ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (529) / 2026

Marta Płaza,

TOP 5 NAJLEPSZYCH FILMÓW W ŚWIATOWEJ DYSTRYBUCJI W ROKU 2025

A A A
1. „Zgiń kochanie” („Die My Love”). Reżyseria: Lynne Ramsay. Scenariusz: Lynne Ramsay, Enda Walsh, Alice Birch. Wielka Brytania, Stany Zjednoczone 2025.

Ekspansja macierzyńskiej grozy trwa! Podczas gdy w zeszłym roku temat królował w obszarze satanistycznych strachów („Omen”, „Niepokalana”), ten przeniósł koszmar bycia matką w przyziemne rejestry stylistyczne, zlokalizowane na przedmieściach. Mary Bronstein z „Kopnęłabym cię, gdybym mogła” idzie pod rękę z Lynne Ramsay i jej „Zgiń kochanie”. Obydwie twórczynie niuansują kobiecą psychikę po urodzeniu dziecka. Do mojej top 5 ostatecznie trafił ten drugi film, w dużej mierze za sprawą aktorskiego tour de force Jennifer Lawrence i formy, której komentariat gdzieniegdzie zarzucał pretensjonalność. Ja jednak przechodzę obok tej krytyki z zapałem widzki szukającej w kinie dziwności ze szczyptą magiczności, która u Ramsey szczególnie mocno wybrzmiewa, gdy targana emocjami bohaterka przedziera się na kolanach przez okoliczną przyrodę. Z jednej strony towarzyszy jej poczucie odrealnienia, z drugiej dziwnej przynależności i w końcu bliskości; otulenia jej rozedrganego ciała. „Zgiń kochanie” to trochę film, a trochę wideoesej o dojmującym uczuciu samotności, odcieniach miłości, potrzebie stanowienia, ale też szarych strefach przemocy i niedostatku w związku. W tej specyficznej formie widzę nie przeszarżowanie, a raczej wrażliwość reżyserki, oddającej hołd i ciepło wszystkim niewiarygodnym narratorkom, którym świat nie wierzy w ich doświadczenia, emocje i ból.

2. „Grzesznicy” („Sinners”). Scenariusz i reżyseria: Ryan Coogler. Stany Zjednoczone, Australia, Kanada 2025.

Ryan Coogler nakręcił cielesny horror, który jednocześnie nie ma nic wspólnego z body horrorem. Jak to możliwe? Otóż „Grzesznicy” może nie morfują i nie wywalają wnętrzności na wierzch, ale jednocześnie nie boją się podkreślać istotności cielesnego doświadczenia bohaterów. Ciało mocno ciągnie do ciała. Pot, krew i inne wydzieliny mają tu konkretne uzasadnienie. Akcentują głębokie przeżywanie, namiętności, porywy biologii, które prowadzą jak po sznurku od kina obyczajowego portretującego barwną społeczność, aż po zakorzeniony w kinie grozy portret systemowych pęknięć i rasowych uprzedzeń. Coogler nie traktuje pretekstowo gatunkowej ikonografii. Znanym tropom nadaje konkretne znaczenie, tworząc siatkę powiązań, jednocześnie uwypuklając ograniczenia dotychczasowych przedstawień. „Grzesznicy” to głos oddany magiczności muzyki jako ważnego budulca tożsamości, czarnej kulturze, a zarazem rdzennym Amerykanom i ich filmowym reprezentacjom, co doskonale łączy się z tematyzowaniem wampiryzmu jako kulturowego zawłaszczenia w „najlepszym” wypadku, a w najgorszym całkowitego wymazywania innych. Mało rzeczy w 2025 roku zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie, jak scena tańca w „Grzesznikach” oraz pomysł Cooglera, aby z rdzennych mieszkańców Stanów Zjednoczonych uczynić łowców wampirów.

3. „Bez wyjścia” („Eojjeolsuga eobsda”). Reżyseria: Park Chan-wook. Scenariusz: Park Chan-wook, Lee Kyoung-mi. Korea Południowa 2025.

Tracisz dorobek swojego życia; twój kołnierz coraz bardziej się poci na kolejnych niedorzecznych rozmowach kwalifikacyjnych; gimnastykujesz się, by znaleźć odpowiedź na zadane pytania, która byłaby jednocześnie szczera i zadowalająca gusta panów po drugiej stronie stołu. W końcu czujesz się coraz mniej męski, a pętla z każdym dniem zaciska się coraz mocniej. Park Chan-wook z godną podziwu precyzją wgryza się w obraz późnego kapitalizmu, zbudowanego na wyzysku, klasowych nierównościach i bezlitosnym korporacjonizmie. Łączy absurdy codzienności pełnej napięcia, czarny humor i ciążący patriarchat z dramatem jednostki, która swoją wartość postrzega wyłącznie w ramach wydajności względem systemu. Krytyczne nawiązania do innego koreańskiego hitu ostatnich lat, czyli „Parasite”, nasuwają się same i nie ma w tym nic dziwnego. „Bez wyjścia” to jak wiwisekcja tego, co pomiędzy klasami, które podglądał Bong Joon-ho. Portret ciągłych aspiracji klasy robotniczej do wskoczenia poziom wyżej, ich marzeń o posiadaniu i pozycji, które wydają się coraz trudniejsze do zrealizowania, gdy system przestaje cię faworyzować. Choć nie tylko o klasę robotniczą tu chodzi. Maksymalizacja zysków, rzeczywistość krwiożerczej technologii sięga coraz głębiej. „Bez wyjścia” to też znakomite zobrazowanie emocji utożsamianych ze znaczeniem tytułu: dusznego poczucia, że stoisz pod ścianą, więc każde wyjście z sytuacji, nawet to najbardziej irracjonalne, staje się jednym z tych, które chciałbyś rozważyć. Aż sam w końcu staniesz się częścią świata, który bezlitośnie przeżuwa i odrzuca.

4. „Sorry, Baby”. Scenariusz i reżyseria: Eva Victor. Stany Zjednoczone. Francja, Hiszpania 2025.

„Sorry, Baby” to relacja z oswajania traumy, która szczególnie przypadnie do gustu fanom „Fleabag”. Reżyserka (a zarazem aktorka wcielająca się w główną rolę), nie burzy może czwartej ściany, ale w podobny do Phoebe Waller-Bridge sposób utula połamanych przez życie kąśliwą samoświadomością i cierpkim spojrzeniem na niedorzeczności systemowe, na których zbudowane są nawet te pozornie najbardziej progresywne społeczności. Sam film powstały prawie dekadę po starcie ruchu #metoo nie ma ciężaru interwencjonizmu obecnego w produkcjach z pierwszych lat po publikacji głośnego artykułu Megan Twohey i Jodi Kantor. Czasowy dystans pozwolił Evie Victor na przyjrzenie się problemowi napastowania seksualnego w sposób przede wszystkim jednostkowy, dopiero później systemowy. Nie szczędzi czarnego humoru, kpiny i bezpretensjonalności jakby nieprzystającej ciężarowi tematu. Oswaja kompulsywne myśli i życie „po”, bez względu na to, jak ciężkie by było. Przypadkowe spotkanie kociaka staje się momentem przełomowym, chwilą uziemienia bohaterki, jej oderwania się od ciągłego funkcjonowania w swoich myślach i przeżywaniu. Bycia w zaklętym kręgu, któremu rytm nadaje przeszłość. To krzepiące wydarzenie, ironiczne poddanie się niespodziewanej kociej obecności, pokazuje, że możemy zacząć oswajać demony. Te słowa bohaterki z jej finałowego monologu to moja najważniejsza lekcja wyniesiona z filmowego roku 2025, na temat tego, jak okiełznać to, co tylko (a może aż) w naszej głowie: „Jeśli masz jakąś myśl i myślisz sobie, że to zła myśl, prawdopodobnie miałam tę samą myśl, ale, powiedzmy, dziesięć razy gorszą”.

5. „Bird”. Scenariusz i reżyseria: Andrea Arnold. Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Francja, Niemcy 2024.

Brytyjski realizm społeczny typowy dla twórczości Arnold spotyka tu szczyptę realizmu magicznego, tworząc jedną z najbardziej krzepiących historii roku i filmów coming of age w ogóle. Główna bohaterka, dwunastoletnia Bailey (Nykiya Adams), mieszka z bratem i ojcem w slumsach hrabstwa Kent. Dziewczynka pozostawiona sama sobie jest rozpięta między potrzebą doświadczania zakazanego a tęsknotą za baśniowością typową dla bezpiecznego dzieciństwa, którą reprezentuje tu tytułowy „ptasiek”. Baśniowością odebraną jej przez dorosłych, którymi instynktownie należy się opiekować tak jak młodszym rodzeństwem. Tytułowy bohater, w którego wciela się Franz Rogowski, jest więc symbolem dorosłego opiekuna, ale też wymyślonego przyjaciela, poczucia wolności i prawa do szczęśliwego życia wbrew przeciwnościom; bo reżyserka nikogo nie ocenia, nie romantyzuje patologii, nie uprawia struggle porn. Skłot, w którym mieszka Bailey, jest z jednej strony wyraźnym symbolem klasowych nierówności angielskiego społeczeństwa, ale z drugiej miejscem okraszonym swoistego rodzaju tajemnicą, intymnością przeżywania najbardziej przełomowych momentów (wątek menstruacji). Andrea Arnold przygląda się temu światu czule, drgającą kamerą obserwując bardzo przyziemną stronę swoich bohaterów, ich naiwność, nieokrzesanie, błędne decyzje. To wszystko nie po to, by zamknąć ich w brudzie i marazmie obecnego stanu rzeczy. Oddaje im raczej prawo do istnienia, namiastki zwyczajnego szczęścia i poczucia sprawczości. Zmiana może wynikać właśnie ze wpuszczenia do swojego życia odrobiny niecodzienności.