ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 października 19 (475) / 2023

Mateusz Wojda,

POZOSTAĆ W RAJU ('TORI I LOKITA')

A A A
W tym roku minie osiem lat, od kiedy Unia Europejska musiała zmierzyć się z bezprecedensową falą migrantów i uchodźców z Afryki oraz Bliskiego Wschodu. W mediach hulały zdjęcia ciał utoniętych dzieci oraz wypełnionych po brzegi pontonów, dryfujących po Morzu Śródziemnym w stronę Włoch. Wtedy te obrazy i ten temat wywołały w Europie szok. Dzisiaj sprawa nie jest nam obca, choć nadal mniej niż w Europie Zachodniej. Obecnie mało kto wie, że pontony z migrantami do dziś płyną do Europy. I na jednym z takich pontonów do Belgii trafili Tori i Lokita, bohaterowie najnowszego filmu braci Dardenne.

Tori (Pablo Schils) i Lokita (Mbundu Joely) udają rodzeństwo, choć nim tak naprawdę nie są. Poznali się dopiero na łodzi płynącej do Europy. Mieszkają w ośrodku dla uchodźców, gdzie czekają na decyzję w sprawie udzielenia im prawa do stałego pobytu. Pracują razem w restauracji, dorabiając przy okazji u kucharza Betima (Alban Ukaj) jako drobni handlarze narkotyków. Kwestia finansowa dla „rodzeństwa” jest kluczowa, ponieważ Lokita nie tylko wysyła część zarobionych pieniędzy do rodzinnego Kamerunu, gdzie mieszkają jej matka i bracia, ale musi też opłacić przemytników, którzy przewieźli ją oraz Toriego do Europy. Pętla się zaciska, kiedy Lokita nie otrzymuje prawa stałego pobytu w Belgii, przez co nie może legalnie podjąć pracy. Nie widząc innego wyjścia, postanawia pozostać w kraju na „lewych papierach”. A pieniądze na fałszywki chce zdobyć, opiekując się nielegalnymi plantacjami marihuany.

Kto zna twórczość braci Dardenne, ten wie, że „Tori i Lokita” będzie filmem z konkretnym, wrażliwym społecznie przesłaniem. I rzeczywiście, duet reżyserski pokazuje nam rozliczne problemy, głównie ekonomiczne, jakie trapią migracyjne „rodzeństwo”. Tori i Lokita zajmują się pokątnym handlem narkotykami, by dorobić na boku. Temu służy również jej decyzja o opiece (tak to nazwijmy) nad tajną plantacją marihuany, w odcięciu od przyszywanego brata. Dlatego też pozwala się wykorzystywać seksualnie Betimowi za pieniądze.

Przede wszystkim „Tori i Lokita” są jednak aktem oskarżenia. Reżyserzy, niczym Émile Zola, mówią j'accuse...! systemowi, który pozwala na krzywdę uchodźców i nie integruje ich ze społeczeństwem, a zamiast tego zmusza do wejścia w świat przestępczy, jeśli chcą przetrwać. Kiedy Tori mówi w ostatniej scenie, że gdyby Lokita otrzymała pozwolenie na stały pobyt, ich historia skończyłaby się inaczej, łatwo zauważyć, że to twórcy mówią do nas, widzów, i zwracają się do naszego humanitarnego instynktu.

Jakkolwiek nie wiadomo, poza ogólnikami, dlaczego Lokita nie otrzymała pozwolenia (możliwe, że urzędnicy przejrzeli jej kłamstwa), dla braci Dardenne liczy się nie litera prawa i biurokratyczny formalizm, tylko empatyczne spojrzenie na krzywdę uciekinierów. Autorzy wstawiają się tutaj za konkretnymi ludźmi, ich przeżyciami, za którymi kryje się decyzja o emigracji, oraz kosztami, jakie ponieśli, by dotrzeć do Europy. Pokazują też, że mur bezduszności nie tylko nie rozwiąże problemu uchodźczego, ale wręcz go skanalizuje, a migranci zostaną w Europie nielegalnie i będą napędzać przestępczość (o której tak często się mówi w ich kontekście). Wystarczyło jej pozwolić zostać, ileż problemów by to rozwiązało, mówią bracia–reżyserzy.

Jest to opowieść trochę sentymentalna i tragiczna zarazem. Sentymentalna, ponieważ twórcy jasno podzielili role na tych „złych” i „dobrych”. Psychologia postaci na tym cierpi, ale dla braci Dardenne to rzecz drugorzędna, ponieważ liczy się morał, który ma pojawić się w głowie widza. Ogląda się to zatem jak opowieść, w której próżno znaleźć wyłom lub zaskoczenie. Historia idzie jak po sznurku, jakby koniec był zaplanowany wraz z początkiem. Tragiczna, ponieważ ma się świadomość, że Tori i Lokita nie mieli dobrego wyjścia z sytuacji, w której się znaleźli. Mogliby rzecz jasna wrócić do Afryki, ale Lokita wróciłaby z poczuciem porażki (cała rodzina na nią liczyła), a losy Toriego, który w Beninie żył z piętnem dziecka czarownicy, byłyby, najłagodniej mówiąc, niewesołe.

I właśnie prostota filmu, naiwność i dydaktyzm opowieści są jego achillesową piętą. Zwolennicy otwartych granic, dla których „żaden człowiek nie jest nielegalny”, na pewno uronią łzę nad ich historią. Z kolei ci, którzy powtarzają, że trzeba zatapiać łodzie przemytnicze, zapewne pozostaną niewzruszeni i poczują się szantażowani emocjonalnie. A kino społecznie zaangażowane, które sprawia, że widz tylko okopuje się w swoich przekonaniach, nie spełnia dobrze swej roli. Wielka szkoda, że tak się stało w przypadku tego filmu.
„Tori i Lokita” („Tori et Lokita”). Reżyseria i scenariusz: Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne. Obsada: Pablo Schils, Mbundu Joely. Zdjęcia: Benoît Dervaux. Belgia, Francja 2023, 88 min.