'KOT, KTÓRY MA WSZYSTKO' (GARFIELD. TŁUSTY KOCI TRÓJPAK. TOM 16-17)
A
A
A
Nadzieje, że uda się coraz szybciej nadrabiać zaległości w wydawaniu garfieldowych trójpaków, okazały się, delikatnie mówiąc, płonne. Tom 15. miał premierę latem 2023, a potem… nic, aż do jesieni 2025. Cieszę się więc, że w ogóle mogę wrócić do mojego noworocznego cyklu relacjonowania, co tam u rudego kocura, bo ostatnio dostaliśmy aż dwa tomy, 16. i 17. – ale martwi mnie ta nieregularność, bo do 25. tomu, czyli najnowszego dostępnego w USA, wciąż Egmontowi daleko. Jednak darowanemu kotu nie zagląda się w zęby – nawet jeśli kolekcjonerzy i kolekcjonerki mogą się trochę krzywić, bo Nickelodeon wkroczył już nie tylko na przód okładki, ale też na jej grzbiet, więc wydane po przerwie tomy wyglądają na półce nieco inaczej. Zamiast tego zajrzyjmy więc na karty przygód Garfielda z lat 2004-2006 i 2006-2008.
Bardzo udany tom 16. to w przewadze sprawy, które w innych wariantach już wprawdzie znamy – ale które bawić mimo to nie przestają. Teksty w rodzaju: „Rzucę się na tego pączka! No dobra, podreptam w stronę tego pączka” (t. 16, s. 137) można wszak czytać bez końca. Nie robiłam statystyk w Excelu, ale wydaje mi się, że może nieco więcej niż dawniej dostajemy tu serii całotygodniowych. Dotyczą one choćby spania, linienia, oglądania telewizji (z doskonałą diagnozą Garfielda wobec „jakości” programów: „Muszę nauczyć się czytać” [t. 16, s. 94]). Nadal zdarzają się zaskakujące zabawy, na przykład z niemym kinem (zob. t. 16, s. 243), ogólnie jednak to tom solidny, bezpiecznie przewidywalny, w dużej mierze spójny tematycznie.
Nikt jednak nie może powiedzieć, że w uniwersum Garfielda przez trzydzieści lat nic się nie zmienia. Tom 17., ukryty za różową okładką adekwatną do treści, to przełom w życiu kocura i jego opiekuna. Otóż tom 16. poza tematami wspomnianymi wyżej zawiera kolejne żarty z nieudanego życia uczuciowego Jona – od pytania „Kobiety… Gdzie jest moja?”, na co Garfield zauważa: „Pewnie się ukrywa” (t. 16, s. 82), przez wymówkę Beth, by nie iść z Jonem na randkę ze względu na… cztery setki posiadanych dzieci, i stoicką diagnozę Garfielda: „To mnóstwo kubków niekapków” (t. 16, s. 188), po mój ukochany pasek w kwestii randek – gdy Jon opowiada: „Nieudana randka, Garfieldzie. Poszliśmy na spacer do lasu… I drzewo się na nią przewróciło”, Garfield pyta berkeleyowsko: „Czy wydała dźwięk?” (t. 16, s. 217). Równocześnie jednak, im dalej w tom 16., tym mocniej zaczyna się sygnalizowanie faktu, że samotność Jona to coraz mniej temat do żartów, a coraz bardziej faktyczne cierpienie.

I na to przychodzi tom 17., w którym zdarza się, przynajmniej według dotychczasowych porządków tego komiksowego świata, absolutny cud. Weterynarka Liz nie tylko zgadza się iść z Jonem na randkę, ale też postanawia zostać jego dziewczyną. Ta odsłona trójpakowej serii okazuje się więc być głównie historią miłosną, oczywiście niepozbawioną komizmu. Kobieta poznaje kawalerski świat Garfielda i Jona, który my już znamy, ale dla niej bywa szokujący. Garfield bywa o zakochanego opiekuna zazdrosny. A sam Jon tak bardzo nie może uwierzyć we własne szczęście, że gdy pyta Liz, czy miałaby ochotę na spacer po parku, na wszelki wypadek upewnia się, czy on też może z nią na ten spacer iść (zob. t. 17, s. 113).
Oczywiście na związku Jona i Liz trójpak się nie kończy. Wracają czasami poniedziałek i dieta, podobnie jak w tomie 16. dużo tu też serii tygodniowych – ujmujący jest zwłaszcza cykl psich tabliczek, szczególnie pasek z „Uwaga! Nieśmiały pies” (t. 17, s. 34). Docenić warto również, wciąż nowe, pomysły wizualne – jak ten z przedstawieniem wyjątkowo wietrznego dnia (zob. t. 17, s. 9) czy ze zburzeniem „czwartej ściany”, gdy na skargę Jona „Cały świat jest przeciwko mnie” Garfield przybliża się do „kamery” i mówi do nas: „Dzięki, ale nie potrzebuję pomocy” (t. 17, s. 247).
Jak zwykle polskie wersje przygód sławnego kota zawdzięczamy Piotrowi W. Cholewie. Tym razem nie mogę nie podziwiać choćby frazy „złouszny dzień (oryg. bad ear day) (t. 16, s. 55), wybrnięcia z gry written/eaten – „stworzył/spożył” (t. 17, s. 203) i takiego słowotwórstwa w przekładzie kartki od Doca, że wypada ona lepiej niż oryginał: „Wesołych Świąt, latteżłopny, tofużerny, kablówkogapny wdomuwychodkowcu, mazgopłaczliwy, maminciapowaty miejski ciamajdo” (t. 17, s. 230). Mam tylko lekką wątpliwość dotyczącą przełożenia eggnog na „kogel-mogel” (s. 17, t. 61), bo to jednak nie to samo – zwłaszcza że bohaterowie ewidentnie napój piją, nie jedzą.
Oba wydane w 2025 tomy bawią niemal cały czas, a miejscami też wzruszają, zwłaszcza odmianą losu Jona. Owszem, zdarzają się pojedyncze żarty wypadające dziś nieszczególnie, jak groźba ogolenia kobiecie głowy (zob. t. 17, s. 141) czy obrazek Garfielda w kaftanie bezpieczeństwa (t. 16, s. 186), ale taka to już była „niekonsekwentna” dekada; z jednej strony tego rodzaju niewrażliwości, z drugiej – zapisanie imienia bohatera w alfabecie języka migowego (zob. t. 16, s. 203). Ogólnie jednak komiksy Jima Davisa starzeją się naprawdę dobrze – czy raczej: właśnie się nie starzeją. Pointy wciąż potrafią zaskakiwać, żarty śmieszą, a do tego nadal bywa głęboko, jak choćby wtedy, gdy Jon przechodzi od buntu do rozpaczy, mówiąc: „Nikt mi nie mówi, co robić! A chciałbym, bo nie mam pojęcia, co robię!”, na co Garfield stwierdza: „Spokojnie, Jon. Nikt nie ma” (t. 17, s. 211).
A jednak akurat sam Garfield ma całkiem spore pojęcie i radzi sobie świetnie. „Co można podarować kotu, który ma wszystko?” (t. 16, s. 21) – zastanawia się Jon, a kilkadziesiąt stron dalej kot oznajmia: „Nie zawsze możecie dostać to, czego chcecie. Ja mogę, ale wy nie” (t. 16, s. 65). To chyba kwestia poukładanych priorytetów, zakończę więc umoralniająco cytatem z jednego z najwspanialszych pasków z najnowszych tomów, gdy Garfield, zapytany o sens życia, po namyśle rozstrzyga: „Powiedziałbym: tuńczyk” (t. 17, s. 77).
Bardzo udany tom 16. to w przewadze sprawy, które w innych wariantach już wprawdzie znamy – ale które bawić mimo to nie przestają. Teksty w rodzaju: „Rzucę się na tego pączka! No dobra, podreptam w stronę tego pączka” (t. 16, s. 137) można wszak czytać bez końca. Nie robiłam statystyk w Excelu, ale wydaje mi się, że może nieco więcej niż dawniej dostajemy tu serii całotygodniowych. Dotyczą one choćby spania, linienia, oglądania telewizji (z doskonałą diagnozą Garfielda wobec „jakości” programów: „Muszę nauczyć się czytać” [t. 16, s. 94]). Nadal zdarzają się zaskakujące zabawy, na przykład z niemym kinem (zob. t. 16, s. 243), ogólnie jednak to tom solidny, bezpiecznie przewidywalny, w dużej mierze spójny tematycznie.
Nikt jednak nie może powiedzieć, że w uniwersum Garfielda przez trzydzieści lat nic się nie zmienia. Tom 17., ukryty za różową okładką adekwatną do treści, to przełom w życiu kocura i jego opiekuna. Otóż tom 16. poza tematami wspomnianymi wyżej zawiera kolejne żarty z nieudanego życia uczuciowego Jona – od pytania „Kobiety… Gdzie jest moja?”, na co Garfield zauważa: „Pewnie się ukrywa” (t. 16, s. 82), przez wymówkę Beth, by nie iść z Jonem na randkę ze względu na… cztery setki posiadanych dzieci, i stoicką diagnozę Garfielda: „To mnóstwo kubków niekapków” (t. 16, s. 188), po mój ukochany pasek w kwestii randek – gdy Jon opowiada: „Nieudana randka, Garfieldzie. Poszliśmy na spacer do lasu… I drzewo się na nią przewróciło”, Garfield pyta berkeleyowsko: „Czy wydała dźwięk?” (t. 16, s. 217). Równocześnie jednak, im dalej w tom 16., tym mocniej zaczyna się sygnalizowanie faktu, że samotność Jona to coraz mniej temat do żartów, a coraz bardziej faktyczne cierpienie.

I na to przychodzi tom 17., w którym zdarza się, przynajmniej według dotychczasowych porządków tego komiksowego świata, absolutny cud. Weterynarka Liz nie tylko zgadza się iść z Jonem na randkę, ale też postanawia zostać jego dziewczyną. Ta odsłona trójpakowej serii okazuje się więc być głównie historią miłosną, oczywiście niepozbawioną komizmu. Kobieta poznaje kawalerski świat Garfielda i Jona, który my już znamy, ale dla niej bywa szokujący. Garfield bywa o zakochanego opiekuna zazdrosny. A sam Jon tak bardzo nie może uwierzyć we własne szczęście, że gdy pyta Liz, czy miałaby ochotę na spacer po parku, na wszelki wypadek upewnia się, czy on też może z nią na ten spacer iść (zob. t. 17, s. 113).
Oczywiście na związku Jona i Liz trójpak się nie kończy. Wracają czasami poniedziałek i dieta, podobnie jak w tomie 16. dużo tu też serii tygodniowych – ujmujący jest zwłaszcza cykl psich tabliczek, szczególnie pasek z „Uwaga! Nieśmiały pies” (t. 17, s. 34). Docenić warto również, wciąż nowe, pomysły wizualne – jak ten z przedstawieniem wyjątkowo wietrznego dnia (zob. t. 17, s. 9) czy ze zburzeniem „czwartej ściany”, gdy na skargę Jona „Cały świat jest przeciwko mnie” Garfield przybliża się do „kamery” i mówi do nas: „Dzięki, ale nie potrzebuję pomocy” (t. 17, s. 247).
Jak zwykle polskie wersje przygód sławnego kota zawdzięczamy Piotrowi W. Cholewie. Tym razem nie mogę nie podziwiać choćby frazy „złouszny dzień (oryg. bad ear day) (t. 16, s. 55), wybrnięcia z gry written/eaten – „stworzył/spożył” (t. 17, s. 203) i takiego słowotwórstwa w przekładzie kartki od Doca, że wypada ona lepiej niż oryginał: „Wesołych Świąt, latteżłopny, tofużerny, kablówkogapny wdomuwychodkowcu, mazgopłaczliwy, maminciapowaty miejski ciamajdo” (t. 17, s. 230). Mam tylko lekką wątpliwość dotyczącą przełożenia eggnog na „kogel-mogel” (s. 17, t. 61), bo to jednak nie to samo – zwłaszcza że bohaterowie ewidentnie napój piją, nie jedzą.
Oba wydane w 2025 tomy bawią niemal cały czas, a miejscami też wzruszają, zwłaszcza odmianą losu Jona. Owszem, zdarzają się pojedyncze żarty wypadające dziś nieszczególnie, jak groźba ogolenia kobiecie głowy (zob. t. 17, s. 141) czy obrazek Garfielda w kaftanie bezpieczeństwa (t. 16, s. 186), ale taka to już była „niekonsekwentna” dekada; z jednej strony tego rodzaju niewrażliwości, z drugiej – zapisanie imienia bohatera w alfabecie języka migowego (zob. t. 16, s. 203). Ogólnie jednak komiksy Jima Davisa starzeją się naprawdę dobrze – czy raczej: właśnie się nie starzeją. Pointy wciąż potrafią zaskakiwać, żarty śmieszą, a do tego nadal bywa głęboko, jak choćby wtedy, gdy Jon przechodzi od buntu do rozpaczy, mówiąc: „Nikt mi nie mówi, co robić! A chciałbym, bo nie mam pojęcia, co robię!”, na co Garfield stwierdza: „Spokojnie, Jon. Nikt nie ma” (t. 17, s. 211).
A jednak akurat sam Garfield ma całkiem spore pojęcie i radzi sobie świetnie. „Co można podarować kotu, który ma wszystko?” (t. 16, s. 21) – zastanawia się Jon, a kilkadziesiąt stron dalej kot oznajmia: „Nie zawsze możecie dostać to, czego chcecie. Ja mogę, ale wy nie” (t. 16, s. 65). To chyba kwestia poukładanych priorytetów, zakończę więc umoralniająco cytatem z jednego z najwspanialszych pasków z najnowszych tomów, gdy Garfield, zapytany o sens życia, po namyśle rozstrzyga: „Powiedziałbym: tuńczyk” (t. 17, s. 77).
Jim Davis: „Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 16” („Garfield. Fat Cat 3-Pack. Vol. 16”): „Garfield zaczyna sypać” („Garfield spills the beans”), „Garfield dostaje, co mu się należy” („Garfield gest his just desserts”), „Garfield będzie jadł za jedzenie” („Garfield will eat for food”). Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2025.
Jim Davis: „Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 17” („Garfield. Fat Cat 3-Pack. Vol. 17”): „Garfield waży możliwości” („Garfield weighs his options”), „Garfield. Złoty bęben” („Garfield potbelly of gold”), „Garfield pakuje” („Garfield shovels it in”). Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2025.
Jim Davis: „Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 17” („Garfield. Fat Cat 3-Pack. Vol. 17”): „Garfield waży możliwości” („Garfield weighs his options”), „Garfield. Złoty bęben” („Garfield potbelly of gold”), „Garfield pakuje” („Garfield shovels it in”). Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

