PO CO 'MIERZYMY' LITERATURĘ? ('HUMANISTYKA CYFROWA. PROSPEKTY STANFORDZKIE')
A
A
A
Kiedy w 2017 roku Maciej Maryl próbował udzielić odpowiedzi na pytanie, „kim są polscy humaniści cyfrowi?”, w swoim artykule doszedł do takich wniosków: „A zatem, w pewnym uproszczeniu, zaproponowałbym następujące rozumienie tych etapów: pierwsza fala humanistyki cyfrowej dotyczy digitalizacji i remediacji tradycyjnego warsztatu badawczego dyscyplin (zaliczymy do niej skanowanie tekstów i obiektów, budowę cyfrowych archiwów i katalogów, tworzenie korpusów, adnotowanie tekstów itd.); fali drugiej towarzyszy rozpoznanie i wykorzystywanie możliwości dalszego przetwarzania materiału cyfrowego pozyskanego w fazie pierwszej, czyli wykorzystanie nowego medium do tworzenia nowych metod badawczych i gatunków komunikacji naukowej (narzędzia do badania i wizualizacji, badania na dużych zbiorach materiałów), oraz fala trzecia, czyli krytyczna analiza ograniczeń epistemologicznych medium i samych założeń humanistyki cyfrowej” (Maryl 2017: 291). Badacz dodawał także, że w Polsce (w tamtym czasie) mieliśmy do czynienia raczej z falą pierwszą. Od opublikowania tego tekstu minęło jednak już dziewięć lat (od jego napisania zapewne dekada), a status tej dziedziny humanistycznej działalności zmienił się diametralnie.
Zmianę można dostrzec nie tylko w tym, że dziś owa „pierwsza fala” humanistyki cyfrowej wydaje nam się czymś absolutnie oczywistym, ale także przeglądając listę publikacji, numery tematyczne wiodących czasopism naukowych oraz kierunki i siatki studiów. Uniwersytety Warszawski i Jagielloński od dawna zgłębiają możliwości i opracowują własne metody badań korpusów tekstowych i językowych przy pomocy cyfrowych narzędzi, sporo projektów realizowanych jest także na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Do tych ośrodków dołączają kolejne (przede wszystkim Katowice i Łódź), poszukując sposobów na zainteresowanie osób studiujących nową odsłoną humanistyki, ale także opracowanie i wykorzystanie nowych metod w pracach badawczych.
Humanistyka, nazwijmy ją tradycyjną, i humanistyka cyfrowa to ciekawy przykład dziedzinowej koegzystencji – nie mogą się bez siebie obyć, jedna korzysta bowiem ochoczo z osiągnięć drugiej, choć dziś właściwie trzeba powiedzieć, że zapewniają sobie wzajemne przetrwanie, jednocześnie zachowując swoistą odrębność i badawczą rezerwę. Właściwie mamy bowiem do czynienia z dwoma rodzajami cyfryzacji. Humanistyką cyfrową, która niewiele ma już wspólnego z pierwszą falą i rozwija się niezwykle dynamicznie, nie tylko w przestrzeni badań nad narzędziami sztucznej inteligencji; oraz humanistyką ucyfrowioną – czyli tradycyjną, ale korzystającą z osiągnieć cyfrowej w tych miejscach, w których może to przyspieszyć proces badawczy, pozwalając na szybsze gromadzenie i przegląd badanego materiału lub wygodniejszą, bardziej upowszechniającą i dostępną formę prezentacji wyników. Tradycyjna humanistyka jest także gwarantem zjawiska, które Maryl określa mianem trzeciej fali – czyli krytycznego komentarza, ukazującego, że czasami narzędzia, które mają usprawniać pracę, okazują się jedynie formą technicznej nowinki i nie zmieniają w żaden sposób poziomu osiąganych wyników, a zamiast usprawniać proces – generują dodatkowe czynności.
Ciekawy punkt przecięcia tych dziedzin stanowią publikacje książkowe w tradycyjnej, papierowej formie. Oczywiście większość treści z zakresu humanistyki cyfrowej ukazuje się w sieci – co stanowi najbardziej logiczną formę aktualizowania stanu badań, jeśli wziąć pod uwagę nie tylko cyfrowe media, oswojone przez osoby zainteresowane tematyką, a przede wszystkim ich możliwości (dostępne formy prezentowania treści, aktualizujące odsyłacze), ale także czas trwania wydawniczych procedur. Analogowe publikacje (książkowe i czasopiśmiennicze) uzasadnienie znajdują przede wszystkim w badawczym przyzwyczajeniu – papier wciąż podnosi rangę prezentowanych treści, sugerując nie tylko ich powagę, ale także trwałość. Oczywiście, choć w mniejszym stopniu, jest to z pewnością pochodna dbałości o dobrostan czytelników i czytelniczek – gwarantująca oszczędzenie im kolejnych godzin przed ekranem monitora i cyfrowy detoks (oraz, co wszyscy wiemy doskonale, ograniczenie bodźców i lepszą możliwość skupienia na przyswajanych treściach) – humanistyka cyfrowa to bowiem także świadome badanie szkodliwości cyfrowego nadmiaru.
Jedną z niezwykle istotnych i wyczekiwanych publikacji (początkowo wydanej w formie e-booka, następnie w tradycyjnej, papierowej) jest docelowo dwutomowa – na razie ukazał się pierwszy tom – „Humanistyka cyfrowa. Prospekty stanfordzkie”, opublikowana przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. W książce zamieszczono (pierwszy raz przetłumaczone na język polski) artykuły, które powstały w ramach działalności jednego z najbardziej znanych ośrodków badawczych zajmujących się humanistyką cyfrową – Stanford Literary Lab. Poszczególne artykuły to zebranie wyników prac z lat 2010-2017, nie jest to więc szczególnie aktualny stan prowadzonych w jednostce badań. Jeśli chodzi o samą jednostkę, to według informacji zamieszczonych na stronie internetowej wciąż aktywnie prowadzone są w niej badania, jednak ostatnią aktualizację opublikowano w roku 2023. Jak w ramach każdej badawczej idei, każdego zwrotu, po wielkim entuzjazmie i projektowym ruchu także w humanistyce cyfrowej następują przestoje.
Przyjrzyjmy się jednak samej publikacji. Oprócz wstępu, wyjaśniającego cel opublikowania wybranych treści, opracowanego przez Tomasza Bilczewskiego (Uniwersytet Jagielloński) i Ewę Rajewską (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), znajdziemy w niej osiem artykułów z zakresu cyfrowego literaturoznawstwa – choć specyfiką tych badań jest wyrazista interdyscyplinarność.
Poszczególne projekty poświęcono analizom ilościowym (jak w zespołowych pracach Sarah Allison, Ryana Heusera, Matthew Jockersa, Franca Morettiego i Michaela Witmore’a) oraz jakościowym (jak w artykule, bodaj najciekawszym w całym tomie, Morettiego „»Operacjonalizowanie« albo funkcja pomiaru we współczesnej teorii literatury”). Poszczególne prace zamieszczone w tomie pokazują jednak przede wszystkim, że humanistyka cyfrowa, to niejako kolejny poziom wtajemniczenia: nie można korzystać z jej narzędzi bez znajomości teorii i historii literatury czy pogłębionych kompetencji w zakresie badanego zagadnienia. Nie można bowiem wykorzystać danych otrzymanych w wyniku przeprowadzonych pomiarów, dotyczących na przykład frekwencji wypowiedzi danej postaci w analizowanym dziele czy wyników zestawienia określonego korpusu tekstowego, jeżeli nie posiada się wiedzy pozwalającej na interpretację wyników. Książka rozwiewa więc mit, według którego osiągnięcia humanistyki cyfrowej przynoszą jakiekolwiek ułatwienie – przyspieszają one pewne elementy analizy, ale to, co z tymi danymi zrobią badacze i badaczki, to już całkowicie osobna kwestia.
Jak bowiem udowadnia Moretti, analizując literaturę nie można już oprzeć się jedynie na wyobrażeniu, wrażeniu czy określeniu pewnych jakości tekstu na zasadzie „mniej-więcej”, teraz oczekuje się precyzji: „Fedra wypowiada w sztuce 29% słów, a nie 25% czy 39% – jakie to ma znaczenie? Już wcześniej wiedzieliśmy, że mówi »więcej« niż pozostałe postacie. (…) W czym pomiary mogą przysłużyć się literaturoznawstwu?” (s. 305-306) Badacz zaznacza, że w pracy cyfrowego humanisty nie chodzi o stwierdzanie oczywistości, ale o szukanie odstępstw, anomalii i potencjału danych empirycznych. To wskrzeszanie osiągnięć strukturalizmu, choć oczywiście z perspektywy kilku dekad osiągnięć teorii literatury, a więc specyficzna wersja poststrukturalistycznej analizy literackich korpusów tekstowych. Badacze i badaczki ze stanfordzkiego laboratorium cały czas aktualizują także pytanie o zasadność prowadzonych badań, jednej z największych zalet dopatrując się w możliwości ciągłego ich poszerzania i rozbudowywania, bez konieczności powtarzania poszczególnych etapów i czynności: „W naszym modularnym podejściu chodzi w końcu o to, żeby baza danych pozostawała w przyszłości otwarta na tego typu działania” (s. 400).
Wszystkie poszczególne teksty zebrane w tomie przedstawiają osiągnięcia właściwie już znane osobom, które interesują się zagadnieniami związanymi z cyfrową humanistyką. Nie jest to więc dzieło przełomowe czy otwierające innowacyjne perspektywy rozwoju badań literaturoznawczych w Polsce. Może jednak spełnić cel popularyzatorski, zbierając w jednym miejscu różnorodne odsłony prowadzonych badań. Zawiera pogłębione analizy zarówno poszczególnych dzieł („Hamlet”), jak i całych zbiorów tekstów (XIX-wiecznych powieści brytyjskich), ukazanych z nowej perspektywy, reinterpretowanych, stanowiących przedmiot niezwykle precyzyjnych pomiarów i opracowywanych na ich podstawie wniosków.
Sporo w książce efektów tak zwanych badań wstępnych, zebrania danych i przedstawienia ich w formie wykresów czy zestawień, z których tak naprawdę należy dopiero wyprowadzić interpretacyjne wnioski – co nie znaczy, że nie jest to działanie potrzebne i konieczne. Wiele opublikowanych w tomie treści przypomina nam przede wszystkim, że badanie tekstów kultury to wieloetapowy proces, którego bardzo ważną, może nawet najistotniejszą w kontekście osiąganych później wyników, częścią jest właśnie sposób zebrania i zestawienia analizowanych materiałów.
Warto dodać, że publikacja, jak zaznaczone we wstępie, stanowi efekt „praktycznego kursu sztuki tłumaczenia, prowadzonego na specjalności przekładowej poznańskiej polonistyki” (s. 17). Jest to więc ciekawy przykład naukowego sieciowania – osoby tłumaczące musiały bowiem opracować specyficzny dla humanistyki cyfrowej słownik, przygotować rozbudowane przypisy, zapoznać się z całym projektem, nie zaś tylko jego tekstowymi efektami.
Nie zawsze przekonują mnie rozwiązania proponowane przez humanistykę cyfrową, a same dane traktuję jako punkt wyjścia, nie zaś zwieńczenie działań projektowych. Uważam jednak, że pogłębione badania ilościowe, które umożliwiają narzędzia i metody proponowane przez cyfrową humanistykę, oraz oparte na uzyskanych danych analizy jakościowe stanowią nie tylko wsparcie „klasycznej” działalności naukowej, ale także dowód na niezwykle dynamiczny i elastyczny charakter rozwoju współczesnych badań.
LITERATURA:
Maryl M.: „Kim są polscy humaniści cyfrowi?”. „Teksty Drugie” 2017, nr 1.
Zmianę można dostrzec nie tylko w tym, że dziś owa „pierwsza fala” humanistyki cyfrowej wydaje nam się czymś absolutnie oczywistym, ale także przeglądając listę publikacji, numery tematyczne wiodących czasopism naukowych oraz kierunki i siatki studiów. Uniwersytety Warszawski i Jagielloński od dawna zgłębiają możliwości i opracowują własne metody badań korpusów tekstowych i językowych przy pomocy cyfrowych narzędzi, sporo projektów realizowanych jest także na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Do tych ośrodków dołączają kolejne (przede wszystkim Katowice i Łódź), poszukując sposobów na zainteresowanie osób studiujących nową odsłoną humanistyki, ale także opracowanie i wykorzystanie nowych metod w pracach badawczych.
Humanistyka, nazwijmy ją tradycyjną, i humanistyka cyfrowa to ciekawy przykład dziedzinowej koegzystencji – nie mogą się bez siebie obyć, jedna korzysta bowiem ochoczo z osiągnięć drugiej, choć dziś właściwie trzeba powiedzieć, że zapewniają sobie wzajemne przetrwanie, jednocześnie zachowując swoistą odrębność i badawczą rezerwę. Właściwie mamy bowiem do czynienia z dwoma rodzajami cyfryzacji. Humanistyką cyfrową, która niewiele ma już wspólnego z pierwszą falą i rozwija się niezwykle dynamicznie, nie tylko w przestrzeni badań nad narzędziami sztucznej inteligencji; oraz humanistyką ucyfrowioną – czyli tradycyjną, ale korzystającą z osiągnieć cyfrowej w tych miejscach, w których może to przyspieszyć proces badawczy, pozwalając na szybsze gromadzenie i przegląd badanego materiału lub wygodniejszą, bardziej upowszechniającą i dostępną formę prezentacji wyników. Tradycyjna humanistyka jest także gwarantem zjawiska, które Maryl określa mianem trzeciej fali – czyli krytycznego komentarza, ukazującego, że czasami narzędzia, które mają usprawniać pracę, okazują się jedynie formą technicznej nowinki i nie zmieniają w żaden sposób poziomu osiąganych wyników, a zamiast usprawniać proces – generują dodatkowe czynności.
Ciekawy punkt przecięcia tych dziedzin stanowią publikacje książkowe w tradycyjnej, papierowej formie. Oczywiście większość treści z zakresu humanistyki cyfrowej ukazuje się w sieci – co stanowi najbardziej logiczną formę aktualizowania stanu badań, jeśli wziąć pod uwagę nie tylko cyfrowe media, oswojone przez osoby zainteresowane tematyką, a przede wszystkim ich możliwości (dostępne formy prezentowania treści, aktualizujące odsyłacze), ale także czas trwania wydawniczych procedur. Analogowe publikacje (książkowe i czasopiśmiennicze) uzasadnienie znajdują przede wszystkim w badawczym przyzwyczajeniu – papier wciąż podnosi rangę prezentowanych treści, sugerując nie tylko ich powagę, ale także trwałość. Oczywiście, choć w mniejszym stopniu, jest to z pewnością pochodna dbałości o dobrostan czytelników i czytelniczek – gwarantująca oszczędzenie im kolejnych godzin przed ekranem monitora i cyfrowy detoks (oraz, co wszyscy wiemy doskonale, ograniczenie bodźców i lepszą możliwość skupienia na przyswajanych treściach) – humanistyka cyfrowa to bowiem także świadome badanie szkodliwości cyfrowego nadmiaru.
Jedną z niezwykle istotnych i wyczekiwanych publikacji (początkowo wydanej w formie e-booka, następnie w tradycyjnej, papierowej) jest docelowo dwutomowa – na razie ukazał się pierwszy tom – „Humanistyka cyfrowa. Prospekty stanfordzkie”, opublikowana przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. W książce zamieszczono (pierwszy raz przetłumaczone na język polski) artykuły, które powstały w ramach działalności jednego z najbardziej znanych ośrodków badawczych zajmujących się humanistyką cyfrową – Stanford Literary Lab. Poszczególne artykuły to zebranie wyników prac z lat 2010-2017, nie jest to więc szczególnie aktualny stan prowadzonych w jednostce badań. Jeśli chodzi o samą jednostkę, to według informacji zamieszczonych na stronie internetowej wciąż aktywnie prowadzone są w niej badania, jednak ostatnią aktualizację opublikowano w roku 2023. Jak w ramach każdej badawczej idei, każdego zwrotu, po wielkim entuzjazmie i projektowym ruchu także w humanistyce cyfrowej następują przestoje.
Przyjrzyjmy się jednak samej publikacji. Oprócz wstępu, wyjaśniającego cel opublikowania wybranych treści, opracowanego przez Tomasza Bilczewskiego (Uniwersytet Jagielloński) i Ewę Rajewską (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), znajdziemy w niej osiem artykułów z zakresu cyfrowego literaturoznawstwa – choć specyfiką tych badań jest wyrazista interdyscyplinarność.
Poszczególne projekty poświęcono analizom ilościowym (jak w zespołowych pracach Sarah Allison, Ryana Heusera, Matthew Jockersa, Franca Morettiego i Michaela Witmore’a) oraz jakościowym (jak w artykule, bodaj najciekawszym w całym tomie, Morettiego „»Operacjonalizowanie« albo funkcja pomiaru we współczesnej teorii literatury”). Poszczególne prace zamieszczone w tomie pokazują jednak przede wszystkim, że humanistyka cyfrowa, to niejako kolejny poziom wtajemniczenia: nie można korzystać z jej narzędzi bez znajomości teorii i historii literatury czy pogłębionych kompetencji w zakresie badanego zagadnienia. Nie można bowiem wykorzystać danych otrzymanych w wyniku przeprowadzonych pomiarów, dotyczących na przykład frekwencji wypowiedzi danej postaci w analizowanym dziele czy wyników zestawienia określonego korpusu tekstowego, jeżeli nie posiada się wiedzy pozwalającej na interpretację wyników. Książka rozwiewa więc mit, według którego osiągnięcia humanistyki cyfrowej przynoszą jakiekolwiek ułatwienie – przyspieszają one pewne elementy analizy, ale to, co z tymi danymi zrobią badacze i badaczki, to już całkowicie osobna kwestia.
Jak bowiem udowadnia Moretti, analizując literaturę nie można już oprzeć się jedynie na wyobrażeniu, wrażeniu czy określeniu pewnych jakości tekstu na zasadzie „mniej-więcej”, teraz oczekuje się precyzji: „Fedra wypowiada w sztuce 29% słów, a nie 25% czy 39% – jakie to ma znaczenie? Już wcześniej wiedzieliśmy, że mówi »więcej« niż pozostałe postacie. (…) W czym pomiary mogą przysłużyć się literaturoznawstwu?” (s. 305-306) Badacz zaznacza, że w pracy cyfrowego humanisty nie chodzi o stwierdzanie oczywistości, ale o szukanie odstępstw, anomalii i potencjału danych empirycznych. To wskrzeszanie osiągnięć strukturalizmu, choć oczywiście z perspektywy kilku dekad osiągnięć teorii literatury, a więc specyficzna wersja poststrukturalistycznej analizy literackich korpusów tekstowych. Badacze i badaczki ze stanfordzkiego laboratorium cały czas aktualizują także pytanie o zasadność prowadzonych badań, jednej z największych zalet dopatrując się w możliwości ciągłego ich poszerzania i rozbudowywania, bez konieczności powtarzania poszczególnych etapów i czynności: „W naszym modularnym podejściu chodzi w końcu o to, żeby baza danych pozostawała w przyszłości otwarta na tego typu działania” (s. 400).
Wszystkie poszczególne teksty zebrane w tomie przedstawiają osiągnięcia właściwie już znane osobom, które interesują się zagadnieniami związanymi z cyfrową humanistyką. Nie jest to więc dzieło przełomowe czy otwierające innowacyjne perspektywy rozwoju badań literaturoznawczych w Polsce. Może jednak spełnić cel popularyzatorski, zbierając w jednym miejscu różnorodne odsłony prowadzonych badań. Zawiera pogłębione analizy zarówno poszczególnych dzieł („Hamlet”), jak i całych zbiorów tekstów (XIX-wiecznych powieści brytyjskich), ukazanych z nowej perspektywy, reinterpretowanych, stanowiących przedmiot niezwykle precyzyjnych pomiarów i opracowywanych na ich podstawie wniosków.
Sporo w książce efektów tak zwanych badań wstępnych, zebrania danych i przedstawienia ich w formie wykresów czy zestawień, z których tak naprawdę należy dopiero wyprowadzić interpretacyjne wnioski – co nie znaczy, że nie jest to działanie potrzebne i konieczne. Wiele opublikowanych w tomie treści przypomina nam przede wszystkim, że badanie tekstów kultury to wieloetapowy proces, którego bardzo ważną, może nawet najistotniejszą w kontekście osiąganych później wyników, częścią jest właśnie sposób zebrania i zestawienia analizowanych materiałów.
Warto dodać, że publikacja, jak zaznaczone we wstępie, stanowi efekt „praktycznego kursu sztuki tłumaczenia, prowadzonego na specjalności przekładowej poznańskiej polonistyki” (s. 17). Jest to więc ciekawy przykład naukowego sieciowania – osoby tłumaczące musiały bowiem opracować specyficzny dla humanistyki cyfrowej słownik, przygotować rozbudowane przypisy, zapoznać się z całym projektem, nie zaś tylko jego tekstowymi efektami.
Nie zawsze przekonują mnie rozwiązania proponowane przez humanistykę cyfrową, a same dane traktuję jako punkt wyjścia, nie zaś zwieńczenie działań projektowych. Uważam jednak, że pogłębione badania ilościowe, które umożliwiają narzędzia i metody proponowane przez cyfrową humanistykę, oraz oparte na uzyskanych danych analizy jakościowe stanowią nie tylko wsparcie „klasycznej” działalności naukowej, ale także dowód na niezwykle dynamiczny i elastyczny charakter rozwoju współczesnych badań.
LITERATURA:
Maryl M.: „Kim są polscy humaniści cyfrowi?”. „Teksty Drugie” 2017, nr 1.
„Humanistyka cyfrowa. Prospekty stanfordzkie. Tom 1”. Wstęp i opracowanie Tomasz Bilczewski i Ewa Rajewska. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2025 [seria: Hermeneia].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

