WIERSZE
A
A
A
Jamnik
Nie wiem gdzie się podział.
Nie wiem gdzie się podział.
Mam z nim zdjęcie, był w krynickim parku,
bodaj mosiężny, bohater tysiąca i jednej
bodaj mosiężny, bohater tysiąca i jednej
kiczowatej fotografii. Rzadka okazja
siedzieć na jamniku. Poszedł sobie?
Zyskał gust i wolność? Wokół sporo knajp,
nieźle karmią, poją. Ja bym tak nie wytrzymał.
Niedaleko posadzili metalowego Nikifora.
I psa. Ale nie wiem
czy to ma jakiś związek.
Pogranicze II
Czasy były podłe i ta knajpa
Czasy były podłe i ta knajpa
również. Przemytnicy, zbóje, leśne dziady,
szynkarz nie odzywał się nigdy. Nalewał,
chyba nawet czytać nie umiał, ale chłop
jak dwóch albo trzech.
I raz przyszedł tam dzik. Normalnie, dzik,
nic nie mówił, bo dziki nie mówią po ludzku,
szynkarz też nic nie mówił, chociaż chyba umiał,
nawet po świńsku. Nalał piwa, dzik wypił i poszedł.
Potem wracał, czasem przyniósł zająca,
czasem kartofla, chyba chciał tak płacić.
Szynkarz nie pytał, dzik nie mówił.
Raz przyszedł i został tydzień, chlał na umór,
gadali, że ktoś mu umarł, czy locha go rzuciła,
trudno stwierdzić, szynkarz nie pytał, dzik pił.
Potem rzygał i trzeźwiał dwa dni
i coś mu się zrobiło. Racice mu się trzęsły,
wszystkiego się bał, nie mógł przejść dwóch kroków,
wlókł się w krzaki z godzinę i tylko kwiczał.
I wtedy podobno szynkarz się odezwał. Powiedział:
zantropomorfizował się.
I odtąd było znów jak dawniej.
Niedziela
Krowy leżą, nie spieszą się,
Krowy leżą, nie spieszą się,
jest dzień wolny, pochmurno. Każda
z nich przypomina Lackową. Kot dla odmiany
rozłożył się jak Chełm widziany z Kąclowej.
Ze wszystkich teorii czasu pozostaje
czas geologiczny, z wszystkich punktów widzenia
jest jakby nieruchomy. Nawet deszcz
zawisł sobie i tak wisi. Aż nie wypada
puentować wiersza.
Grybów, 18:04
Za minutę ostatni autobus,
Za minutę ostatni autobus,
posezonowa wyprzedaż godzin,
towarów, uszczupla sklepy i knajpy.
Wrzesień, miasto zyskuje przeszłość
w miejsce tymczasowości. Wyglądam staro,
ale to dlatego, że dużo się martwię.
To żaden dyshonor,
tylko martwi się nie martwią, nie przeżyjesz
jesieni tak naprawdę, z dobrodziejstwem,
jeśli bez zmartwienia. Czas
brać pełnymi garściami. Za minutę
ostatni autobus do Berestu, chwila czekania.
Nic więcej w tej minucie się nie zmieści,
reszta zostaje.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

