Aleksandra Szymańska-Dańczyszyn,
POKOLENIE BEZSENNOŚCI (JULIA ŚLIWOWSKA: 'ŚPIĄTKO')
A
A
A
Debiutancka powieść „Śpiątko” Julii Śliwowskiej jest jedną z tych narracji, które trudno zamknąć w prostych kategoriach. To jednocześnie historia dwudziestoletniej everymanki pokolenia Z, studium bezsenności, opowieść o uzależnieniu od leków nasennych oraz portret generacji żyjącej w cieniu psychicznych, ekonomicznych, społecznych i ekologicznych kryzysów. Pisarkę interesuje doświadczenie życia na granicy jawy i snu, rzeczywistości i halucynacji. Co więcej, jak konstatuje Anna Cieplak w blurbie na czwartej stronie okładki, Śliwowska sprawdza granice języka, „jego możliwości w rejestrach rozciągających się od realistycznych opisów po oniryczne, surrealistyczne ujęcia”.
Bezimienna bohaterka powieści obsesyjnie poszukuje odpowiedzi na pytanie o własną tożsamość i kondycję psychiczną, zastępując kontakt ze specjalistą internetową diagnostyką: „Nie wiem, kim jestem, więc wpisuję fakty w Worda, a w Google zapytania, co jest ze mną nie tak, i przerzucam kolejne strony. Pierwszy wynik: borderline. Drugi wynik: osobowość anankastyczna. Trzeci wynik: czy mam zaburzenie osobowości? Medonet pisze, że depresja to choroba cywilizacyjna, czyli właściwie jak bezsenność, wszyscy ją mamy. To chyba wszystko ze mną w porządku. Czytam artykuły, robię quizy […] (s. 11). To nie tylko trafne rozpoznanie kuriozum współczesnej kultury, w której internetowa wyszukiwarka staje się terapeutą, lekarzem pierwszego kontaktu, lecz także znak głębszego kryzysu. Bohaterka funkcjonuje bowiem w świecie, gdzie (auto)diagnoza wydaje się ważniejsza niż przeżycie i przepracowanie cierpienia.
Narratorka wie jedno – jest „śpiątkiem” (s. 13), jak czule nazywa ją partner. Sen staje się dla niej nie tyle biologiczną potrzebą, ile obiektem pożądania i substytutem szczęścia. Cierpiąca na bezsenność dziewczyna początkowo decyduje się na zakup niebieskiego materaca na kółkach, który umożliwiłby jej zasypianie w dowolnych miejscach – w ogrodzie, na polanie, w przestrzeniach „poza domem”, gdzie sama możliwość snu nabiera wymiaru niemal performatywnego – jednak gdy i ta metoda się wyczerpuje, sięga po Zolpidem. „Nie ma lepszego haju niż ten, którego nie czujesz. Nie ma lepszego haju niż sen. Moim życiem zawładnęły tripy do świata marzeń sennych, miałam więcej przygód niż bohaterowie filmów akcji, więcej zwrotów akcji niż opery mydlane, więcej love interestów, niż mogłam sobie wyobrazić na jawie. Spałam i śniłam, że śpię […]” (s. 65) – wyznaje narratorka. Śliwowska bardzo przekonująco pokazuje mechanizm uzależnienia, wskazując moment, w którym dochodzi do przekroczenia pierwszej, pozornie niewinnej granicy. Następuje ono wtedy, gdy zdesperowana bohaterka rezygnuje z łagodnych metod radzenia sobie z bezsennością – melisy, naparów ziołowych czy preparatów bez recepty – i sięga po Zolpidem. Od tej chwili lek przestaje być jedynie środkiem wspomagającym zasypianie, a zaczyna pełnić funkcję narzędzia ucieczki od rzeczywistości, gwaranta dostępu do alternatywnego, bardziej satysfakcjonującego świata. Sen okazuje się przestrzenią ciekawszą od szarej codzienności, miejscem, w którym bohaterka doświadcza emocji, bliskości i spełnienia niedostępnych na jawie.
Oniryczne partie powieści należą do jej najmocniejszych fragmentów. Pod wpływem Zolpidemu rzeczywistość rozpada się na równoległe światy, a narracja przybiera momentami niemal psychodeliczny charakter. Bohaterka opisuje swoje doświadczenia, sięgając po popkulturowe konteksty: „[…] czułam się jak w Ricku i Mortim, biegłam po symulacjach, przez portale przechodziłam do innych wymiarów, potrafiłam być robakiem, albo robakiem robotem i nic nie było mi straszne. Umiałam czarować, rzucałam zaklęcia, walczyłam różdżką i wskrzeszałam zmarłych. Odprawiałam z nimi rytuały i w końcu mogłam porozmawiać z dziadkiem, do którego mówiłam na cmentarzu przez dwanaście lat” (s. 73). Przywołany przez narratorkę serial, oparty na motywie nieskończonej liczby alternatywnych rzeczywistości, jest trafną metaforą świadomości bohaterki funkcjonującej pod wpływem leku. Sen nie jest już stanem odpoczynku, staje się raczej przestrzenią nieograniczonej sprawczości, w której zanikają prawa fizyki, logiki i śmierci. Zolpidem nie tylko otwiera dostęp do fantastycznych światów, lecz także tworzy iluzję odzyskania utraconych relacji i domknięcia żałoby, umożliwiając realizację pragnień, których codzienność nie jest w stanie zaspokoić. Postępująca lekomania okazuje się więc przede wszystkim próbą ucieczki przed bezsennością, lękiem i poczuciem nieadekwatności: „Coś mi jest, coś mi serio odwaliło, coś jest ze mną nie tak” (s. 78).
Równocześnie Śliwowska nie romantyzuje używek i samego uzależnienia. Przeciwnie – pokazuje ich banalność, powszechność i uspołecznienie. Alkohol, marihuana czy leki funkcjonują jako kolejne sposoby regulowania emocji, elementy codziennych praktyk oraz budowania i podtrzymywania relacji: „Po jaraniu łatwiej się zasypiało, po każdej używce łatwiej, a gdy nocowałam u Szarego, rzadko kiedy zdarzało się nam położyć na trzeźwo. Zawsze było jakieś piwko, jakiś blancik, imprezka, znajomi, on miał tego jeszcze więcej w swoim repertuarze, spałam przy nim jak dziecko” (s. 88). Społeczne przyzwolenie i normalizacja substancji psychoaktywnych sprawiają, że ich używanie nie wymaga uzasadnienia ani nie wywołuje poczucia przekroczenia norm – stanowi niemal oczywisty element wspólnego spędzania czasu, sposób na odprężenie, zasypianie czy budowanie bliskości. Co więcej, poczucie bezpieczeństwa, którego doświadcza bohaterka u boku Szarego, zostaje powiązane nie tylko z obecnością partnera, lecz również z chemicznie wspomaganym wyciszeniem. Trudno rozstrzygnąć, czy śpi „jak dziecko” dzięki relacji, czy dzięki substancjom, które tę relację współtworzą. Śliwowska celowo zaciera tę granicę, pokazując, że używki stają się integralnym składnikiem intymności.
„Śpiątko” jest również powieścią pokoleniową. Bohaterka żyje w cieniu katastrof klimatycznych, kryzysów społecznych i ekonomicznej niepewności. Wizja świata, który narratorka ogląda, przypomina apokaliptyczny reportaż: „[…] widzę tsunami, powodzie, pożary, wybuchy wulkanów, góry plastiku, biedę, głód, wojny, świat-umieralnię” (s. 142). Lęk psychiczny okazuje się nierozerwalnie związany z lękiem o przyszłość planety. Nieprzypadkowo bohaterka deklaruje, że wolałaby być „jakimkolwiek zwierzęciem, nawet wszą. Byle nie człowiekiem” (s. 87). Ta śmiała konstatacja otwiera interesującą perspektywę ekokrytyczną – człowieczeństwo w powieści Śliwowskiej jest bowiem źródłem przemocy wobec świata. Pisarka trafnie diagnozuje również presję społeczną ciążącą na młodych kobietach. Pytania: „Co ma kobieta w dwudziestym pierwszym wieku w Polsce, jeżeli nie ma studiów ani partnera? Co ma kobieta w dwudziestym pierwszym wieku w Polsce, jeżeli nie ma dziecka ani pracy? Co daje światu?” (s. 129), wykraczają poza indywidualną historię bohaterki. Stają się komentarzem do współczesnych oczekiwań wobec kobiecego życia, którego wartość wciąż mierzy się produktywnością i społeczną użytecznością.
Debiut Julii Śliwowskiej to opowieść o pokoleniu, które zamiast pewności otrzymało niekończące się możliwości wyszukiwania wątpliwej jakości odpowiedzi – w Google, w lekach, w snach i w kolejnych diagnozach. Śliwowska pokazuje, że współczesna bezsenność nie polega wyłącznie na niemożności zaśnięcia. Bywa przede wszystkim niemożnością bezpiecznego przebudzenia się do świata, który coraz częściej przypomina zły sen.
Bezimienna bohaterka powieści obsesyjnie poszukuje odpowiedzi na pytanie o własną tożsamość i kondycję psychiczną, zastępując kontakt ze specjalistą internetową diagnostyką: „Nie wiem, kim jestem, więc wpisuję fakty w Worda, a w Google zapytania, co jest ze mną nie tak, i przerzucam kolejne strony. Pierwszy wynik: borderline. Drugi wynik: osobowość anankastyczna. Trzeci wynik: czy mam zaburzenie osobowości? Medonet pisze, że depresja to choroba cywilizacyjna, czyli właściwie jak bezsenność, wszyscy ją mamy. To chyba wszystko ze mną w porządku. Czytam artykuły, robię quizy […] (s. 11). To nie tylko trafne rozpoznanie kuriozum współczesnej kultury, w której internetowa wyszukiwarka staje się terapeutą, lekarzem pierwszego kontaktu, lecz także znak głębszego kryzysu. Bohaterka funkcjonuje bowiem w świecie, gdzie (auto)diagnoza wydaje się ważniejsza niż przeżycie i przepracowanie cierpienia.
Narratorka wie jedno – jest „śpiątkiem” (s. 13), jak czule nazywa ją partner. Sen staje się dla niej nie tyle biologiczną potrzebą, ile obiektem pożądania i substytutem szczęścia. Cierpiąca na bezsenność dziewczyna początkowo decyduje się na zakup niebieskiego materaca na kółkach, który umożliwiłby jej zasypianie w dowolnych miejscach – w ogrodzie, na polanie, w przestrzeniach „poza domem”, gdzie sama możliwość snu nabiera wymiaru niemal performatywnego – jednak gdy i ta metoda się wyczerpuje, sięga po Zolpidem. „Nie ma lepszego haju niż ten, którego nie czujesz. Nie ma lepszego haju niż sen. Moim życiem zawładnęły tripy do świata marzeń sennych, miałam więcej przygód niż bohaterowie filmów akcji, więcej zwrotów akcji niż opery mydlane, więcej love interestów, niż mogłam sobie wyobrazić na jawie. Spałam i śniłam, że śpię […]” (s. 65) – wyznaje narratorka. Śliwowska bardzo przekonująco pokazuje mechanizm uzależnienia, wskazując moment, w którym dochodzi do przekroczenia pierwszej, pozornie niewinnej granicy. Następuje ono wtedy, gdy zdesperowana bohaterka rezygnuje z łagodnych metod radzenia sobie z bezsennością – melisy, naparów ziołowych czy preparatów bez recepty – i sięga po Zolpidem. Od tej chwili lek przestaje być jedynie środkiem wspomagającym zasypianie, a zaczyna pełnić funkcję narzędzia ucieczki od rzeczywistości, gwaranta dostępu do alternatywnego, bardziej satysfakcjonującego świata. Sen okazuje się przestrzenią ciekawszą od szarej codzienności, miejscem, w którym bohaterka doświadcza emocji, bliskości i spełnienia niedostępnych na jawie.
Oniryczne partie powieści należą do jej najmocniejszych fragmentów. Pod wpływem Zolpidemu rzeczywistość rozpada się na równoległe światy, a narracja przybiera momentami niemal psychodeliczny charakter. Bohaterka opisuje swoje doświadczenia, sięgając po popkulturowe konteksty: „[…] czułam się jak w Ricku i Mortim, biegłam po symulacjach, przez portale przechodziłam do innych wymiarów, potrafiłam być robakiem, albo robakiem robotem i nic nie było mi straszne. Umiałam czarować, rzucałam zaklęcia, walczyłam różdżką i wskrzeszałam zmarłych. Odprawiałam z nimi rytuały i w końcu mogłam porozmawiać z dziadkiem, do którego mówiłam na cmentarzu przez dwanaście lat” (s. 73). Przywołany przez narratorkę serial, oparty na motywie nieskończonej liczby alternatywnych rzeczywistości, jest trafną metaforą świadomości bohaterki funkcjonującej pod wpływem leku. Sen nie jest już stanem odpoczynku, staje się raczej przestrzenią nieograniczonej sprawczości, w której zanikają prawa fizyki, logiki i śmierci. Zolpidem nie tylko otwiera dostęp do fantastycznych światów, lecz także tworzy iluzję odzyskania utraconych relacji i domknięcia żałoby, umożliwiając realizację pragnień, których codzienność nie jest w stanie zaspokoić. Postępująca lekomania okazuje się więc przede wszystkim próbą ucieczki przed bezsennością, lękiem i poczuciem nieadekwatności: „Coś mi jest, coś mi serio odwaliło, coś jest ze mną nie tak” (s. 78).
Równocześnie Śliwowska nie romantyzuje używek i samego uzależnienia. Przeciwnie – pokazuje ich banalność, powszechność i uspołecznienie. Alkohol, marihuana czy leki funkcjonują jako kolejne sposoby regulowania emocji, elementy codziennych praktyk oraz budowania i podtrzymywania relacji: „Po jaraniu łatwiej się zasypiało, po każdej używce łatwiej, a gdy nocowałam u Szarego, rzadko kiedy zdarzało się nam położyć na trzeźwo. Zawsze było jakieś piwko, jakiś blancik, imprezka, znajomi, on miał tego jeszcze więcej w swoim repertuarze, spałam przy nim jak dziecko” (s. 88). Społeczne przyzwolenie i normalizacja substancji psychoaktywnych sprawiają, że ich używanie nie wymaga uzasadnienia ani nie wywołuje poczucia przekroczenia norm – stanowi niemal oczywisty element wspólnego spędzania czasu, sposób na odprężenie, zasypianie czy budowanie bliskości. Co więcej, poczucie bezpieczeństwa, którego doświadcza bohaterka u boku Szarego, zostaje powiązane nie tylko z obecnością partnera, lecz również z chemicznie wspomaganym wyciszeniem. Trudno rozstrzygnąć, czy śpi „jak dziecko” dzięki relacji, czy dzięki substancjom, które tę relację współtworzą. Śliwowska celowo zaciera tę granicę, pokazując, że używki stają się integralnym składnikiem intymności.
„Śpiątko” jest również powieścią pokoleniową. Bohaterka żyje w cieniu katastrof klimatycznych, kryzysów społecznych i ekonomicznej niepewności. Wizja świata, który narratorka ogląda, przypomina apokaliptyczny reportaż: „[…] widzę tsunami, powodzie, pożary, wybuchy wulkanów, góry plastiku, biedę, głód, wojny, świat-umieralnię” (s. 142). Lęk psychiczny okazuje się nierozerwalnie związany z lękiem o przyszłość planety. Nieprzypadkowo bohaterka deklaruje, że wolałaby być „jakimkolwiek zwierzęciem, nawet wszą. Byle nie człowiekiem” (s. 87). Ta śmiała konstatacja otwiera interesującą perspektywę ekokrytyczną – człowieczeństwo w powieści Śliwowskiej jest bowiem źródłem przemocy wobec świata. Pisarka trafnie diagnozuje również presję społeczną ciążącą na młodych kobietach. Pytania: „Co ma kobieta w dwudziestym pierwszym wieku w Polsce, jeżeli nie ma studiów ani partnera? Co ma kobieta w dwudziestym pierwszym wieku w Polsce, jeżeli nie ma dziecka ani pracy? Co daje światu?” (s. 129), wykraczają poza indywidualną historię bohaterki. Stają się komentarzem do współczesnych oczekiwań wobec kobiecego życia, którego wartość wciąż mierzy się produktywnością i społeczną użytecznością.
Debiut Julii Śliwowskiej to opowieść o pokoleniu, które zamiast pewności otrzymało niekończące się możliwości wyszukiwania wątpliwej jakości odpowiedzi – w Google, w lekach, w snach i w kolejnych diagnozach. Śliwowska pokazuje, że współczesna bezsenność nie polega wyłącznie na niemożności zaśnięcia. Bywa przede wszystkim niemożnością bezpiecznego przebudzenia się do świata, który coraz częściej przypomina zły sen.
Julia Śliwowska: „Śpiątko”. JanKa. Pruszków 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

