KOSMICZNA PODRÓŻ Z MAŁEGO EKRANU NA DUŻY ('GWIEZDNE WOJNY: MANDALORIAN I GROGU')
A
A
A
Jest to pierwszy film z serii „Gwiezdnych wojen” od siedmiu lat, licząc od premiery produkcji „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie” z 2019 roku, która przez wielu nie jest dobrze oceniana (Filmweb – 5,8, IMDb – 6,3, Metacritic – 4,5) głównie z powodu szybkiego tempa filmu i przewidywalnych momentów, a także dziwnych i nielogicznych rozwiązań wątków niektórych bohaterów. Tytuł ten stanowi powiązanie, a zarazem zakończenie serialu „The Mandalorian”. Ów serial pod względem zarówno fabularnym, jak i wizualnym był niezwykle ciekawy. Każdy z trzech sezonów oferował interesującą historię, a rozwój postaci, nawet tych drugoplanowych, wypadł bardzo dobrze. Poszczególne odcinki opowiadały odrębne wątki, które w finałowych epizodach spajały się w spójną całość, nawiązując przy tym do klasyki kina.

Serial opowiada o samotnym Mandalorianinie (Pedro Pascal), znanym jako łowca nagród. Jego życie zmienia się, kiedy jeden z celów okazuje się dzieckiem, które ma pojmać dla Imperium. Pochodzi ono z tej samej rasy, z której bardzo znany jest nam Mistrz Yoda. Oczywiście Mandalorianin nie wykonał tej misji. Najistotniejsze było dla niego ocalenie dziecka i opieka nad nim. Niestety skutkowało to tym, że stał się celem dla innych łowców nagród. Serial dosyć subtelnie operuje nostalgią. Nawiązuje to do tego, że czas akcji serialu dzieje się pięć lat po „Powrocie Jedi”. Gościnnie pojawiają się już nam znane twarze z głównej serii filmów. Cały serial skupia się na historii o Mandalorianinie oraz dziecku, które później zostaje nazwane Grogu.
Film sam w sobie przypomina zlepek kilku odcinków serialu. Nie jest to złe, ponieważ świetnie zobaczyć ich obu na dużym ekranie, ale mocno daje się odczuć, że autorzy mogli początkowo planować kolejny sezon, a ostatecznie postawili na dwugodzinny seans. Mogło to być również celowe zagranie lub po prostu twórcom trudno jest napisać dłuższą, spójną historię dla Mandalorianina.
Od samego początku film skupia się na akcji. Mando wraz z Grogu pracują dla Nowej Republiki, wyłapując watażków z Imperium. Po wykonaniu jednej z misji Mandalorianin ma za zadanie odnaleźć tajemniczą postać, nie znając jednak jej imienia ani dokładnego wyglądu. Informacje o tym człowieku posiadają bliźniacy Huttowie, ale przekażą je wyłącznie w zamian za odnalezienie syna Jabby – Rotty. Po zlokalizowaniu miejsca pobytu Rotty okazuje się, że jest on popularnym gladiatorem na planecie Shakari. Młody Hutt niechętnie przyjmuje pomoc – czuje się dobrze ze swoim statusem, dzięki któremu może wyjść z cienia ojca. To jeden z najciekawiej rozwiniętych bohaterów w historii tego filmu. Aktor głosowy Rotty to Jeremy Allen White, a brzmienie jego mowy idealnie pasuje do tej postaci. Pojawia się również Sigourney Weaver – choć to mała rola i aktorka nie ma zbyt wiele do powiedzenia, to i tak miło zobaczyć ją w świecie „Gwiezdnych wojen”.

Główni bohaterowie pozostają tacy sami jak w serialu – wzbudzają sympatię od pierwszego momentu, gdy tylko pojawiają się na ekranie. Sam Grogu, dzięki swojemu uroczemu zachowaniu i zabawnym momentom, potrafi rozbawić, ale też wzruszyć, zwłaszcza w scenie, w której pomaga Mandalorianinowi dojść do siebie po walce ze wężem. Film niespecjalnie rozwija ich charaktery czy przeszłość – to raczej prosta przygoda dążąca do wyznaczonego celu. Bardzo ciekawa jest również sekwencja na bagnach, poświęcona w całości Grogu. Buduje on schronienie dla Mando, przynosi mu wodę, medytuje na wysepce i próbuje znaleźć lek na truciznę. Cały ten fragment przypomina scenę z filmu „Gwiezdne wojny: Imperium kontratakuje”, gdzie Yoda szkolił Luke’a. Scenografia jest bardzo podobna, a kryjówka, którą zbudował Grogu, mocno przypomina gliniankę należącą do Yody.
W filmie pojawiają się również nawiązania do innych serii ze świata „Gwiezdnych wojen”, a także do produkcji animowanych. Sama postać Rotty zadebiutowała w filmie animowanym „Gwiezdne wojny: Wojny klonów” – był on wtedy jeszcze małym dzieckiem uratowanym przez Anakina i Ahsokę. Z serialu „Gwiezdne Wojny: Rebelianci” znamy postać Zeby, któremu głosu ponownie użyczył Steve Blum. Z kolei sama scena walki na ringu przypomina grę Dejarik (holograficzna gra planszowa), która po raz pierwszy pojawiła się w filmie „Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja”.

Film „Mandalorian i Grogu” ogląda się bardzo przyjemnie, pomimo wspomnianego serialowego stylu, który – patrząc na inne odcinkowe produkcje („Star Wars: Ahsoka”, „Obi-Wan Kenobi”, „Księga Boby Fettaz”) tego uniwersum – wypadł tu naprawdę dobrze. Wizualnie „The Mandalorian” przypominał wysokobudżetowe kino dzięki dobrze dopracowanymi efektom specjalnym. A w filmie w scenach rozgrywających się na planecie Shakari dominują ciemne, neonowe barwy, które nadają miejscom ciasny, wręcz klaustrofobiczny klimat. Mocno przypomina to estetykę miasta z filmu „Łowca androidów”. Z kolei na planecie Huttów dominuje teren bagnisty, pełen mgły, lasów z pnączami i dziwnego robactwa. Historia opowiedziana jest w nieco powolnym tempie, co dodaje równowagi między scenami akcji a wolniejszymi momentami.
Sceny, w których dużo się dzieje, są bardzo dobrze wyważone w stosunku do tych łagodniejszych, gdzie możemy się wyciszyć i podziwiać całą scenerię. Akcja towarzyszy nam od samego początku – oglądamy pojedynki ze szturmowcami, starcia z wielkimi machinami kroczącymi, sekwencje pościgów, walki na arenie z potworami, a także krótką bitwę powietrzną. Choć dla tego uniwersum nie było to nic odkrywczego, uważam, że sekwencje te zrealizowano bardzo dobrze. Widz na pewno bawił się na nich doskonale.

Muzykę do filmu skomponował Ludwig Göransson, który odpowiadał również za ścieżkę dźwiękową do serialu. Artysta stworzył też soundtrack do takich filmów jak „Czarna Pantera” czy „Oppenheimer”, za które został nagrodzony Oscarami za najlepszą muzykę filmową. Cały soundtrack idealnie oddaje emocje towarzyszące konkretnym scenom. Na szczególną uwagę zasługuje kultowy utwór „The Mandalorian”, który jest niezwykle znany i idealnie pasuje do motywu przewodniego zarówno filmu, jak i serialu. Bardzo dobrze wypada także utwór „Shakari”, idealnie oddająca cyberpunkowy klimat planety o tej samej nazwie.
Efekty wizualne, podobnie jak w serialu, stoją na wysokim poziomie dzięki połączeniu grafiki komputerowej z efektami praktycznymi (sam Grogu to animatroniczna lalka). Świetnym zabiegiem jest również zastosowanie animacji poklatkowej do ożywienia gigantycznych robotów chroniących wejście do pałacu bliźniaków Huttów. Wykorzystanie takich technik nadaje filmowi realizmu.
Całościowo film wypadł bardzo dobrze, choć podchodziłam do niego dość sceptycznie, ponieważ uważałam, że materiał na tę historię skończył się wraz z trzecim sezonem i nie ma już nic więcej do opowiedzenia. Po seansie uważam jednak, że to udany powrót uniwersum „Gwiezdnych wojen”. Będzie to również udany wybór zarówno dla wiernych fanów, jak i dla młodszych widzów, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tą serią. Historia jest dosyć prosta, ale ze względu na liczne nawiązania i ciekawe smaczki film zasługuje na obejrzenie. Szczególnie osoby, które ponownie chcą zobaczyć Mando oraz Grogu razem i nastawiają się na kolejną przygodę, na pewno się nie zawiodą, a wręcz wyjdą z kina w pełni zadowoleni.
Myślę, że znajdą się nawet widzowie, którzy nie mieli wcześniej styczności z serialem. Jest to spowodowane tym, że historia filmu ma zamkniętą strukturę opowieści – nie ma tu bezpośredniego powiązania fabularnego z serialem. To jeszcze bardziej zachęci innych do obejrzenia, a nawet zagłębienia się w uniwersum „Gwiezdnych wojen”.

Serial opowiada o samotnym Mandalorianinie (Pedro Pascal), znanym jako łowca nagród. Jego życie zmienia się, kiedy jeden z celów okazuje się dzieckiem, które ma pojmać dla Imperium. Pochodzi ono z tej samej rasy, z której bardzo znany jest nam Mistrz Yoda. Oczywiście Mandalorianin nie wykonał tej misji. Najistotniejsze było dla niego ocalenie dziecka i opieka nad nim. Niestety skutkowało to tym, że stał się celem dla innych łowców nagród. Serial dosyć subtelnie operuje nostalgią. Nawiązuje to do tego, że czas akcji serialu dzieje się pięć lat po „Powrocie Jedi”. Gościnnie pojawiają się już nam znane twarze z głównej serii filmów. Cały serial skupia się na historii o Mandalorianinie oraz dziecku, które później zostaje nazwane Grogu.
Film sam w sobie przypomina zlepek kilku odcinków serialu. Nie jest to złe, ponieważ świetnie zobaczyć ich obu na dużym ekranie, ale mocno daje się odczuć, że autorzy mogli początkowo planować kolejny sezon, a ostatecznie postawili na dwugodzinny seans. Mogło to być również celowe zagranie lub po prostu twórcom trudno jest napisać dłuższą, spójną historię dla Mandalorianina.
Od samego początku film skupia się na akcji. Mando wraz z Grogu pracują dla Nowej Republiki, wyłapując watażków z Imperium. Po wykonaniu jednej z misji Mandalorianin ma za zadanie odnaleźć tajemniczą postać, nie znając jednak jej imienia ani dokładnego wyglądu. Informacje o tym człowieku posiadają bliźniacy Huttowie, ale przekażą je wyłącznie w zamian za odnalezienie syna Jabby – Rotty. Po zlokalizowaniu miejsca pobytu Rotty okazuje się, że jest on popularnym gladiatorem na planecie Shakari. Młody Hutt niechętnie przyjmuje pomoc – czuje się dobrze ze swoim statusem, dzięki któremu może wyjść z cienia ojca. To jeden z najciekawiej rozwiniętych bohaterów w historii tego filmu. Aktor głosowy Rotty to Jeremy Allen White, a brzmienie jego mowy idealnie pasuje do tej postaci. Pojawia się również Sigourney Weaver – choć to mała rola i aktorka nie ma zbyt wiele do powiedzenia, to i tak miło zobaczyć ją w świecie „Gwiezdnych wojen”.

Główni bohaterowie pozostają tacy sami jak w serialu – wzbudzają sympatię od pierwszego momentu, gdy tylko pojawiają się na ekranie. Sam Grogu, dzięki swojemu uroczemu zachowaniu i zabawnym momentom, potrafi rozbawić, ale też wzruszyć, zwłaszcza w scenie, w której pomaga Mandalorianinowi dojść do siebie po walce ze wężem. Film niespecjalnie rozwija ich charaktery czy przeszłość – to raczej prosta przygoda dążąca do wyznaczonego celu. Bardzo ciekawa jest również sekwencja na bagnach, poświęcona w całości Grogu. Buduje on schronienie dla Mando, przynosi mu wodę, medytuje na wysepce i próbuje znaleźć lek na truciznę. Cały ten fragment przypomina scenę z filmu „Gwiezdne wojny: Imperium kontratakuje”, gdzie Yoda szkolił Luke’a. Scenografia jest bardzo podobna, a kryjówka, którą zbudował Grogu, mocno przypomina gliniankę należącą do Yody.
W filmie pojawiają się również nawiązania do innych serii ze świata „Gwiezdnych wojen”, a także do produkcji animowanych. Sama postać Rotty zadebiutowała w filmie animowanym „Gwiezdne wojny: Wojny klonów” – był on wtedy jeszcze małym dzieckiem uratowanym przez Anakina i Ahsokę. Z serialu „Gwiezdne Wojny: Rebelianci” znamy postać Zeby, któremu głosu ponownie użyczył Steve Blum. Z kolei sama scena walki na ringu przypomina grę Dejarik (holograficzna gra planszowa), która po raz pierwszy pojawiła się w filmie „Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja”.

Film „Mandalorian i Grogu” ogląda się bardzo przyjemnie, pomimo wspomnianego serialowego stylu, który – patrząc na inne odcinkowe produkcje („Star Wars: Ahsoka”, „Obi-Wan Kenobi”, „Księga Boby Fettaz”) tego uniwersum – wypadł tu naprawdę dobrze. Wizualnie „The Mandalorian” przypominał wysokobudżetowe kino dzięki dobrze dopracowanymi efektom specjalnym. A w filmie w scenach rozgrywających się na planecie Shakari dominują ciemne, neonowe barwy, które nadają miejscom ciasny, wręcz klaustrofobiczny klimat. Mocno przypomina to estetykę miasta z filmu „Łowca androidów”. Z kolei na planecie Huttów dominuje teren bagnisty, pełen mgły, lasów z pnączami i dziwnego robactwa. Historia opowiedziana jest w nieco powolnym tempie, co dodaje równowagi między scenami akcji a wolniejszymi momentami.
Sceny, w których dużo się dzieje, są bardzo dobrze wyważone w stosunku do tych łagodniejszych, gdzie możemy się wyciszyć i podziwiać całą scenerię. Akcja towarzyszy nam od samego początku – oglądamy pojedynki ze szturmowcami, starcia z wielkimi machinami kroczącymi, sekwencje pościgów, walki na arenie z potworami, a także krótką bitwę powietrzną. Choć dla tego uniwersum nie było to nic odkrywczego, uważam, że sekwencje te zrealizowano bardzo dobrze. Widz na pewno bawił się na nich doskonale.

Muzykę do filmu skomponował Ludwig Göransson, który odpowiadał również za ścieżkę dźwiękową do serialu. Artysta stworzył też soundtrack do takich filmów jak „Czarna Pantera” czy „Oppenheimer”, za które został nagrodzony Oscarami za najlepszą muzykę filmową. Cały soundtrack idealnie oddaje emocje towarzyszące konkretnym scenom. Na szczególną uwagę zasługuje kultowy utwór „The Mandalorian”, który jest niezwykle znany i idealnie pasuje do motywu przewodniego zarówno filmu, jak i serialu. Bardzo dobrze wypada także utwór „Shakari”, idealnie oddająca cyberpunkowy klimat planety o tej samej nazwie.
Efekty wizualne, podobnie jak w serialu, stoją na wysokim poziomie dzięki połączeniu grafiki komputerowej z efektami praktycznymi (sam Grogu to animatroniczna lalka). Świetnym zabiegiem jest również zastosowanie animacji poklatkowej do ożywienia gigantycznych robotów chroniących wejście do pałacu bliźniaków Huttów. Wykorzystanie takich technik nadaje filmowi realizmu.
Całościowo film wypadł bardzo dobrze, choć podchodziłam do niego dość sceptycznie, ponieważ uważałam, że materiał na tę historię skończył się wraz z trzecim sezonem i nie ma już nic więcej do opowiedzenia. Po seansie uważam jednak, że to udany powrót uniwersum „Gwiezdnych wojen”. Będzie to również udany wybór zarówno dla wiernych fanów, jak i dla młodszych widzów, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tą serią. Historia jest dosyć prosta, ale ze względu na liczne nawiązania i ciekawe smaczki film zasługuje na obejrzenie. Szczególnie osoby, które ponownie chcą zobaczyć Mando oraz Grogu razem i nastawiają się na kolejną przygodę, na pewno się nie zawiodą, a wręcz wyjdą z kina w pełni zadowoleni.
Myślę, że znajdą się nawet widzowie, którzy nie mieli wcześniej styczności z serialem. Jest to spowodowane tym, że historia filmu ma zamkniętą strukturę opowieści – nie ma tu bezpośredniego powiązania fabularnego z serialem. To jeszcze bardziej zachęci innych do obejrzenia, a nawet zagłębienia się w uniwersum „Gwiezdnych wojen”.
„Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu” („Star Wars: The Mandalorian and Grogu”). Reżyseria: Jon Favreau. Scenariusz: Jon Favreau, Dave Filoni, Noah Kloor. Obsada: Pedro Pascal, Jeremy Allen White. Brendan Wayne, Martin Scorsese, Sigourney Weaver. Gatunek: science fiction. Produkcja: Stany Zjednoczone, 2026, 132 min.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

