NAWIASEM MÓWIĄC... (ZBIGNIEW LIBERA: 'ETNOGRAFIA TO PIĘKNA ZABAWKA W RĘKACH LITERATÓW Z DWORU I MIASTA W POLSCE XIX WIEKU I PÓŹNIEJ')
A
A
A
„Etnografia żyje fikcjami przez siebie stworzonymi, które należą do złudzeń kulturowej świadomości (…). Ludoznawstwo i literatura są współodpowiedzialne za »zrobienie chłopa« (…), za »schłopienie Polski« i wywołanie fantasmagorii »kultury ludowej«, za inne szkodliwości bądź liczne i wielkie zasługi społeczne czy kulturowe” (s. 8).
„Podróż naukowa jest to bardzo piękna zabawka, tylko trochę za kosztowna na polskiego literata” (Wincenty Pol, cyt. za: s. 107).
Propozycję Zbigniewa Libery, by czytać XIX-wieczną etnografię jako „piękną zabawkę” (nie zawsze) majętnych ludoznawców, przyjęłam z nieskrywaną radością. Główną narracją o przeszłości naszej dziedziny, narzucającą się niemal samoistnie, analogicznie do speriodyzowanej historii, jest bowiem nadal stadialność – przed oczami wciąż ukazują nam się kolejne pokolenia ludoznawców, etnografek, etnologów, którzy rozkwitają na gobelinie drzewa genealogicznego dyscypliny. W pozycjach podręcznikowych to co prawda zrozumiałe, przyzwyczaja jednak do niesłusznego postrzegania wcześniejszych pokoleń badaczy zgodnie z przyczynowo-skutkowym kontinuum: bądź to jako wielkich klasyków, bądź jako tych, którzy parali się nauką na pół gwizdka, dopiero przygotowując grunt pod dalsze kroki procesu badawczego.
Już sam tytuł niniejszej pozycji obiecuje nam inną, ciekawszą strategię – zogniskowanie uwagi na marginesach gotowych tekstów „klasyków polskiej etnografii”: na zabawie, jaką były naukowe krajoznawcze eskapady, na procesie twórczym, na etosie romantycznego ludoznawcy. Podobnie układ rozdziałów: z początku zaznaczają one wyraźny punkt wyjścia („Kamień węgielny położył Zorian Dołęga Chodakowski”; „Fundamenty budowali romantyczni poeci”), ale dalej nie podążają już za kategoriami temporalnymi. Stanowią raczej zbiór krótkich szkiców dotyczących szeroko pojętej codzienności omawianych badaczy – w „codzienności” uwzględniam również ówcześnie panujące dyskursy i metody wytwarzania wiedzy („Jak się robią książki nowe z książek cudzych”, „Polityka”, „Outsider”, „Pieniądze”, „Ekwipunek i ubiór”, „Noclegi”, by wymienić parę). Granice czasowe są mimo to precyzyjnie ustalone – wskazywane XIX stulecie jest przez autora traktowane jako „jednolita i ciągła formacja kulturowa” (s. 12), a sposoby uprawiania etnografii, które zaczęły być wówczas stosowane, były kontynuowane „aż do zwrotu teoretycznego od początku lat 80. XX wieku” (s. 12), i to ten moment wyznacza drugą granicę czasową.
Wszystko to, jak pisze Libera, w celu przypomnienia „idei i praktyk zepchniętych na margines i wykluczanych z prac o historii etnografii” (s. 8). „Etnografia…” ma służyć ponownemu przyjrzeniu się wczesnym badaniom etnograficznym w celu rozszczelnienia obowiązującego kanonu i rozpoznania konwencji wytwarzających dyskurs naukowy: „należy prześledzić drogi wytwarzania materiałów ludoznawczych, ich transformacje w gotowe do publikacji teksty – trzeba udać się w podróż »z dworów i miast pod wieśniacze strzechy«, w ślad za autorami prac ludoznawczych (…)” (s. 9).
Obawa autora o niehistoryczność, jaką, jak zakłada, można mu zarzucić, wynika z faktu, że dzieje etnografii są z reguły napisane „na obraz i podobieństwo obecnie wyznawanych ideałów nauki” (s. 11). Stąd też, uprzedzając ewentualną niezgodę na zawarte w opracowaniu tezy oraz na wybór specyficznego języka wywodu, podkreśla: „Piszę swoją historię etnografii, a może lepiej powiedzieć: etnografię etnografii w Polsce XIX wieku i później w formie nie całkiem zespolonych ze sobą »szkiców« czy »obrazków« układanych według porządków: od badań terenowych do pisania etnografii, od ludoznawstwa do naukowej etnografii. (…) Zamiast przepisywania zdań zbanalizowanych (…), wolę zostawić więcej miejsca na przytoczenie wypisów z prac ludoznawczych i odnoszących się do ludoznawstwa. (…) W rezultacie nie daję jednak (żeby posłużyć się językiem krytyki XIX w.) »kolekcji surowych faktów«” (s. 12).
Obietnice autora istotnie są spełniane w dalszych partiach tekstu, co uznaję za plus, ale jednocześnie – za duży problem czytelniczy. Osoba zorientowana, choćby w zarysie, w historii etnografii, dostrzeże w tej pozycji kilka zalet. „Etnografia…” dostarcza przede wszystkim wielu odniesień bibliograficznych oraz informacji trudnych do samodzielnego wyłuskania. Ilustruje proces wytwarzania wiedzy, pozwala poznać i zrozumieć codzienność życia osób, które w antologiach figurują jedynie jako – utkane przeze mnie na wstępie – portrety z datą urodzenia, śmierci i zestawem napisanych tekstów. Podawane cytaty z korespondencji, pamiętników i tekstów naukowych rozwarstwiają dyskurs, pozwalając czytelnikowi na swobodne zestawianie tego, co było myślane, robione, badane przez ludoznawców, z tym, co figuruje w ich gotowych publikacjach (procesowi publikowania poświęca zresztą autor kilka rozdziałów). Obawy o niehistoryczność nie są zatem zasadne przy tak prowadzonym wywodzie, o ile ma się na uwadze zaznaczone na wstępie świadome odejście od manii periodyzacji etnografii w celu przyjrzenia się kulturowym aspektom jej wytwarzania.
Jednocześnie jednak liczba przytaczanych fragmentów jest niezwykle konfundująca. Bywają to dłuższe passusy, wydzielone w tekście, najczęściej jednak cytaty zostają wprowadzone w formie krótkich dopowiedzeń. Wówczas trudno oddzielić warstwę odautorską od cytowanego fragmentu, zdania są wielokrotnie poprzecinane odniesieniami, a decyzja (zapewne) redakcji, by stosować przypisy harwardzkie, dodatkowo utrudnia tę wykopaliskową momentami pracę. Autor nie stroni od powtórzeń, przez które również można zatracić sens wywodu w poszczególnych akapitach. Jest to (rzecz jasna) osobliwa cecha tekstu, który świadomie wikła się w grę z naukową konwencją pisarską.
„Moją »Etnografię…« »niesforne pióro pisało, a pisało« – tę złośliwość Maurycego Manna wobec Pola odnoszę do siebie – i »pchało« mnie w strony wcześniej nieplanowane” (s. 13) – istotnie, trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Owa „przekorna opozycja” (s. 14) autora względem utrwalonych schematów pisania podręczników, opracowań historycznych, a szczególnie tych traktujących o historii dyscypliny, jest z pewnością elementem wyróżniającym „Etnografię…”, a do sprawdzenia skuteczności tej strategii zachęcam (może przekornie?) wszystkich zainteresowanych.
„Podróż naukowa jest to bardzo piękna zabawka, tylko trochę za kosztowna na polskiego literata” (Wincenty Pol, cyt. za: s. 107).
Propozycję Zbigniewa Libery, by czytać XIX-wieczną etnografię jako „piękną zabawkę” (nie zawsze) majętnych ludoznawców, przyjęłam z nieskrywaną radością. Główną narracją o przeszłości naszej dziedziny, narzucającą się niemal samoistnie, analogicznie do speriodyzowanej historii, jest bowiem nadal stadialność – przed oczami wciąż ukazują nam się kolejne pokolenia ludoznawców, etnografek, etnologów, którzy rozkwitają na gobelinie drzewa genealogicznego dyscypliny. W pozycjach podręcznikowych to co prawda zrozumiałe, przyzwyczaja jednak do niesłusznego postrzegania wcześniejszych pokoleń badaczy zgodnie z przyczynowo-skutkowym kontinuum: bądź to jako wielkich klasyków, bądź jako tych, którzy parali się nauką na pół gwizdka, dopiero przygotowując grunt pod dalsze kroki procesu badawczego.
Już sam tytuł niniejszej pozycji obiecuje nam inną, ciekawszą strategię – zogniskowanie uwagi na marginesach gotowych tekstów „klasyków polskiej etnografii”: na zabawie, jaką były naukowe krajoznawcze eskapady, na procesie twórczym, na etosie romantycznego ludoznawcy. Podobnie układ rozdziałów: z początku zaznaczają one wyraźny punkt wyjścia („Kamień węgielny położył Zorian Dołęga Chodakowski”; „Fundamenty budowali romantyczni poeci”), ale dalej nie podążają już za kategoriami temporalnymi. Stanowią raczej zbiór krótkich szkiców dotyczących szeroko pojętej codzienności omawianych badaczy – w „codzienności” uwzględniam również ówcześnie panujące dyskursy i metody wytwarzania wiedzy („Jak się robią książki nowe z książek cudzych”, „Polityka”, „Outsider”, „Pieniądze”, „Ekwipunek i ubiór”, „Noclegi”, by wymienić parę). Granice czasowe są mimo to precyzyjnie ustalone – wskazywane XIX stulecie jest przez autora traktowane jako „jednolita i ciągła formacja kulturowa” (s. 12), a sposoby uprawiania etnografii, które zaczęły być wówczas stosowane, były kontynuowane „aż do zwrotu teoretycznego od początku lat 80. XX wieku” (s. 12), i to ten moment wyznacza drugą granicę czasową.
Wszystko to, jak pisze Libera, w celu przypomnienia „idei i praktyk zepchniętych na margines i wykluczanych z prac o historii etnografii” (s. 8). „Etnografia…” ma służyć ponownemu przyjrzeniu się wczesnym badaniom etnograficznym w celu rozszczelnienia obowiązującego kanonu i rozpoznania konwencji wytwarzających dyskurs naukowy: „należy prześledzić drogi wytwarzania materiałów ludoznawczych, ich transformacje w gotowe do publikacji teksty – trzeba udać się w podróż »z dworów i miast pod wieśniacze strzechy«, w ślad za autorami prac ludoznawczych (…)” (s. 9).
Obawa autora o niehistoryczność, jaką, jak zakłada, można mu zarzucić, wynika z faktu, że dzieje etnografii są z reguły napisane „na obraz i podobieństwo obecnie wyznawanych ideałów nauki” (s. 11). Stąd też, uprzedzając ewentualną niezgodę na zawarte w opracowaniu tezy oraz na wybór specyficznego języka wywodu, podkreśla: „Piszę swoją historię etnografii, a może lepiej powiedzieć: etnografię etnografii w Polsce XIX wieku i później w formie nie całkiem zespolonych ze sobą »szkiców« czy »obrazków« układanych według porządków: od badań terenowych do pisania etnografii, od ludoznawstwa do naukowej etnografii. (…) Zamiast przepisywania zdań zbanalizowanych (…), wolę zostawić więcej miejsca na przytoczenie wypisów z prac ludoznawczych i odnoszących się do ludoznawstwa. (…) W rezultacie nie daję jednak (żeby posłużyć się językiem krytyki XIX w.) »kolekcji surowych faktów«” (s. 12).
Obietnice autora istotnie są spełniane w dalszych partiach tekstu, co uznaję za plus, ale jednocześnie – za duży problem czytelniczy. Osoba zorientowana, choćby w zarysie, w historii etnografii, dostrzeże w tej pozycji kilka zalet. „Etnografia…” dostarcza przede wszystkim wielu odniesień bibliograficznych oraz informacji trudnych do samodzielnego wyłuskania. Ilustruje proces wytwarzania wiedzy, pozwala poznać i zrozumieć codzienność życia osób, które w antologiach figurują jedynie jako – utkane przeze mnie na wstępie – portrety z datą urodzenia, śmierci i zestawem napisanych tekstów. Podawane cytaty z korespondencji, pamiętników i tekstów naukowych rozwarstwiają dyskurs, pozwalając czytelnikowi na swobodne zestawianie tego, co było myślane, robione, badane przez ludoznawców, z tym, co figuruje w ich gotowych publikacjach (procesowi publikowania poświęca zresztą autor kilka rozdziałów). Obawy o niehistoryczność nie są zatem zasadne przy tak prowadzonym wywodzie, o ile ma się na uwadze zaznaczone na wstępie świadome odejście od manii periodyzacji etnografii w celu przyjrzenia się kulturowym aspektom jej wytwarzania.
Jednocześnie jednak liczba przytaczanych fragmentów jest niezwykle konfundująca. Bywają to dłuższe passusy, wydzielone w tekście, najczęściej jednak cytaty zostają wprowadzone w formie krótkich dopowiedzeń. Wówczas trudno oddzielić warstwę odautorską od cytowanego fragmentu, zdania są wielokrotnie poprzecinane odniesieniami, a decyzja (zapewne) redakcji, by stosować przypisy harwardzkie, dodatkowo utrudnia tę wykopaliskową momentami pracę. Autor nie stroni od powtórzeń, przez które również można zatracić sens wywodu w poszczególnych akapitach. Jest to (rzecz jasna) osobliwa cecha tekstu, który świadomie wikła się w grę z naukową konwencją pisarską.
„Moją »Etnografię…« »niesforne pióro pisało, a pisało« – tę złośliwość Maurycego Manna wobec Pola odnoszę do siebie – i »pchało« mnie w strony wcześniej nieplanowane” (s. 13) – istotnie, trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Owa „przekorna opozycja” (s. 14) autora względem utrwalonych schematów pisania podręczników, opracowań historycznych, a szczególnie tych traktujących o historii dyscypliny, jest z pewnością elementem wyróżniającym „Etnografię…”, a do sprawdzenia skuteczności tej strategii zachęcam (może przekornie?) wszystkich zainteresowanych.
Zbigniew Libera: „Etnografia to piękna zabawka w rękach literatów z dworu i miasta w Polsce XIX wieku i później”. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2022 [seria: Anthropos].
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |












ISSN 2658-1086

