O RÓŻACH I ROPUCHACH (GEORGE ORWELL: 'LEW I JEDNOROŻEC. NAJLEPSZE ESEJE I FELIETONY')
A
A
A
Publikacja tekstu o „Lwie i jednorożcu. Najlepszych esejach i felietonach” George’a Orwella w przekładzie Dawida Czecha zbiega się w czasie z bardzo ważnym dla mnie jako czytelniczki świętem. 30 września obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Tłumacza. Co roku z tej okazji zastanawiam się, jaka jest pozycja twórczyń i twórców przekładów na polskim rynku wydawniczym. Dziś wydaje mi się, że zajmują należne im miejsce – ich nazwiska pojawiają się na okładkach książek, są gościniami i gośćmi festiwali literackich, a ich wkład w dzieło zaczyna być równie doceniany, co praca samego autora. Stają się znakami jakości – można w ciemno sięgać po książki w przekładzie Justyny Czechowskiej albo kupować nową Agę Zano, nawet jeśli nazwiska pisarek lub pisarzy są anonimowe. Piszę o tym nie bez przyczyny. Czech, który nie tylko przełożył, ale również wybrał najlepsze jego zdaniem eseje i felietony Orwella, uosabia dla mnie figurę tłumacza-osobowości. „Lew i jednorożec” ukazał się parę miesięcy po premierze „Róż Orwella” Rebeki Solnit (również w przekładzie Czecha). To świadomy wybór wydawnictwa i tłumacza, gdyż pisarka w swoich esejach odnosi się do większości z opublikowanych teraz tekstów Orwella. Umożliwienie czytelniczkom i czytelnikom zapoznania się z pracami źródłowymi (niemal niedostępnymi w języku polskim) pozwala nie tylko poszerzyć odbiór twórczości autora „Roku 1984”, ale również zastanowić się nad tym, dlaczego potrzebujemy nowych przekładów.
Czech w posłowiu stawia sprawę jasno – „przekład zawsze zabarwiony jest politycznymi sentymentami – nie ma apolitycznej literatury ani przekładu” (Czech 2023: 231). Jednocześnie za angielskim pisarzem podkreśla, że „dobry przekład jest jak tafla szkła” (Czech 2023: 233). Owa przejrzystość i świadomość politycznego wymiaru pisania są cechą wspólną obu autorów. To, co istotne w języku Orwella – połączenie polityki z estetyką i etyką – nie może zgubić się w tłumaczeniu. Dlatego Czech w czytelny sposób wysuwa argumenty przemawiające za swoimi wyborami językowymi. Docenienia wymaga świadomość, z jaką autor tłumaczenia omawia materię, z którą się mierzy – inaczej traktuje teksty z różnych okresów życia Orwella, dostosowując się do efektu, jaki pisarz chciał wówczas osiągnąć. Czasami stawia na większą potoczystość języka, a w innych przypadkach – na podstawie wielu lektur i znakomitego wyczucia myśli Brytyjczyka – uznaje za stosowne dostosowanie tekstu do współczesności zamiast dokonania dosłownego przekładu. Tutaj projekt translatorski polega nie tylko na samym przeniesieniu jednego kodu językowego na drugi, ale przede wszystkim na przeniesieniu treści z jednej kultury (i czasów) do drugiej – co w moim odczuciu jest dużo trudniejszym zadaniem. Mimo tego, że niektóre decyzje mogą budzić kontrowersje, np. wprowadzenie subiektywnego wyboru zdezaktualizowanych fraz polskiej publicystyki w „Polityce a języku”, gdzie odbiegnięcie od oryginału pozwala tłumaczowi na uzyskanie większej uniwersalności tekstu i zrozumienie go również przez publiczność spoza wąskiego kręgu filologów. Oprócz rzetelnego podejścia do własnego rzemiosła Czech ma coś jeszcze – nieudawane poczucie braterstwa (to słowo-klucz do umieszczonych w zbiorze tekstów) z Orwellem. Jak sam pisze: „Tłumaczenie to zawsze wchodzenie w buty autorki lub autora, zwykle musimy je wtedy rozchodzić albo ciaśniej zawiązać sznurowadła, by nie spadały nam z nóg, a i tak zawsze coś nas uwiera. Wyjątkowo zdarza się jednak, że pasują one na nas jak ulał – tak właśnie czułem się, tłumacząc te eseje, jakbym w politycznej i estetycznej myśli Orwella odnalazł pewną brakującą część samego siebie” (Czech 2023: 237).
Odejdę jednak od jakże ważnej kwestii tłumaczenia, by przejść do esejów i felietonów angielskiego pisarza. O tym, że nadal warto czytać Orwella, świadczy nieustająca popularność „Folwarku zwierzęcego” i „Roku 1984”, jak i wspomniana praca Solnit. Dlatego wydaje mi się, że o istotności tej publikacji nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak warto zaznaczyć, że nawet po lekturze „Róż Orwella” to książka pod wieloma względami zaskakująca. Przede wszystkim teksty Anglika oszałamiają precyzją i jasnością wywodu. To krótkie, bogate w treść obserwacje, w których brak zbędnych słów. Wśród dziewiętnastu tekstów dominują te żywo opisane przez Solnit, w których na pierwszy plan wychodzi „codzienne” oblicze wielkiego pisarza. Felietony o różach za sześć pensów, herbacie czy ropuchach są kwintesencją badania szczelin istnienia – tego, co dominuje we współczesnej literaturze, a w latach 40. przez odbiorców Orwella było nazywane „burżuazyjnymi sentymentami” (s. 206). Co najważniejsze, właśnie te teksty wydają mi się najmocniejsze pod względem wplatania socjalistycznej myśli w literaturę. Pisarz, który krytycznie odnosił się do swoich niezaangażowanych publikacji („Patrząc wstecz, dochodzę do wniosku, że to właśnie wtedy, gdy nie przyświecały mi cele polityczne, pisałem najbardziej drętwe teksty i popadałem w pozbawione sensu kwieciste zdania” [s. 14]), właśnie w pochwale zasadzania róż we własnym ogródku czy obserwacji kopulujących ropuch kreśli najszczęśliwszy, najatrakcyjniejszy obraz życia zgodnego z ideami równości i braterstwa.
Na uwagę zasługuje ciekawy układ tekstów – niechronologiczny, a tematyczny, pozwalający stopniowo poznać autora. W pierwszych tekstach jawi się jako wielki pisarz – dający uniwersalne i wciąż aktualne porady dotyczące pisania i języka. Te eseje powinna przeczytać nie tylko każda osoba myśląca o zawodowym tworzeniu tekstów, ale również każda, która ma zamiar komunikować się z innymi przy pomocy słowa pisanego. Orwell w sposób autokrytyczny, żartobliwy i lekki kreśli największe zgryzoty piszących oraz podkreśla odpowiedzialność, jaka kryje się w używaniu języka. Swoistą cezurą jest najdłuższy, siedemdziesięciostronicowy tekst o wojnie, który czytany dziś, podczas konfliktu zbrojnego w Ukrainie, jednocześnie zasmuca i powala słusznością.
Właśnie w tej niebywałej aktualności tkwi największy walor „Lwa i jednorożca”. Wiele wywodów, np. o tym, czy należy wybaczać genialnym artystom moralną degenerację, mogłoby powstać również dziś, tak dobrze wyrażają dominującą obecnie perspektywę. W innych, gdzie Orwell opisuje charakter Brytyjczyków oraz imperializmu, a także z socjologicznym zacięciem przedstawia zmiany w dotychczasowym układzie społecznym (m.in. zbliżenie klasy robotniczej do średniej), można dostrzec opowieści o początkach świata, jaki znamy dziś.
Jednak najbardziej emocjonalne wrażenie robią dwa teksty napisane przez Orwella jeszcze w Birmie: „Wieszanie” oraz „Zabicie słonia”. To prozy na skraju reportażu i opowiadania, dosadnie opowiadające o najciemniejszych stronach władzy i kolonializmu. Ich wymowa i pytania, które stawia pisarz – o źródła przemocy i tyranii – są nadal aktualne.
„Lwa i jednorożca” zamyka piękny tekst o szczęściu – o tym, jak trudno je opisać i że literatura, ale także ludzka wyobraźnia, robi to jedynie przez kontrast. Nie będzie stwierdzeniem na wyrost, że lektura tego zbioru i zanurzenie w tak doskonałych zdaniach, jak: „pierzyna łacińskich słów opada na fakty niczym miękki śnieżny puch, zacierając kontury i zasypując szczegóły” (s. 34) czy żartobliwych metaforach („Po tej długiej głodówce samiec ropuchy przybiera prawdziwie uduchowiony wygląd, niby pobożny anglokatolik pod koniec Wielkiego Postu” [s. 68]) może dać wielbicielkom i wielbicielom doskonale połączonych słów poczucie błogostanu. Ponieważ, zgodnie z zasadą kontrastu, tak dobrze i mądrze napisane książki nie zdarzają się często.
LITERATURA:
Czech D.: „Posłowie tłumacza”. W: G. Orwell: „Lew i jednorożec. Najlepsze eseje i felietony”. Przeł. D. Czech. Kraków 2023.
Czech w posłowiu stawia sprawę jasno – „przekład zawsze zabarwiony jest politycznymi sentymentami – nie ma apolitycznej literatury ani przekładu” (Czech 2023: 231). Jednocześnie za angielskim pisarzem podkreśla, że „dobry przekład jest jak tafla szkła” (Czech 2023: 233). Owa przejrzystość i świadomość politycznego wymiaru pisania są cechą wspólną obu autorów. To, co istotne w języku Orwella – połączenie polityki z estetyką i etyką – nie może zgubić się w tłumaczeniu. Dlatego Czech w czytelny sposób wysuwa argumenty przemawiające za swoimi wyborami językowymi. Docenienia wymaga świadomość, z jaką autor tłumaczenia omawia materię, z którą się mierzy – inaczej traktuje teksty z różnych okresów życia Orwella, dostosowując się do efektu, jaki pisarz chciał wówczas osiągnąć. Czasami stawia na większą potoczystość języka, a w innych przypadkach – na podstawie wielu lektur i znakomitego wyczucia myśli Brytyjczyka – uznaje za stosowne dostosowanie tekstu do współczesności zamiast dokonania dosłownego przekładu. Tutaj projekt translatorski polega nie tylko na samym przeniesieniu jednego kodu językowego na drugi, ale przede wszystkim na przeniesieniu treści z jednej kultury (i czasów) do drugiej – co w moim odczuciu jest dużo trudniejszym zadaniem. Mimo tego, że niektóre decyzje mogą budzić kontrowersje, np. wprowadzenie subiektywnego wyboru zdezaktualizowanych fraz polskiej publicystyki w „Polityce a języku”, gdzie odbiegnięcie od oryginału pozwala tłumaczowi na uzyskanie większej uniwersalności tekstu i zrozumienie go również przez publiczność spoza wąskiego kręgu filologów. Oprócz rzetelnego podejścia do własnego rzemiosła Czech ma coś jeszcze – nieudawane poczucie braterstwa (to słowo-klucz do umieszczonych w zbiorze tekstów) z Orwellem. Jak sam pisze: „Tłumaczenie to zawsze wchodzenie w buty autorki lub autora, zwykle musimy je wtedy rozchodzić albo ciaśniej zawiązać sznurowadła, by nie spadały nam z nóg, a i tak zawsze coś nas uwiera. Wyjątkowo zdarza się jednak, że pasują one na nas jak ulał – tak właśnie czułem się, tłumacząc te eseje, jakbym w politycznej i estetycznej myśli Orwella odnalazł pewną brakującą część samego siebie” (Czech 2023: 237).
Odejdę jednak od jakże ważnej kwestii tłumaczenia, by przejść do esejów i felietonów angielskiego pisarza. O tym, że nadal warto czytać Orwella, świadczy nieustająca popularność „Folwarku zwierzęcego” i „Roku 1984”, jak i wspomniana praca Solnit. Dlatego wydaje mi się, że o istotności tej publikacji nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak warto zaznaczyć, że nawet po lekturze „Róż Orwella” to książka pod wieloma względami zaskakująca. Przede wszystkim teksty Anglika oszałamiają precyzją i jasnością wywodu. To krótkie, bogate w treść obserwacje, w których brak zbędnych słów. Wśród dziewiętnastu tekstów dominują te żywo opisane przez Solnit, w których na pierwszy plan wychodzi „codzienne” oblicze wielkiego pisarza. Felietony o różach za sześć pensów, herbacie czy ropuchach są kwintesencją badania szczelin istnienia – tego, co dominuje we współczesnej literaturze, a w latach 40. przez odbiorców Orwella było nazywane „burżuazyjnymi sentymentami” (s. 206). Co najważniejsze, właśnie te teksty wydają mi się najmocniejsze pod względem wplatania socjalistycznej myśli w literaturę. Pisarz, który krytycznie odnosił się do swoich niezaangażowanych publikacji („Patrząc wstecz, dochodzę do wniosku, że to właśnie wtedy, gdy nie przyświecały mi cele polityczne, pisałem najbardziej drętwe teksty i popadałem w pozbawione sensu kwieciste zdania” [s. 14]), właśnie w pochwale zasadzania róż we własnym ogródku czy obserwacji kopulujących ropuch kreśli najszczęśliwszy, najatrakcyjniejszy obraz życia zgodnego z ideami równości i braterstwa.
Na uwagę zasługuje ciekawy układ tekstów – niechronologiczny, a tematyczny, pozwalający stopniowo poznać autora. W pierwszych tekstach jawi się jako wielki pisarz – dający uniwersalne i wciąż aktualne porady dotyczące pisania i języka. Te eseje powinna przeczytać nie tylko każda osoba myśląca o zawodowym tworzeniu tekstów, ale również każda, która ma zamiar komunikować się z innymi przy pomocy słowa pisanego. Orwell w sposób autokrytyczny, żartobliwy i lekki kreśli największe zgryzoty piszących oraz podkreśla odpowiedzialność, jaka kryje się w używaniu języka. Swoistą cezurą jest najdłuższy, siedemdziesięciostronicowy tekst o wojnie, który czytany dziś, podczas konfliktu zbrojnego w Ukrainie, jednocześnie zasmuca i powala słusznością.
Właśnie w tej niebywałej aktualności tkwi największy walor „Lwa i jednorożca”. Wiele wywodów, np. o tym, czy należy wybaczać genialnym artystom moralną degenerację, mogłoby powstać również dziś, tak dobrze wyrażają dominującą obecnie perspektywę. W innych, gdzie Orwell opisuje charakter Brytyjczyków oraz imperializmu, a także z socjologicznym zacięciem przedstawia zmiany w dotychczasowym układzie społecznym (m.in. zbliżenie klasy robotniczej do średniej), można dostrzec opowieści o początkach świata, jaki znamy dziś.
Jednak najbardziej emocjonalne wrażenie robią dwa teksty napisane przez Orwella jeszcze w Birmie: „Wieszanie” oraz „Zabicie słonia”. To prozy na skraju reportażu i opowiadania, dosadnie opowiadające o najciemniejszych stronach władzy i kolonializmu. Ich wymowa i pytania, które stawia pisarz – o źródła przemocy i tyranii – są nadal aktualne.
„Lwa i jednorożca” zamyka piękny tekst o szczęściu – o tym, jak trudno je opisać i że literatura, ale także ludzka wyobraźnia, robi to jedynie przez kontrast. Nie będzie stwierdzeniem na wyrost, że lektura tego zbioru i zanurzenie w tak doskonałych zdaniach, jak: „pierzyna łacińskich słów opada na fakty niczym miękki śnieżny puch, zacierając kontury i zasypując szczegóły” (s. 34) czy żartobliwych metaforach („Po tej długiej głodówce samiec ropuchy przybiera prawdziwie uduchowiony wygląd, niby pobożny anglokatolik pod koniec Wielkiego Postu” [s. 68]) może dać wielbicielkom i wielbicielom doskonale połączonych słów poczucie błogostanu. Ponieważ, zgodnie z zasadą kontrastu, tak dobrze i mądrze napisane książki nie zdarzają się często.
LITERATURA:
Czech D.: „Posłowie tłumacza”. W: G. Orwell: „Lew i jednorożec. Najlepsze eseje i felietony”. Przeł. D. Czech. Kraków 2023.
George Orwell: „Lew i jednorożec. Najlepsze eseje i felietony”. Przekład i wybór: Dawid Czech. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2023.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

