ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (541) / 2026

Piotr Pochel,

MROKI MIĘDZYWOJNIA (PAULINA DROŻDŻ: 'DEMONICZNE DWUDZIESTOLECIE. CZAROWNICE, ZNACHORZY I ZAŚWIATY NA USŁUGACH ZBRODNI')

A A A
Tytuł książki „Demoniczne dwudziestolecie. Czarownice, znachorzy i zaświaty na usługach zbrodni” Pauliny Drożdż brzmi obiecująco i zdaje się gwarantować potencjalnemu czytelnikowi ciekawą podróż po epoce dwudziestolecia międzywojennego. Z pewnością tej pozycji wydawniczej nie można odmówić marketingowej chwytliwości, sam bowiem padłem jej ofiarą, decydując się na lekturę publikacji ogłoszonej drukiem przez Drożdż. Na jej korzyść przemawiają intrygujący tytuł i świetnie zaprojektowana okładka książki. Te dwa elementy od razu zwróciły moją uwagę i tym samym zachęciły do zapoznania się z treścią zbioru opowieści, który okazał się wciągającą lekturą. Jednak podkreślić trzeba, że sięgając po tę książkę, zawodu doświadczą wszyscy ci, którzy pozostaną pod wpływem tytułu i okładki, a pominą opis i spodziewać się będą, że znajdą tu analizę literackich przypadków z czarownicami w tle. Autorka proponuje zgoła zupełnie inną podróż do międzywojnia. Obcowanie z tą książką to raczej wojaż z lupą w ręku w towarzystwie Sherlocka Holmesa w spódnicy…

Dwudziestolecie międzywojenne to okres w literaturze polskiej, którego cezurę wyznaczają lata 1918–1939 (zob. Kisiel 1996: 137–144). Historycy literatury dzielą ten okres na dziesięciolecie jasne (1918–1928) i dziesięciolecie ciemne (1929–1939) (zob. Kwiatkowski 1990: 116). Demoniczne historie międzywojnia, które stały się przedmiotem analiz Drożdż, rozegrały się na przełomie lat 20. i 30. XX wieku i znakomicie wpisują się w mroczną stronę tej epoki. Książka tanie jest zatem kolejną pozycją wydawniczą poświęconą elementom fantastycznym w polskiej literaturze. Skrupulatność, dociekliwość i detektywistyczna drobiazgowość autorki otwierają przed odbiorcami zbrodniczy świat dwudziestolecia międzywojennego. Drożdż sięga po historie prawdziwe, które dla większości bohaterów jej cmentarnych opowieści skończyły się śmiercią.

Zbiór opowieści Drożdż to pozycja ukazująca funkcjonowanie polskiego społeczeństwa u progu XX wieku. Czytelnik zostaje wchłonięty w rzeczywistość, w której pierwsze skrzypce grali znachorzy. Pisarka podjęła problematykę związaną z wiedzą ówczesnej ludności polskich wsi na tematy ginekologiczne. Ujawniła podstępne pseudolecznicze praktyki pochodzącego ze śląskich Lipin naturalisty Augustyna Gwizdonia, który dopuścił się gwałtu na swojej pacjentce – Paulinie K. Opisała także historię Stanisławy Kozakowej, która zaszła w ciążę ze swoim kochankiem i, chcąc dokonać aborcji, udała się w tym celu do Marii Muratowskiej. W wyniku źle przeprowadzonego zabiegu u Kozakowej pojawiły się komplikacje, które wymusiły na rodzinie Muratowskich podjęcie radykalnych działań wobec pacjentki – zakopanie jej żywcem.

Drożdż sporo uwagi poświęciła również zagadnieniom prawnym ówczesnej Polski. Jasno i czytelnie objaśnia czytelnikowi zawiłości jurystyczne, bazując na autentycznych aktach sądowych. W książce znalazły się również ustępy poświęcone Stefanowi Maciejowskiemu – pierwszemu katowi II Rzeczypospolitej.

Walorem tej pozycji wydawniczej jest przemyślana, misternie zaprojektowana i skalkulowana kompozycja. Książka zawiera jedenaście historii mających miejsce w różnych częściach Polski. Folwarki Nowosielskie, Wierzbowo, Koszelewy, Obrowo czy Łąkta Dolna to wsie lub małe mieściny zamieszkiwane najczęściej przez ludzi niewykształconych i bezkrytycznie wierzących w odrealniony świat magii i czarownic. To właśnie w wymienionych uprzednio miejscach rozgrywają się pojedyncze historie. Każda z nich stanowi koherentną i zamkniętą opowieść. Razem zaś tworzą mroczne opowiadanie o zdarzeniach i ludziach międzywojnia.

W „Demonicznym dwudziestoleciu” Drożdż ukazała, że wiara w zabobony i medycynę niekonwencjonalną jeszcze do niedawna była bardzo mocno zakorzeniona w polskim społeczeństwie. Jedne z budzących grozę wydarzeń rozegrały się we wsi Wieliszew z udziałem Józefy Sołtysowej oskarżonej przez jednego z mieszkańców o koneksje z diabłem. Uchodząc przed oprawcą, kobieta wbiegła do domu swojej przyjaciółki z czasów dzieciństwa – Apolonii Stachnik, która wespół z najbliższymi odmawiała pacierz przed śniadaniem. Nękana kobieta nakreśliła sytuację domownikom, licząc na ich pomoc. Wieść o rzekomym uprawianiu czarów szybko rozeszła się po Wieliszewie i zbiegła się w czasie z chorobą Apolonii. Zatroskany o zdrowie żony Stanisław Stachnik udał się po radę do „szarlatana spod Makowa” – Ludwika Organowskiego. Znachor, badając mocz Apolonii, postawił jednoznaczną diagnozę, z której wynikało, że na kobietę został rzucony urok. Słowa wiejskiego uzdrowiciela utwierdziły Stachnika w przekonaniu, że za chorobę jego żony odpowiedzialna jest Sołtysowa.

Mieszkańcy wsi żywo byli zainteresowani sprawą „czarownicy”: „Włościanie wreszcie znaleźli godny temat pozwalający wypełnić długie, mroźne wieczory (…). Józefa, kobieta o »niesamowitym wzroku«, miała trzymać swoje czarcie dzieci w słojach zabezpieczonych różańcem lub innymi poświęconymi przedmiotami (…). Któryś z mieszkańców Wieliszewa zarzekał się, że kiedy wracał z gospody, zobaczył pod jej dachem maciorę karmiącą siedem prosiąt i że świnia nagle zmieniła się w człowieka” (s. 39). Spirala zabobonnych plotek i brak leczniczego działania kolejnych eliksirów przepisywanych przez „szarlatana spod Makowa” doprowadziły do tragicznych w skutkach zdarzeń w Wieliszewie. Stachnik, słuchając niemądrych wskazówek Organowskiego, postanowił pozyskać krew Sołtysowej. Mężczyzna zebrał gromadę wiejską i przekonał ją do sforsowania drzwi domu kobiety. Początkowo wieśniaczka stawiała opór, ale, widząc zgromadzonych ludzi, zgodziła się pójść do domu Stachników, by wyjaśnić sprawę i ją zakończyć. Tam została dotkliwie pobita, a krwią, którą miała zbroczoną twarz, Stachnik nasmarował piersi swojej żony – zgodnie z zaleceniem Organowskiego. Na nieszczęście zabieg ten okazał się skuteczny, co tylko utwierdziło wiejską ludność w urojeniach odnośnie do umiejętności magicznych Sołtysowej. Sprawa wtargnięcia do domu oskarżonej o magię, zakłócenie domowego miru i obrażenia cielesne stały się przedmiotem w postępowaniu przed sądem, w którym zapadły wyroki pozbawienia wolności dla Stachnika i „szarlatana spod Makowa”.

Mrożące krew w żyłach sceny rozgrywały się również w domu Leokadii i Władysława Kościńskich zamieszkujących we wsi Koszelewy. Mężczyzna pochodził z wielodzietnej rodziny. Marianna Ewertowska – jego przyrodnia siostra, trudniła się odprawianiem dość osobliwych modłów. Chcąc zjednać jak największą liczbę „wyznawców”, zapraszała bliskich na „modlitewne seanse”. Leokadia, zachęcana przez męża do udziału w spotkaniach, nie podzielała jego entuzjazmu. Nie była zainteresowana uczestnictwem w „nabożeństwach” Ewertowskiej, co poskutkowało buntem zarówno ze strony małżonka, jak i „kapłanki”. Przyrodnia siostra Władysława skutecznie zasugerowała bratu, że jego żona jest opętana przez szatana i konieczne będzie odprawienie egzorcyzmów. Mężczyzna, wierząc w brednie założycielki sekty, stosował wobec kobiety różnego typu działania mające na celu wypędzenie demona: kropił żonę pod krzyżem święconą wodą, kijem zadawał cierpienie, które polegało na odtworzeniu pięciu ran Zbawiciela, krępował jej ręce i nogi powrozami, ostatecznie zdecydował się na duszenie małżonki na cmentarzu. Praktyki te prawdopodobnie doprowadziły do choroby psychicznej u kobiety. Jednakże nie zakończyło to szatańskiego procederu męża. Ów nadal usiłował uzdrowić rzekomo opętaną żonę, stosując coraz to drastyczniejsze metody: od wkładania krzyża do ust, nakłaniania do odmawiania różańca, skakania przez ramy świętych obrazów po bicie rzemieniami zakończonymi metalowymi elementami. Ostatecznie sprawą zainteresowała się lokalna społeczność i dzięki jej interwencji katowana kobieta trafiła do szpitala, w którym jednak jakiś czas później zmarła. Mąż Leokadii stanął przed sądem i został skazany na dwuipółletnią karę pozbawienia wolności. Sprawiedliwość dosięgła także Ewertowskiej, której sąd postawił zarzuty podżegania do morderstwa i wymierzył karę dwóch lat więzienia.

Równie mroczna historia rozegrała się w styczniu 1931 roku w rodzinie Bondarczuków. Kirył i Marta tworzyli rodzinę, w której wychowywało się trojga rodzeństwa: Hnat, Teodora i najmłodszy – Iwan. Ostatnie dziecko Bondarczuków przyszło na świat w podobnym czasie, co jego siostrzeniec Michał Martyniuk. Młodzieńcy wychowywali się razem. Zainteresowania religijne ostatniego ze wspomnianych młodzieńców oscylowały wokół sztundystów – ugrupowania studiującego Biblię. Michał, korzystając z faktu, że mieszkańcy Romanówki to prości i niewykształceni ludzie, przekonywał ich, iż posiadł dar jasnowidzenia. Wśród zgromadzonych popadał w transy, podczas których wypowiadał przypadkowe słowa w języku niemieckim, nie mające żadnej magicznej mocy. Zaś Iwan pędził hulaszczy tryb życia, nie pomagał przy rodzinnym gospodarstwie, co doprowadziło do konfliktu między nim a jego ojcem, który odgrażał się synowi, że go wydziedziczy. Siedemnastoletni młodzieniec obmyślił misterny plan „rozwiązujący” rodzinny spór. 7 stycznia 1931 roku poinformował bliskich, że wyjeżdża do sąsiedniej wsi. W rzeczywistości przekonał swojego siostrzeńca, by wespół nocą dokonali egzekucji na wszystkich członkach rodziny Bondarczuków. Zabierając ze sobą francuski bagnet i młot kowalski w bestialski sposób dwu młodzieńców – Michał i Iwan – pozbawiło życia kilkuosobową rodzinę. Jedyną kobietą, która cudem uszła z życiem, była Teodora. Stała się ona głównym świadkiem podczas procesu karnego, w którym młodzi mężczyźni zostali skazani na śmierć.

Choć Drożdż w swojej książce przedstawia historie z początku XX wieku, absurdalność, którą w nich obnaża, jest zdumiewająca. Wydarzenia bowiem nie odnoszą się do czasów średniowiecza, w którym umiejętności czytania i pisania stanowiły znaczące osiągnięcie w rozwoju edukacyjnym człowieka, mimo to odkrywają fakt, że nauka i oświata były wyrazami obco brzmiącymi dla tamtejszej społeczności. We wrześniu 1928 roku jeden z zamożniejszych gospodarzy wsi Wierzbowo postanowił nabyć radio: „Jan Niczewski nabył masywną, drewnianą skrzynkę, która składała się z kilku lamp elektronowych. Ich zadaniem było wzmacniać odbierane fale długie lub średnie. Jarzące się lampy co prawda jakiś czas musiały się nagrzewać, żeby zacząć działać, ale za to gwarantowały przyjemne dla ucha dźwięki emitowane w rozgłośni” (s. 72–73).

Zachwytu właściciela nowym wynalazkiem nie podzielało pokolenie starszych ludzi. Wówczas po wsi krążyły pogłoski, że radio jest wymysłem szatana. Inaczej na nowatorskie rozwiązanie technologiczne spoglądali młodzi – chętnie przychodzili do Niczewskiego, by słuchać wartościowych audycji radiowych lub delektować się muzyką. Wodą na młyn ludzi starszych były m.in.: panująca zima przełomu lat 1928/1929, podczas której termometry wskazywały temperaturę sięgającą 44ºC poniżej zera, pożar trawiący wieś czy pomór bydła. Zdaniem wiejskiej starszyzny przyczyną wszelkich nieszczęść nawiedzających Wierzbowo było radio zakupione przez Niczewskiego. Kiedy zawiodły polubowne rozmowy z właścicielem wynalazku dotyczące zniszczenia nabytego przezeń urządzenia, gromada wiejska postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i z imieniem Boga na ustach rozwiązać problem. Podczas bożonarodzeniowego kazania usłyszeli, że wszelkie wykroczenia przeciwko wierze katolickiej zasługują na potępienie w postaci ukamienowania. Chłopi ze wsi Wierzbowo zaczaili się na Niczewskiego i obrzucili mężczyznę kamieniami, powodując śmiertelne obrażenia. Wacław Wabiński, Wacław Kumkowski i Jan Karbowski – to nazwiska oprawców przodujących w „wymierzaniu boskiej sprawiedliwości” we wsi Wierzbowo. Po dokonanym morderstwie zostali zatrzymani i postawieni przed sądem. Jednakże ówczesna prasa przemilczała informacje dotyczące wyroków, jakie zapadły w ich sprawie.

Drożdż, sięgając po te tragiczne w skutkach historie, otworzyła przed czytelnikiem rzeczywisty świat międzywojnia przepełniony mrokiem śmierci i ciemnością zaświatów. Autorka od początku do końca prowadzi trzymającą w napięciu narrację, kreśląc okoliczności międzywojennych zbrodni, by w domknięciu każdej opowieści wyjaśnić dalsze losy jej bohaterów. Tak zorganizowana treść publikacji podkreśla mistrzowski zamysł kompozycyjny zarówno pojedynczych opowieści, jak i całej książki.

Walorem tej publikacji są również zamieszczone przy każdej historii fotografie. Pełnią one kilka funkcji. Oddają klimat czasów bezpowrotnie minionych. Stanowią ilustracyjne dopowiedzenie przedstawionych zdarzeń. Uwiarygodniają prezentowane historie, jak np. zdjęcie wykonane na miejscu zbrodni dokonanej przez Michała Martyniuka i Iwana Bondarczuka (zob. s. 116) czy fotografia zwłok Chaima Króla otrutego przez Genendlę — swoją żonę (zob. s. 143).

Docenić trzeba dokładnie przygotowane przypisy (słusznie umieszczone u dołu strony!) oraz bogatą bibliografię obejmującą aż osiemdziesiąt sześć stron (sic!). Literatura przedmiotu wykorzystana do zebrania wszystkich zamieszczonych w książce opowieści jest przygotowana oddzielnie odnośnie do każdej historii i zawiera podstawowe lektury dotyczące omawianej sprawy, dodatkowe źródła z nią związane i pozycje poszerzające konteksty, a całość domyka spis fotografii. Ta ultraskrupulatnie sporządzona bibliografia zasługuje na największe słowa uznania, gdyż widać w niej mrówczą pracę autorki „Demonicznego dwudziestolecia”.

Książka Drożdż to istotna pozycja na rynku wydawniczym pokazująca międzywojnie z perspektywy społecznej. Podejmowane przez autorkę problemy ludzi żyjących u progu XX wieku stanowczo nie konkretyzują adresatów tego zbioru opowieści, gdyż interesująco prowadzona narracja może pochłonąć w mroczny świat dwudziestolecia międzywojennego każdego, kto w najmniejszym stopniu zaciekawiony jest magią, fantastyką i zabobonem. Detektywistyczna dociekliwość i dbałość o detale opisywanych historii powodują, że czytelnik pełni rolę asystenta Drożdż i wespół z autorką odkrywa międzywojenny świat naznaczony zbrodniczymi czynami i zbrukany krwią niewinnych ofiar.

LITERATURA:

Kisiel M.: „Periodyzacja”. W: „Literatura polska 1918–1974”. Red. R. Cudak i in. Katowice 1996, s. 137–144.

Kwiatkowski J.: „Literatura Dwudziestolecia”. Warszawa 1990.
Paulina Drożdż: „Demoniczne dwudziestolecie. Czarownice, znachorzy i zaświaty na usługach zbrodni”. Wydawnictwo Sploty [imprint Grupy Helion]. Gliwice 2026.