, pisząc: „[…] znaczenie miał tylko fakt, że znowu udało mi się przetrwać – że mimo płaczu i tego chwilowego załamania znów okazałem się karaluchem, który daje sobie radę w każdej sytuacji i jest w stanie wyjść z każdego niepowodzenia. Z nim właśnie się identyfikowałem – z karaluchem” (s. 62), odwołuje się do powieści Jakuba Morgensterna „Karaluch”, z której głównym bohaterem, Kubą, łączy go między innymi autoidentyfikacja poprzez figurę insekta. Tego rodzaju intertekstualne odwołania pełnią w „Bagnie” istotną funkcję – sytuują prozę autora „Kuriozum” w obrębie rozpoznawalnej wspólnoty tematycznej, a jednocześnie budują swoisty metakomentarz do kondycji bohaterów i bohaterek wspomnianych tekstów.
Ostatnie słowa bohatera literackiego debiutu Patryka Chilewicza brzmią: „Co to jest, kurwa, za bagno!” (s. 178). W tym wykrzyknieniu kumuluje się sens całej opowieści – rozpoznanie własnego położenia oraz gorzka świadomość mechanizmów, które doprowadziły do tego miejsca bohatera. Finał nie przynosi prostego oczyszczenia ani jednoznacznej nadziei, to raczej moment brutalnej autorefleksji. Chilewicz zamyka swoją powieść w tonie ambiwalencji: między świadomością a bezsilnością, między możliwością wyjścia a ryzykiem pozostania w tym samym miejscu. Zakończenie nie rozwiązuje historii Patryka – nie takie jest jego zadanie. Przenosi raczej sens opowieści z poziomu fabularnego rozstrzygnięcia na poziom egzystencjalnego pytania, z którym pozostawia czytelnika i czytelniczkę: czy z tytułowego bagna rzeczywiście da się wyjść?
W jednym z początkowych fragmentów czytamy: „Gdyby ktoś trzeźwy wszedł teraz do mieszkania, zobaczyłby kilkanaście osób leżących w ciszy i odorze, niezręcznie trwających w nicości, jaką sobie sami zaserwowaliśmy. To piekło, które jest rajem, które jest piekłem, które kupowaliśmy za trzydzieści złotych gram” (s. 14). Kontrastowe zestawienie piekła i raju dobrze ilustruje mechanizm uzależnienia jako jednoczesnego doświadczania przyjemności oraz cierpienia. Narrator konstruuje swoją opowieść jako zapis stopniowego osuwania się w dół, zmierzania „w głąb” imprezowej piekielnej czeluści, któremu towarzyszy osobliwa świadomość własnej degradacji: „Miałem poczucie, że moja łajba zwana życiem zmierza nieuchronnie ku przepaści, a ja byłem już zmęczony wiosłowaniem z nurtem rzeki. Brakowało mi już sił, poddałem się” (s. 14). Kluczowe dla Patryka pojęcie „pogodnej rezygnacji” (s. 14) opisuje paradoksalny stan bohatera – jednoczesne rozpoznanie katastrofy i brak realnej zdolności – a może nawet chęci – by jej przeciwdziałać. Wszak środowisko imprezowe wciąga, chwilowo unieważniając poczucie pustki i zagłuszając nieprzyjazną rzeczywistość.
Relacje międzyludzkie opisane w powieści Chilewicza mają charakter instrumentalny i transakcyjny. Szczególnie wyraźnie widać to w opisie kontaktów bohatera ze starszymi mężczyznami: „To była transakcja wiązana: ja im dawałem młodą energię i dostarczałem rozrywki jako rozrywkowy młodzieniec, a oni dawali mi darmowy alkohol oraz historyjki, które pozwalały mi zagłuszyć powracający co chwilę koszmar, jakim był dla mnie świat rzeczywisty” (s. 58). Bliskość zostaje tu sprowadzona do wymiany – emocjonalnej, seksualnej, ekonomicznej. W czasie swojej pijacko-narkotycznej odysei Patryk realizuje wspomniane „transakcje” z projektantem mody, będącym sprawcą przemocy seksualnej; dziennikarzem, który w ostatniej chwili wycofuje się z kontaktu intymnego, uświadamiając sobie konsekwencje i zobowiązania wobec rodziny; Bezimiennym Wylizywaczem Dup, roztaczającym przed bohaterem wizję kariery w modelingu; oraz mężczyzną o nicku tatamalolata333, z którym umawia się na usługę seksualną.
Jednocześnie „Bagno” nie jest wyłącznie opowieścią o upadku. W strukturze narracji pojawiają się momenty graniczne, otwierające możliwość zmiany. Po konfrontacji z homofobicznym strażnikiem miejskim i wynikającej z niej groźbie więzienia bohater z lękiem stwierdza: „[…] doszedłem do wydarzenia granicznego, po którym nie mogę już dalej prowadzić takiego straceńczego trybu życia. Czas więc wytrzeźwieć. I to tak na poważnie” (s. 112). Deklaracja ta nie prowadzi jednak do przełomu, nie jest też przyczynkiem przemiany narratora, sygnalizuje raczej pierwsze pęknięcie w dotychczasowym sposobie życia, które dopiero może (ale nie musi) prowadzić do transformacji.
Na poziomie stylistycznym proza Chilewicza jest bezpośrednia, momentami brutalna, pozbawiona upiększeń. Język obrazuje chaos doświadczeń, pracę otumanionej narkotykami i alkoholem pamięci oraz intensywność przeżyć, co szczególnie wyraźnie ujawniają się w sposobie przedstawiania stanów lękowych, załamania, czy poczucia pustki. W „Bagnie”
obecne są także charakterystyczne dla narracji delirycznych fluktuacje czasu: „Minęły jeszcze dwa dni lub dwa tygodnie – nie wiem, nie interesowało mnie to. Czas wyznaczał nie zegarek, a kolejne kreski amfetaminy czy mefedronu […]” (s. 16). Bohater nie orientuje się w dniach, ani godzinach, wyznaje czytelnikom i czytelniczkom: „wróciłem wtedy do swojego pokoju koło czwartej nad ranem” (s. 166), aby umówić się na randkę tej samej nocy, czyli „grubo po dwudziestej drugiej” (s. 167). Zaburzona percepcja temporalna nie tylko oddaje stan świadomości bohatera, lecz także pełni funkcję strukturalną, rozbijając linearny porządek narracji i podporządkowując go logice uzależnienia. Czas przestaje być kategorią obiektywną, a staje się doświadczeniem afektywnym, zależnym od rytmu zażywania substancji i kolejnych impulsów cielesnych.
Dla osób zaznajomionych z ofertą wydawnictwa NEWHOMERS „Bagno” okaże się tekstem pozostającym w wyraźnym dialogu z wcześniejszymi publikacjami oficyny. Narrator prozy Chilewicza konstatuje bowiem: „Przecież bez alko i dragów wszyscy byliśmy nudni” (s. 176), bezpośrednio nawiązując do tytułu prozy Marty Markiewicz. Co więcej, pisząc: „[…] znaczenie miał tylko fakt, że znowu udało mi się przetrwać – że mimo płaczu i tego chwilowego załamania znów okazałem się karaluchem, który daje sobie radę w każdej sytuacji i jest w stanie wyjść z każdego niepowodzenia. Z nim właśnie się identyfikowałem – z karaluchem” (s. 62), odwołuje się do powieści Jakuba Morgensterna „Karaluch”, z której głównym bohaterem, Kubą, łączy go między innymi autoidentyfikacja poprzez figurę insekta. Tego rodzaju intertekstualne odwołania pełnią w „Bagnie” istotną funkcję – sytuują prozę autora „Kuriozum” w obrębie rozpoznawalnej wspólnoty tematycznej, a jednocześnie budują swoisty metakomentarz do kondycji bohaterów i bohaterek wspomnianych tekstów.
Ostatnie słowa bohatera literackiego debiutu Patryka Chilewicza brzmią: „Co to jest, kurwa, za bagno!” (s. 178). W tym wykrzyknieniu kumuluje się sens całej opowieści – rozpoznanie własnego położenia oraz gorzka świadomość mechanizmów, które doprowadziły do tego miejsca bohatera. Finał nie przynosi prostego oczyszczenia ani jednoznacznej nadziei, to raczej moment brutalnej autorefleksji. Chilewicz zamyka swoją powieść w tonie ambiwalencji: między świadomością a bezsilnością, między możliwością wyjścia a ryzykiem pozostania w tym samym miejscu. Zakończenie nie rozwiązuje historii Patryka – nie takie jest jego zadanie. Przenosi raczej sens opowieści z poziomu fabularnego rozstrzygnięcia na poziom egzystencjalnego pytania, z którym pozostawia czytelnika i czytelniczkę: czy z tytułowego bagna rzeczywiście da się wyjść?
Patryk Chilewicz: „Bagno”. NEWHOMERS. Warszawa 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

