KONTROLA NAD NARRACJĄ, KONTROLA NAD POETKĄ (EMILY VAN DUYNE: 'KOCHAJĄC SYLVIĘ PLATH')
A
A
A
Muszę zacząć od wyznania – nigdy nie byłam fanką Sylvii Plath. Ta faza dziewczyńskiego dojrzewania, w której z zachwytem czyta się „Szklany klosz”, minęła mnie bokiem. A kiedy już czytałam Plath, to trochę, przyznaję, przez pryzmat (niesłusznie, ale bardzo skutecznie) narzuconej na jej twórczość ramy „specyficznej odmiany literatury dla młodzieży”. Dlatego do książki Emily Van Duyne „Kochając Sylvię Plath” (tłum. Agata Ostrowska) podchodziłam z dużą ostrożnością, nie podzielając głębokiego przywiązania autorki względem amerykańskiej poetki. Muszę jednak przyznać, że była to lektura prawdziwie wstrząsająca, i to z kilku powodów.
Van Duyne przede wszystkim mierzy się z mitem Sylvii Plath jako poetki naznaczonej przez śmierć, tragicznej artystki, którą zabiła jej własna poezja. Cały dorobek Plath jest interpretowany w kontekście jej samobójstwa, każde zdarzenie, każda życiowa decyzja i każdy wiersz są krokiem w stronę śmierci. Autorka postawiła sobie za cel w martwej poetce zobaczyć żywą kobietę, nie mistyczno-metafizyczno-metaforyczne uwikłanie w sprawy Wielkiej Poezji. Taka legenda Plath nie jest dziełem przypadku ani tym bardziej tajemniczych sił stojących za wybitnym talentem poetyckim. Van Duyne drobiazgowo rekonstruuje, jak Ted Hughes, mąż Plath, zarządzał nie tylko jej dorobkiem, ale także legendą, tworząc wygodny dla siebie obraz tragicznej poetki. Nie dokonał tego w pojedynkę – aktywnie pomagały mu w tym zastępy literaturoznawców, krytyków i biografów.
Z literaturoznawcami kłopot jest taki, że są bardzo biegli w interpretacyjnych fikołkach. Potrafią na przykład bardzo erudycyjnie dowodzić, że Hughes był „skomplikowanym człowiekiem”, a przy tym przecież „wybitnym poetą” i „wielką osobowością”. Jego małżeństwo z Sylvią Plath było „trudne”, „naznaczone szczególnym napięciem”, ale też stanowiło temat poetycki, napędzało twórczość. Dzięki takiemu wsparciu Hughes tworzył własną legendę, która nie tylko maskowała charakter relacji, jakie łączyły go z jego partnerkami (lub mówiąc wprost: przemoc wobec nich, której był sprawcą), ale pomagały też wykreować postać wielkiego poety dotkniętego antycznym wręcz w swoim tragizmie losem – samobójstwo popełniła wszak nie tylko Plath, ale także sześć lat później Assia Wevill, jego wieloletnia kochanka. Można na przykład dowodzić, że zdradzanie żony to tak naprawdę dochowywanie jej wierności na wyższym, poetyckim poziomie: „Biografia pióra Bate’a przyczyniła się do skonstruowania literackiego uniwersum paradoksów, w którym zdradzanie żyjącej żony jest formą kosmicznej wierności wobec zmarłej, a wszystko można odpokutować poezją” (s. 172).
Oczywiście zarówno literaturoznawcy zajmujący się poezją Hughesa, jak i jego biografowie nie byli niedoinformowani, a Van Duyne nie jest pionierką w mówieniu i pisaniu o przemocy, jakiej doświadczyła Plath: „Zarówno stawiane Hughesowi zarzuty przemocy domowej, jak i podejrzenia kazirodztwa odrzucano jako »skandaliczne« lub w ogóle się nimi nie zajmowano w imię chronienia reputacji »wybitnego poety i skomplikowanego człowieka«, jak pisał John Banville” (s. 285). Zmowa milczenia wokół małżeństwa Plath i Hughesa umożliwiła mężowi przejęcie kontroli nad narracją, pośmiertne uciszenie Plath, zbudowanie własnej legendy i czerpanie zysków z praw do twórczości autorki „Szklanego klosza”. Dużo się mówi i pisze o stanach psychicznych Plath, mniej o poczytalności i zrównoważeniu Hughesa – a jeszcze mniej o stanie psychicznym literaturoznawców zdolnych do piętrowych, subtelnych analiz wierszy, gestów i decyzji poety, doskonale zakrywających potworność jego relacji z kobietami.
Van Duyne dowodzi jednak, że za eleganckimi sformułowaniami o skomplikowanych ludziach kryje się przemoc, której ślady autorka „Kochając…” odczytuje zarówno w twórczości Plath, jak i w rozproszonym i częściowo zniszczonym archiwum. Praca ta nie należy do łatwych: „Na przestrzeni trzydziestu pięciu lat Hughes przyznawał się w anegdotach i w druku, że albo spalił, albo zgubił dziennik, wiersze, listy oraz trzecią powieść Plath, nad którą dopiero pracowała” (s. 296). Niechętnie dopuszczał też badaczki i biografki do ocalałych materiałów, nie z każdą chciał rozmawiać. Mimo to Van Duyne drobiazgowo rekonstruuje z ocalałych dokumentów, wspomnień i wywiadów, jak wyglądało małżeństwo Plath i Hughesa. Wnikliwie czyta także wiersze poetki, nie tylko te najbardziej znane, ale i mniej popularne, z interpretatorskim kunsztem wskazując, że wszystko było „na widoku”, a ślady przemocy nie zostały ukryte. Trzeba tylko spojrzeć na dorobek Plath nie w kontekście zmierzania ku śmierci, a zmagania się z życiem. Van Duyne jest ostrożna, rzetelna, interpretacyjnie błyskotliwa, ale nie stroni od mocnych tez czy dosadnych stwierdzeń. „Kochając Sylvię Plath” nie jest łatwą lekturą – to szczegółowe studium poetyckiego obrazu doznanej przemocy i drobiazgowa analiza biograficzna.
Istotny aspekt książki stanowi przywrócenie pamięci o wspomnianej już Assii Wevill, kochance Hughesa, z którą zdradzał Plath. Historia jej życia odtwarza podobny schemat jak w przypadku Plath: piękna kobieta, barwny życiorys, niezwykły talent (Wevill była świetną tłumaczką i copywriterką), związek z Hughesem i samobójstwo. Van Duyne dowodzi, że to nie może być przypadek: dwie kobiety w życiu Hughesa postanawiają zabić się w dokładnie ten sam sposób. Podobny okazuje się też schemat, w jaki „skomplikowany człowiek i wybitny poeta” przetwarza życia tych kobiet we własną materię poetycką. Studium Van Duyne jest najbardziej porażające właśnie w tych rozdziałach, w których analizuje, jak utalentowane, piękne kobiety stawały się martwą pożywką dla poetyckiego ego Hughesa. Assia Wevill i jej córka Shura, wbrew woli samej Assii, zostały skremowane i pochowane w nieoznakowanym grobie na terenie posiadłości Hughesa. Grób Plath znajduje się na cmentarzu nieopodal.
„Kochając Sylvię Plath” to wielowymiarowe studium uciszania i kontroli nad kobiecym głosem. Van Duyne pisze zarazem z perspektywy literaturoznawczej, biograficznej, jak i psychologicznej, analizując, jak kobiety doświadczające przemocy w bliskich relacjach mówią i piszą o tym, co je spotyka/spotykało, oraz jak na te świadectwa reaguje otoczenie. Badaczka łączy w obrębie jednego tekstu wiele perspektyw, dlatego trudno jednoznacznie sklasyfikować jej książkę. Jest to na pewno – przynajmniej częściowo – biografia Sylvii Plath. Van Duyne łączy ją jednak z przenikliwymi interpretacjami twórczości nie tylko Plath, ale i Hughesa, często idąc pod prąd ustalonych odczytań ich wierszy. Te dwie perspektywy, niewykluczające się, ale w obrębie akademickiego literaturoznawstwa traktowane z pewną podejrzliwością, łączy z esejem na temat mitologizowania twórczości Plath, mechanizmów uciszania kobiet doświadczających przemocy i reguł rządzących tzw. polem literackim. Sporo uwagi poświęca także dyskredytowaniu miłośniczek poezji Plath, zwracającym uwagę na przemoc, która znalazła odbicie w jej twórczości. Czytelniczki i badaczki jej tekstów są równoprawnymi bohaterkami tej narracji.
Van Duyne nie unika także osobistej perspektywy, otwarcie pisząc o własnym doświadczeniu przemocy w związku i ucieczki od oprawcy. Poezja Plath nie jest dla niej wyłącznie młodzieńczą fascynacją, która przerodziła się w temat badawczy – to osobiste doświadczenie nakładające się na lekturę, szczególne wyczulenie na to, co w tekstach autorki „Ariela” było „ukryte” na wierzchu. To także analiza dyskursu krytycznoliterackiego i akademickiego, który ustala hierarchie, wzmacnia narracje, konserwuje interpretacje, a przez to działa jak doskonała maszyna do uciszania głosu poetki, do ustanawiania i podtrzymywania mitu, który służy sprawcom. Van Duyne często nie przebiera w słowach, a jej książce nie można odmówić społecznego zaangażowania. Jak pisze: „Śmiałabym zasugerować, że Plath, nawet po śmierci, jest kontrolowana przez męską klikę, która słowem i czynem wpisuje się w coś w rodzaj poetyckiej policji” (s. 267). Mogłoby się wydawać, że taki koktajl perspektyw i ujęć w efekcie da książkę dla wszystkich i dla nikogo: nie całkiem akademicką, nie do końca biograficzną, nie w pełni eseistyczną, trochę osobistą. Co zaskakujące, ta wielogłosowość nie jest chaotyczna – okazuje się dobrze przemyślana, ustrukturyzowana, rzetelna, ale zarazem porywająca.
„Kochając Sylvię Plath” to nie jest kolejna biografia martwej poetki – to książka, po której robi się słabo. Będzie stanowić pasjonującą, choć trudną lekturę nie tylko dla fanek twórczości Plath, ale także dla literaturoznawczyń, które zmagają się z granicą między czytaniem „profesjonalnym” a osobistą pasją, między akademickim dystansem a bliskością pisarki, między wysublimowaną interpretacją a śladem przemocy. Jak pisze Van Duyne: „Przez długi czas miłość do Sylvii Plath postrzegano esencjalistycznie jako atrybut młodych kobiet, fazę, przez którą się przechodzi, a potem trzeba z niej wyrosnąć, żeby być poważnie traktowaną” (s. 339). Jej książka pokazuje, jak kochać Sylvię Plath i jej twórczość dojrzale oraz jak czytać wbrew ustalonym interpretacjom, dając szansę, aby uciszany i kontrolowany głos poetki wybrzmiał z całą mocą.
Van Duyne przede wszystkim mierzy się z mitem Sylvii Plath jako poetki naznaczonej przez śmierć, tragicznej artystki, którą zabiła jej własna poezja. Cały dorobek Plath jest interpretowany w kontekście jej samobójstwa, każde zdarzenie, każda życiowa decyzja i każdy wiersz są krokiem w stronę śmierci. Autorka postawiła sobie za cel w martwej poetce zobaczyć żywą kobietę, nie mistyczno-metafizyczno-metaforyczne uwikłanie w sprawy Wielkiej Poezji. Taka legenda Plath nie jest dziełem przypadku ani tym bardziej tajemniczych sił stojących za wybitnym talentem poetyckim. Van Duyne drobiazgowo rekonstruuje, jak Ted Hughes, mąż Plath, zarządzał nie tylko jej dorobkiem, ale także legendą, tworząc wygodny dla siebie obraz tragicznej poetki. Nie dokonał tego w pojedynkę – aktywnie pomagały mu w tym zastępy literaturoznawców, krytyków i biografów.
Z literaturoznawcami kłopot jest taki, że są bardzo biegli w interpretacyjnych fikołkach. Potrafią na przykład bardzo erudycyjnie dowodzić, że Hughes był „skomplikowanym człowiekiem”, a przy tym przecież „wybitnym poetą” i „wielką osobowością”. Jego małżeństwo z Sylvią Plath było „trudne”, „naznaczone szczególnym napięciem”, ale też stanowiło temat poetycki, napędzało twórczość. Dzięki takiemu wsparciu Hughes tworzył własną legendę, która nie tylko maskowała charakter relacji, jakie łączyły go z jego partnerkami (lub mówiąc wprost: przemoc wobec nich, której był sprawcą), ale pomagały też wykreować postać wielkiego poety dotkniętego antycznym wręcz w swoim tragizmie losem – samobójstwo popełniła wszak nie tylko Plath, ale także sześć lat później Assia Wevill, jego wieloletnia kochanka. Można na przykład dowodzić, że zdradzanie żony to tak naprawdę dochowywanie jej wierności na wyższym, poetyckim poziomie: „Biografia pióra Bate’a przyczyniła się do skonstruowania literackiego uniwersum paradoksów, w którym zdradzanie żyjącej żony jest formą kosmicznej wierności wobec zmarłej, a wszystko można odpokutować poezją” (s. 172).
Oczywiście zarówno literaturoznawcy zajmujący się poezją Hughesa, jak i jego biografowie nie byli niedoinformowani, a Van Duyne nie jest pionierką w mówieniu i pisaniu o przemocy, jakiej doświadczyła Plath: „Zarówno stawiane Hughesowi zarzuty przemocy domowej, jak i podejrzenia kazirodztwa odrzucano jako »skandaliczne« lub w ogóle się nimi nie zajmowano w imię chronienia reputacji »wybitnego poety i skomplikowanego człowieka«, jak pisał John Banville” (s. 285). Zmowa milczenia wokół małżeństwa Plath i Hughesa umożliwiła mężowi przejęcie kontroli nad narracją, pośmiertne uciszenie Plath, zbudowanie własnej legendy i czerpanie zysków z praw do twórczości autorki „Szklanego klosza”. Dużo się mówi i pisze o stanach psychicznych Plath, mniej o poczytalności i zrównoważeniu Hughesa – a jeszcze mniej o stanie psychicznym literaturoznawców zdolnych do piętrowych, subtelnych analiz wierszy, gestów i decyzji poety, doskonale zakrywających potworność jego relacji z kobietami.
Van Duyne dowodzi jednak, że za eleganckimi sformułowaniami o skomplikowanych ludziach kryje się przemoc, której ślady autorka „Kochając…” odczytuje zarówno w twórczości Plath, jak i w rozproszonym i częściowo zniszczonym archiwum. Praca ta nie należy do łatwych: „Na przestrzeni trzydziestu pięciu lat Hughes przyznawał się w anegdotach i w druku, że albo spalił, albo zgubił dziennik, wiersze, listy oraz trzecią powieść Plath, nad którą dopiero pracowała” (s. 296). Niechętnie dopuszczał też badaczki i biografki do ocalałych materiałów, nie z każdą chciał rozmawiać. Mimo to Van Duyne drobiazgowo rekonstruuje z ocalałych dokumentów, wspomnień i wywiadów, jak wyglądało małżeństwo Plath i Hughesa. Wnikliwie czyta także wiersze poetki, nie tylko te najbardziej znane, ale i mniej popularne, z interpretatorskim kunsztem wskazując, że wszystko było „na widoku”, a ślady przemocy nie zostały ukryte. Trzeba tylko spojrzeć na dorobek Plath nie w kontekście zmierzania ku śmierci, a zmagania się z życiem. Van Duyne jest ostrożna, rzetelna, interpretacyjnie błyskotliwa, ale nie stroni od mocnych tez czy dosadnych stwierdzeń. „Kochając Sylvię Plath” nie jest łatwą lekturą – to szczegółowe studium poetyckiego obrazu doznanej przemocy i drobiazgowa analiza biograficzna.
Istotny aspekt książki stanowi przywrócenie pamięci o wspomnianej już Assii Wevill, kochance Hughesa, z którą zdradzał Plath. Historia jej życia odtwarza podobny schemat jak w przypadku Plath: piękna kobieta, barwny życiorys, niezwykły talent (Wevill była świetną tłumaczką i copywriterką), związek z Hughesem i samobójstwo. Van Duyne dowodzi, że to nie może być przypadek: dwie kobiety w życiu Hughesa postanawiają zabić się w dokładnie ten sam sposób. Podobny okazuje się też schemat, w jaki „skomplikowany człowiek i wybitny poeta” przetwarza życia tych kobiet we własną materię poetycką. Studium Van Duyne jest najbardziej porażające właśnie w tych rozdziałach, w których analizuje, jak utalentowane, piękne kobiety stawały się martwą pożywką dla poetyckiego ego Hughesa. Assia Wevill i jej córka Shura, wbrew woli samej Assii, zostały skremowane i pochowane w nieoznakowanym grobie na terenie posiadłości Hughesa. Grób Plath znajduje się na cmentarzu nieopodal.
„Kochając Sylvię Plath” to wielowymiarowe studium uciszania i kontroli nad kobiecym głosem. Van Duyne pisze zarazem z perspektywy literaturoznawczej, biograficznej, jak i psychologicznej, analizując, jak kobiety doświadczające przemocy w bliskich relacjach mówią i piszą o tym, co je spotyka/spotykało, oraz jak na te świadectwa reaguje otoczenie. Badaczka łączy w obrębie jednego tekstu wiele perspektyw, dlatego trudno jednoznacznie sklasyfikować jej książkę. Jest to na pewno – przynajmniej częściowo – biografia Sylvii Plath. Van Duyne łączy ją jednak z przenikliwymi interpretacjami twórczości nie tylko Plath, ale i Hughesa, często idąc pod prąd ustalonych odczytań ich wierszy. Te dwie perspektywy, niewykluczające się, ale w obrębie akademickiego literaturoznawstwa traktowane z pewną podejrzliwością, łączy z esejem na temat mitologizowania twórczości Plath, mechanizmów uciszania kobiet doświadczających przemocy i reguł rządzących tzw. polem literackim. Sporo uwagi poświęca także dyskredytowaniu miłośniczek poezji Plath, zwracającym uwagę na przemoc, która znalazła odbicie w jej twórczości. Czytelniczki i badaczki jej tekstów są równoprawnymi bohaterkami tej narracji.
Van Duyne nie unika także osobistej perspektywy, otwarcie pisząc o własnym doświadczeniu przemocy w związku i ucieczki od oprawcy. Poezja Plath nie jest dla niej wyłącznie młodzieńczą fascynacją, która przerodziła się w temat badawczy – to osobiste doświadczenie nakładające się na lekturę, szczególne wyczulenie na to, co w tekstach autorki „Ariela” było „ukryte” na wierzchu. To także analiza dyskursu krytycznoliterackiego i akademickiego, który ustala hierarchie, wzmacnia narracje, konserwuje interpretacje, a przez to działa jak doskonała maszyna do uciszania głosu poetki, do ustanawiania i podtrzymywania mitu, który służy sprawcom. Van Duyne często nie przebiera w słowach, a jej książce nie można odmówić społecznego zaangażowania. Jak pisze: „Śmiałabym zasugerować, że Plath, nawet po śmierci, jest kontrolowana przez męską klikę, która słowem i czynem wpisuje się w coś w rodzaj poetyckiej policji” (s. 267). Mogłoby się wydawać, że taki koktajl perspektyw i ujęć w efekcie da książkę dla wszystkich i dla nikogo: nie całkiem akademicką, nie do końca biograficzną, nie w pełni eseistyczną, trochę osobistą. Co zaskakujące, ta wielogłosowość nie jest chaotyczna – okazuje się dobrze przemyślana, ustrukturyzowana, rzetelna, ale zarazem porywająca.
„Kochając Sylvię Plath” to nie jest kolejna biografia martwej poetki – to książka, po której robi się słabo. Będzie stanowić pasjonującą, choć trudną lekturę nie tylko dla fanek twórczości Plath, ale także dla literaturoznawczyń, które zmagają się z granicą między czytaniem „profesjonalnym” a osobistą pasją, między akademickim dystansem a bliskością pisarki, między wysublimowaną interpretacją a śladem przemocy. Jak pisze Van Duyne: „Przez długi czas miłość do Sylvii Plath postrzegano esencjalistycznie jako atrybut młodych kobiet, fazę, przez którą się przechodzi, a potem trzeba z niej wyrosnąć, żeby być poważnie traktowaną” (s. 339). Jej książka pokazuje, jak kochać Sylvię Plath i jej twórczość dojrzale oraz jak czytać wbrew ustalonym interpretacjom, dając szansę, aby uciszany i kontrolowany głos poetki wybrzmiał z całą mocą.
Emily Van Duyne: „Kochając Sylvię Plath”. Przeł. Agata Ostrowska. Wydawnictwo Znak Literanova. Kraków 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

