ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 lipca 13 (541) / 2026

Piotr Pochel,

SIÓDEMKI SOMMERA (PIOTR SOMMER: 'SIEDEMDZIESIĄT SIEDEM')

A A A
Jakiś czas temu nakładem wrocławskiego Biura Literackiego ukazała się drukiem nowa książka poetycka Piotra Sommera zatytułowana „Siedemdziesiąt siedem”. Biała okładka, na której umieszczono kilka szarych kleksów układających się na kształt kwiatka, w żaden sposób nie zachęca do lektury tomiku autora „Lat praktyki”. Tę skromną i ubogą w kolory oprawę zaaranżowaną przez Tomka Frycza i Marcina Wichę zdecydowanie rekompensuje zawartość zbiorku, w którym znaleźć można utwory dotąd już opublikowane przez Sommera. Książka „Siedemdziesiąt siedem” to po prostu wybór wierszy współczesnego pisarza.

Oddając w ręce czytelnika ów zbiorek poezji, Sommer w żadnym momencie lirycznej kontemplacji nie zawodzi swoich odbiorców. Poeta porywa w literacką przygodę, zaczynając od — zdawałoby się dość banalnie brzmiącego — tytułu książki. Pojawiające się w nim cyfry nie są przypadkowym zestawieniem. Sommer przyszedł na świat 13 kwietnia 1948 roku, więc w chwili ukazania się drukiem zbiorku wierszy obchodził 77. urodziny. Można byłoby wysunąć wniosek, że autor publikacją tomiku sprawił sobie urodzinowy prezent. Celowe zdaje się również zamieszczenie w książce łącznie siedemdziesięciu siedmiu utworów (wierszy i fragmentów prozą), co tworzy pewną korelację z wiekiem poety.

Fascynująca w poezji Sommera jest bezbłędna ocena rzeczywistości. Autor „Pamiątek po nas” to znakomity obserwator i komentator otaczającego człowieka świata. W swojej najnowszej książce „Siedemdziesiąt siedem” poeta podejmuje różnorodną tematykę, m.in.: wskazuje na bełkotliwość współczesnego języka, snuje rozważania na temat przemijania i śmierci, sięga po kategorię pamięci. W swoich lirykach w sposób oryginalny i nowatorski często wykorzystuje znane literaturze toposy, tj.: motyw rodziny czy motyw matki. Zaś z jego wierszy wyłania się obraz podmiotu lirycznego przyjmującego postawę mentora, mędrca i filozofa. Autor „Wierszy ze słów” poruszył zagadnienia egzystencjalne, które najbardziej nurtują człowieka uwikłanego w XXI wiek.

Sommer dobitnie podkreśla fakt, że życie współczesnego człowieka coraz częściej przypomina ciągły bieg. Tym samym poeta uwypukla cechę, jaką jest „bulgotanie ludzkiej egzystencji” niczym gotującej się w kotle plątaniny światów: prywatnego, rodzinnego, służbowego. Ten pęd życia autor „Lat praktyki” ukazał w wierszu „Przywitanie, powrót”, w którym bohater utworu zmaga się z nawarstwiającymi się myślami: „Więc biorę taksówkę i jadę. / Swoją drogą jak to jest z tym kochaniem / się przyjaciół, i ilu ich można / mieć w końcu. / Najbardziej drażni mnie chyba ten brak / synchronizacji urządzeń świetlnych / na skrzyżowaniach. Zapala się zielone, / a trochę dalej czerwone, trzeba stawać co chwila [...]” („Przywitanie, powrót”, s. 9). Korzystający z usług taksówkarskich nie może się skupić na podróży, gdyż rozpraszają go bodźce płynące z zewnątrz. Rozważania na temat przyjaźni i jej znaczenia w życiu człowieka zostają zestawione z mnogością sygnalizacji świetlnych w mieście. Wartość ustępuje miejsca rutynie i codzienności. Rozmyślania podróżującego mnożą się, nakładają na siebie. Nie potrafi on dokonać ich selekcji, ale również zdecydować się, na czym powinien się skoncentrować. Pęd życia, bylejakość, szybkość egzystencji krzyczą zewsząd. Na ten nadmiar impulsów dobiegających z różnych stron świata Sommer jeszcze raz zwróci uwagę we fragmencie prozą „Nic się nie stało”, sprowadzając obraz rzeczywistości do wyliczenia jej kolejno zaobserwowanych elementów: „Andrzejów, ogród, grube gruszki, odjeżdżająca do Łodzi matka, przerwa, dyfteryt, karetka, przerwa, rozmównica w obozie pracy, w Helenówku, zawiniątko w gazecie podane nad siatką z drutu tak wysoką, że trzeba zadrzeć głowę [...]” („Nic się nie stało”, s. 43). W tym gradzie słów, potoku wyrazów wypowiedzianych niemalże jednym tchem pobrzmiewają echa twórczości Tadeusza Różewicza. Autor „Niepokoju” na długo przed Sommerem dostrzegał natłok zewsząd dobiegających sygnałów z otaczającego jednostkę świata. W książce „Kup kota w worku (work in progress)” wydanej drukiem w 2008 roku Różewicz kładł akcent na terkotanie roztaczającej się wokół człowieka rzeczywistości. Autor „Płaskorzeźby” pisał: „papież żartował i mówił z uśmiechem o kremówkach — a kabareciarz zrobił z tego... śpiewając (ronił łzy do kremówki sic!) melodramat określeniem tym fajnie posługują się nie tylko kretyni ale genialni reżyserzy filmowi prałaci aktorzy malarze i inni kabareciarze którzy nas co rusz rzucają na kolana w telewizji radiowozie internecie gadżecie i innych mass-mediach bo nie tylko mówi się że ten papież Benedykt XV może XVII? jest fajny choć się stara to po polsku mówi gorzej od naszego ale to nie szkodzi [...]” (Różewicz 2008: 8). Człowiek żyjący w XXI wieku został zdominowany przez mnogość docierających do niego informacji, które w przeważającej większości są zbędne, niepotrzebne, bezużyteczne. Sommer, dostrzegłszy w drugiej dekadzie XXI wieku podobny problem, utwierdza odbiorcę jedynie w tym, że świat, który Różewicz opisał w książce „Kup kota w worku...”, nic się nie zmienił i jest nadal taki sam. Pojawiające się we fragmentach prozą Sommerowe ujęcie świata jako „bulgotania ludzkiej egzystencji” ma na celu uświadomić odbiorcę, w jakiej naprawdę żyje rzeczywistości.

Najnowszy wybór wierszy Sommera jest „poezją (o) ludzi(ach)”. Poeta w wielu utworach wchodzących w skład książki „Siedemdziesiąt siedem” przywołuje bliskie mu osoby, które niegdyś pojawiły się w jego życiu, m.in. często wspominał swoją matkę (np. „Gwiazda stycznia”, „Taksówka”), jak również swoje dzieci, np. syna Pawła („Neolit”). Przywołał w pamięci swojego przyjaciela — Heńka Kowalskiego („Odwiedziny”), wracał do wakacyjnych wspomnień, w których pojawili się Maciek, Agnieszka i Stenia Kozłowska („Zasklepianka”). W lirykach autora „Czynnika lirycznego” nie zabrakło miejsca również dla tych, których znał mniej lub nie znał w ogóle, a mimo to pojawili się w jego utworach: Grzegorz Budko, który rzekomo nie znał Sommera i Marian Srebrny, którego z kolei nie znał Sommer.

Utwory współczesnego pisarza obfitują w motyw rodziny. Sięgając po takowy, poeta wskazuje na zmienność ról, z jaką jednostka musi się mierzyć w ciągu życia. Sommer sporo miejsca poświęcił w tomie „Siedemdziesiąt siedem” swojej matce, którą w różnych sytuacjach przywołuje w wierszach zbiorku. Figura matki w poezji Sommera konotuje jego dzieciństwo, a te z kolei — wysokie topole: „Na moście oddychał jeszcze południowy wiatr. / Liście mijanych topól z końcem września / dyskretnie wskazywały północ” („Taksówka”, s. 53) i w innym miejscu: „Za kioskiem, na Kmicica, / topole były wyższe o ćwierć wieku [...]” („Z fusów”, s. 64). Wspomnienia z dzieciństwa dopełnia obraz matki poety, który stara się odpamiętnić jej postać w różnych utworach. Zadziwiające jest dla odbiorcy to, że, czytając wiersze Sommera, ów doświadcza nieobecności matki poety jej obecnością w wierszach (Majerski 2000: 207 oraz Pochel 2025): „To lato naprawdę mogło nie mieć końca — / matka żyłaby wiecznie” („Taksówka”, s. 53). Życie matki jednocześnie się skończyło, i trwa nadal. Z jednej strony, śmierć kobiety stała się faktem, co wynika z wiersza „Z fusów”, w którym podmiot liryczny odwiedza puste jej mieszkanie przepełnione ciszą: „Gdy otworzyłem mieszkanie matki / [...] / [...] to nikt, zupełnie nikt, się nie odezwał, / nie wydał głosu [...]” („Z fusów”, s. 64). Zaś w wierszu „Skwery, parki i ulice” podmiot liryczny przywołuje w pamięci obraz uśmiechniętej matki spacerującej o lasce ulicą Armii Radzieckiej. Utrwalony w jego pamięci konterfekt utwierdza go w bezgranicznej miłości synowskiej: „kochałem cię cały czas bez przerwy” („Skwery, parki i ulice”, s. 74). Z drugiej strony, „ja” liryczne wierszy Sommera czuje obecność kobiety, pisząc: „Poczułem się jakby ktoś wszedł / bezgłośnie, ale przez skrzypiące drzwi” („Poczułem się jakby ktoś wszedł”, s. 60). To metafizyczne doświadczenie matki przez osobę mówiącą w liryku zaświadcza o eterycznej obecności tejże kobiety w jego życiu. Matka „ja” lirycznego co prawda odeszła fizycznie, ale pozostała w metafizycznej czasoprzestrzeni podmiotu lirycznego. Jej niegdyś wypowiedziane słowa odbijają się niczym echo w zapamiętanych przez podmiot liryczny życiowych radach, których mu udzielała, np. tej dotyczącej partyjnych uwikłań: „Polityka to brudy. Piotruś, mówię ci” („Pamiątka z bierzmowania”, s. 47).

Powtarzalność ról, w jakie wciela się człowiek w ciągu życia, dotyczy również samego poety. Wykorzystując motyw rodziny, Sommer nie tylko poświęcił sporo miejsca w swoich wierszach matce. Poeta przedstawił w nich także swój konterfekt jako rodzica. W krótkim cyklu „Dwa wiersze dla Młodego” autor „Czynnika lirycznego” nakreślił sytuację liryczną, w której bohaterami są ojciec i syn. Razem odbywają podróż rowerem (pojazd ten bardzo często pojawia się w lirykach Sommera). Podczas rodzinnego wojażu syn poznaje otaczający go świat. Doświadczony życiowo ojciec roztacza przed swoim potomkiem rzeczywistość, którą ów obserwuje i poznaje, siedząc w koszu umocowanym z przodu pojazdu: „Popatrz, to drzewo a to słup / to liście i gałęzie a to druty / i powtórz po mnie, zapamiętaj” („Rower”, s. 14). Domykające strofę czasowniki w trybie rozkazującym „powtórz” i „zapamiętaj” akcentują nakazujący ton rodzica. Aluzje Sommera do prywatnego życia rodzinnego podkreślają uniwersalizm tej poezji.

W twórczości lirycznej Sommera nie zabrakło także miejsca dla jego żony, którą upamiętnił, kreśląc jej obraz, który niegdyś wywarł na nim niesamowite wrażenie: „Popsuta ciepłownia na Żeraniu / i moje dziecko, i kobieta / którą wybrałem przed laty przez wzgląd / na jej białe podkolanówki z niebieskim paskiem” („Światła dworca”, s. 19).

Autor „Lat praktyki” jest poetą scen codziennych i zwyczajnych, w których bohaterami są zwykli ludzie. W wierszu „Gwiazda stycznia” podmiot liryczny przywołuje w pamięci wydarzenie z ostatniego dnia 1976 roku, w którym kluczową rolę odegrała przypadkowo zauważona przez niego kobieta. Osoba mówiąca w wierszu nie podaje jej personaliów, ogranicza się jedynie do lakonicznego opisu tej postaci: „opatulona po uszy tanim futrem, / drobniutka i stara, nieznacznie ułomna / i jak zawsze w szkłach” („Gwiazda stycznia”, s. 11). W liryku Sommera pobrzmiewają poniekąd echa wiersza Wisławy Szymborskiej „Dnia 16 maja 1973 roku” (Szymborska 2018: 342–343), w którym „ja” liryczne, wypowiadając się w formie liryki bezpośredniej, przywołuje w pamięci zakreślony datą dzień i opowiada, co wówczas się wydarzyło. Oba utwory przedstawiają sytuację liryczną, która obrazuje codzienność, a wykreowany świat pozbawiony został pierwiastka niezwykłości i magii.

Obok nowatorskiego i oryginalnego ujęcia poetyckiego świata oraz wyszukanych „metafor oniryczno-akwatycznych”, np. ukazujących sen jako kroplę spływającą po szybie („Kruchość”, s. 27) czy zmieniający położenie na marynarce podmiotu lirycznego cień rzucany przez kroplę deszczu („Deszcz”, s. 63), znaleźć można w najnowszej książce Sommera niebanalne nawiązania intertekstualne. Przywołując w pamięci budzący się dzień, podmiot liryczny udał się w metaforyczną podróż do czasów dzieciństwa, opisując ją słowami brzmiącymi podobnie do średniowiecznego tekstu literackiego: „dusza oderwała się od ciała, / z lotu widziała je na wskroś [...]” („Stan trzeci”, s. 28). Zaś w utworze „Października czternastego roku dziesiątego zdarzyło się co się miało zdarzyć najgorszego” stylizowanym na scenę wydartą z jakiegoś dramatu Sommer, kreując świat przedstawiony, sięgnął po romantyczne rekwizyty: noc, księżyc i jesienny wieczór. Oddając głos chórowi, sparafrazował słowa ballady romantycznej „Lilije” Adama Mickiewicza: „Ta tragedia się zdarzyła / Pani chłopca dziś zabiła / Nóż do krtani przyłożyła / Krtań mu nożem przewierciła / Wielka u niej siła była” („Października czternastego roku dziesiątego zdarzyło się co się miało zdarzyć najgorszego”, s. 87). Z jednej strony, pobrzmiewające w lirykach Sommera echa innych tekstów wymagają od odbiorcy uważnej lektury i koncentracji. Z drugiej strony, poeta sięga po utwory będące w powszechnym obiegu, więc stwarza własny świat poetycki za pomocą dobrze znanych słów.

Książka „Siedemdziesiąt siedem” Sommera to pozycja wydawnicza, która zabiera odbiorcę w zupełnie inną rzeczywistość zaprojektowaną przez poetę. Tę czasoprzestrzeń tworzą światy: intymny, literacki i metafizyczny. Zaś zamknięte w wierszach rozmyślania egzystencjalne i refleksje nad filozofią życia skłaniają odbiorcę do przemyśleń, pogrążenia się w lekturze, kontemplacji innej rzeczywistości, jednocześnie przenosząc czytelnika w jej metafizyczny wymiar. Najnowszy zestaw wierszy Sommera to siedemdziesiąt siedem estetycznych przeżyć, których trzeba doświadczyć.

Literatura:

Majerski M.: „Medaliony Różewiczów”. „Kwartalnik Artystyczny” 2000, nr 4.

Pochel P.: „Intertekstualny dialog Sommera z Różewiczem. O wierszu „To jest imię i nazwisko”. „Forum Nauczycieli” 2025, nr 1.

Różewicz T.: „Kup kota w worku (work in progress)”. Wrocław 2008.

Szymborska W.: „Dnia 16 maja 1973 roku”. W: Tejże: „Wybór poezji”. Oprac. W. Ligęza. Wrocław 2018.
Piotr Sommer: „Siedemdziesiąt siedem”. Biuro Literackie. Kołobrzeg 2025.