NAJSERDECZNIEJ, CHOĆ Z DYSTANSEM (CZESŁAW MIŁOSZ, TYMOTEUSZ KARPOWICZ: 'KORESPONDENCJA [1965-2003]')
A
A
A
Kolejny, po 2011, rok, któremu patronuje Czesław Miłosz, sprawia, że nie sposób nie zadać sobie pytania o aktualność tej twórczości. Czy dziś można jeszcze czytać teksty autora „Trzech zim” i odnaleźć coś dla siebie, dla człowieka stojącego przed wyzwaniami lat 20. XXI wieku?
Kiedy dogłębniej zastanowimy się jednak nad tym, czego doświadczał dorastający Miłosz, to niestety zderzymy się z analogią obu rzeczywistości. Miłosz dojrzewał w Europie pogrążonej w wojennych zawieruchach, Europie zagrożonej przez totalitaryzm i faszyzm, Europie walczącej o godność człowieka, o jego prawa bez względu na wyznanie, pochodzenie czy światopogląd. Chociaż dziś mówimy o innym wymiarze tych zmagań, trudno nie dostrzec powtarzającego się skryptu historii. Jednocześnie całkowicie oczywista jest dla nas nieprzystawalność poezji, która powstawała w pierwszej połowie XX wieku, do współczesnych realiów. Zmieniająca się perspektywa, ewoluujące struktury społeczne, rewolucja w języku i metamorfoza światopoglądowa, zderzająca się z wciąż żywymi anachronizmami w tym zakresie – wszystkie te czynniki nie unieważniają samego doświadczenia młodego pisarza, ale w znacznym stopniu uniemożliwiają wykreowanie czy odtworzenie punktów stycznych.
Czy oznacza to, że twórczość Miłosza uległa dezaktualizacji, czy nie możemy już odczuwać przyjemności lub czerpać pożytku z lektury „Pieska przydrożnego” czy „Zniewolonego umysłu”? Czy wydźwięk tekstów Noblisty skazany jest na etykietę przebrzmiałego moralizatorstwa? Kiedy i gdzie wyznaczyć granicę badań filologicznych, czy nie czas uznać, że powiedziano już dość, ustalić status twórczości Miłosza jedynie jako punktu odniesienia? Pytania te, same w sobie dość naiwne, są w istocie pytaniami o funkcję i znaczenie literatury. Dodatkowo są niezaprzeczalnie pytaniami retorycznymi, nie tylko nie potrafimy, ale też nie chcemy na nie odpowiadać. Kolejne książki, które pogłębiają nie tylko analizę pisarstwa, ale także badają wciąż biografię artysty, mogłyby świadczyć o tym, że Miłosz ma nam jeszcze sporo do powiedzenia. Czy jednak ich minimalna recepcja, dyskusja tocząca się jedynie w wąskich akademickich kręgach, nie powinna nakłonić nas do odstawienia tej twórczości na półkę?
Są jednak badacze i badaczki, a co równie ważne – wydawnictwa, które nie poddają się tej mrocznej wizji i co jakiś czas powracają do ponownej lektury dzieł autora „Doliny Issy”. W roku 2024, poza wydawnictwem Znak, które zajęło się wznowieniem najistotniejszych pism prozatorskich, Miłoszowi poświęca swoją uwagę także Emil Pasierski, który w Wydawnictwie „Warstwy” opublikował opracowanie korespondencji Miłosza i Tymoteusza Karpowicza.
Nie będę zadawać pytania o celowość i intencję opracowywania i publikowania prywatnej korespondencji, wspomnę tylko, że tego typu książki są wciąż niezmiennie popularne, wpisując się prawdopodobnie w niesłabnącą falę czytelniczego uznania dla literatury faktu. Biografia twórców i twórczyń interesuje nas niejednokrotnie bardziej niż sama twórczość. W przypadku omawianego tutaj tomu tego typu ciekawość nie zostanie jednak zaspokojona. Długotrwała relacja korespondencyjna dwóch, tak różnych, twórców to przede wszystkim traktat metapoetycki oraz zbiór poetycko-prozatorskich miniatur, na przykład w postaci przesyłanych życzeń świątecznych: „Drogi Panie Czesławie, Droga Pani Janino, / Tych sił, abyśmy nie zdziczeli wspólnie w górach życzą Państwu wraz z kolędą ciszy / Maryla i Tymoteusz Karpowiczowie” (s. 112). Oprócz kilku spięć na profesjonalnym gruncie nie znajdziemy tutaj właściwie „smaczków” czy nieodkrytych do tej pory tajemnic.
Najważniejsza jest zawarta w zbiorze listów debata, która toczy się teoretycznie na marginesach tej wymiany myśli, dotycząca rozumienia awangardy i dyskusji o roli Juliana Przybosia w rozwoju polskiej poezji. Już po kilu zdaniach kolejnych listów widać, że w tej kwestii nie będzie możliwe osiągnięcie jakiekolwiek porozumienia. Jesteśmy więc czytelniczymi świadkami dyskusji, jak się okazuje, absolutnie zażartej. Wieńczy ją znacząca zmiana planów naukowych – Karpowicz, który miał zorganizować konferencyjną triadę, ukazującą twórców, którzy zrewolucjonizowali polską poezję, usunął z niej Miłosza, ostatecznie organizując spotkania dotyczące twórczości Cypriana Kamila Norwida, Bolesława Leśmiana i… Juliana Przybosia, co musiało zostać przez Noblistę odebrane jako osobisty atak, czemu Miłosz daje wyraz w chłodnej odpowiedzi, udzielonej na zaproszenie na tę ostatnią konferencję: „Drogi Panie Tymoteuszu, Dziękuję za list z 27.XII.1991 i zaproszenie do udziału w konferencji o Przybosiu. Kwiecień jest miesiącem moich licznych zobowiązań, wypakowany jest po brzegi i tak kwestia udziału rozstrzygnięta zostaje negatywnie, bez konieczności uciekania się do osobistych chęci czy niechęci. Najlepsze życzenia na rok nowy / Czesław Miłosz” (s. 122). Pasierski pozwala nam dostrzec dwóch twórców i badaczy, którzy toczą niemalże krwawe boje o ich indywidualne postrzeganie statusu polskiej poezji, ale także o znacznie ich osobistych wpływów na promowanie polskiej literatury za granicą.
Wybrane przez Pasierskiego listy pokazują, że była w tej relacji jakaś nieprzekraczalna granica, która tylko czasami pozwala autorom wychodzić poza oficjalne rejestry. Nie można nie zauważyć uporu obu twórców, ich nieustępliwości i niezwykle kruchego ego. Bardzo wiele można dzięki tej książce wyczytać między wierszami. Z jednej strony, dostrzeżemy zamęczające Karpowicza niepewności, trudności dotyczące pisania tekstów naukowych, interpretacyjny pęd, jakby absolutnie każde słowo, każdy tekst wywoływały w nim niepohamowany żywioł komentatorsko-interpretacyjny. Z drugiej – zauważyć można pobłażliwą wyższość w tonie Miłosza, który potrafi także spektakularnie obrazić się na młodszego kolegę, choć nie zawsze z uzasadnionych przyczyn. To bowiem także opowieść o życiu na emigracji, w utrudnionej walce o swoją pisarską i naukową pozycję; o tęsknotach, samotności, utracie. Jesteśmy w stanie odnaleźć w tej relacji tak wiele, często silnych, emocji i sprzecznych stanowisk, choć dla żadnego z twórców nie jest to przyjaźń najważniejsza i od początku są świadomi dzielących ich, niepokonalnych różnic.
Nie brakuje też momentów wzruszających, stanowiących dowód sentymentu i pewnej uczciwości działań. Widać to w liście, w którym Karpowicz przesyła Miłoszowi kondolencje po stracie żony i brata, czy w geście Miłosza, który wstawia się za Karpowiczem, znajdującym się w bardzo trudnej sytuacji materialnej, pisząc list do Ministra Kultury, w którym prosi o wsparcie i przypomina o ważnej roli, jaką odegrał dla polskiej kultury autor „Odwróconego światła”.
Słowo „sentyment” powinno pojawić się w tym omówieniu w jeszcze jednym kontekście. Tak bowiem na odbiorców i odbiorczynie działać musi przepięknie wydana książka, która stanowi wyjątkowy zapis przeszłości, sposobu toczenia intelektualnych dysput, nawet jeżeli czasami nie do końca eleganckich w efekcie. Zbiór korespondencji Miłosza i Karpowicza to pocztówka z przeszłości, przeszłości, za którą nie tęsknimy na co dzień, ale też nie jesteśmy do końca pewni, czy to, że ten świat już nie istnieje, ma tylko pozytywne strony.
Choć książka ta nie zmieni niczego ani w badaniach nad twórczością obu poetów, ani też w naszym postrzeganiu polskiej literatury emigracyjnej XX wieku, to nie jest też publikacją zbędną. Stwarza możliwość krótkotrwałego wglądu w pewną szczelinę, wycinek literackiej rzeczywistości, który nie pełni wyraźnej funkcji kulturotwórczej, ale też nie jest dla czytelników i czytelniczek twórczości Miłosza czy Karpowicza zupełnie obojętny. Słowa uznania należy także skierować w stronę wydawnictwa „Warstwy” – opracowanie książki jest minimalistyczne, jednocześnie jego walory estetyczne są niezaprzeczalnie. Całość pozwala ostatecznie na odczuwanie ogromnej lekturowej przyjemności.
Kiedy dogłębniej zastanowimy się jednak nad tym, czego doświadczał dorastający Miłosz, to niestety zderzymy się z analogią obu rzeczywistości. Miłosz dojrzewał w Europie pogrążonej w wojennych zawieruchach, Europie zagrożonej przez totalitaryzm i faszyzm, Europie walczącej o godność człowieka, o jego prawa bez względu na wyznanie, pochodzenie czy światopogląd. Chociaż dziś mówimy o innym wymiarze tych zmagań, trudno nie dostrzec powtarzającego się skryptu historii. Jednocześnie całkowicie oczywista jest dla nas nieprzystawalność poezji, która powstawała w pierwszej połowie XX wieku, do współczesnych realiów. Zmieniająca się perspektywa, ewoluujące struktury społeczne, rewolucja w języku i metamorfoza światopoglądowa, zderzająca się z wciąż żywymi anachronizmami w tym zakresie – wszystkie te czynniki nie unieważniają samego doświadczenia młodego pisarza, ale w znacznym stopniu uniemożliwiają wykreowanie czy odtworzenie punktów stycznych.
Czy oznacza to, że twórczość Miłosza uległa dezaktualizacji, czy nie możemy już odczuwać przyjemności lub czerpać pożytku z lektury „Pieska przydrożnego” czy „Zniewolonego umysłu”? Czy wydźwięk tekstów Noblisty skazany jest na etykietę przebrzmiałego moralizatorstwa? Kiedy i gdzie wyznaczyć granicę badań filologicznych, czy nie czas uznać, że powiedziano już dość, ustalić status twórczości Miłosza jedynie jako punktu odniesienia? Pytania te, same w sobie dość naiwne, są w istocie pytaniami o funkcję i znaczenie literatury. Dodatkowo są niezaprzeczalnie pytaniami retorycznymi, nie tylko nie potrafimy, ale też nie chcemy na nie odpowiadać. Kolejne książki, które pogłębiają nie tylko analizę pisarstwa, ale także badają wciąż biografię artysty, mogłyby świadczyć o tym, że Miłosz ma nam jeszcze sporo do powiedzenia. Czy jednak ich minimalna recepcja, dyskusja tocząca się jedynie w wąskich akademickich kręgach, nie powinna nakłonić nas do odstawienia tej twórczości na półkę?
Są jednak badacze i badaczki, a co równie ważne – wydawnictwa, które nie poddają się tej mrocznej wizji i co jakiś czas powracają do ponownej lektury dzieł autora „Doliny Issy”. W roku 2024, poza wydawnictwem Znak, które zajęło się wznowieniem najistotniejszych pism prozatorskich, Miłoszowi poświęca swoją uwagę także Emil Pasierski, który w Wydawnictwie „Warstwy” opublikował opracowanie korespondencji Miłosza i Tymoteusza Karpowicza.
Nie będę zadawać pytania o celowość i intencję opracowywania i publikowania prywatnej korespondencji, wspomnę tylko, że tego typu książki są wciąż niezmiennie popularne, wpisując się prawdopodobnie w niesłabnącą falę czytelniczego uznania dla literatury faktu. Biografia twórców i twórczyń interesuje nas niejednokrotnie bardziej niż sama twórczość. W przypadku omawianego tutaj tomu tego typu ciekawość nie zostanie jednak zaspokojona. Długotrwała relacja korespondencyjna dwóch, tak różnych, twórców to przede wszystkim traktat metapoetycki oraz zbiór poetycko-prozatorskich miniatur, na przykład w postaci przesyłanych życzeń świątecznych: „Drogi Panie Czesławie, Droga Pani Janino, / Tych sił, abyśmy nie zdziczeli wspólnie w górach życzą Państwu wraz z kolędą ciszy / Maryla i Tymoteusz Karpowiczowie” (s. 112). Oprócz kilku spięć na profesjonalnym gruncie nie znajdziemy tutaj właściwie „smaczków” czy nieodkrytych do tej pory tajemnic.
Najważniejsza jest zawarta w zbiorze listów debata, która toczy się teoretycznie na marginesach tej wymiany myśli, dotycząca rozumienia awangardy i dyskusji o roli Juliana Przybosia w rozwoju polskiej poezji. Już po kilu zdaniach kolejnych listów widać, że w tej kwestii nie będzie możliwe osiągnięcie jakiekolwiek porozumienia. Jesteśmy więc czytelniczymi świadkami dyskusji, jak się okazuje, absolutnie zażartej. Wieńczy ją znacząca zmiana planów naukowych – Karpowicz, który miał zorganizować konferencyjną triadę, ukazującą twórców, którzy zrewolucjonizowali polską poezję, usunął z niej Miłosza, ostatecznie organizując spotkania dotyczące twórczości Cypriana Kamila Norwida, Bolesława Leśmiana i… Juliana Przybosia, co musiało zostać przez Noblistę odebrane jako osobisty atak, czemu Miłosz daje wyraz w chłodnej odpowiedzi, udzielonej na zaproszenie na tę ostatnią konferencję: „Drogi Panie Tymoteuszu, Dziękuję za list z 27.XII.1991 i zaproszenie do udziału w konferencji o Przybosiu. Kwiecień jest miesiącem moich licznych zobowiązań, wypakowany jest po brzegi i tak kwestia udziału rozstrzygnięta zostaje negatywnie, bez konieczności uciekania się do osobistych chęci czy niechęci. Najlepsze życzenia na rok nowy / Czesław Miłosz” (s. 122). Pasierski pozwala nam dostrzec dwóch twórców i badaczy, którzy toczą niemalże krwawe boje o ich indywidualne postrzeganie statusu polskiej poezji, ale także o znacznie ich osobistych wpływów na promowanie polskiej literatury za granicą.
Wybrane przez Pasierskiego listy pokazują, że była w tej relacji jakaś nieprzekraczalna granica, która tylko czasami pozwala autorom wychodzić poza oficjalne rejestry. Nie można nie zauważyć uporu obu twórców, ich nieustępliwości i niezwykle kruchego ego. Bardzo wiele można dzięki tej książce wyczytać między wierszami. Z jednej strony, dostrzeżemy zamęczające Karpowicza niepewności, trudności dotyczące pisania tekstów naukowych, interpretacyjny pęd, jakby absolutnie każde słowo, każdy tekst wywoływały w nim niepohamowany żywioł komentatorsko-interpretacyjny. Z drugiej – zauważyć można pobłażliwą wyższość w tonie Miłosza, który potrafi także spektakularnie obrazić się na młodszego kolegę, choć nie zawsze z uzasadnionych przyczyn. To bowiem także opowieść o życiu na emigracji, w utrudnionej walce o swoją pisarską i naukową pozycję; o tęsknotach, samotności, utracie. Jesteśmy w stanie odnaleźć w tej relacji tak wiele, często silnych, emocji i sprzecznych stanowisk, choć dla żadnego z twórców nie jest to przyjaźń najważniejsza i od początku są świadomi dzielących ich, niepokonalnych różnic.
Nie brakuje też momentów wzruszających, stanowiących dowód sentymentu i pewnej uczciwości działań. Widać to w liście, w którym Karpowicz przesyła Miłoszowi kondolencje po stracie żony i brata, czy w geście Miłosza, który wstawia się za Karpowiczem, znajdującym się w bardzo trudnej sytuacji materialnej, pisząc list do Ministra Kultury, w którym prosi o wsparcie i przypomina o ważnej roli, jaką odegrał dla polskiej kultury autor „Odwróconego światła”.
Słowo „sentyment” powinno pojawić się w tym omówieniu w jeszcze jednym kontekście. Tak bowiem na odbiorców i odbiorczynie działać musi przepięknie wydana książka, która stanowi wyjątkowy zapis przeszłości, sposobu toczenia intelektualnych dysput, nawet jeżeli czasami nie do końca eleganckich w efekcie. Zbiór korespondencji Miłosza i Karpowicza to pocztówka z przeszłości, przeszłości, za którą nie tęsknimy na co dzień, ale też nie jesteśmy do końca pewni, czy to, że ten świat już nie istnieje, ma tylko pozytywne strony.
Choć książka ta nie zmieni niczego ani w badaniach nad twórczością obu poetów, ani też w naszym postrzeganiu polskiej literatury emigracyjnej XX wieku, to nie jest też publikacją zbędną. Stwarza możliwość krótkotrwałego wglądu w pewną szczelinę, wycinek literackiej rzeczywistości, który nie pełni wyraźnej funkcji kulturotwórczej, ale też nie jest dla czytelników i czytelniczek twórczości Miłosza czy Karpowicza zupełnie obojętny. Słowa uznania należy także skierować w stronę wydawnictwa „Warstwy” – opracowanie książki jest minimalistyczne, jednocześnie jego walory estetyczne są niezaprzeczalnie. Całość pozwala ostatecznie na odczuwanie ogromnej lekturowej przyjemności.
Czesław Miłosz, Tymoteusz Karpowicz, „Korespondencja [1965-2003]”. Zebrał, opracował, wstępem i notą edytorską opatrzył Emil Pasierski. Wydawnictwo „Warstwy”. Wrocław 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

