KARTOGRAFIA ROZPADU. ŚWIETLICKI WOBEC WSPÓŁCZESNOŚCI I SAMEGO SIEBIE (MARCIN ŚWIETLICKI: 'WYPISY')
A
A
A
Świetlicki wraca i prezentuje coś, co nie tylko stanowi jego wizytówkę, ale też jest czymś na wskroś współczesnym – a przez to mocno skondensowanym, nadającym się na czasy życia w biegu, życia wśród krótkich i szybkich komunikatów, czasowych migawek. Tyle że u Świetlickiego owe kondensacje nie są płytkie, jak kolejne wpisy w social mediach. U niego sensy nakładają się na siebie, tworząc piętrowe budowle, być może nawet warstwy miast. Bo to miasta, zurbanizowane przestrzenie stają się w „Wypisach” sceną, na której toczy się życie. I w której toczy się śmierć. Ta właśnie dość dosadnie się tu rozgościła. I z nią poniekąd Świetlicki idzie pod rękę, odnajdując w niej – być może – drogę ucieczki przed współczesnym, zdegenerowanym światem. Sam, jako autor, także staje się obumarły i „zredukowany”.
„Wypisy”, choć zbudowane z krótkich form poetyckich, stają się przestrzenią wieloznaczeń, wielosensów. Na tym polega mistrzostwo Świetlickiego. Tekst nie jest tylko tekstem. Jest bowiem czymś w rodzaju odkrywania (jeśli tylko poświęci się nieco czasu i chęci) znaczeń, miejsc, emocji. Nic tu nie jest wprost – nawet jeśli stwarza takie pozory.
Niezwykle ważnym motywem w tym zbiorze jest bez wątpienia postać podmiotu lirycznego/autora zredukowanego, który „wypisuje się” ze świata, życia, rzeczywistości. Jednak zanim przejdę do jego charakterystyki, przyjrzę się temu, co wokół. Bo bez tego przyjrzenia, bez wzięcia tego pod lupę, bez zajrzenia w zakamarki, trudniej będzie ująć wielosensy, które Świetlicki nam proponuje. A tych są tutaj całe miasta…
Tak, miasta. To one pojawiają się niezwykle często w „Wypisach”. Miasta współczesne, zdegenerowane, pełne zmęczenia codziennością, kibolskiej buty, chorego patriotyzmu, niebezpiecznie wzniosłego nacjonalizmu, konsumpcjonizmu, nietolerancji, hejtu i hipokryzji. To właśnie z nich – z tych miast – Świetlicki wysyła nam pocztówkę – jednak bez serdecznych pozdrowień, a bardziej z sygnałem S.O.S. To nie jest kartka, którą chcemy otrzymać od bliskiej osoby z udanych wakacji. To krótki komunikat o tym, że on nie chce tu być, nie akceptuje stanu rzeczy, braku wartości, braku autorytetów, nawet swojego jestestwa w całości.
Zdaje się, że Świetlicki nieustannie krąży po tych ulicach, po płaszczyznach i warstwach zurbanizowanych przestrzeni. Nie bez znaczenia w tym kontekście staje się obraz na okładce „Wypisów”. Czy to mapa miasta? Być może. Czy to mapa miasta pogruchotanego, skostniałego, nieprzytulnego? Ludzkie twarze są tu szare, postaci jakby związane sznurami. Warstwy się piętrzą, a na powierzchnię prowadzą schody czy drabiny. Drzewa przypominają raczej spalone konary niż te kwitnące wiosną. I właśnie taki obraz miast – choć nie zawsze wprost – wyłania się także z tekstów Świetlickiego.
Nie sposób nie zauważyć, że Świetlicki wchodzi nierzadko także w to, co pod miastem. Czasami stanowi to dla niego drogę do ukrycia, odejścia, wypisania się znowu, wstawienia sobie nieobecności (z dużą częstotliwością sięga po motywy funeralne). Wprowadza nas do – jak się zdaje – piwnic, schronów, w których toczy się życie i walka o nie. Zarówno współcześnie (być może to piwnice i schrony w Ukrainie, Strefie Gazy, Libanie), jak i historycznie (można odnieść wrażenie, że przez moment jesteśmy w walczącej, sierpniowej Warszawie: „To miasto / stoi/w zachodzącym słońcu./Ma puste suche okna./Piwnicami płacze)” (s. 23).
Trudno oprzeć się wrażeniu, że u Świetlickiego świat jest przedstawiony jako ten, w którym śmierć i zło rządzą. Podziemia kryją strach ludzi, a na powierzchni maszerują rządy kiboli, którzy z jednej strony krzyczą hasła (pseudo)patriotyczne, z drugiej zaś szukają wroga.
Z każdego prawie tekstu, z każdej miniaturki przenika poczucie społecznej degeneracji. Świetlicki występuje tutaj trochę w pozycji obserwatora, ale też uczestnika – w tej drugiej pozycji wyłącznie z konieczności i raczej bez satysfakcji. Trochę ironizuje, trochę się buntuje, trochę staje się też obojętny. I ta obojętność właśnie, jak się zdaje, prowadzi do wypisania się z tego wszystkiego, z całej tej całościowej beznadziei – pozbawionej prawdziwych autorytetów z krwi i kości a wypełnionej pseudo-idolami wyskakującymi ze smartfonów na każdym kroku. To co marne, nadaje sobie pozycję istotną, to co niskie staje się wysokie.
Sporo w „Wypisach” dualizmów i przeciwieństw. Życie-śmierć, powierzchnie-podziemia, dynamiczny marsz-spokojne wycofanie, pożar/ogień/to co płonie – woda/ocean/morze, karnawał – post. Te zestawienia trochę mnożą znaczenia, trochę wprowadzają atmosferę walki – ta jest przecież cały czas obecna w naszym życiu, wypełnia nasze sumienia, ale też codzienne komunikaty, które odbieramy ze strudzonego bitwą i wojną świata. Nieustanna walka dobra ze złem, wartości z brakiem wartości, autorytetów z ich deficytem. Zdaje się, że w poezji Świetlickiego właśnie na tym upływa ludzki żywot. Czy to pokrzepiające?
Jednak nad całością panuje On. Celowo używam tu wielkiej litery, bo Świetlicki wyprowadza ten jeden element na piedestał, a dokładniej – na balkon. On patrzy z góry, doświadcza, dumnie się dystansuje. I choć w samym zbiorze tekstów nie zajmuje ważnej pozycji – nie jest ani na początku, ani na końcu, nic go właściwie nie wyróżnia, to stanowi – być może - kwintesencję „Wypisów” a nawet może nawet całej poezji. Wiersz. Wiersz, który istnieje gdzieś pomiędzy kartkami, stronami, codziennością, pomiędzy liśćmi i ptasim dramatyzmem a wrzeszczącym w telewizorze dwugłowym kandydatem. Wiersz, który się nie spieszy. Być może i on wypisuje się nieco z tego świata?
I właśnie tu warto nad tym wypisywaniem ponownie się pochylić. Tytułowe „Wypisy” znowu wprowadzają nas w wielowarstwowość. Są bowiem związane z pisaniem, czynnością wykonywaną przez dłoń, stricte związane z tekstualnością. Świetlicki wypisał (rozpisał) w tym zbiorze siebie – swoje emocje, swoje oczekiwania, żale, pretensje, może też swoją ironię, wypisał to na kartce, to wybrzmiało. Jednocześnie tworzy przestrzeń metaforyczną, tę z której się wypisuje, z której znika, odchodzi, rezygnuje, w której stawia sobie nieobecność: „wpisuję sobie/nieobecność/coraz staranniej” (s. 45). Wieloznaczność tytułu znakomicie łączy to, z czym mamy do czynienia podczas całej lektury. Gry słowne odczytuje się tu niezwykle często. Pochowane w miniaturach, formach nawiązujących do piosenek czy dialogów, powodują, że spacer po mieście staje się jeszcze bardziej zagmatwany, tajemniczy i wielowarstwowy.
„Wypisy”, choć zbudowane z krótkich form poetyckich, stają się przestrzenią wieloznaczeń, wielosensów. Na tym polega mistrzostwo Świetlickiego. Tekst nie jest tylko tekstem. Jest bowiem czymś w rodzaju odkrywania (jeśli tylko poświęci się nieco czasu i chęci) znaczeń, miejsc, emocji. Nic tu nie jest wprost – nawet jeśli stwarza takie pozory.
Niezwykle ważnym motywem w tym zbiorze jest bez wątpienia postać podmiotu lirycznego/autora zredukowanego, który „wypisuje się” ze świata, życia, rzeczywistości. Jednak zanim przejdę do jego charakterystyki, przyjrzę się temu, co wokół. Bo bez tego przyjrzenia, bez wzięcia tego pod lupę, bez zajrzenia w zakamarki, trudniej będzie ująć wielosensy, które Świetlicki nam proponuje. A tych są tutaj całe miasta…
Tak, miasta. To one pojawiają się niezwykle często w „Wypisach”. Miasta współczesne, zdegenerowane, pełne zmęczenia codziennością, kibolskiej buty, chorego patriotyzmu, niebezpiecznie wzniosłego nacjonalizmu, konsumpcjonizmu, nietolerancji, hejtu i hipokryzji. To właśnie z nich – z tych miast – Świetlicki wysyła nam pocztówkę – jednak bez serdecznych pozdrowień, a bardziej z sygnałem S.O.S. To nie jest kartka, którą chcemy otrzymać od bliskiej osoby z udanych wakacji. To krótki komunikat o tym, że on nie chce tu być, nie akceptuje stanu rzeczy, braku wartości, braku autorytetów, nawet swojego jestestwa w całości.
Zdaje się, że Świetlicki nieustannie krąży po tych ulicach, po płaszczyznach i warstwach zurbanizowanych przestrzeni. Nie bez znaczenia w tym kontekście staje się obraz na okładce „Wypisów”. Czy to mapa miasta? Być może. Czy to mapa miasta pogruchotanego, skostniałego, nieprzytulnego? Ludzkie twarze są tu szare, postaci jakby związane sznurami. Warstwy się piętrzą, a na powierzchnię prowadzą schody czy drabiny. Drzewa przypominają raczej spalone konary niż te kwitnące wiosną. I właśnie taki obraz miast – choć nie zawsze wprost – wyłania się także z tekstów Świetlickiego.
Nie sposób nie zauważyć, że Świetlicki wchodzi nierzadko także w to, co pod miastem. Czasami stanowi to dla niego drogę do ukrycia, odejścia, wypisania się znowu, wstawienia sobie nieobecności (z dużą częstotliwością sięga po motywy funeralne). Wprowadza nas do – jak się zdaje – piwnic, schronów, w których toczy się życie i walka o nie. Zarówno współcześnie (być może to piwnice i schrony w Ukrainie, Strefie Gazy, Libanie), jak i historycznie (można odnieść wrażenie, że przez moment jesteśmy w walczącej, sierpniowej Warszawie: „To miasto / stoi/w zachodzącym słońcu./Ma puste suche okna./Piwnicami płacze)” (s. 23).
Trudno oprzeć się wrażeniu, że u Świetlickiego świat jest przedstawiony jako ten, w którym śmierć i zło rządzą. Podziemia kryją strach ludzi, a na powierzchni maszerują rządy kiboli, którzy z jednej strony krzyczą hasła (pseudo)patriotyczne, z drugiej zaś szukają wroga.
Z każdego prawie tekstu, z każdej miniaturki przenika poczucie społecznej degeneracji. Świetlicki występuje tutaj trochę w pozycji obserwatora, ale też uczestnika – w tej drugiej pozycji wyłącznie z konieczności i raczej bez satysfakcji. Trochę ironizuje, trochę się buntuje, trochę staje się też obojętny. I ta obojętność właśnie, jak się zdaje, prowadzi do wypisania się z tego wszystkiego, z całej tej całościowej beznadziei – pozbawionej prawdziwych autorytetów z krwi i kości a wypełnionej pseudo-idolami wyskakującymi ze smartfonów na każdym kroku. To co marne, nadaje sobie pozycję istotną, to co niskie staje się wysokie.
Sporo w „Wypisach” dualizmów i przeciwieństw. Życie-śmierć, powierzchnie-podziemia, dynamiczny marsz-spokojne wycofanie, pożar/ogień/to co płonie – woda/ocean/morze, karnawał – post. Te zestawienia trochę mnożą znaczenia, trochę wprowadzają atmosferę walki – ta jest przecież cały czas obecna w naszym życiu, wypełnia nasze sumienia, ale też codzienne komunikaty, które odbieramy ze strudzonego bitwą i wojną świata. Nieustanna walka dobra ze złem, wartości z brakiem wartości, autorytetów z ich deficytem. Zdaje się, że w poezji Świetlickiego właśnie na tym upływa ludzki żywot. Czy to pokrzepiające?
Jednak nad całością panuje On. Celowo używam tu wielkiej litery, bo Świetlicki wyprowadza ten jeden element na piedestał, a dokładniej – na balkon. On patrzy z góry, doświadcza, dumnie się dystansuje. I choć w samym zbiorze tekstów nie zajmuje ważnej pozycji – nie jest ani na początku, ani na końcu, nic go właściwie nie wyróżnia, to stanowi – być może - kwintesencję „Wypisów” a nawet może nawet całej poezji. Wiersz. Wiersz, który istnieje gdzieś pomiędzy kartkami, stronami, codziennością, pomiędzy liśćmi i ptasim dramatyzmem a wrzeszczącym w telewizorze dwugłowym kandydatem. Wiersz, który się nie spieszy. Być może i on wypisuje się nieco z tego świata?
I właśnie tu warto nad tym wypisywaniem ponownie się pochylić. Tytułowe „Wypisy” znowu wprowadzają nas w wielowarstwowość. Są bowiem związane z pisaniem, czynnością wykonywaną przez dłoń, stricte związane z tekstualnością. Świetlicki wypisał (rozpisał) w tym zbiorze siebie – swoje emocje, swoje oczekiwania, żale, pretensje, może też swoją ironię, wypisał to na kartce, to wybrzmiało. Jednocześnie tworzy przestrzeń metaforyczną, tę z której się wypisuje, z której znika, odchodzi, rezygnuje, w której stawia sobie nieobecność: „wpisuję sobie/nieobecność/coraz staranniej” (s. 45). Wieloznaczność tytułu znakomicie łączy to, z czym mamy do czynienia podczas całej lektury. Gry słowne odczytuje się tu niezwykle często. Pochowane w miniaturach, formach nawiązujących do piosenek czy dialogów, powodują, że spacer po mieście staje się jeszcze bardziej zagmatwany, tajemniczy i wielowarstwowy.
Marcin Świetlicki:„Wypisy”. Wydawnictwo a5. Kraków 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

