PO PIERWSZE - NIE STRASZYĆ! (R. JISUNG PARK: 'NIEWIDZIALNY POŻAR. UKRYTE KOSZTY ZMIAN KLIMATYCZNYCH')
A
A
A
„Wierzę, że to poczucie nadziei i sprawczości jest teraz najważniejsze. Potrzebują go zarówno ci młodzi wiekiem, jak i młodzi duchem. Każdy, kto jest otwarty na nowe sposoby myślenia o świecie i swoim miejscu na Ziemi” (s. 370).
Kryzys klimatyczny to od dekad jeden z najczęściej omawianych naukowo i popularnonaukowo tematów. Historia zmian klimatycznych, identyfikacje ich przyczyn, podejmowane próby zapobiegania kolejnym katastrofom często kojarzone są – całkowicie słusznie i całkowicie zrozumiale – z wielkim czerwonym znakiem warning. Do wszystkich nas docierają informacje, że planeta płonie, stosy śmieci zalewają morza i oceany, kolejne gatunki zwierząt wymierają, a w perspektywie nie tak wcale dalekiej grozi nam brak dostępności do wody pitnej. Te wykrzykniki obserwujemy codziennie w drodze do pracy, scrollując media społecznościowe, próbując zrelaksować się przed telewizorem. Kryzys, niestety, powszednieje, a przerażające dane statystyczne, zamiast prowadzić do refleksji naszym własnym postępowaniem, kierują nas do myśli, że na nic nie mamy wpływu, a już na pewno nie na to, co nieuchronne. Co jednak, jeśliby trochę zmienić sposób komunikowania o kryzysie? Pokazać to, co – na pierwszy rzut oka – nie wydaje się ściśle związane z katastrofami, a ma silny (i odczuwalny!) wpływ na nasze codzienne życie?
Z taką propozycją wychodzi R. Jisung Park, badacz związany z Uniwersytetem Pensylwanii, skupiający się w swoich pracach na ekonomicznych skutkach kryzysu klimatycznego. Publikacja „Niewidzialny pożar. Ukryte koszty zmian klimatycznych” traktuje właśnie o tym, czego powszechnie ze wspomnianymi zmianami nie łączymy. Mowa tu choćby o „niewidocznych” gorszych wynikach w nauce w niektórych regionach świata, w tym w państwach wysoko rozwiniętych, liczbie incydentów napadów agresji oraz samobójstw, kontuzjach sportowców, ograniczeniach kredytowych, niewydolności rynku… A to tylko wierzchołek, nomen omen, góry lodowej. Badacz następująco opisuje ideę publikacji: „Główną tezą książki jest to, iż w gruncie rzeczy to właśnie subtelne konsekwencje zmian klimatu mogą stanowić dla nas najpoważniejsze wyzwanie, obejmujące przeróżne zjawiska: niedostrzegalnie podwyższone ryzyko zdrowotne rozłożone na miliardy ludzi; drobne, ale częste i powtarzalne straty finansowe firm; postępujące niszczenie wybrzeży i krajobrazu rolniczego, które zaburza funkcjonowanie całych społeczności opierających się na rolnictwie czy rybołówstwie; coraz mniej zainteresowani edukacją młodzi ludzie, coraz mniej zapamiętujący starsi i my wszyscy – coraz bardziej skłóceni ze sobą” (s. 12). To bardzo ciekawy punkt widzenia – nieudający, że problemu nie ma (wręcz przeciwnie!), ale kierujący uwagę na sprawczość.
Za największy atut „Niewidzialnego pożaru” uważam zatem bardzo przystępny sposób narracji. Mimo że autor przywołuje wyniki wielu badań, wskazuje, często drobiazgowe, dane statystyczne, omawia wykresy, jego wywód nie jest monotonny ani zawłaszczony przez hermetyczny dyskurs, znany jedynie wąskiemu gronu specjalistek i specjalistów. Park wypowiedzi o charakterze stricte naukowym objaśnia, przełamuje je także przykładami sytuacyjnymi, czasem wykreowanymi na potrzeby danego zagadnienia, a czasem zaczerpniętymi z faktycznych wydarzeń (jak choćby dalsze losy osób poszkodowanych w huraganach w Stanach Zjednoczonych czy relacje sportowców ze spotkań odbywających się w szczególnie trudnych warunkach atmosferycznych). Buduje poczucie wspólnotowości poprzez nawiązania do historii i kultury starożytnej (w tym katastrofy Wezuwiusza czy upadku Rzymu). Dzięki tym zabiegom czytelniczki i czytelnicy nie czują się przytłoczeni terminologią i pewnego rodzaju abstrakcyjnością problematyki – a, umówmy się, sam już wybrany przez autora temat do najłatwiejszych w społecznym odbiorze nie należy.
Moim zdaniem dobrze zbalansowana retoryka Parka, diagnoza przedstawiona „po ludzku”, umożliwia dostrzeżenie powagi tematu. Strategia unikająca głośnego straszenia katastrofami, realnymi, ale jednocześnie odłożonymi w czasie i tak dramatycznymi, że wydają się wręcz nierealne, przynosi dobre rezultaty. Być może to właśnie doświadczanie historii dotykających tak zwanego przeciętnego Kowalskiego/Average Joego/Monsieur Tout-le-Monde okaże się kluczem do rzeczywistych zmian. Autor dzieli się również własnymi przeżyciami, a, odsuwając nieco na bok estymę akademickiego autorytetu, staje się jednym z zagubionych, zestresowanych ludzi, próbujących odnaleźć się w nowej trudnej sytuacji. Dobrze oddaje to choćby opowieść o pożarze w miejscu jego zamieszkania: „Trudno zapomnieć o szoku, jakiego doświadczyłem podczas moich pierwszych nocy spędzonych w Los Angeles. Moja żona i ja właśnie wprowadziliśmy się do nowego mieszkania. (…) Oboje byliśmy podekscytowani naszym nowym życiem w Kalifornii. Tymczasem w moją pamięć wryły się obrazy płonącego wzgórza – płomienie sięgające kilkunastu pięter, gęste, czarne smugi dymu unoszące się tak daleko, jak sięga wzrok. (…) Właśnie zaczęliśmy się rozpakowywać. Na twarzy mojej żony malował się niepokój, kiedy wyjmowała naczynia z kartonowego pudełka. »Czy powinniśmy przestać się rozpakowywać?« – zapytała. Spojrzałem na nią z mieszanką rozbawienia i niepewności »Nie jestem pewien. Chyba będziemy musieli poczekać i zobaczyć, co się stanie«” (s. 75-76).
Bo narracja Parka wnosi pewną dawkę optymizmu. Tempo zmian klimatycznych jest, rzecz jasna, galopujące, jednak wiele rzeczy można jeszcze, choć czasem wyłącznie częściowo, odwrócić, a przynajmniej spowolnić trwający już proces. Poczucie bycia jedynie niewielkim fragmentem w konstrukcji wszechświata jest tak przerażające, jak jednoczące. I być może właśnie w tym zjednoczeniu powinniśmy poszukiwać rozwiązań.
R. Jisung Park: „Niewidzialny pożar. Ukryte koszty zmian klimatycznych”. Przeł. Szymon Drobniak. Copernicus Center Press. Kraków 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

