ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (529) / 2026

Emilia Olszewska,

JAK ŻYĆ RAZEM, A JEDNAK POZA (GEOFFROY DE LAGASNERIE: 'WE TRZECH. DĄŻENIE, BY WYJŚĆ POZA. POCHWAŁA PRZYJAŹNI')

A A A
Kilka pierwszych stron książki-eseju de Lagasnerie wydaje się zapowiadać bardzo osobisty reportaż o przyjaźni autora ze znanym socjologiem, Didierem Eribonem, i ich wspólnych znajomym, Édouardem Louisem. Jednak nic bardziej mylnego. Ta cienka książeczka stanowi przede wszystkim kompleksowy przegląd stanowisk socjologicznych wobec przyjaźni, dopiero później jest to opowieść o wspólnym życiu trzech paryskich pisarzy. Autor umiejętnie wplata szczere, intymne wyznania, wspomnienia o przyjaciołach i dowcipne anegdoty z ich życia w wywód filozoficzny niekiedy wpadający w ton manifestu politycznego.

Książka składa się z pięciu rozdziałów, ale tak naprawę rozpada się na dwie wyraźne części.

Pierwsza połowa skupia się na prześledzeniu, czym przyjaźń jest w myśli filozofów i socjologów, a także w powszechnej świadomości i praktykach. Przy czym każda dotychczasowa próba uchwycenia tego faktu społecznego okazuje się niewystarczająca dla autora, a przynajmniej nie przystaje do tego, jak doświadcza on swojej relacji z Édouardem i Didierem.

Druga połowa dowodzi, że relacja przyjacielska jest najlepszą przestrzenią, a nawet ośrodkiem życia dla pisarza czy jakiejkolwiek jednostki o twórczych ambicjach.

De Lagasnerie zarzuca socjologii, że do tej pory nie poświęcała przyjaźni wystarczająco dużo uwagi, a czasem ignorowała ją całkowicie przy formułowaniu całościowych teorii społeczeństwa (dostaje się m.in. Durkheimowi i Bourdieu). W efekcie brakuje nam zarówno potocznego, jak i akademickiego języka, którym moglibyśmy opisywać relacje przyjacielskie. Tworzy się terminy zastępcze, często nawiązujące do życia rodzinnego, jak „alternatywna rodzina”, „rodzina przyjacielska”, „rodzina fikcyjna” czy „rodzina z wyboru” (s. 109). Ewentualnie patrzy się na przyjaciół przez pryzmat miłości romantycznej i kochanków, co naznaczone jest podstawowym błędem sprowadzania przyjaciół zawsze do pary. Stwierdzenie to rzeczywiście znajduje zastosowanie do przytoczonych przez autora pism Rolanda Barthes’a z lat 70. XX wieku, jednak polemizowałabym z autorem, czy we współczesnej świadomości społecznej i popkulturze (np. kultowe seriale takie jak „Przyjaciele” i „Seinfeld”) przyjaciele nie funkcjonują nawet częściej jako „paczka” niż tylko dwójka znajomych.

Społeczna atypowość przyjaźni nie jest zdaniem autora przypadkiem. To symptom szerszego problemu, tj. postępującej standaryzacji ludzkich losów, jak to nazywa: „uniformizacji biografii i dążeń, sposobów bycia i myślenia” (s. 163). Mimo że de Lagasnerie uważa za nieadekwatne stawianie przyjaźni w opozycji do rodziny, ponieważ nie można ich postrzegać jako przeciwieństw, wiele miejsca poświęca krytyce rodziny jako instytucji wspieranej przez państwo. Ma stanowić ona domyślną podstawową komórkę społeczną, której zadaniem jest pierwotna socjalizacja i odpowiednie sformatowanie przyszłego obywatela, pracownika i konsumenta. Ta funkcja wyznaczona rodzinie w kapitalistycznym społeczeństwie czyni z niej naturalnego wroga więzi przyjacielskich, przynajmniej jeśli przyjmiemy szczególne rozumienie przyjaźni zaproponowane przez de Lagasnerie, a odsłaniane przed czytelnikiem niespiesznie kawałek po kawałku, czemu towarzyszą winiety z tytułowego życia „we trzech” (ilustrowane zdjęciami z prywatnych zbiorów).

Czym byłaby zatem prawdziwa przyjaźń, czyli taka, którą praktykuje trio de Lagasnerie, Louis, Eribon? W najogólniejszym sensie byłaby jednym ze sposobów życia – termin zaczerpnięty od Michela Foucaulta – czyli zbiorem praktyk życia codziennego, którym przyświecają pewne wartości, przede wszystkim otwarcie na innego, dostępność i kreatywność.

W wymiarze politycznym przyjaźń taka niesie ze sobą potencjał emancypacyjny, gdyż jej naczelną zasadą jest autonomia względem narzuconych typów relacyjności zubożających zdaniem de Lagasnerie tkankę relacyjną społeczeństwa poprzez swoje stereotypizację, monotonię i zamknięcie.

Celem nowego typu przyjaźni nie byłoby jednak odizolowanie przyjaciół od świata na jakiejś wyspie kontrkultury. Wprost przeciwnie, grupa przyjacielska miałaby multiplikować relacje, zapraszać do uczestnictwa i testowania nowego sposobu istnienia stawiającego w centrum swoich życiowych aktywności właśnie przyjaciół, a nie np. krewnych, współpracowników czy sąsiadów.

Do wyobraźni szczególnie przemawia porównanie przez de Lagasnerie przyjaźni do laboratorium, w którym metodą prób i błędów, za sprawą spotkania odmiennych elementów, wielu cząstkowych wymian między nimi krystalizuje się nowy „podmiot przyjacielski” (s. 48). W innym miejscu autor zastanawia się, czy przyjaźń nie odgrywa czasem tej samej roli w życiu dorosłym co szkoła w życiu dziecka, ubolewając nad tym, że we współczesnym społeczeństwie naiwne, pełne ciekawości podejście do świata i bogate życie towarzyskie poza okresem szkolnym i studiów uchodzą za dziwactwo, przejaw niedojrzałości, ewentualnie ekstrawagancję wybaczaną tylko najbogatszym (zob. s. 94).

Interesującą cechą myślenia de Lagasnerie o przyjaźni wydaje się jego skupienie na praktykach, relacjach, a nie na samych przyjaciołach. Mimo że książka poświęcona jest także jego dwóm przyjaciołom, towarzyszom życia i wokół organizacji tego życia osadzona zostaje główna narracja, sama koncepcja przyjaźni propagowana w niej zakłada jej autoteliczny charakter, tzn. przyjmuje, że podmioty przyjacielskie wchodzą ze sobą w relację przede wszystkim dla afirmowania samej relacji, a nie ze względu na uczucia, którymi obdarzają wybrane osoby. Krytykując podejście do przyjaźni Cycerona, socjolog twierdzi, że w przyjaźni ważniejsze jest kultywowanie społecznej praktyki przyjaźni niż bezinteresowne umiłowanie innej wersji siebie.

Jak podkreślali Freud i wielu innych, przyjaźń wyróżnia np. na tle relacji rodzinnych to, że łatwo z niej wyjść. W przyjaźń wpisane są kruchość, tymczasowość i przygodność – przynajmniej jeśli chodzi o uczestników relacji, jednak jako mechanizm więziotwórczy, wytwarzania społeczności jest maszynerią w nieustającym ruchu, podtrzymywanym zdaniem de Lagasnerie przez potrzebę twórczego przekształcania egzystencji. W pewnym sensie to bardzo Nietzscheańska wizja przyjaźni. Jestem w stanie pomyśleć jednak o dwóch interpretacjach takiego ujęcia przyjaźni, które nie spodobałyby się de Lagasnerie. Po pierwsze można jej zarzucić, że dopuszcza instrumentalne podejście do przyjaciół „wymienialnych” w miarę jak postępuje nasz twórczy rozwój (dawnych nauczycieli zastępujemy nowymi, bardziej przydatnymi). Po drugie pobrzmiewa w niej promowane w neoliberalizmie postrzeganie własnej podmiotowości jako projektu, majsterkowanie nad swoją podmiotowością w poszukiwaniu ulepszeń, nieustannych „strukturalnych dostosowań”, co ma zapewnić oczywiście adaptację do pogarszających się warunków i rozbrajanie wewnętrznego sprzeciwu.

Druga część eseju zgłębia związek między przyjaźnią a twórczością. Autor próbuje także umiejscowić dotychczasowe rozważania w obrębie socjologicznego dyskursu. Jak badać przyjaźń? Jakiego rodzaju przedmiotem badań socjologicznych jest przyjaźń? Co badania nad przyjaźnią mogą nam powiedzieć o organizacji ponowoczesnych społeczeństw szeroko pojętego Zachodu?

De Lagasnerie wskazuje, że najlepszym punktem wyjścia dla powyższych eksploracji jest myśl społeczna Pierre’a Bourdieu. Zarzuca mu co prawda, że temat przyjaźni traktował „po macoszemu”, a nawet pewne tchórzostwo intelektualne, jednak przyznaje, że to Bourdieu otworzył drogę do myślenia o przyjaźni jak o problemie egzystencjalnym, sposobie bycia, ponieważ jego teoria zawiera ukryte założenie antropologiczne: człowiek jest bytem absurdalnym. Stąd najważniejszą funkcją społeczeństwa staje się nadawanie sensu, ważności istnieniu jednostki.

Jednocześnie to właśnie od Bourdieu pochodzi aparat pojęciowy krytyki instytucji stworzonych przez burżuazję odpowiedni, aby uchwycić wywrotową naturę relacji przyjacielskich. Jak na koniec dowodzi de Lagasnerie, główną stawką polityk prowadzących do marginalizowania przyjacielskich relacji w naszym świecie jest bowiem uznanie. Przyjacielskie relacje wymykają się instytucjonalnym logikom „dystrybucji prestiżu i pogardy”. Przyjaźnie tworzą się także w poprzek ich kryteriów dystynkcji, wielu dając wytchnienie w pogoni za wyróżnieniem, którego nigdy nie doświadczą w świecie, w którym kapitał symboliczny nie jest rozdzielany podług transparentnych ani sprawiedliwych reguł.

Jak pisze Bourdieu: „przyjaźń i miłość mogą funkcjonować jako mikrospołeczności, w których dokonuje się wymiany usprawiedliwień dla egzystencji” (cyt. za s. 172). Każdy może poczuć się w nich „uzasadnionym w istnieniu” (cyt. za s. 172). Marzeniem de Lagasnerie i jego dwóch towarzyszy – marzeniem, jak utrzymuje, spełnionym w wypadku ich przyjaźni, jest życie poza potrzebą uznania („Dążenie, by wyjść poza” to jeden z podtytułów książki).

Podsumowując, „We trzech” jest książką bezkompromisową, opisującą radykalny, aczkolwiek banalnie prosty pomysł na życie – stawianie relacji z przyjacielem zawsze na pierwszym miejscu. Ambicja autora wobec tej książki, wyartykułowana w podrozdziale „Manifest”, brzmi dość górnolotnie: w założeniu miała być ona „podręcznikiem istnienia – podręcznikiem życia antyinstytucjonalnego” (s. 17). Trudno powiedzieć, czy sprostała temu zadaniu. Na pewno czytelnik otrzymuje dogłębne studium socjologiczne pewnej pozornie zwykłej znajomości napisane przystępnym, lecz nie upraszczającym językiem, nadal bogatym w terminologię i nawiązania do mistrzów socjologii, szczególnie tych, których śladami chce kroczyć de Lagasnerie.
Geoffroy de Lagasnerie: „We trzech. Dążenie, by wyjść poza. Pochwała przyjaźni”. Przeł. Jacek Giszczak. Wydawnictwo Drzazgi. Okoniny 2025.