FOTOGRAFICZNY WIELOGŁOS ('CO ROBI ZDJĘCIE', RED. B. FLAK, M. NOWICKA, A. OLSZEWSKA)
A
A
A
Wystawa „Co robi zdjęcie?” już od ponad trzech lat jest dostępna dla osób zwiedzających Muzeum Fotografii w Krakowie. Została otwarta na 35-lecie MuFo, prezentuje ponad 1000 obiektów muzealnych ze zbioru instytucji, opowiada o historii fotografii oraz próbuje odpowiedzieć na tytułowe pytanie, a zapewne i wiele pobocznych. Publikacja „Co robi zdjęcie?” jest owocem współpracy krakowskiego muzeum oraz wydawnictwa Czarne. Redaktorki (Martyna Nowicka, Agnieszka Olszewska) i redaktor książki (Bartosz Flak) postanowili zaprosić do rozważań nad fotografią aż 15 autorek i autorów, teoretyków fotografii i praktyczki, kolekcjonerów i pisarzy, badaczy nowych mediów oraz osoby związane z pisaniem reportaży.
Zamysł redaktorek i redaktora publikacji, a także osób kuratorskich z MuFo, stojący za ,,Co robi zdjęcie?” został klarownie przedstawiony we wstępie, gdzie możemy dowiedzieć się, że: „To, co na pierwszy rzut oka może wydawać się chaotycznym wielogłosem, jest w gruncie rzeczy świadomie przyjętą metodą, wynikającą z wielości ról, które fotografia przyjmuje, towarzysząc człowiekowi. Nie da się współcześnie stworzyć obrazu fotografii, [...] nie łącząc różnych gatunków fotograficznych i literackich, faktów i fikcji, analiz historycznych z prognozowaniem przyszłych technologii i potencjalnych zastosowań fotografii” (s. 8). Tekstowa różnorodność antologii jest jej jednoczesną siłą i wadą, co nie jest żadnym zaskoczeniem; towarzyszy przecież niemal każdej publikacji zbiorowej. Z jednej strony każdy znajdzie coś dla siebie, z drugiej bywają momenty, że trudno sobie wyobrazić idealnego odbiorcę tej publikacji – praktycy i teoretycy fotografii zapewne nie znajdą tu niczego, co by ich zaskoczyło, natomiast osoby rozpoczynające swoją przygodę z historią fotografii mogą przy niektórych tekstach poczuć się przytłoczone ilością „istotnych” nazwisk i terminów. Jednak taki sposób myślenia ma sens tylko, gdy myślimy o „Co robi zdjęcie?” jako o antologii oderwanej od wystawy o tej samej nazwie. Gdy jednak jesteśmy już po odwiedzeniu MuFo przy Rakowickiej w Krakowie i potraktujemy książkę jako rodzaj wielogatunkowej i meandrującej glosy; komentującej, wchodzącej w polemikę, podważającej nasze standardowe myślenie o medium fotografii, antologia tylko zyskuje.
Publikacja została podzielona na pięć części – Technologia, Fotografujący, Fotografowane, Informacja i Przyszłość. W każdej z nich odnajdziemy trzy teksty, które odnoszą się do zarówno do postawionego w tytule tematu, ale również za każdym razem starają się nam ukazać, jak różnorodnie można myśleć fotografią, o fotografii, z fotografią, zależnie od przyjętej perspektywy. Szeroka konstelacja autorska już na samym początku może budzić pewien rodzaj zdziwienia (czy tematyka nie jest zbyt obszerna?), jednak to, co cenne w „Co robi zdjęcie?” ukryte jest w nieformalnych rozmowach tekstów ze sobą. Wbrew redaktorskim porządkom i podziałom na sekcje, eseje dialogują ze sobą często w nieoczywisty sposób.
I tak tekst Zofii Krawiec mówiący o znaczeniu selfie w feminizmie, ale i w radzeniu sobie z nienawiścią do własnego ciała, można z powodzeniem zestawić z historią Macieja Marcisza, który cofa się w czasie na rydułtowski basen, przypominający o sile spojrzenia, ale też o tym, jak social media przemodelowały nasze myślenie o standardowej ludzkiej sylwetce i cielesności w ogóle. Wojciech Nowicki będzie przekonywał czytelnika o tym, jak ważna jest materialność w medium fotograficznym – mimo dalece posuniętej cyfryzacji. W kontekście fizycznych nośników pozytywnie zaskoczył mnie tekst Weroniki Kobylińskiej, która w fantastyczny sposób opowiedziała historię nitrocelulozy, sprawczyni pożarów i zagłady wielu fotograficznych archiwów.
Eseje Mileny Soporowskiej i Filipa Springera to opowieści o wykorzystywaniu zdjęć jako szeroko pojętego materiału dowodowego. Badaczka ezoteryki wskazuje, jak poprzez fotografię starano się wykazać istnienie sił ponad naturalnych – duchów, zjaw czy fenomenów paranormalnych. Jeśli chodzi o tekst autora „Miedzianki”, wpisuje się on niewątpliwie w jego zainteresowania widoczne nie tylko w jego publikacjach książkowych („Mein Gott, jak pięknie”), ale też patrząc na poza literacką aktywność reportera. Springer proponuje nam historię podwójną, z jednej strony mamy Jana Bułhaka, polskiego mistrza fotografiki, wyruszającego po II Wojnie Światowej na tzw. Ziemie Odzyskane, aby za pomocą aparatu poszukać polskich krajobrazów na ziemiach, które polskie albo nigdy nie były, bądź były tylko przez ułamek w dziejach. Z drugiej, przenosimy się do czasów obecnych, kryzysu klimatycznego i postawienia pytania o możliwości tworzenia fotografii krytycznej, problematyzującej otaczający nas świat i poszukującej możliwości „zobaczenia” antropocenu w całej jego okazałości. Do rozmowy o „dowodowych” właściwościach zdjęć, moglibyśmy dorzucić jeszcze tekst Aleksandry Boćkowskiej. Reporterka powraca do rzeczywistości PRL-u, aby zastanowić się, w jaki sposób machina komunistycznej władzy próbowała przekonać Polki i Polaków, że ubrania w Polsce są równie dobre jak na Zachodzie, jeśli nie lepsze.
Fotografia wikła się również w problemy etyczne. Jacek Dehnel, pisarz i kolekcjoner, podążając za platońską myślą wyrażoną w „Państwie”, pisze o dwuznaczności oglądania zdjęć obrazujących śmierć, ludzką krzywdę, niewolnictwo, nagość etc. Odruchowo chcemy przecież odwrócić wzrok i nie sycić oczu czymś takim, jednak powstaje w nas również dziwna potrzeba, aby spojrzeć, choćby na chwilę. Dehnel przypomina nam, że kolekcjonowanie zdjęć to właściwie nieustanne mierzenie się z trudnym dziedzictwem, dokumentującym przemoc, ale i będącym ważnym świadectwem. Kto pamięta ,,Wielopole, Wielopole” Tadeusza Kantora, ten wie, że aparat może zadawać ciosy silniejsze niż nie jedna broń. Podobna myśl wykorzystana jest w eseju Kai Puto, która starannie śledziła walkę Ukrainy z Rosją w sferze social mediów. Wojna o przetrwanie likwiduje wszelkie bariery związane z tym, co prawdziwe, a tym, co fałszywe, a próba dotarcia do jak najszerszego grona „widzów”, wiążę się nie rzadko z kreowaniem rzeczywistości. Najbardziej emblematyczny jest tu przypadek obrońców Wyspy Węży, którzy, owszem, bronili się bohatersko, jednakże nie zginęli, a zostali wzięci do niewoli, co absolutnie nie przeszkodziło wytworzenia z nich nośnej i podtrzymującej ukraińskiego ducha legendy.
Z tego całego grona tekstów najlepszy okazuje się jednak ostatni, dość niepozorny. Radek Rak zainspirowany jednym zdjęciem ze zbiorów MuFo proponuje nam fikcyjną opowieść o muzeum fotografii w przyszłości. Mamy dwójkę osób pracujących w muzeum, system bezpośredniego transferu doznań DET i obraz pozytywowy przedstawiający portret starszego pana z pieskiem. Okazuje się, nie po raz pierwszy z resztą, że mariaż opowiadania z obrazem fotograficznym może przynieść interesujące skutki. Wielka szkoda, że osoby odpowiedzialne za antologię nie pokusiły się o większy udział tekstów fikcjonalnych, być może warto to przemyśleć przy okazji kolejnej wystawy stałej w Muzeum Fotografii w Krakowie?
Zamysł redaktorek i redaktora publikacji, a także osób kuratorskich z MuFo, stojący za ,,Co robi zdjęcie?” został klarownie przedstawiony we wstępie, gdzie możemy dowiedzieć się, że: „To, co na pierwszy rzut oka może wydawać się chaotycznym wielogłosem, jest w gruncie rzeczy świadomie przyjętą metodą, wynikającą z wielości ról, które fotografia przyjmuje, towarzysząc człowiekowi. Nie da się współcześnie stworzyć obrazu fotografii, [...] nie łącząc różnych gatunków fotograficznych i literackich, faktów i fikcji, analiz historycznych z prognozowaniem przyszłych technologii i potencjalnych zastosowań fotografii” (s. 8). Tekstowa różnorodność antologii jest jej jednoczesną siłą i wadą, co nie jest żadnym zaskoczeniem; towarzyszy przecież niemal każdej publikacji zbiorowej. Z jednej strony każdy znajdzie coś dla siebie, z drugiej bywają momenty, że trudno sobie wyobrazić idealnego odbiorcę tej publikacji – praktycy i teoretycy fotografii zapewne nie znajdą tu niczego, co by ich zaskoczyło, natomiast osoby rozpoczynające swoją przygodę z historią fotografii mogą przy niektórych tekstach poczuć się przytłoczone ilością „istotnych” nazwisk i terminów. Jednak taki sposób myślenia ma sens tylko, gdy myślimy o „Co robi zdjęcie?” jako o antologii oderwanej od wystawy o tej samej nazwie. Gdy jednak jesteśmy już po odwiedzeniu MuFo przy Rakowickiej w Krakowie i potraktujemy książkę jako rodzaj wielogatunkowej i meandrującej glosy; komentującej, wchodzącej w polemikę, podważającej nasze standardowe myślenie o medium fotografii, antologia tylko zyskuje.
Publikacja została podzielona na pięć części – Technologia, Fotografujący, Fotografowane, Informacja i Przyszłość. W każdej z nich odnajdziemy trzy teksty, które odnoszą się do zarówno do postawionego w tytule tematu, ale również za każdym razem starają się nam ukazać, jak różnorodnie można myśleć fotografią, o fotografii, z fotografią, zależnie od przyjętej perspektywy. Szeroka konstelacja autorska już na samym początku może budzić pewien rodzaj zdziwienia (czy tematyka nie jest zbyt obszerna?), jednak to, co cenne w „Co robi zdjęcie?” ukryte jest w nieformalnych rozmowach tekstów ze sobą. Wbrew redaktorskim porządkom i podziałom na sekcje, eseje dialogują ze sobą często w nieoczywisty sposób.
I tak tekst Zofii Krawiec mówiący o znaczeniu selfie w feminizmie, ale i w radzeniu sobie z nienawiścią do własnego ciała, można z powodzeniem zestawić z historią Macieja Marcisza, który cofa się w czasie na rydułtowski basen, przypominający o sile spojrzenia, ale też o tym, jak social media przemodelowały nasze myślenie o standardowej ludzkiej sylwetce i cielesności w ogóle. Wojciech Nowicki będzie przekonywał czytelnika o tym, jak ważna jest materialność w medium fotograficznym – mimo dalece posuniętej cyfryzacji. W kontekście fizycznych nośników pozytywnie zaskoczył mnie tekst Weroniki Kobylińskiej, która w fantastyczny sposób opowiedziała historię nitrocelulozy, sprawczyni pożarów i zagłady wielu fotograficznych archiwów.
Eseje Mileny Soporowskiej i Filipa Springera to opowieści o wykorzystywaniu zdjęć jako szeroko pojętego materiału dowodowego. Badaczka ezoteryki wskazuje, jak poprzez fotografię starano się wykazać istnienie sił ponad naturalnych – duchów, zjaw czy fenomenów paranormalnych. Jeśli chodzi o tekst autora „Miedzianki”, wpisuje się on niewątpliwie w jego zainteresowania widoczne nie tylko w jego publikacjach książkowych („Mein Gott, jak pięknie”), ale też patrząc na poza literacką aktywność reportera. Springer proponuje nam historię podwójną, z jednej strony mamy Jana Bułhaka, polskiego mistrza fotografiki, wyruszającego po II Wojnie Światowej na tzw. Ziemie Odzyskane, aby za pomocą aparatu poszukać polskich krajobrazów na ziemiach, które polskie albo nigdy nie były, bądź były tylko przez ułamek w dziejach. Z drugiej, przenosimy się do czasów obecnych, kryzysu klimatycznego i postawienia pytania o możliwości tworzenia fotografii krytycznej, problematyzującej otaczający nas świat i poszukującej możliwości „zobaczenia” antropocenu w całej jego okazałości. Do rozmowy o „dowodowych” właściwościach zdjęć, moglibyśmy dorzucić jeszcze tekst Aleksandry Boćkowskiej. Reporterka powraca do rzeczywistości PRL-u, aby zastanowić się, w jaki sposób machina komunistycznej władzy próbowała przekonać Polki i Polaków, że ubrania w Polsce są równie dobre jak na Zachodzie, jeśli nie lepsze.
Fotografia wikła się również w problemy etyczne. Jacek Dehnel, pisarz i kolekcjoner, podążając za platońską myślą wyrażoną w „Państwie”, pisze o dwuznaczności oglądania zdjęć obrazujących śmierć, ludzką krzywdę, niewolnictwo, nagość etc. Odruchowo chcemy przecież odwrócić wzrok i nie sycić oczu czymś takim, jednak powstaje w nas również dziwna potrzeba, aby spojrzeć, choćby na chwilę. Dehnel przypomina nam, że kolekcjonowanie zdjęć to właściwie nieustanne mierzenie się z trudnym dziedzictwem, dokumentującym przemoc, ale i będącym ważnym świadectwem. Kto pamięta ,,Wielopole, Wielopole” Tadeusza Kantora, ten wie, że aparat może zadawać ciosy silniejsze niż nie jedna broń. Podobna myśl wykorzystana jest w eseju Kai Puto, która starannie śledziła walkę Ukrainy z Rosją w sferze social mediów. Wojna o przetrwanie likwiduje wszelkie bariery związane z tym, co prawdziwe, a tym, co fałszywe, a próba dotarcia do jak najszerszego grona „widzów”, wiążę się nie rzadko z kreowaniem rzeczywistości. Najbardziej emblematyczny jest tu przypadek obrońców Wyspy Węży, którzy, owszem, bronili się bohatersko, jednakże nie zginęli, a zostali wzięci do niewoli, co absolutnie nie przeszkodziło wytworzenia z nich nośnej i podtrzymującej ukraińskiego ducha legendy.
Z tego całego grona tekstów najlepszy okazuje się jednak ostatni, dość niepozorny. Radek Rak zainspirowany jednym zdjęciem ze zbiorów MuFo proponuje nam fikcyjną opowieść o muzeum fotografii w przyszłości. Mamy dwójkę osób pracujących w muzeum, system bezpośredniego transferu doznań DET i obraz pozytywowy przedstawiający portret starszego pana z pieskiem. Okazuje się, nie po raz pierwszy z resztą, że mariaż opowiadania z obrazem fotograficznym może przynieść interesujące skutki. Wielka szkoda, że osoby odpowiedzialne za antologię nie pokusiły się o większy udział tekstów fikcjonalnych, być może warto to przemyśleć przy okazji kolejnej wystawy stałej w Muzeum Fotografii w Krakowie?
„Co robi zdjęcie?”. Red. B. Flak, M. Nowicka, A. Olszewska. Wydawnictwo Czarne/Muzeum Fotografii w Krakowie. Kraków-Wołowiec 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

