ISSN 2658-1086

1 czerwca 11 (539) / 2026

Maja Baczyńska,

STWARZAJĄC NA SCENIE CZŁOWIEKA

A A A
Balet „Androidy” to spektakl pod każdym względem na najwyższym światowym poziomie. Skladają się na to spójne, wysmakowane, ale zarazem działające na wyobraźnię kostiumy (Martyna Kander), scenografia (Diana Marszałek) i animacje (Kamil Polak) oraz doskonała oprawa muzyczna (Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej pod dyrekcją Marty Kluczyńskiej). A także libretto i choreografia (Robert Bondara) – porywające, szczególnie w I akcie, który wydał mi się mimo wszystko dramaturgicznie trochę mocniejszy niż II, być może z uwagi na dynamikę i rolę scen zbiorowych. Co ciekawe, Bondara ponoć szerzej zainteresował się science fiction dopiero przy tym projekcie, a przecież czuć w „Androidach” pasję, gdyż całościowa wizja jest w pełni przekonująca.

Nie byłoby tak dobrego efektu bez muzyki Przemysława Zycha, która fantastycznie oddaje tak emocje, jak i klimat tej mrocznej opowieści. Nie zabrakło też wzruszeń – „Androidy” wiele mówią o nas samych, o nowych (a może już obecnych?!) czasach i granicach człowieczeństwa. Szczególnie poruszył mnie motyw jednostki walczącej z systemem, a fakt, że w tym wypadku jest to android [Castor] (świetny na scenie Kasper Górczak!) buntujący się przeciwko ludzkim korporacjom, skłonił mnie do tym głębszej refleksji – w pewnym sensie jesteśmy dziś kształtowani czy wręcz „urabiani” tak przez korporacje, jak i nowe technologie, AI zastępuje nam psychoterapeutę, lekarza, rodzinę, przyjaciół, a nawet sumienie (!).

Jednocześnie trudno sobie wyobrazić dzisiejszą cywilizację bez licznych, technologicznych udogodnień. Z jednej strony wszechobecny pośpiech i rozszerzające się (albo raczej) zagęszczające się aglomeracje miejskie, globalna skala wielu zjawisk (jak np. kryzys klimatyczny) rzeczywiście wymagają poszukania wsparcia sztucznej inteligencji, z drugiej – to, co wypracowali nasi przodkowie, tradycyjne wartości i bliski rdzennym ludom szacunek dla świata przyrody wydają się zanikać, coraz mniej jest też wielopokoleniowych rodzin, obserwujemy coraz płytsze więzi społeczne, coraz większe rozproszenie społeczeństw, a niekiedy rozpad lokalnych społeczności. Tworzy się również coraz bardziej precyzyjne systemy kontroli, co powinno teoretycznie usprawnić i uczynić bardziej bezpiecznym poruszanie się w realnym i wirtualnym „chaosie”. Ale nie od dziś człowiek bawi się w Boga lub przynajmniej chciałby o tym pofantazjować – postaci takie, jak Golem czy Frankenstein, to już ikony popkultury. Ale podobne motywy znajdziemy w wielu kulturach, tekstach buddyjskich, w średniowiecznych legendach o alchemikach, a nawet już w starożytności (grecki Talos, wojownik z brązu stworzony przez Hefajstosa czy ożywiona rzeźba Pygmaliona – Afrodyta). Czyżby ludzkość u zarania przeczuwała, dokąd podąży w przyszłości?

W książeczce programowej wydanej z okazji premiery baletu „Androidy” zamieszczono na ten temat bardzo ciekawy wywiad z Jakubem Marszałkiem, pisarzem i scenarzystą, w którym zostaje wyjaśnione, że termin „android” oznacza dosłownie „coś na kształt człowieka”. A dodajmy, że już samo to prowokuje do tego, aby zadawać pytania o „pogranicze” człowieczeństwa, bo przecież okrucieństwo chociażby II wojny światowej nie bez powodu kazało wielu wybitnym pisarzom przenieść swoje historie do światów fikcyjnych, jakby nie chciało się wierzyć, że „odczłowieczenie” mogło nastąpić w znanej im rzeczywistości. A przecież nastąpiło, a myślenie imperialne nie pojawiło się po raz pierwszy w „Gwiezdnych wojnach”, ma swoje korzenie u progu naszej cywilizacji, a ludzka zachłanność odradza się w kolejnych pokoleniach.

Nic dziwnego, że wśród inspiracji Bondary zafascynowanego relacjami człowiek-android znalazły się m.in. filmy: „Metropolis”, „Łowca androidów”, „Blade Runner 2049”, „Westworld”, proza Isaac Asimova czy opowiadanie „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” Philipa K. Dicka (autora nomen omen „Człowieka z Wysokiego Zamku” opowiadającego o świecie, w którym II wojna światowa zakończyła się zwycięstwem państw Osi). A to nie wszystko: „Jedną z inspiracji była z pewnością degradacja środowiska, ale nie zależało mi na tworzeniu prostej wizji dystopii. Bardziej interesował mnie stan, w jakim znajdują się bohaterowie – to, czy są szczęśliwi, czy odczuwają pustkę, czy mają poczucie sensu. W warstwie wizualnej ważnym punktem odniesienia jest estetyka neo-noir i cyberpunku. To ona kształtuje światło, scenografię, projekcje i kostiumy. Jednocześnie od początku szukaliśmy własnego języka, który pozwoliłby opowiedzieć tę historię w sposób osobisty i niepowtarzalny.” – opowiada Robert Bondara w rozmowie z Katarzyną Sanocką. Dla Bondary ważna jest przede wszystkim ewolucja postaci i ich relacje (a tu jeszcze dodatkowo pewne oddalenie się od antropocentryzmu); libretto zaczął tworzyć od słów i obrazów, szukał napięć niczym reżyser poszukujący punktów istotnych dramaturgicznie w filmie.

Kompozytor Przemysław Zych skomplementował pod tym względem Roberta Bondarę w rozmowie z Moniką Pasiecznik: „Robert ma bardzo dobre wyczucie dramaturgii, jest też wyjątkowo wrażliwy muzycznie, zna partyturę, potrafi ją czytać i rozumieć, co dzieje się w fakturze orkiestry. Cały czas pracuje z partyturą” – opowiedział też o tym, jak układała się ich współpraca –„Gdy otrzymałem libretto, najpierw stworzyłem energetyczny plan poszczególnych scen. Liczyliśmy również czas ich trwania, szukając odpowiednich proporcji. Wysyłałem Robertowi symulacje komputerowe, które akceptował. Następnie je udoskonalałem pod względem technik orkiestrowych i instrumentalnych, a on pracował na ich podstawie z zespołem na sali. To był dla mnie punkt wyjścia do stworzenia właściwej partytury na orkiestrę”. Warto przy tej okazji nadmienić, że Bondara z Zychem spotkali się artystycznie już w wcześniej (balety: „Alicja w Krainie Czarów” i „Królowa śniegu”). Podobnie Bondara znakomicie zna specyfikę Polskiego Baletu Narodowego, w którym był niegdyś tancerzem (tutaj również zaczęła się jego droga choreograficzna, kiedy to w 2017 roku zrealizował „Świteziankę” do muzyki Eugeniusza Morawskiego).

Muzyka Zycha w nieprawdopodobny sposób unosi całą historię. Zycha intrygują tak zdobycze współczesności, jak i osiągnięcia poprzedników – np. technologie, z których korzystał Vangelis, tworząc muzykę elektroniczną do „Łowcy androidów” (1982) w reżyserii Ridleya Scotta. Niemniej znalazł własną drogę do wykreowania uniwersalnej rzeczywistości, w której rozgrywa się akcja „Androidów”. Kluczowe okazało się rozbudowanie roli perkusji. Pełni ona funkcję kolorystyczną, symboliczną i narracyjną. Pojawia się gra smyczkiem na wibrafonie, krotalach czy waterphonie, słyszymy brzmienia celesty i dzwonki oraz anklungi (bambusowe grzechotki znane z tradycji ludowej ze scen walki), które stają się w balecie motywem przewodnim. Zych podkreśla w wywiadach, że jego muzyka miała ułatwić orientację w fabule, w tym celu wyraziście odmalowuje poszczególne sceny czterema skontrastowanymi światami brzmieniowymi. Mamy tu więc miejskie sceny minimalistyczne („...nieco w stylu amerykańskim i oparte na wyrazistym pulsie”, powtarzając za kompozytorem), symboliczne kantyleny w scenach romantycznych z wokalizą sopranu, fletem altowym i rożkiem angielskim, świat androidów reprezentowany przez charakterystyczne instrumentarium (kontrafagot, tuba, puzon basowy, mocny nacisk smyczka w kontrabasach i wiolonczelach, brzmienia alikwotowe, mikrotonowe, flażolety we fragmentach o charakterze spektralnym itp.) oraz cytaty z „Czarodziejskiego fletu” W. A. Mozarta, co szczególnie interesujące, bo to właśnie w tych sekwencjach zostaje podniesiona kwestia wrażliwości na sztukę stanowiącej pomost pomiędzy ludźmi a androidami i jednocześnie ciekawie przełamuje się konwencja całości (nagle widzimy „teatr w teatrze”, a na widowni pojawia się jeden z bohaterów – Łowca, w którego z sukcesem wciela się Marco Esposito).

Wróćmy jednak na chwilę do świata androidów, bo z pewnością choreografia i muzyka w scenach im poświęconych mogła stanowić dla twórców tak wyjątkowe wyzwanie, jak i impuls kreatywny. Jestem pod wrażeniem jak za pomocą środków akustycznych Zych uzyskał efekty rodem z muzyki elektronicznej – przelewające się masy orkiestrowe przywołują brzmienia dronowe. Może się to wydać niektórym eklektyczne, ja jednakże bym tu polemizowała – Zych pokazał swój kunszt jako kompozytor i zarazem swoją miłość do baletu i świetne wyczucie tańca. I ze wzajemnością – choreografia i tancerze doskonale podbijają istotne punkty muzyki, sporo tu też sprawnych rozwiązań i pomysłowego wykorzystania rekwizytów. To właśnie z połączenia muzyki i tańca rodzi się nieśmiały znak równości (a przynajmniej znak zapytania) pomiędzy ludźmi i androidami. Głos Sylwii Sawki wspiera uczuciowość androidki Dr Ræ (w przepięknej interpretacji Natalii Pasiut), z kolei Gabriela Stolińska śpiewająca operowe partie Paminy ukazuje nam inne oblicze androidki Aidy (Daria Majewska). Nic dziwnego, że tak jak Łowca na koniec nie jesteśmy już pewni, komu bardziej przez ten cały czas życzyliśmy wolności. Tyle że w odróżnieniu od przywódcy androidów, wspomnianego wcześniej Castora, mamy więcej czasu, by roztrząsać to w swoim sumieniu. Nic mi o tym nie wiadomo, by ktoś nas zaprogramował na określoną długość życia (Castor nie może pod tym względem swojego oprogramowania zmienić i wyłącznie z tego powodu przegrywa swoją walkę), nikt nas też nagle nie wyłączy. Choć, oczywiście, nie możemy być pewni naszych dalszych losów. W finale Łowca patrzy za Dr Ræ, która symbolizuje androida pełnego ludzkich uczuć. Czy to także nasz kierunek? Twórcy nie dają nam na to pytanie odpowiedzi, pozostaje niedosyt.
Balet w dwóch aktach
Libretto: Robert Bondara
Muzyka: Przemysław Zych
16.05.2026 (po raz 7)
Obsada: Marco Esposito (Łowca), Yana Shtanhei (Nina – jego żona), Natalia Pasiut (Dr Ræ), Kasper Górczak (R_0Y [Castor], przywódca androidów), Vladimir Yaroshenko (PØL_3 [Pollux]), Paulina Magier (SØF_1A [Sophia]), Julia Álvarez (ÆMECA_3 [Ameca]), Daria Majewska (AIDÆ [Aida]), Cezary Wąsik (Bastien), Bogdan Verbovoy (Pan B.), Wojciech Ślęzak (Elon Reventlov, właściciel korporacji ÆtherTech).
Polski Balet Narodowy i PBN Junior
Choreografia: Robert Bondara
Scenografia: Diana Marszałek
Kostiumy: Martyna Kander
Światła: Maciej Igielski
Projekcje wideo: Kamil Polak
Dyrygent: Marta Kluczyńska
Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej 
Soliści-śpiewacy: Gabriela Stolińska (Pamina), Mateusz Kulczyński (Papageno), SylwiaSawka (wokaliza).
Prapremiera: 10.05.2026