ISSN 2658-1086

1 czerwca 11 (539) / 2026

Magdalena Kempna-Pieniążek,

NIEWIDZIALNY ('PETER WEIR. MISTYK I PODRÓŻNIK. ROZMOWY Z REŻYSEREM')

A A A
Bezpośrednią okazją do wydania tomu „Peter Weir. Mistyk i podróżnik” była retrospektywa filmów reżysera, która odbyła się podczas trzeciej edycji Timeless Film Festival Warsaw (17–27 kwietnia 2026 roku), siłą rzeczy zatem formuła książki (przynajmniej do pewnego stopnia) została określona przez jej funkcje użytkowe. Mamy tu do czynienia z publikacją, która spełni się przede wszystkim w roli krótkiego przewodnika po filmach twórcy „Truman Show” (1998). Oprócz zapisu czterech rozmów z reżyserem (w tym jednej zupełnie nowej, przeprowadzonej przez Jakuba Duszyńskiego w 2025 roku), w zbiorze znalazł się obszerny esej polskiego znawcy kina australijskiego, Marka Haltofa. Napisana przez niego miniaturowa monografia jest doskonałym wprowadzeniem dla tych, którzy dopiero rozpoczynają przygodę ze znakomitymi filmami Weira, z kolei już znającym te dzieła czytelnikom i czytelniczkom oferuje (zaktualizowaną o najnowsze publikacje) rekapitulację ich najważniejszych odczytań.

Jako przedstawicielka drugiej z wymienionych grup, czytałam książkę z radością podszytą nostalgią – pierwsze uczucie wynikało z faktu, że dorobek Weira po dłuższej przewie zostaje przywrócony uwadze polskich widzów i widzek; drugie z kolei było skutkiem świadomości, że – jako twórczość już zamknięta – dorobek ten zostaje objęty kategorią „powrotów do klasyki”. Mimo zasadniczo pozytywnych konotacji, sformułowanie to budzi przeczucie, że na mapie współczesnej kinematografii filmy Weira przesuwają się na pozycje odległe od centrum. Odczucia tego nie są w stanie zniwelować (jak najbardziej zresztą słuszne) uwagi na temat prekursorskiego charakteru „Truman Show” – filmu, który w 1998 roku był „niepokojąco i zadziwiająco proroczą” (s. 83) diagnozą rozwoju świata mediów. „Piknik pod Wiszącą Skałą” (1975) zapewne już zawsze będzie postrzegany jako jedno z arcydzieł filmowego oniryzmu oraz impresjonizmu, trudno jednak żywić nadzieję, że doczeka się w najbliższym czasie nowych odkrywczych odczytań. „Samochody, które zjadły Paryż” (1974) zostaną zapewne zapamiętane jako wczesny przykład australijskiego gotyku, „Gallipoli” (1980) jako australijski filmowy epos narodowy, a „Świadek” (1985) czy „Pan i władca: na krańcu świata” (2003) jako znakomite filmy gatunkowe. Już „Niepokonani” (2010) jednak na podobny los liczyć nie mogą – z perspektywy mainstreamu na przeszkodzie może tutaj stać fakt, że – jak słusznie zauważa Marek Haltof – w dziele tym to „krajobraz jest filmem” (s. 99); z kolei z perspektywy publiczności arthouse’owej problemem mogą się okazać hollywoodzkie konwencje mocno eksploatowane na poziomie fabuły i konstrukcji postaci.

Świadomość tego wszystkiego tkwi u źródeł nostalgicznego wzruszenia, z jakim czyta się publikowane w latach 80. i 90. wywiady, w których już same pytania zadawane przez znanych krytyków i badaczy (m.in. Michaela Blissa i Briana McFarlane’a) wskazują na to, w jak istotnych i aktualnych dyskusjach uczestniczyły filmy reżysera. Część z tych dyskusji wiązała się z chętnie eksplorowanymi wówczas zagadnieniami takimi jak nowe formuły duchowości, mity czy relacje między kulturą i naturą, część natomiast dotyczyła dynamicznych zmian zachodzących w sektorach produkcji i dystrybucji filmów. Wątki poruszane w rozmowach opublikowanych w tomie obejmują między innymi rozkwit australijskiego kina, relację między kinem komercyjnym i artystycznym oraz blaski i cienie pracy filmowego autora w Hollywoodzie odnotowującym po 1975 roku kolejną fundamentalną „restrukturyzację”.

Część przyjemności płynącej z lektury książki wiąże się z osobowością samego reżysera. Chociaż konsekwentnie zaliczany jest do grona wielkich mistrzów kina, Peter Weir nie przejawia charakterystycznej dla wielu auteurs skłonności do zawłaszczania dyskusji i upartego forsowania swojej wizji sztuki filmowej. Własne opinie wyraża w sposób oszczędny i konkretny; z ujmującą szczerością stwierdza, że udzielanie wywiadów jest dla niego niekomfortowe, ponieważ nie lubi się powtarzać („zanudziłbym samego siebie!” [s. 148]) i deklaruje, że jako reżyser stara się być „niewidzialny”, ponieważ „liczy się tylko opowieść” (s. 157). W tym samym akapicie mówi: „Ja służę tu idei. Film, niezależnie od tego, jaki będzie, nie opowiada o mnie” (s. 157). Równocześnie każde z jego dzieł jest utworem na swój sposób osobistym: „Nie jestem fanatykiem kina” – deklaruje. – „Kiedy jednak natrafię na temat, który mnie inspiruje (…), szukam takiego stylu i elementów, które najlepiej oddadzą ów pomysł czy inspiracje” (s. 121). A inspiracje te mogą przyjść w każdej chwili i z każdej strony – ze spontanicznie zakupionej w Londynie XVIII-wiecznej szabli czy z przypadkowego spojrzenia skierowanego w dół wzgórza w czasie rutynowo wykonywanej domowej czynności („Wróciłem do domu, a niedługo potem »Pan i władca« zapukał do moich drzwi” [s. 21]). Kiedy z kolei inspiracja nie przychodzi, twórca umie wycofać się z projektu, w którym nie potrafi się odnaleźć – tak jak zrobił to w przypadku adaptacji „Miasteczka Salem” Stephena Kinga czy „Ptaków ciernistych krzewów” Colleen McCullough.

Będąc rozmówcą nie tak charyzmatycznym, nie tak intrygującym i nie tak onieśmielającym jak inni wielcy autorzy (od Orsona Wellesa i Alfreda Hitchcocka poczynając, na Wernerze Herzogu i Woodym Allenie kończąc), reżyser mimo wszystko wciąż pozostaje cichą zagadką, co łatwo dostrzec w niekiedy przeciwstawnych wypowiedziach na jego temat. „Weir jest twórcą pełnym wyobraźni, intuicyjnym i bezgranicznie romantycznym” – pisze o nim Marek Haltof, aby jeszcze w tym samym akapicie stwierdzić: „Weira można by określić mianem »reżysera akademickiego« (w najlepszym tego słowa znaczeniu), nie tylko dlatego, że w odniesieniu do jego twórczości trudno mówić o nowatorstwie formalnym, ale także dlatego, że świadomie wykorzystuje on tradycyjne, często zbanalizowane środki i obrazy filmowe, aby osiągnąć typowy dla siebie nastrój” (s. 99). „(…) Punktem wyjścia filmowej narracji jest tu (w filmach Weira – MKP) zawsze codzienność” (s. 126) – stwierdza Tom Ryan we wprowadzeniu do wywiadu z 1981 roku, podczas gdy w wypowiedzi opublikowanej zaledwie rok wcześniej sam Weir dobitnie stwierdza: „Nie interesuje mnie codzienne życie. Podziwiam ludzi, którzy tworzą filmy z takich banałów” (s. 123). „Mistyk” (w ten wszak sposób reżyser zostaje nazwany w tytule recenzowanego zbioru) okazuje się mieć całkiem pragmatyczne podejście do swojej pracy i jej organizacyjno-finansowych uwarunkowań, a „podróżnik” nigdy nie zapomina o powrocie do rodzinnej Australii, pokazując, że aby zrobić hollywoodzką karierę, niekoniecznie trzeba na stałe mieszkać w Kalifornii.

Klucz do rozwiązania zagadki tych pozornych sprzeczności podsuwa sam reżyser, który aż trzykrotnie w czterech opublikowanych w książce wywiadach (co jest wysokim wynikiem jak na człowieka nielubiącego się powtarzać!) przywołuje swoją rozmowę z japońskim ceramikiem Shigeo Shigą. Do spotkania, które pomogło młodemu reżyserowi zdefiniować własną wizję pracy, doszło jeszcze przed pełnometrażowym debiutem Weira, jakim były „Samochody, które zjadły Paryż”. Shiga powiedział wówczas: „Wytwarzamy rzeczy użytkowe – kubki, misy, talerze – żeby ludzie mogli z nich korzystać. W dawnych czasach nikt swoich wyrobów nie podpisywał. Nawet najwięksi mistrzowie. Byłoby to niestosowne. To, co wytwarzasz własnymi rękoma, przeznaczone jest dla innych ludzi. Nie chodzi tu o ciebie. Chodzi o to, co zrobisz” (s. 23). Komentując tę wypowiedź, Weir stwierdza: „tak właśnie to czuję. Moje filmy są misami i dzbankami. Potrzebuję wielu lat, żeby osiągnąć ten poziom. Na koniec rozmowy Shiga dodał: »Kiedy jesteś już mistrzem i robisz jakąś misę, raz na jakiś czas bogowie dotykają twoich rąk. I wtedy powstaje dzieło sztuki«” (s. 23).

Z właściwą sobie wstrzemięźliwością Weir nie zdradza, czy kiedykolwiek poczuł, że bogowie dotykają jego rąk (a może przeprowadzający z nim wywiad Jakub Duszyński postanowił o to nie pytać, aby – wzorem filmów reżysera – pozostawić nam jakąś niewyjaśnioną zagadkę?). Widzowie i widzki być może jednak będą w stanie odpowiedzieć na to pytanie, wymieniając tytuły takie jak „Piknik pod Wiszącą Skałą”, „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” (1989) czy „Truman Show” – filmy, dzięki którym także inni artyści mogli osiągnąć to, co wydawało się niemożliwe: aktorzy rozpoznawani głównie jako komicy (Robin Williams, Jim Carrey) pokazywali skalę swoich dramatycznych umiejętności, niezbyt rozpoznawalna poza Australią pisarka (Joan Lindsay) doczekała się światowej sławy… O filmach Weira często pisze się jako o dziełach ufundowanych na opozycjach: natura/kultura, jednostka/społeczeństwo, kino autorskie/kino gatunkowe. Być może w świetle przytoczonej anegdoty i w głęboko osobistym odczuciu samego reżysera to jednak nie opozycje, lecz „inne stany skupienia” tej samej materii świata, a tym, co najbardziej interesuje twórcę, są momenty transformacji czy też transgresji: chwile, w których kino gatunkowe urasta do rangi kina autorskiego, w których jednostka indywidualizuje się ze swojej społeczności, a owoc pracy rzemieślnika staje się dziełem sztuki…

Książkę otwierają wypowiedzi reżysera zarejestrowane w czasie rozmowy przeprowadzonej w listopadzie 2025 roku. W moim subiektywnym odczuciu jest to najcenniejsza część zbioru, ukazująca obraz artysty spełnionego i w pełni usatysfakcjonowanego, przede wszystkim zaś wiernego samemu sobie. Świetnym rozwiązaniem okazało się usunięcie z tego fragmentu zadawanych pytań – zabieg ten nadał wypowiedzi Weira charakter intymnego zwierzenia. „W Australii i później w Hollywood zrobiłem właściwie wszystko to, co chciałem” – mówi reżyser. – „Przy czym zawsze wybierałem tematy, z którymi czułem jakąś wewnętrzną łączność (…). Było w tym coś z tajemnicy, ale czułem, że podążam w stronę wybranej historii” (s. 14). Jeśli filmy rzeczywiście są „jak misy i kubki”, to Peter Weir pozostawił nam naprawdę znakomitą kolekcję, nie tylko do podziwiania, lecz także do… korzystania z niej. Mistyczny „sen we śnie” Mirandy z „Pikniku pod Wiszącą Skałą”, apokaliptyczna groza „Ostatniej fali” (1977), gorycz dorastania bohaterów „Stowarzyszenia Umarłych Poetów” czy instynktowne pragnienie wolności przejawiane przez Trumana… – wszystko to są uniwersalne opowieści, z których – zgodnie z wykładnią Shigi – mogą „korzystać ludzie”. A gest reżysera, który po zrealizowaniu „Niepokonanych” cicho i bez splendoru oddalił się na spokojną emeryturę, należy uznać nie za wycofanie się, lecz raczej za ukoronowanie jego procesu transformacji w prawdziwego (to znaczy: niewidzialnego) „mistrza”.
„Peter Weir. Mistyk i podróżnik. Rozmowy z reżyserem”. Koncepcja książki: Michał Oleszczyk, Jakub Duszyński, Marek Haltof. Przeł. Joanna Figiel. Wydawnictwo w Podwórku, Timeless Film Foundation. Gdańsk–Warszawa 2026.