ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (529) / 2026

Mateusz Krupa,

TOP 5 NAJLEPSZYCH FILMÓW W POLSKIEJ DYSTRYBUCJI W ROKU 2025

A A A
1. „Zza grobu” („The Shrouds”). Scenariusz i reżyseria: David Cronenberg. Kanada, Francja 2024.

Zaczyna się jak szpiegowski thriller: Cronenberg rozrzuca poszlaki i każe nam szukać sprawcy ataku na cmentarz z cyfrowymi całunami. Wskazówek jest jednak tak wiele, że szybko przestają cokolwiek wyjaśniać – intryga gęstnieje do tego stopnia, że moglibyśmy przez lata nie zauważyć braku palców u rodzinnego dziwaka od teorii spiskowych. W pewnym momencie ten techno-thriller zostaje porzucony na rzecz techno-telenoweli. Mimo tej niepoważnej, żartobliwej ramy kanadyjski reżyser błyskotliwie komentuje świat sieci, sztucznych inteligencji i aplikacji. Jednocześnie wciąż zmusza widza do odwrócenia wzroku – obnażając się, aby rozprawić się z własną żałobą, tworzy sceny, przy których rodzi się niekomfortowe pytanie: czy powinniśmy na to patrzeć?

2. „28 lat później” („28 Years Later”). Reżyseria: Danny Boyle. Scenariusz: Alex Garland. Wielka Brytania, USA 2025.

Czy to najlepszy legacy sequel w historii? Kiedyś, w „28 dniach później”, Boyle eksperymentował z rozmazanym, impresjonistycznym obrazem wyciągniętym z camcordera. Dziś bawi się nowymi miniaturowymi kamerami – przeskakujemy z estetyki 480p do iPhone’owego 4K. Reżyser momentami niemal całkowicie wyswobadza się z okowów narracji (choć scenariusz Garlanda należy do jego lepszych), bo wystarcza mu czyste wizualne szaleństwo: agresywne ruchy kamery, wręcz awangardowe zabiegi montażowe, jak przeplatanie archiwalnych kronik z nowym materiałem, by wygenerować aż nadmiar znaczeń i bez reszty pochłonąć widza.

3. „Flow”. Reżyseria: Gints Zilbalodis. Scenariusz: Gints Zilbalodis, Matīss Kaža. Litwa, Francja, Belgia 2024.

Niepozorna łotewska animacja, stworzona przez maleńki zespół, jest najpiękniejszym filmem animowanym roku. Łączy urokliwą stylizację świata z niespotykanym realizmem w animowaniu swoich zwierzęcych bohaterów. Jednocześnie ciekawiej wykorzystuje trójwymiarową przestrzeń niż większość znacznie bogatszych konkurentów. Pływająca kamera i precyzyjna choreografia zwierząt budują wrażenie, że za każdym drzewem i kamieniem czeka coś do odkrycia. Choć całość jest pełna napięcia – bo czarny kotek i jego przyjaciele są niemal nieustannie w stanie zagrożenia – to właśnie bliska grom wideo z otwartym światem radość czerpana ze spokojnego odkrywania, maszerowania, obserwowania okazała się tym, co mnie absolutnie uwiodło.

4. „The Mastermind”. Scenariusz i reżyseria: Kelly Reichardt. USA, Wielka Brytania 2025.

Nudny, ironiczny film o prostackiej kradzieży. Reichardt opowiada o najgorszym człowieku, jakiego znasz: J.B. jest oderwany od rzeczywistości politycznej i rodzinnej, zaniedbuje żonę i dzieci, wykorzystuje dobroć matki i całymi dniami przesiaduje w galerii, planując swój „wielki skok”. Każda jego decyzja wydaje się głupia, a mimo to jego ekipie jakoś udaje się wyszarpać łup i załadować go do samochodu – potem będzie już tylko gorzej. Reżyserka nie darzy J.B. sympatią, nie tworzy też momentów, w których moglibyśmy go polubić. A jednak dzięki skupieniu na pomijanych przez filmy o szybszym tempie detalach oraz temu, że spędzamy z bohaterem niemal każdej minutę seansu i obserwujemy, jak kolejne punkty jego planu nieuchronnie się rozpadają, zaczynamy mu kibicować. J.B. nigdy nie robi nic rozsądnego ani dobrego, a mimo to Josh O’Connor, potrafił mnie jakoś przekonać, żebym trzymał za niego kciuki.

5. „Nasienie świętej figi” („Dāne-ye anjīr-e ma'ābed”). Reżyseria i scenariusz: Mohammad Rasoulof. Iran, Francja, Niemcy 2024.

Atak wymierzony w irańską teokrację – film odważny i potencjalnie niebezpieczny, niestety bardziej dla samych twórców niż dla reżimu. Rasoulof portretuje rodzinę w rozpadzie, która służy mu jako przekrój irańskiego społeczeństwa: od patriarchy będącego trybikiem w totalitarnym systemie po jego córki, żywiące nadzieję, że protesty stanowiące reakcję na zabójstwo Mahsy Amini przyniosą im wolność. Do wielkości tego filmu przekonała mnie jednak dopiero gatunkowa wolta w finale, gdy z kameralnego dramatu rodzinnego przeistacza się on w doskonale zrealizowany thriller – z precyzyjnie rozegranymi grami psychologicznymi, samochodowymi starciami na pustyni, kulminacyjnym zagubieniem się rodziny i pościgiem w tworzącej wielopoziomowy labirynt opuszczonej wiosce.