SKĄD SIĘ BIERZE MODA? (KATARZYNA JASIOŁEK: 'DOM MODY TELIMENA. CO NOSIŁY POLKI')
A
A
A
Moda. Temat obecny w każdej dekadzie – dziś rozpatrywany dwutorowo. Z jednej strony mówimy, piszemy i czytamy o modzie, jako o bieżących trendach. Zadajemy sobie pytania: co nosić? co jest modne w tym sezonie? Obserwujemy influencerki w social mediach, prenumerujemy „Vogue’a”, oglądamy vlogi stylistek. Z drugiej strony, temat mody podejmowany jest w kontekście ekologicznym. Słuchamy przerażających statystyk o ilościach ubrań na wysypiskach. Pytamy, jak walczyć z fast fashion. Zastanawiamy się, jak kupować mniej i co zrobić z tym, czego już nosić nie chcemy. Jak pogodzić trendy z troską o planetę? To temat na odrębny esej, a nawet na więcej niż jeden.
Widać jednak, że moda to temat zawsze „hot” – niezależnie od okoliczności. Nic dziwnego, że zaczyna się o nim pisać dłuższe teksty niż artykuły do kolorowych magazynów zawierające lokowania produktów. W ostatnich latach o modzie powstało wiele interesujących publikacji, a jedną z nich jest „Dom mody Telimena. Co nosiły Polki” Katarzyny Jasiołek od wydawnictwa Marginesy.
Autorka jest mi znana z pozycji „Opakowania, czyli perfumowanie śledzia. O grafice, reklamie i handlu w PRL-u”, którą miałam przyjemność recenzować dla artPapieru w 2022 roku (w wydaniu z 15 marca). Pozycji, którą wspominam jako bardzo nostalgiczną, a z drugiej strony – naszpikowaną informacjami. Autorka wykonała wtedy ogromny research. Jak jest tym razem?
Zwykle nie zaczynam od oceny warstwy wizualnej książki, ale czytając o modzie, już na wstępie liczę na dużą ilość ilustracji. I tak rzeczywiście jest. „Dom mody Telimena” wydany jest świetnie i pełny jakościowych reprodukcji. Już samo zapoznanie się z warstwą obrazkową daje nam ogląd o modzie PRL-u i metodach jej promocji – dziś powiedzielibyśmy o zabiegach marketingowych.
Czym właściwie jest Telimena? Pierwsze skojarzenie: „Pan Tadeusz”. I jest ono słuszne. Nazwa miała zostać zainspirowana poematem epickim wieszcza Mickiewicza i jedną z jego kluczowych bohaterek, którą Wikipedia opisuje jako: „typ damy modnej, polującej na męża”.
Aby poznać ten dom mody i jego początki, musimy cofnąć się do lat 50., a sama autorka przenosi nas aż do lat 40., aby pokazać kontekst społeczny, a nawet społeczno-polityczny „tamtych czasów”. Przenosimy się do Łodzi, co nie musi być dużym zaskoczeniem, bo moda, tkanina i włókiennictwo od zawsze były i są z tym miastem związane. Nic więc dziwnego, że Muzeum Włókiennictwa objęło patronatem tę książkę.
Telimena jest więc łódzkim domem mody, powstałym w okresie powojennym, aby, najprościej rzecz ujmując, ubrać Polki i Polaków – obywateli. Ten epitet jest o tyle ważny, że Polki miały być wtedy postrzegane nie tylko jako żony i matki, ale również pracownice.
Jest to również moment znaczący dla samej wytwórczości odzieży, bo w tym czasie zmienia się całkowicie podejście do jej produkcji – na całym świecie. Pojawia się zjawisko prêt-à-porter, czyli z francuskiego: „gotowe do noszenia”, przeciwieństwo haute couture, czyli mody wysokiej, szytej u krawca. Dla masowej produkcji produkuje się szablony i gotową rozmiarówkę. Chodzi tu o koszty, bo produkcja masowa jest po prostu tańsza, ale poniekąd też o nową rolę kobiet. Kobieta pracująca nie ma przecież czasu chodzić do krawca. Zjawisko przejścia do produkcji masowej zostało również dobrze przedstawione w miniserialu „Cristóbal Balenciaga” z 2024 roku.
Powstanie Telimeny było więc reakcją na istniejące zjawisko, ale również na zjawiska mocno oddziałujące w krajach komunistycznych. Masowa produkcja krajowa odzieży obfitowała w buble. Można było trafić na spodnie z krótszą nogawką, zbyt wąskie rękawy, nierówne pończochy czy bardzo słabej jakości materiały. A to tylko kilka przykładów. Konieczne było przeorganizowanie całego systemu, począwszy od podniesienia jakości materiałów, po metody jego dystrybucji (by materiał w paski nie trafiał tylko do jednego regionu, a w kropki do drugiego) i zwiększenie samej jakości szycia. Telimena miała oferować wysokiej jakości, modną odzież. I tak w gruncie rzeczy było. Problemem pozostawały jednak dość wysokie ceny. Mimo że wtedy kupowało się mniej, płaszcz z logo z literą „T” kosztował tyle, co średnie miesięczne wynagrodzenie, a sukienka – jego połowę. To nie zmienia faktu, że produkty Telimeny rozchodziły się na pniu.
Jasiołek szczegółowo przedstawia historię domu mody, dogłębnie analizuje projekty i rewie, opiera się i cytuje ówczesne artykuły i recenzje. Pokazuje, że moda PRL-u to nie tylko „Moda Polska” oraz projekty Barbary Hoff i Grażyny Hase. Poświęca dużo miejsca projektantkom i projektantom, wskazuje na ówczesnej problemy produkcyjne i tłumaczy, skąd wynikały różnice między świetnym projektem a finalnym produktem. Pokazuje też ówczesną rzeczywistość i standardy produkcji masowej w czasach PRL-u, którą w tym kontekście można interpretować, jako funkcjonowanie „dwóch Telimen” – tej oficjalnej, czyli z rewii i na eksport, produkowanej ze świetnych (limitowanych) materiałów oraz tej drugiej – dostępnej dla przeciętnego klienta.
Czym jest dziś Telimena? Wspomnieniem, inspiracją w dobie mody na retro, ciekawostką. Jaki był koniec domu mody i kiedy nastąpił – można to łatwo przewidzieć. Nastał równolegle z pojawieniem się sieciówek, chińskiego rynku i trendu fast fashion. Prezes Telimeny – Tadeusz Wawrzyniak – opisuje, że ze zmianą warunków rynkowych ceny musiałyby wzrosnąć o 100%. „Dla typowej klientki Telimeny byłoby to nieakceptowalne, natomiast zamożne klientki przeżywały właśnie fascynację możliwością dokonywania zakupów modowych w dowolnej stolicy Europy i świata. W zglobalizowanym świecie nie da się stworzyć dobrze prosperującego domu mody ograniczonego do jednego kraju”. (s. 398) A szkoda.
Widać jednak, że moda to temat zawsze „hot” – niezależnie od okoliczności. Nic dziwnego, że zaczyna się o nim pisać dłuższe teksty niż artykuły do kolorowych magazynów zawierające lokowania produktów. W ostatnich latach o modzie powstało wiele interesujących publikacji, a jedną z nich jest „Dom mody Telimena. Co nosiły Polki” Katarzyny Jasiołek od wydawnictwa Marginesy.
Autorka jest mi znana z pozycji „Opakowania, czyli perfumowanie śledzia. O grafice, reklamie i handlu w PRL-u”, którą miałam przyjemność recenzować dla artPapieru w 2022 roku (w wydaniu z 15 marca). Pozycji, którą wspominam jako bardzo nostalgiczną, a z drugiej strony – naszpikowaną informacjami. Autorka wykonała wtedy ogromny research. Jak jest tym razem?
Zwykle nie zaczynam od oceny warstwy wizualnej książki, ale czytając o modzie, już na wstępie liczę na dużą ilość ilustracji. I tak rzeczywiście jest. „Dom mody Telimena” wydany jest świetnie i pełny jakościowych reprodukcji. Już samo zapoznanie się z warstwą obrazkową daje nam ogląd o modzie PRL-u i metodach jej promocji – dziś powiedzielibyśmy o zabiegach marketingowych.
Czym właściwie jest Telimena? Pierwsze skojarzenie: „Pan Tadeusz”. I jest ono słuszne. Nazwa miała zostać zainspirowana poematem epickim wieszcza Mickiewicza i jedną z jego kluczowych bohaterek, którą Wikipedia opisuje jako: „typ damy modnej, polującej na męża”.
Aby poznać ten dom mody i jego początki, musimy cofnąć się do lat 50., a sama autorka przenosi nas aż do lat 40., aby pokazać kontekst społeczny, a nawet społeczno-polityczny „tamtych czasów”. Przenosimy się do Łodzi, co nie musi być dużym zaskoczeniem, bo moda, tkanina i włókiennictwo od zawsze były i są z tym miastem związane. Nic więc dziwnego, że Muzeum Włókiennictwa objęło patronatem tę książkę.
Telimena jest więc łódzkim domem mody, powstałym w okresie powojennym, aby, najprościej rzecz ujmując, ubrać Polki i Polaków – obywateli. Ten epitet jest o tyle ważny, że Polki miały być wtedy postrzegane nie tylko jako żony i matki, ale również pracownice.
Jest to również moment znaczący dla samej wytwórczości odzieży, bo w tym czasie zmienia się całkowicie podejście do jej produkcji – na całym świecie. Pojawia się zjawisko prêt-à-porter, czyli z francuskiego: „gotowe do noszenia”, przeciwieństwo haute couture, czyli mody wysokiej, szytej u krawca. Dla masowej produkcji produkuje się szablony i gotową rozmiarówkę. Chodzi tu o koszty, bo produkcja masowa jest po prostu tańsza, ale poniekąd też o nową rolę kobiet. Kobieta pracująca nie ma przecież czasu chodzić do krawca. Zjawisko przejścia do produkcji masowej zostało również dobrze przedstawione w miniserialu „Cristóbal Balenciaga” z 2024 roku.
Powstanie Telimeny było więc reakcją na istniejące zjawisko, ale również na zjawiska mocno oddziałujące w krajach komunistycznych. Masowa produkcja krajowa odzieży obfitowała w buble. Można było trafić na spodnie z krótszą nogawką, zbyt wąskie rękawy, nierówne pończochy czy bardzo słabej jakości materiały. A to tylko kilka przykładów. Konieczne było przeorganizowanie całego systemu, począwszy od podniesienia jakości materiałów, po metody jego dystrybucji (by materiał w paski nie trafiał tylko do jednego regionu, a w kropki do drugiego) i zwiększenie samej jakości szycia. Telimena miała oferować wysokiej jakości, modną odzież. I tak w gruncie rzeczy było. Problemem pozostawały jednak dość wysokie ceny. Mimo że wtedy kupowało się mniej, płaszcz z logo z literą „T” kosztował tyle, co średnie miesięczne wynagrodzenie, a sukienka – jego połowę. To nie zmienia faktu, że produkty Telimeny rozchodziły się na pniu.
Jasiołek szczegółowo przedstawia historię domu mody, dogłębnie analizuje projekty i rewie, opiera się i cytuje ówczesne artykuły i recenzje. Pokazuje, że moda PRL-u to nie tylko „Moda Polska” oraz projekty Barbary Hoff i Grażyny Hase. Poświęca dużo miejsca projektantkom i projektantom, wskazuje na ówczesnej problemy produkcyjne i tłumaczy, skąd wynikały różnice między świetnym projektem a finalnym produktem. Pokazuje też ówczesną rzeczywistość i standardy produkcji masowej w czasach PRL-u, którą w tym kontekście można interpretować, jako funkcjonowanie „dwóch Telimen” – tej oficjalnej, czyli z rewii i na eksport, produkowanej ze świetnych (limitowanych) materiałów oraz tej drugiej – dostępnej dla przeciętnego klienta.
Czym jest dziś Telimena? Wspomnieniem, inspiracją w dobie mody na retro, ciekawostką. Jaki był koniec domu mody i kiedy nastąpił – można to łatwo przewidzieć. Nastał równolegle z pojawieniem się sieciówek, chińskiego rynku i trendu fast fashion. Prezes Telimeny – Tadeusz Wawrzyniak – opisuje, że ze zmianą warunków rynkowych ceny musiałyby wzrosnąć o 100%. „Dla typowej klientki Telimeny byłoby to nieakceptowalne, natomiast zamożne klientki przeżywały właśnie fascynację możliwością dokonywania zakupów modowych w dowolnej stolicy Europy i świata. W zglobalizowanym świecie nie da się stworzyć dobrze prosperującego domu mody ograniczonego do jednego kraju”. (s. 398) A szkoda.
Katarzyna Jasiołek: „Dom mody Telimena. Co nosiły Polki”. Wydawnictwo Marginesy. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |










ISSN 2658-1086

